search
REKLAMA
Głosowanie

9. dzień FILM(org)OWYCH Mistrzostw Europy. Zagłosuj!

Zagraj z nami w FILM(org)OWYCH Mistrzostwach Europy i oddaj swój głos!

REDAKCJA

19 czerwca 2021

REKLAMA

Dziś przed wami ostatnie pojedynki drugiej kolejki spotkań grupowych. Poza meczami drużyn z grupy F w 9. dniu FILM(org)OWYCH Mistrzostw Europy naprzeciw siebie staną również ekipy Hiszpanii oraz Polski. Na które z filmów oddacie swoje głosy?


WYNIKI 8. DNIA FME:

SZWECJA – SŁOWACJA  25:6

CHORWACJA – CZECHY  12:18

ANGLIA – SZKOCJA  10:29


FME Dzień 9. Mecz: Węgry – Francja

Po przegranej w szlagierowym pojedynku z Niemcami Francuzi po prostu muszą wygrać dzisiejszy mecz z Węgrami. Nie będzie to jednak takie proste, ponieważ Węgrzy będą bardzo zmotywowani, aby zapewnić sobie tym spotkaniem awans do dalszej fazy rozgrywek.  

Który z poniższych filmów jest według was lepszy? Który bardziej wam się podobał? Pamiętajcie o oddaniu głosu w formularzu pod opisami proponowanych przez trenerów tytułów.

WĘGRY – Syn Szawła (2015)

Nigdy nie sądziłem, że obcowanie z dziełem filmowym może zmęczyć odbiorcę fizycznie. Zmieniłem zdanie po obejrzeniu Syna Szawła László Nemesa. Spotkanie z węgierską produkcją przypłaciłem bowiem bólem całego ciała, a nawet zakwasami mięśni następnego dnia. Syn Szawła jest bowiem wyjątkowym pod względem formy filmem o Holokauście. Niby większość dzieł na ten temat realizuje wizję obozów koncentracyjnych jako piekła na ziemi, ale chyba żaden z nich nie jest w tej tak wizji wiarygodny i namacalny. Pozornie prosty zabieg ukazywania odbiorcy okropności, jakich dopuszczano się w obozach, oczami głównego bohatera okazał się kontrowersyjnym, ale skutecznym rozwiązaniem. Dzięki Nemesowi metaforze piekła na ziemi nadano nowy, intensywny wymiar. Węgierski reżyser udowodnił również, że wbrew pozorom o Holokauście można jeszcze opowiadać w kinie inaczej, przez co jego film stał się argumentem jednej ze stron w trwającym już lata sporze o przedstawialność Zagłady. Syn Szawła to film, który wstrząsa dusze i sprawia ból ciału. [Przemysław Mudlaff]

FRANCJA – Jutro będziemy szczęśliwi (2016)

Omar Sy, gwiazda Nietykalnych, wciela się w postać Samuela – kobieciarza i łamacza serc, który ewidentnie nie zamierza się zbyt szybko ustatkować. Jednak plany planami, a rzeczywistość rzeczywistością, bo pewnego dnia jedna z towarzyszek jego nocnych przygód wraca do niego z niespodzianką – nowo narodzonym berbeciem. Razem z dzieckiem mężczyzna wyjeżdża więc do Londynu, by skonfrontować się z kobietą i – jak się okaże – zacząć zupełnie inne życie. Oparte na dynamicznej relacji Samuela z córką Jutro będziemy szczęśliwi to rzemieślniczo zaprojektowany feel-good movie, który doskonale rozumie swoją rolę i potrafi jej sprostać. Emocjonalna podróż niedojrzałego człowieka i równie niedojrzałej – choć w zupełnie inny sposób – młodej istotki to wyciskacz łez powstały nie z cynizmu, lecz chęci wypełnienia naszych serc przyjemnym ciepłem. I naprawdę trudno mieć mu to za złe. [Krzysztof Nowak]

FME Dzień 9. Mecz: Portugalia – Niemcy

Drużyna Portugalii nie ma wysokich notowań w naszych zawodach. Przegrała swój inauguracyjny mecz z teoretycznie najsłabszym przeciwnikiem w grupie – Węgrami, a zwycięstwo w kolejnych meczach zdaje się być misją niemożliwą do zrealizowania. Odłóżmy jednak na bok założenia i sprawdźmy, jak potoczy się ich pojedynek z Niemcami.    

Który z poniższych filmów jest według was lepszy? Który bardziej wam się podobał? Pamiętajcie o oddaniu głosu w formularzu pod opisami proponowanych przez trenerów tytułów.

PORTUGALIA – Aniki-Bóbó (1942)

Czy wiecie, że zanim Vittorio de Sica, Roberto Rossellini czy Giuseppe De Santis zyskali uznanie jako włoscy neorealiści, Manoel de Oliveira swoim pełnometrażowym debiutem wystosował te same postulaty estetyczno-tematyczne? Aniki-Bóbó opowiada o dziecięcym „gangu”, który właśnie przyjął w swoje szeregi nowego członka, Carlitosa. Żółtodziób z miejsca zakochuje się w jedynej dziewczynce w grupie – problem w tym, że to też obiekt uczuć herszta bandy… Krótki, bo zaledwie 68-minutowy film zabiera nas w podróż ulicami Porto, na których grupa dziecięcych zawadiaków szuka wyzwań i sposobów na ucieczkę od zaglądającej w oczy biedy. Manoel de Oliveira, który zasłynął długowiecznością – zmarł w 2015 roku w wieku 106 lat, jego pierwszy i ostatni film dzieli aż 80 lat! – opowiada oszczędnie, ale szczerze. Aniki-Bóbó z początku nie spotkało się z dużym uznaniem, ale dziś uznawane jest za jedno z najważniejszych dzieł portugalskiego kina i prekursora europejskiego neorealizmu. [Dawid Myśliwiec]

NIEMCY – Okręt (1981)

Nie znajdziecie lepszego filmu o losach załogi wojennego okrętu podwodnego. Więcej, film Wolfganga Petersena (ależ wyborna reżyseria!) to stały uczestnik wszelkich rankingów najlepszych filmów wojennych, zawsze okupujący czołowe miejsca (w naszym zestawieniu miejsce 7.), więc miłośnikom tego gatunku to film doskonale znany. Przede wszystkim to duszny, klaustrofobiczny film – i ze względu na mocno ograniczoną przestrzeń, i z powodu intensywnych relacji między bohaterami, którzy na każdym kroku muszą testować zarówno swoją fizyczną, jak i (szczególnie) psychologiczną wytrzymałość. Każdy z nich narażony jest na nagłą śmierć, każdy jest niemożebnie zmęczony i sfrustrowany, więc wszelka ideologia – pamiętajmy, że bohaterami są nazistowscy żołnierze! – schodzi na dalszy plan. Liczy się przetrwanie w skrajnie nieprzyjaznych warunkach przez ciągłe przesuwanie granic wytrzymałości. Wybitne kino, które ani trochę się nie zestarzało, mimo 40 lat na karku. [Rafał Oświeciński]

 

FME Dzień 9. Mecz: Hiszpania – Polska

Dość niespodziewana porażka Hiszpanów ze Szwecją stawia drużynę z Półwyspu Iberyjskiego w bardzo trudnej sytuacji. Kolejna przegrana może bowiem oznaczać dla nich pożegnanie z turniejem. Czy Polacy wyrzucą Hiszpanów z FILM(org)OWYCH Mistrzostw Europy?

Który z poniższych filmów jest według was lepszy? Który bardziej wam się podobał? Pamiętajcie o oddaniu głosu w formularzu pod opisami proponowanych przez trenerów tytułów.

HISZPANIA – Labirynt fauna (2006)

Jeden z najbardziej magicznych, wizualnie przepięknych i intrygujących filmów XXI wieku. Labirynt fauna, dzieło prawdziwego artysty wielkiego ekranu, Guillerma del Toro, to historia rozgrywająca się w czasie hiszpańskiej wojny domowej, ale oglądanej oczami małej dziewczynki. Bohaterka, próbując radzić sobie z wojenną traumą, ucieka w świat fantazji. Tyle że nie takiej cukierkowej, bezpiecznej, właściwej dorastającym dzieciom. Bo chociaż są tu niesamowite stwory, zachwycające, oniryczne krainy i odrobina przygody, to całość przesiąknięta jest mrokiem balansującym na granicy sennego koszmaru, wynikającym z okropności dziejących się wokół małej Ofelii. Fantastyczne zadania rodem z baśni nie muszą bowiem zakończyć się pozytywnie, a jeden zły ruch to śmierć – i to najpewniej okrutna. Każdy, kto choć raz wybierze się wraz z 10-letnią Ofelią do labiryntu fauna, nigdy tej pasjonującej, a zarazem złowrogiej podróży nie zapomni. [Dawid Konieczka]

POLSKA – Rękopis znaleziony w Saragossie (1965)

Na pojedynek z Hiszpanią wybór mógł być tylko jeden – wielowątkowa, nieustannie zaskakująca opowieść o Alfonsie van Wordenie, kapitanie gwardii walońskiej, który próbuje przedostać się do Madrytu przez „opętane” pasmo górskie Sierra Morena. Oparty na powieści szkatułkowej Jana Potockiego Rękopis znaleziony w Saragossie to projekt unikatowy w skali nie tylko polskiej, ale i światowej: filmem Wojciecha Jerzego Hasa nie bez powodu zachwycali się tacy artyści jak Jerry Garcia, Martin Scorsese, Luis Buñuel czy David Lynch. Poza skomplikowaną, misternie skonstruowaną narracją Rękopis… ma również do zaoferowania m.in. wspaniałą plejadę polskich gwiazd u szczytu swoich aktorskich możliwości (Cybulski, Holoubek, Kobiela, Maklakiewicz, Niemczyk, Tyszkiewicz, Czyżewska i wielu, wielu innych), zachwycające, wspaniale wykorzystujące głębię ostrości zdjęcia Mieczysława Jahody (wydobywające na pierwszy plan charakterystyczną Hasowską „rupieciarnię”, garściami czerpiące z rewolucyjnych rozwiązań Gregga Tolanda i Orsona Wellesa), a także hipnotyzujący, eksperymentalny soundtrack skomponowany przez samego Krzysztofa Pendereckiego. Do dziś zastanawiam się, jak to możliwe, że tak spektakularne, wizjonerskie dzieło powstało w latach 60. w naszym kraju. [Jan Brzozowski]

REKLAMA