Connect with us

Recenzje

ASTERIX I WIKINGOWIE. Szkoła latania

ASTERIX I WIKINGOWIE. Szkoła latania zabiera nas w niezwykłą podróż Galów, którzy w humorystyczny sposób zmagają się z nudą i przygodami.

Published

on

ASTERIX I WIKINGOWIE. Szkoła latania

W dzieciństwie uwielbiałam opowieści (czy to w postaci komiksowej, czy animowanej) o dzielnych Galach, będących ostatnią ostoją niepodległości, niezniszczalnym bastionem, negującym rzymski imperializm. Oczywiście nie rozpatrywałam tej historii od strony ruchu niepodległościowego, a odpowiadał mi humor, postaci i przygody, w jakich brali udział. I w tej formie zostało to do dzisiaj, zatem fakt, że powstała kolejna część, niezwykle mnie ucieszył, zwłaszcza kiedy wersje fabularne uważam za nieudane i nie mogę w nich dojrzeć faktycznego humoru. Tym głębsze nadzieje wiązałam z filmem Fjeldmarka.

Advertisement

Może nie spełnił on wszystkich, jednak to, co zawieść tu nie mogło, to sama animacja, kolejna, która udowadnia, że tradycyjne jej wykonanie, przeplatane z techniką komputerową, jest najlepszym rozwiązaniem.

Nie zawsze film, który powstaje kilka lat i pochłania ogromny budżet (ot, np. 22 miliony euro) okazuje się być faktycznie czymś więcej aniżeli ciekawym świecidełkiem. Tutaj nie na samej stronie graficznej opowieść bazuje, jednakże zanim do tego przejdę, teraz słowo odpowiedzi na pytanie, o co tym razem w tym wszystkim chodzi. Otóż Galowie się nudzą. Rzymianie wciąż stacjonują nieopodal, aczkolwiek już nie próbują podbijać niepokornej wioski, bowiem pamiętają, czym kończyły się poprzednie spotkania z jej mieszkańcami (tak też to Galowie muszą sami fatygować się do obozu wroga).

Advertisement

Podczas tego okresu stagnacji znużonemu Asteriksowi i Obeliksowi zostaje przekazany pod skrzydła opieki niejaki Trendix. Jest to syn brata Vitalstatiksa. Typowy miastowy. Młodzieniec, którego interesują panny i zabawa. Ma nowoczesny wóz oraz wyluzowany styl bycia. Wydaje się, że szanse, aby uczynić z niego mężczyznę, oscylują gdzieś w granicach zera. Niemniej wódz wioski składa jego ojcu obietnicę, że chłopak zostanie ocalony. Asterix i Obelix przystępują do pracy, codzienne treningi nie zdają się jednak na wiele…

Tymczasem na skutym lodem lądzie żyją wikingowie. Jak wiadomo, profesję wikingów stanowią gwałt i brutalne grabieże. Kto zna „Immigrant Song” Zeppelinów, ten może wyobrazić sobie atmosferę ich wypraw ekspedycyjnych. Zatem jak (i czy) można pracować, gdy każda napadnięta wioska przedstawia się niczym widmo? Czy podpalenie kolejnej, pustej osady dostarcza satysfakcji? Wódz wikingów, nie rozumiejący tak okrutnego pecha towarzyszącego każdej wyprawie, dosłownie bierze do siebie słowa niejakiego Kryptografa, mówiącego, że strach uskrzydla. Tak więc… wikingowie postanawiają stać się największymi tchórzami i jako tacy przejść do historii.

Advertisement

Czyż nie przydatnym byłoby posiąść sztukę latania? Aby jednak latać się nauczyć, potrzebny jest ekspert, który wyłoży tajniki owego talentu. A któż lepszy jak nie największy tchórz? Traf sprawia, że w miejscu, które los wybiera na teatr porwania, przebywa akurat Trendix…

To, co zniesmaczyło mnie przed rozpoczęciem filmu, to nie fakt, że wraz z dwójką znajomych zdecydowanie podnieśliśmy średnią wieku na sali, czy też wataha dzieci do lat pięciu zaznaczająca radośnie swą obecność. W konsternację wprowadziły mnie reklamy poprzedzające seans. I nie jest to o tyle nie na temat, iż były to trailery produkcji dla dzieci, a z każdym kolejnym mocniejszy strach szczelnie zaciskał się wokół świadomości. Wszystkie miały bowiem jeden wspólny element: otóż humor opierający się na… bekaniu (jeden zwierzak chwalił się, że on to potrafi tak cały alfabet.

Advertisement

.. na szczęście ów w pełni rozwinięty talent małego geniusza nie został zademonstrowany od A do Z), a zgrozę wywoływał fakt, że to chyba były najzabawniejsze sceny, z zebranych w zwiastunach kolejnych (co nie znaczy, że zabawne były). Ten typ „humoru” dominuje w wielu filmidłach, uważających się za komedie, skierowanych do starszej widowni. Trudno. Fakt, że wokół tego oscylują bajki dla dzieciaków, doprawdy nie jest już jednak zabawny. Jeszcze kilka zapowiedzi i zapadłabym w poważną traumę, wyrzucając precz współczucie dla bogactwa wyobraźni twórców owych potworków, a, póki co, zaczęły rodzić się obawy w stosunku do Asteriksa i Wikingów. Na szczęście okazały się bezpodstawne.

Opowieść jest utrzymana w świetnym, tradycyjnym stylu, chociaż kilka dialogów wprowadza niemiłe wrażenie. Widziałam jedynie wersję z dubbingiem, który w kreskówkach jest do przyjęcia, a często bywa bardzo dobry, ale niestety występuje tendencja tłumaczenia w stylu osiedlowego języka. Takie rodzime „cool” drażni. Drażniło w Shreku, zatem i tutaj rzuca się w ucho. Na szczęście osoby podkładające głosy rekompensują nieco ową inklinację. Na uwagę zasługuje zwłaszcza… Abba w wykonaniu niejakiej Dody. Jest to najlepiej zdubbingowana (no, może na równi z Trendiksem, w którego wciela się Maciek Stuhr) postać w całym filmie.

Advertisement

Emocje, jakie wyrażone są za pomocą głosu, wchodzą w idealną symbiozę z charakterem tej postaci i otrzymujemy spójną całość. Pasuje barwa głosu, umiejętność płynnego przechodzenia z jednego stanu uczuciowego w kolejny i… charakterystyczny śmiech z wdziękiem uzupełniający się z brakiem przedniego zęba u bohaterki. A bohaterka to bardzo wyrazista. Młoda, śliczna córka wodza wikingów, która nie może pogodzić się z rolą, jaka przypada w owej społeczności kobiecie. Buńczuczna, wpadająca w złość, którą wyraża nad wyraz ekspresyjnie, a przy tym tak bardzo dziewczęca. Chciałaby urodzić się mężczyzną, skoro jednak los chciał inaczej, to nie oznacza, że musi się z nim zgodzić.

Pokazuje, że kobieta nie musi być łagodna w walce o swe przekonania, a swą determinacją (i dzięki swej urodzie) sprawia to, czego nie udało się dokonać za pomocą mozolnych treningów w wiosce Galów – pozwala Trendiksowi przezwyciężyć strach.

Advertisement

Warto w filmie Fjedlmarka zwrócić uwagę na świetną muzykę, połączoną z przeplatającymi się plenerami – dwoma kontrastującymi ze sobą środowiskami. Widz jest otaczany raz przez ciepłe barwy, by po chwili rzuconym zostać w krajobraz spowity lodem, królestwo zimnych kolorów. O ile Galowie przedstawiają się jako przyjaźni bohaterowie, potrzebujący od czasu do czasu rozrywki, o tyle wikingowie są przerażający. Nie warto chyba wspominać, iż jako szklanek używają czaszek… Natomiast nie wszystkie zmiany w stosunku do oryginału wyszły na dobre – Trendix robiący show dyskotekowe zamiast rockowego zdecydowanie nie wpasował się w mój smak, chociaż oczywiście od powstania komiksu (rok 1967) minęło wiele lat, ba, wiele dekad, i jak się okazuje, duch muzyczny uległ znacznej modyfikacji.

O ile harmonijnie nie splata się to zatem z gustem mym, na pewno współgra z wyraźnymi odwołaniami do współczesności. A tych nie brakuje. Doświadczamy tu konsumpcjonizmu, a zderzenie Trendiksa ze starszym pokoleniem to zderzenie dwóch odmiennych światów. Trendix mógłby z powodzeniem stanowić wizualną i osobowościową markę pojęcia uniseksu. Zestawiając go z Galami można by rzec, że jest delikatny niczym niewiasta, gdyby każda z kobiet, jakie mamy okazję poznać, nie była bardziej męska aniżeli on. To nie Abba występująca przeciw dominacji płci brzydkiej, a twór czasów współczesnych. Mimo wszystko, jest to zwłaszcza bajka dla dzieci i nie wpisuje się do końca w modę, na styl której snuje się obecnie animowane opowieści.

Advertisement

Nie wiem, czy to lepiej, czy też gorzej, możliwe, że starsi widzowie mogą przez to poczuć się znudzeni. Poprawnie napisane dialogi także bowiem nie są niczym niesamowitym, mimo tego ta historia to 75 minut akcji, romansu i stonowanego humoru. Przygoda zdecydowanie nie bazująca na zapowiedziach – potworkach, o których wspomniałam wyżej. Z ekranu przeziera optymizm, zachwyca animacja, a miłośnik opowieści o dzielnych Galach, którzy teraz odnajdują przeciwników równie silnych jak oni (nooo… prawie!), nie powinien się poczuć zawiedziony. Styl komiksu został zachowany, ekranizacja zalicza się zdecydowanie do tych udanych i chyba warto przeznaczyć chwilę na ujrzenie filmu tak pogodnego, filmu będącego po prostu bajką. A z bajek lepiej nie wyrastać, więc wypijmy ów napój magiczny do dna, rozkoszując się jego energetycznym działaniem!

Tekst z archiwum film.org.pl (26.05.2006).

Advertisement
Advertisement
Kliknij, żeby skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *