Seriale TV

ŚLEPNĄC OD ŚWIATEŁ. Recenzja pierwszych trzech odcinków serialu HBO

To serial o świecie odległym, ale mimo wszystko namacalnym, i dowód na to, że polski oddział HBO wie, co robi.

Autor: Jakub Koisz
opublikowano

Chociaż główny bohater książki i serialu HBO modli się o deszcz, który w końcu zmyje całą tę zgniliznę, Warszawę wypełnia coś zgoła innego – śnieg. Z perspektywy Kuby, dilera narkotyków, kokaina obsypała wszystkich, do których dotarło, że mogą sobie na nią pozwolić. Wącha aspirujący raper, jeden z lepszych jego klientów. Wciąga prezenter najpopularniejszego w kraju programu rozrywkowego. Robi to polityk zestresowany najbliższymi wyborami. Wali w nos również piękna czterdziestokilkulatka, znudzona nowobogackim życiem. Biały proszek drażni ich śluzówki, wpędza w tarapaty, czyni mniej uważnymi. Również Kuba – dotychczas bardzo skrupulatny w swoim „zawodzie” – czuje, że coś złowieszczego dyszy na jego plecy. Czy zaciskająca się na szyi pętla jest złudzeniem takim samym jak poczucie wielkości po wciągnięciu kreski? Po obejrzeniu trzech odcinków serialu ci, którzy nie czytali książki, jeszcze nie znajdą odpowiedzi na to pytanie, już teraz można jednak orzec, że mamy do czynienia z najciekawszą polską premierą serialową tego roku.

Przedziwne jest to, że Warszawa w serialu Krzysztofa Skoniecznego wygląda dokładnie tak, jak można ją sobie wyobrazić, czytając książkę Jakuba Żulczyka. Nie jest to co prawda obraz aspirujący do miana jedynego słusznego, o czym zresztą wspominał wielokrotnie autor oryginału, lecz wycinek rzeczywistości ukrytej w cieniu. Cuchnącej, ulokowanej w klubach nocnych, apartamentach bogaczy czy w restauracjach z kebabem, które służą głównie do prania brudnych pieniędzy. Oczekujący obrazu właśnie takiego półświatka mogli się rozczarować po obejrzeniu pierwszej zapowiedzi, wypełnionej neonowymi widokami, wystylizowanej (trochę na wczesnego Refna) i pulsującej. Otóż były to głównie oniryczne sceny, a sam serial wygląda jak Ekstradycja połączona z Narcos. Warszawa ukazana jest w sposób surowy, a postacie, które wypełniają świat Skoniecznego, przypominają ludzi często mijanych w miejscach, do których przypałętaliśmy się przez przypadek. Wprawdzie wchodzimy czasami do głowy Kuby, marzymy wraz z nim o przeniesieniu się na słoneczną wyspę albo błagamy Boga, aby zesłał oczyszczający deszcz, ale osią opowieści jest pełnokrwista gangsterka. Artystowskie sceny są nie bez powodu majakami sennymi, które wykorzystać należało w komputerowej czołówce (do której wybrano zaskakującą ilustrację muzyczną, ale nie będę widzom psuł zabawy).

Historia opisana przez Żulczyka i Skoniecznego mogłaby wydarzyć się w wielu miejscach na świecie, ale to szczegóły sprawiają, że utożsamia się ten tytuł z Warszawą. Jeśli klub Betlejem wyobrażaliśmy sobie jako zamkniętą jakiś czas temu Nową Jerozolimę, twórcy wykorzystują właśnie to miejsce do nakręcenia scen imprezowych. O realizm dbają też aktorzy. Robert Więckiewicz wcielający się w szefa Kuby błyszczy za każdym razem, gdy pojawi się na ekranie, a Cezary Pazura, showman telewizyjny z wiecznie głodnym nosem i hojny klient dilera, dzieli się swoją najlepszą kondycją aktorską od kilku lat. Obaj ci bohaterowie są esencjonalni dla fabuły, a i tak najbardziej zagęszcza powietrze każde pojawienie się Jana Frycza w roli recydywisty, który dawniej trząsł miastem, a teraz wrócił odebrać to, co jego. Buduje aurę demoniczności i jeśli kogoś można nazwać diabłem wcielonym, w którym kumuluje się zło biznesu narkotykowego, to właśnie jego. Obok Marta Malikowska jako urocza i nienaznaczona jeszcze upadkiem przyjaciółka Kuby oraz Janusz Chabior, wulgarny i nerwowy kumpel po fachu.

No i last but not least – Kamil Nożyński (pewnie po ogłoszeniu aktora wcielającego się w narratora książki wielu obiegło czym prędzej wpisać do wyszukiwarki to nazwisko) jako Kuba, apatyczny, niekiedy wyłączający swoje receptory i serce na widok okropieństw dookoła. Mogą pojawić się głosy, że niedoświadczony aktorsko  raper ze składu Dixon 37 jest zbyt przezroczysty, aby uwierzyć w jego bohatera, ale chyba taki właśnie miał być. Historia Kuby to próba odpowiedzenia na pytanie: a co, gdybym stanął przed wyborami takimi jak on? Jeśli oczywiście los zmusiłby mnie do poruszania się wśród kokainowych wampirów… Metodyczny, poukładany i transparentny dla policji młody człowiek to nie tylko bardzo dobra interpretacja Nożyńskiego, ale podstawa w budowaniu tego typu bohaterów. Tego, co tak naprawdę myśli o otaczającym go świecie, można dowiedzieć się z niuansów oraz monologów wewnętrznych. Krzysztof Skonieczny oraz producenci mogą wkręcać widzom, że zatrudniono do tej roli naturszczyka, aby wydawał się właśnie takim „everymanem”, ale na pewno poszukiwano również aktora z uliczną zadziornością. Raperzy bardzo często nawijają o tym, że trzeba wiedzieć, kiedy milczeć i zniknąć, a w przypadku sfery, w której porusza się bohater Ślepnąc od świateł, nie są to tanie komunały, tylko strategia przetrwania.

Wyobrażałem sobie ten serial jako opowieść zwyczajnego człowieka z niezwykłym towarem, rozgrywającą się w zwykłym mieście, które jedynie po kresce wydawać się może niezwykłe. W tle leci senny kawałek rockowy, coś z muzyki poważnej, a także agresywna nawijka raperskiego PRO8L3MU. Koniecznie z postaciami, które pociągają nosem i marzą o długim, resetującym wszystko śnie. W ich pełnej bruzd cerze i przetłuszczonych włosach skrywa się brak nadziei, a w oczach – zwierzęcość i strach. W temacie narkotyków serial Skoniecznego nie mówi nic nowego, ale otwiera oczy na rejony, które widzimy tylko zza szyby Ubera. To serial o świecie odległym, ale mimo wszystko namacalnym i dowód na to, że polski oddział HBO wie, co robi. Co ciekawe, dostajemy to wszystko już w pierwszym odcinku, a potem było tylko lepiej. Już 27 października na HBO GO będzie można obejrzeć całość, do czego bardzo gorąco zachęcam.

Ostatnio dodane