Connect with us

Publicystyka filmowa

WITOLD PYRKOSZ. Żegnaj, Wichuro, żegnaj, Pyzdro

WITOLD PYRKOSZ to znakomity portret króla polskich seriali, który na zawsze pozostanie w sercach widzów dzięki swojemu niezwykłemu dorobkowi.

Published

on

WITOLD PYRKOSZ. Żegnaj, Wichuro, żegnaj, Pyzdro

Był nazywany „królem polskich seriali”, co nie dziwi, biorąc pod uwagę, że pojawiał się w telewizji równie często, co na drugim planie w filmach kinowych. Jego poczciwa, swojska twarz była w takim samym stopniu charakterystyczna, co pospolita, zatem nie było właściwie roli, której nie mógłby zagrać. I z reguły nawet w tych najmniejszych potrafił w jakiś sposób zabłysnąć. Ostatecznie, gdy 22 kwietnia 2017 roku odszedł w wieku lat dziewięćdziesięciu, Witold Pyrkosz miał ich na swoim koncie ponad sto. I trudno powiedzieć, za którą kochany był najbardziej.

Advertisement

Jego dorobek imponuje, jeśli wziąć pod uwagę, że był człowiekiem nieco leniwym, lubiącym się zabawić i uważającym się za „tępego nieuka” – dlatego zresztą wybrał szkołę aktorską, bo nie wymagała od niego wiele nauki i znajomości skomplikowanych przedmiotów. I choć pracował także jako intendent w Centralnej Poradni Ochrony Macierzyństwa i Zdrowia Dziecka, czuł, że do żadnej innej pracy się nie nadaje, a jego znajomi tylko to potwierdzali. W dodatku, kiedy już ukończył Państwową Wyższą Szkołę Aktorską (PWSA) w Krakowie w 1954 roku, nie traktował swojego zawodu w sposób wyjątkowy, a wręcz przeciwnie – bywał samokrytyczny i nie bał się „prostytuować”, zdarzało mu się też narzekać na zmanierowanie innych aktorów.

Do swoich występów podchodził natomiast w najprostszy możliwy sposób, bez wielkiej filozofii, a niekiedy także i bez znajomości całego scenariusza – z reguły czytał tylko swoje kwestie, twierdząc, że „nie umie i nie lubi uczyć się tekstu”. Jeśli dodać do tego jego skłonność do żartów, okazjonalną nerwowość i konsekwentne trzymanie się z dala od polityki, to można zacząć się zastanawiać, jak ten umiarkowany choleryk – jak siebie nazywał – w ogóle był w stanie znaleźć zatrudnienie. Według samego zainteresowanego, miał w życiu sporo szczęścia, bez którego w tej branży ani rusz. No i poza tym kochał to, co robił, jednocześnie podchodząc do każdego nowego zadania bezproblemowo. Ot, byleby się nie nudzić i coś robić, bo „inaczej przestaje się żyć”. Tyż prawda!

Advertisement

Przytoczona kwestia nie była jednak mądrością, którą kierował się do końca, gdyż, jak sam przyznawał, jego mottem był brak motta. Podobne paradoksy towarzyszyły mu zresztą już od dzieciństwa, kiedy to „urodził się podwójnie”. Naprawdę przyszedł na świat w Wigilię 1926 roku, w Krasnymstawie. W dowodzie wpisano mu jednak pierwszego stycznia 1927, Lwów. Czemu? Przez babkę, która mieszkała właśnie we Lwowie i nie chciała przyjąć do wiadomości, że jej wnuk pochodzi „z jakiejś wsi”. Bała się także, iż przez tę niefortunną datę wcześniej zaciągną go do wojska. Ostatecznie i jedno, i drugie okazało się bez znaczenia, a w mundurze Pyrkosz paradował jedynie na małym ekranie – w kultowym serialu Czterej pancerni i pies wcielając się we Franka Wichurę.

Choć na deskach teatru i w kinie zadebiutował dobrą dekadę wcześniej – odpowiednio w sztuce Włodzimierza Perzyńskiego Lekkomyślna siostra (1955) i filmie Cień Jerzego Kawalerowicza (1956), gdzie był „Malutkim”, dowódcą oddziału NSZ – to była to jego pierwsza rola telewizyjna i zarazem jeden z najbardziej ikonicznych występów. Dość napisać, że pierwotnie mająca pojawić się w kilku tylko odcinkach postać spodobała się publice tak bardzo, że Pyrkosz do samego końca pozostał regularnym członkiem obsady. Biegające za nim potem po ulicach dzieciaki szybko musiały jednak zamienić karabiny na ciupagi, kiedy w 1973 roku w telewizyjnej ramówce pojawił się Janosik.

Advertisement
MAD MAX. Obrzyn w dłoń, skórzana kurtka na plecy i do roboty - DROGA GNIEWU czeka!

Od lewej: Czterej pancerni i pies, Alternatywy 4, Janosik

Tam Pyrkosz bezbłędnie wcielił się w jednego z zaufanych ludzi tytułowego rozbójnika – poczciwego górala Jędrusia Pyzdrę, którego wymiany życiowych mądrości z „kumplem po fachu”, Walusiem Kwiczołem (Bogusz Bilewski), na stałe weszły do codzienności polskiej kultury. Podobnie zresztą jak Pancerni, tak i Janosik stał się kultowym hitem łączącym pokolenia. O tym, jak dużym, świadczy chociażby popularna reklamówka nakręcona dwadzieścia lat później, w której Pyzdra i Kwiczoł z prawdziwą pasją zachwalają margarynę Kama. Zresztą serial ten nadal zbiera przez odbiornikami wierne rzesze widzów i zyskuje nowych. Doczekał się też swojej kinowej wersji, która tylko ugruntowała pozycję Pyrkosza jako aktora charakterystycznego o szczególnym blasku.

W latach osiemdziesiątych nastała z kolei pora na Józefa Balcerka – mieszkańca ulicy Alternatywy 4 Stanisława Barei. Również i tutaj Pyrkosz stworzył małe arcydzieło, prezentując portret typowego mieszkańca Polski B swoich czasów. Trzeba przyznać, że zadanie miał niełatwe, gdyż obsada pękała w szwach od znanych nazwisk, a fabuła od niebanalnych postaci z o wiele większym czasem ekranowym. A jednak to właśnie Balcerek był tym, który potrafił nieraz skraść scenę jedną tylko kwestią. Jak rzadko kiedy, aktor miał okazję powtórzyć tę rolę po latach – w niezbyt niestety udanym sequelu Dylematu 5, jaki powstał, rzecz jasna, już bez udziału Barei, a co za tym idzie, nie przyjęto go dobrze i szybko zniknął z anteny.

Z Teresą Lipowską, M jak miłość

W międzyczasie były jeszcze mniejsze występy w Daleko od szosy, Białym tangu, Domu, Stawce większa niż życie czy w końcu Drodze – jednym z nielicznych przykładów crossoverów w polskiej kinematografii. Zagrał tam Warszawiaka, który pojawił się wcześniej w kinowych przygodach Kargulów i Pawlaków, czyli Sami swoi, a następnie powrócił w sequelu Nie ma mocnych, którego akcja pokrywa się z odcinkami Drogi.

Potem przyszły również epizody w Kuchni polskiej oraz Tygrysach Europy, gdzie był z kolei Stanisławem Pachołkiem; oraz gościnne występy w mniej ambitnych seriach, jak Agentki, Świat według Kiepskich, 13 posterunek, Sukces… W ostatnich latach największą popularność przyniosła mu jednak… telenowela M jak miłość, w której grał nieprzerwanie od początku jej powstania – czyli od roku 2000 – głowę rodu, Lucjana Mostowiaka. Choć była to zdecydowanie jedna z najmniej wymagających jego ról, lubił ją, także i w tym wypadku łatwo zaskarbiając sobie sympatię publiczności samą swoją obecnością.

Advertisement

Na dużym ekranie miał trochę mniej wspomnianego szczęścia. Można nawet pokusić się o stwierdzenie, że był mocno niewykorzystanym talentem, mimo iż na jego dorobek składa się wiele cenionych tytułów polskiego kina. Od Bajland, który był jego ostatnim występem w filmie pełnometrażowym, przez Kiler-ów 2-óch, Akwarium, Rififi po sześćdziesiątce, Rykowisko czy Lalkę, a na Rękopisie znalezionym w Saragossie, Eroice i Drugim brzegu skończywszy.

Można go było dostrzec w Sublokatorze, Dniu oczyszczenia, Wojnie światów – następnym stuleciu, Azylu z 1978 roku oraz takich klasykach jak Tylko umarły odpowie, Morderca zostawia ślad i Potem nastąpi cisza. I na tym bynajmniej nie koniec, gdyż jego repertuar był naprawdę różnorodny.

Advertisement

Stąd obok luźniejszych produkcji dla najmłodszych pokroju Panienki z okienka i Latających machin kontra Pan Samochodzik znaleźć można w jego filmografii także zapomniane kino historyczne (Kazimierz Wielki, Kopernik, Przypadek Pekosińskiego), wojenne (Nagrody i odznaczenia), kryminalne (Hazardziści) lub sensacyjne (Trzy dni bez wyroku). Okazjonalnie udzielał się także w dubbingu – był Królem w Kopciuszku, Pitem w Toy Story 2 i Złomkiem w Autach. Natomiast starsi widzowie mogą kojarzyć go jako głos Narcyza z lubianej miniserii Ja, Klaudiusz oraz księcia Argylla w polskiej wersji Rob Roya.

Z Janem Machulskim, Vabank

Spośród tych wszystkich pozycji wyróżnić należy zwłaszcza trzy na wskroś wyjątkowe. W Szabli od komendanta Jana Jakuba Kolskiego stworzył niezapomniany kwartet z Bronisławem Pawlikiem oraz starymi znajomymi z planu Czterech pancernych… – Wiesławem Gołasem i Franciszkiem Pieczką. Z kolei w nietypowej Mecie Antoniego Krauzego jako Kazik „Kaczor” Kaczyński miał szansę na prawdziwy przełom w karierze – niestety film przeleżał blisko dekadę na półce, w międzyczasie dezaktualizując się względem rzeczywistości za oknem.

No i w końcu Kingsajz, gdzie jest właściwie nie do poznania, gdyż gra… kobietę – Zenonę Bombalinę, redaktor naczelną pisma Pasikonik. Rólka to niewielka, ale jakże daleka od jego codziennego wizerunku. Z pewnością zgodził się na taką propozycję nie tylko z czystej frajdy, ale i przez wzgląd na osobę reżysera, Juliusza Machulskiego, u którego wcześniej stworzył bodaj najbardziej rozpoznawalne ze swoich wcieleń – w obu częściach Vabank zagrał Duńczyka, wiernego przyjaciela Henryka Kwinto. Jak przyznał potem w wywiadach, występ ten, jak i same filmy, należały do nielicznej grupy dokonań, które sam lubił oglądać.

Advertisement

Oczywiście Pyrkosz nie stronił również od teatru, w którym występował aż do 2004 roku, kiedy to na deskach warszawskiej Ochoty wcielił się w Mateja w Pułkowniku Ptaku Christo Bojczewa. W stolicy „obskoczył” wszystkie najważniejsze przybytki, z racji tego, że od lat mieszkał w podwarszawskiej Górze Kalwarii. Grywał w Teatrze Polskim, Studio, Narodowym, Na Woli, Rozmaitości, Teatrze Komedia i Estradzie Stołecznej. Dawniej udzielał się także w repertuarze krakowskiego teatru im. Juliusza Słowackiego, Teatrze Ludowym w Nowej Hucie i w teatrach we Wrocławiu – Polskim i Kameralnym – gdzie założył także kabaret Dreptak, który cieszył się ogromną popularnością wśród mieszkańców. Zaczynał natomiast od epizodu w Kielcach, w teatrze imienia Stefana Żeromskiego, gdzie został, jak to sam określił, „zesłany” tuż po studiach.

Kingsajz

O tym, jak znaczącą i lubianą osobą był Witold Pyrkosz, świadczą nie tylko okazjonalne laury za szerzenie kultury (1974 – Złoty Krzyż Zasługi; 1984 – Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski i Odznaka Zasłużony Działacz Kultury; 1987 – Nagroda Przewodniczącego Komitetu ds. Radia i Telewizji za wieloletnią współpracę artystyczną z TVP; 2009 – Złoty Medal „Zasłużony Kulturze Gloria Artis”; 2014 – Nagroda Honorowa Jańcia Wodnika oraz Nagroda Specjalna Prezesa Telewizji Polskiej na XXI Ogólnopolskim Festiwalu Sztuki Filmowej Prowincjonalia we Wrześni), ale też, a może przede wszystkim, powstały w roku 2004 dokument W.

jak Witold Pyrkosz. Niemałym zainteresowaniem cieszyły się także opublikowane pięć lat później jego wspomnienia Podwójnie urodzony. Chyba mało który aktor drugoplanowy doczekał się w Polsce podobnego uznania.

Advertisement

Znamienne zresztą, że o tym niepozornym, skromnym, ale barwnym człowieku można by było pisać jeszcze długo. Na przykład o tym, że swoją charakterystyczną chrypkę zawdzięczał palonym przez pięćdziesiąt lat papierosom ekstra mocnym, które potem z dnia na dzień rzucił. Albo o tym, że łatwo się upijał, z czasem ograniczył się więc do okazjonalnej lampki wina. Że lubił sobie „pomoczyć kija” i był zwolennikiem matriarchatu. W końcu, że był dwukrotnie żonaty, doczekał się trójki dzieci i pięciu wnuczek.

Witolda Pyrkosza najlepiej podsumowuje chyba jednak pamiętna, powstała przez przypadek kwestia z Czterech pancernych…, którą Gustlik wypowiedział do Franka:

Advertisement

„Pyrkosz, pyrkosz, a nie jedziesz”.

Pierwotnie miał usłyszeć w odpowiedzi:

„Nie jadę, bo mi pieczka zgasła”.

Tym razem już na zawsze…

Advertisement

korekta: Kornelia Farynowska

Advertisement

KINO - potężne narzędzie, które pochłaniam, jem, żrę, delektuję się. Często skuszając się jeno tymi najulubieńszymi, których wszystkich wymienić nie sposób, a czasem dosłownie wszystkim. W kinie szukam przede wszystkim magii i "tego czegoś", co pozwala zapomnieć o sobie samym i szarej codzienności, a jednocześnie wyczula na pewne sprawy nas otaczające. Bo jeśli w kinie nie ma emocji, to nie ma w nim miejsca dla człowieka - zostaje półprodukt, który pożera się wraz z popcornem, a potem wydala równie gładko. Dlatego też najbardziej cenię twórców, którzy potrafią zawrzeć w swym dziele kawałek serca i pasji - takich, dla których robienie filmów to nie jest zwykły zawód, a niezwykła przygoda, która znosi wszelkie bariery, odkrywa kolejne lądy i poszerza horyzonty, dając upust wyobraźni.

Advertisement
Kliknij, żeby skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *