Zestawienie

Aktorzy i aktorki, którzy zasługują na OSCARA za ZA CAŁOKSZTAŁT twórczości

Autor: Krzysztof Dylak
opublikowano

Spieszmy się nagradzać aktorów, tak szybko odchodzą. Kategoria: honorowy Oscar za całokształt dorobku filmowego lub szczególny wkład w światową kinematografię została wycofana z głównej ceremonii przyznawania najważniejszej (?) nagrody filmowej i od 2009 roku rozdanie to odbywa się jako osobna impreza. Moim zdaniem ta decyzja nie była do końca słuszna ani sprawiedliwa. Moment wręczenia takiej statuetki na oficjalnej uroczystości miał swoją magię: uznanie, owacje na stojąco, sentymentalną podróż w przeszłość, powrót do wspomnień. W ubiegłym roku oprócz Davida Lyncha honorowego Oscara odebrała między innymi Geena Davis (tym razem za inny aspekt działalności w branży), a także Wes Studi, aktor indiańskiego pochodzenia.

Niniejszy artykuł mówi o zasłużonych odtwórcach w wieku seniora, weteranach kina, którzy kilkakrotnie otarli się o statuetkę. To nie znaczy, że poniższy tekst pozbawia ich jakiejkolwiek szansy na jej zdobycie. Nic podobnego – wystarczy jedna trafna rola i bingo. Czas jednak się nie cofa. Przypadek Benjamina Buttona raczej nie ma szans na zaistnienie w pozafilmowej rzeczywistości. Tacy aktorzy jak John Hurt, Dennis Hopper czy Rutger Hauer muszą niestety zostać usunięci z listy potencjalnych kandydatów. Na szczęście kilku starych wyjadaczy jeszcze nam zostało. Gdyby nie trafili na oscarową kreację, warto o nich pamiętać również pod kątem ukoronowania wieloletniej pracy aktorskiej.

Willem Dafoe

Charyzma, niejednoznaczność, a przede wszystkim wszechstronność, żyłka ryzykanta, otwartość i zamiłowanie do ekranowych eksperymentów. Aktor, który żadnej roli się nie lęka. Nadal w formie, ciągle aktywny, sprawdzający się w rozmaitych gatunkach i konwencjach. Role komercyjne współczesnego kina? Proszę bardzo: Spider-Man, Aquaman, John Wick. Udział w mocno kontrowersyjnych filmach z odważnymi kreacjami? Nie ma problemu: Ostatnie kuszenie Chrystusa, Antychryst. Postacie porządnych facetów niemal bez skazy? Znajdzie się ich wiele, w filmach mniej lub bardziej ambitnych: Pluton, Missisipi w ogniu, Boże skrawki, Białe piaski. Przykuwające uwagę czarne charaktery? Wystarczy wymienić tylko Żyć i umrzeć w LA i Dzikość serca. Wymagające, artystyczne role? Tych także nie brakuje: Cień wampira, Passolini, Van Gogh. U bram wieczności. Zeszłoroczny Lighthouse dowodzi, że Dafoe nie zamierza przejść na emeryturę, nadal jest głodny ciekawych ról, a tradycyjny Oscar za regularną kreację pozostaje jak najbardziej możliwy. Jednak w wyścigu do tej nagrody potrzebny jest również element szczęścia i gdyby w tym aspekcie aktorowi tego fartu zabrakło, to statuetka za dorobek zdecydowanie mu się należy!

Ed Harris

Zawodowiec i jeden z najbardziej solidnych aktorów, którego gra nie spada poniżej określonego poziomu, nawet gdy film z jego obecnością jest nieco słabszy. Harris to po prostu równy „gracz”, fachowiec rzadko (jeśli w ogóle) pozwalający sobie na ekranowe wpadki. Cztery nominacje do Oscara mówią same za siebie. Aktor jest znany ze zdecydowanych, męskich ról. Zarówno pozytywnych jak i negatywnych, lub jednych i drugich w tej samej postaci. W latach 80. i 90. trochę niedoceniony pomimo kilkunastu zapadających w pamięć ról (Alama Bay, Zabić księdza, Szalony Meg, Walker) i udziału w znanych, wysokobudżetowych  produkcjach – Otchłań, Twierdza, W słusznej sprawie, Apollo 13, Truman Show (za role w dwóch ostatnich nominowany do Oscara). Od 2000 roku aktor nie zwalniał tempa, pokazując swoje możliwości na ogół w rolach drugoplanowych (z wyjątkiem np. Pollocka; kolejna nominacja od Akademii), nie dając się jednak przyćmić głównym wykonawcom. Harris był i niejednokrotnie jest filarem obrazu. Zdobył należyty szacunek. Należy do tych doświadczonych aktorów, których pojawienie się na ekranie potrafi wzbudzić respekt. Czy Oscar w jego przypadku jest kwestią czasu? Na pewno jest nagrodą na miarę jego aktorstwa.

Nick Nolte

Popularność zdobył dzięki serialowi Pogoda dla bogaczy i już wtedy dał się poznać jako wyrazisty aktor i spec od charakternych ról.  Duży ekran upomniał się o niego, co było oczywistością, a nawet formalnością. Stworzył zabawny duet z debiutującym wówczas Eddiem Murphym w 48 godzinach. Nolte nawet w komediach był aktorem z krwi i kości, a będąc „tym poważnym”, umiał rozbawić na zasadzie kontrastu z partnerem. Ale ten ekranowy wyga, to przede wszystkim aktor z dramatów – obyczajowych, sensacyjnych czy wojennych. Jego wizerunek: szorstki, władczy, kategoryczny, lecz skrywający pokłady ciepła i wrażliwości, pozostał w nim w wielu wcieleniach. Do tych najlepszych należą role w takich dziełach jak Pożegnanie z królem, Książę przypływów, Olej Lorenza, Cienka czerwona linia, Prywatne piekło. Nolte miał spore problemy z alkoholem, ale na szczęście nie skończyło się na całkowitym przerwaniu kariery. Aktor wystąpił na przykład w adaptacji komiksu Hulk i zdobył trzecią nominację do Oscara za Wojownika. Oczywiście można mu życzyć omawianej nagrody, bo aktora tego formatu jeszcze na to stać. Gdyby się jednak nie udało,  to Nicka Noltego można śmiało umieścić w kolejce do Oscara za całokształt aktorstwa.

Ostatnio dodane