search
REKLAMA
Seriale TV

WANDAVISION. Recenzja pierwszego serialu Marvela

Filip Pęziński

6 marca 2021

REKLAMA

Dokładnie wczoraj na platformie streamingowej Disney+ udostępniony został ostatni odcinek pierwszego serialu Marvel Studios. Z radością donoszę, że WandaVision – bo o tej produkcji oczywiście mowa – udowodniło dwie rzeczy. Po pierwsze, że Kinowe Uniwersum Marvela ma jeszcze naprawdę ogromny potencjał na dalszy rozwój, a po drugie, że jego przyszłość wcale nie musi być uzależniona od wielkiego ekranu.

Akcja serialu rozpoczyna się w momencie, kiedy Wanda i Vision jako nowożeńcy przeprowadzają się do domu na typowych amerykańskich przedmieściach. Mimo niecodziennej przeszłości para stara się wpasować w spokojne sąsiedztwo i wieść tradycyjne życie, co oczywiście prowadzi do serii absurdalnych sytuacji i komicznych wydarzeń. Nie byłoby w tym jednak nic przesadnie dziwnego, gdyby nie fakt, że kiedy ostatnio widzieliśmy na ekranie Visiona, umierał on w objęciach Wandy…

Widz natychmiastowo zdaje sobie sprawę, że nie ogląda prawdziwego świata, a głównym wątkiem produkcji jest rozwikłanie zagadki, co właściwie obserwujemy i jak bohaterowie znaleźli się w tym położeniu. Ale to nie wszystko. WandaVision działa na trzech podstawowych poziomach, a na każdym z nich niezwykle sprawnie.

Po pierwsze: znakomity hołd dla amerykańskiej telewizji

Duża część odcinków opiera się na nawiązywaniu formą i treścią do amerykańskich sitcomów kolejnych dekad. To coś zupełnie innego niż to, do czego przyzwyczaiło nas Marvel Studios na wielkim ekranie. Znajdziemy tu charakterystyczny śmiech publiczności, praktyczne efekty specjalne, tradycyjny dla telewizji format obrazu, czarno-białą kolorystykę, zróżnicowane czołówki, elementy burzenia czwartej ściany i wchodzenia w formułę mockumentu, a nawet przerywające show reklamy. Twórcy musieli doskonale się bawić, wprowadzając świat Marvela w formułę małoekranową, bo postanowili zrobić to w sposób szalenie atrakcyjny: składając hołd telewizji dawnych epok.

Po drugie: efektowna rozrywka dla fanów Marvela

Oczywiście WandaVision nie ogranicza się do dekonstruowania formuły sitcomu. To wciąż historia dziejąca się w ramach Kinowego Uniwersum Marvela. Początkowo pełna tajemnic, z czasem staje się bardzo spójna i konkretna. Serial bezpośrednio odwołuje się do wydarzeń z tego świata, z łatwością wrzuca w środek akcji postaci znane z takich filmów jak Thor, drugi Ant-Man czy Kapitan Marvel. Doskonale też nawiązuje do komiksowych źródeł, a nawet ekranizacji Marvela stworzonych nie przez Marvel Studios, ale – przynajmniej kiedyś – konkurencyjne studio. Dodajmy do tego kawał imponujących scen akcji, które w niczym nie ustępują kinowym widowiskom, a poczuć będziemy mogli magię filmów Marvel Studios we własnym domu.

Po trzecie: przejmujący dramat o radzeniu sobie ze stratą

W końcu ostatni istotny element WandaVision. Być może najciekawszy, a na pewno najmniej oczywisty. Koniec końców to dość intymna i w wydźwięku kameralna historia o Wandzie i jej radzeniu sobie z przedwczesną śmiercią ukochanego. Obserwujemy, jak istota o nadludzkich mocach mierzy się z do bólu ludzką stratą. Szczególnie emocjonalnie angażujący jest jeden z odcinków serialu, w którym retrospektywnie przyglądamy się życiu głównej bohaterki, temu jak w jej życie wpisane były kolejne dramaty, aż w końcu jeden z nich stał się tym, który trudno w sobie zdusić, ukryć pod fasadą fałszywego uśmiechu. To bardzo wzruszający, mądry i ważny wydźwięk najnowszej produkcji studia.

Ciekawy kontekst nadało temu motywowi nieplanowanie i zupełnie niespodziewanie samo życie. WandaVision – przypadkowo, ze względu na pandemię i wciąż przenoszoną premierę Czarnej Wdowy – okazało się pierwszą premierą Marvel Studios po śmierci Chadwicka Bosemana, gwiazdy marvelowskiej Czarnej Pantery, który zmarł w zeszłym roku po heroicznej walce z rakiem. Był to ogromny cios dla jego przyjaciół z Marvela i dla fanów na całym świecie. Dzięki WandaVision mogliśmy zmierzyć się z żałobą wspólnie.

***

W centrum całego serialu znajdują się oczywiście dwie postaci tytułowe: Wanda i Vision oraz wcielający się w nich ponownie Elizabeth Olsen i Paul Bettany. Już zwiastuny produkcji Disneya obiecywały, że ten aktorski duet pokaże wiele i cały serial bez wątpienia to potwierdził. To z jednej strony szalenie zabawne, gdy jest ku temu okazja, z drugiej niezwykle przejmujące, pełne emocji aktorstwo najwyższej próby. Być może najciekawsze kreacje w kilkunastoletniej historii marki.

Bez cienia wątpliwości mogę nazwać WandaVision zarówno kolejnym udanym rozdziałem serii rozpoczętej w 2008 roku Iron Manem Jona Favreau, jak i po prostu oryginalnym i ciekawym serialem.

Warto.

Filip Pęziński

Filip Pęziński

Kocha kino społecznie zaangażowane. I takie z superbohaterami strzelającymi laserami.

zobacz inne artykuły >>>

REKLAMA