Recenzje
SPECJALISTA OD NICZEGO. Serial idealny?
W „SPECJALISTA OD NICZEGO” Dev przemyca humor i refleksję o życiu milenialsów w Nowym Jorku, ukazując piękno codzienności.
Choć Specjalista od niczego (oryginalny tytuł Master of None) od czasu swojej premiery w 2015 roku pławi się w pochwalnych recenzjach, nadal wiele widzów z obojętnością lub nieświadomością omija ten tytuł. O dziwo, gdyż zasługuje on na większe zainteresowanie niż to, z jakim się dotychczas spotkał. Powiedzieć zaś, że Aziz Ansari oraz Alan Yang zrobili dobry serial, to jak odsłonić jedynie czubek góry lodowej. Wesoły, drobnej postury komik, aktor hinduskiego pochodzenia, wraz z producentem słynnego serialu Parks and Recreation redefiniują amerykański sitcom, zabierając widza w meandryczną podróż po Nowym Jorku – mieście milenialsów, dobrego jedzenia i szybkich randek. Finalnie otrzymujemy jednak błyskotliwy, ciepły i optymistyczny serial o pięknie oraz pozornej prostocie zwykłych rzeczy.
Tytułowym Specjalistą od niczego jest Dev, grany przez samego Ansariego. Trzydziestolatek w dużym mieście, bez skrupulatnego planu na życie, mierzy się z problemami, z którymi zapewne ma do czynienia tysiące jego rówieśników. Praca, samotność, randki, rodzina, uporczywe poszukiwanie bliskości. W pierwszym sezonie twórcy z przenikliwością przyglądali się relacjom międzyludzkim. Zaglądali do sypialni Deva, obnażając jego życie uczuciowe, małe i wielkie miłości.
Z wrażliwością i intymnością opisywali pozornie banalne sytuacje z życia bohatera, jak rozmowa z przyjacielem czy poranek dziewczyną. W kolejnym sezonie zaś satyra na zwykłą szarą rzeczywistość staje się bardziej złożona. Wątki dramatyczne coraz pewniej przeplatają się z wątkami komediowymi, nie tracą jednak nic ze świeżości i uroczej naiwności przedstawionego świata. Sezon drugi Ale również, jak miało to miejsce w odcinku
Największą zaletą serialu jest głośna pochwała zwyczajności. Prostych rzeczy, ale niepozbawionych głębi. Specjalista od niczego opisuje życie mężczyzny w dynamicznej, tętniącej życiem metropolii. Sam serial jednak porusza się w nieco spowolnionym tempie narzuconym przez nierozgarniętego głównego bohatera. Każdy odcinek obrazuje sytuacje w pełni naturalne; chwile zwątpienia i zamyślenia, powolnego jedzenia lunchu, spontanicznych przechadzek, które prowadzą serial w zawsze nieprzewidywalnym kierunku.
Dzieło Ansariego i Yanga urzeka więc rozbrajającą szczerością i intymnością w obrazowaniu rzeczywistości. Aziz Ansari kreśli fabułę z wyrozumiałością oraz wrażliwością człowieka, który doświadczył wszystkiego, o czym chce opowiedzieć. Mężczyzna nie ukrywa, że wiele wątków i pomysłów zaczerpnięto z jego własnego życiorysu. Serial staje się przez to bardziej personalny, nierozerwalnie połączony z postacią Ansariego, który stara się na swój sposób komentować otaczający go świat – zawsze jednak dbając o puentę opowieści. Dzięki temu Dev staje się również bohaterem, z którym łatwo się utożsamiać. Autentyczność, realizm i pozorna prostota
Ciekawy pomysł i mistrzowski scenariusz to jednak nie jedyne wyznaczniki serialu. Oglądając choć przez chwilę któryś z odcinków, nie trudno się domyślić, że to majstersztyk również od strony realizatorskiej. Twórcy beztrosko bawią się nawiązaniami oraz stylizacją, szczególnie w drugim sezonie. Już jego pierwszy odcinek prezentuje się w czarno-białych barwach, otwarcie nawiązując do włoskiego kina klasycznego. Twórcy wyraźnie podkreślają inspiracje dziełami Federico Felliniego czy Vittorio De Siki. Włoskie akcenty, których niemało w sezonie drugim, obecne są także w zróżnicowanej ścieżce dźwiękowej, która działa równie dobrze jak dopracowane zdjęcia czy odważna gra światłem. Wszystkie wymienione mechanizmy składają się na serial, który prezentuje się świetnie od strony formalnej, jak i stylistycznej.
Choć od premiery drugiego sezonu minął już ponad rok, Ansari nie spieszy się z kontynuacją. Jak twierdzi w wywiadach, do realizacji trzeciego sezonu potrzebuje długiej przerwy oraz nowych doświadczeń. Nie ukrywam, że genialne dwa sezony zwiększyły jedynie apetyt na dalsze historie Deva. A to dlatego, że ma się wrażenie, iż są one niewyczerpalne. Specjalista od niczego jest zaś rzadkim tytułem, który z podobną zręcznością i wyczuciem przemienia błahe obrazowanie rzeczywistości w złożoną, dowcipną oraz intymną opowieść o pięknie pozornie nieistotnych i niezauważalnych rzeczy. I choćby za to twórcom serialu należy się najwyższe uznanie.
