search
REKLAMA
Zestawienie

Filmowe klasyki, których NADAL NIE ROZUMIEMY

Katarzyna Kebernik

20 czerwca 2019

REKLAMA

Słowo: klasyka kojarzy nam się z ładem, porządkiem i harmonią. Być może także z czymś nobliwym i nieco nudnym. Istnieją jednak pewne dzieła, które mimo statusu absolutnych klasyków nie tylko nic nie straciły ze swojej drapieżności, ale nawet po wielu latach od premiery stanowią wyzwanie dla widza. Czas nie uczynił ich łatwiejszymi i przyjemniejszymi w odbiorze, a filmoznawcy – mimo setek debat i analiz – wciąż wydają się dalecy od wyczerpania tematu.

2001: Odyseja kosmiczna (1968, reż. S. Kubrick)

Oczywiście, że musiała znaleźć się w tym zestawieniu, a jakże. Odyseja kosmiczna to królowa i caryca filmowych klasyków, które nadal pozostają niezrozumiane. Podczas premierowego seansu kino opuściło prawie 300 oburzonych krytyków, sam film spotkał się też z wyjątkowo nieprzychylnym przyjęciem. A jednak z upływem lat Odyseja kosmiczna dorobiła się statusu arcydzieła, z każdym rokiem rosło także grono widzów zafascynowanych tym filozoficzno-audiowizualnym odjazdem. Podobno do popularyzacji filmu przyczynili się hippisi, zachęcający do oglądania go pod wpływem psychodelików. Autor literackiego pierwowzoru – Arthur C. Clarke – również nie stronił od narkotyków, co wpłynęło na oniryczny kształt całości. O czym tak naprawdę opowiada Kubrickowski monument? Wydaje się, że to dzieło równie tajemnicze i nieprzystępne, co sam kosmos. Film pozwala odczytywać się na przeróżne sposoby, skłania do refleksji na temat rozwoju ludzkości, przyszłości naszego gatunku, możliwych zagrożeń związanych ze sztuczną inteligencją. Czy to opowieść o wszechświecie, który na zawsze pozostanie dla nas zimny, nieosiągalny i obcy? A może transcendentalna podróż w głąb człowieka? Odysei… nie trzeba za wszelką cenę rozszyfrowywać. Wystarczy po prostu ją chłonąć: mało jest filmów równie pięknych i formalnie wysmakowanych.

Pies andaluzyjski (1929, reż. L. Buñuel)

Niecałe 16 minut, które odmieniło kino i wstrząsnęło widownią – a i dziś słynna scena przecinania oka brzytwą potrafi wywołać dreszcze. Eksperyment formalny czołowego surrealisty i jednego z najsłynniejszych europejskich reżyserów z założenia jest tworem, który wymyka się rozumieniu i logice. Salvador Dali i Luis Buñuel swoim filmem chcieli odtworzyć poetykę snu, inspirowali się też swoimi własnymi snami. Chociaż Pies andaluzyjski może się wydawać jedynie irracjonalną sztuką dla sztuki, to należy pamiętać o tym, że u swojego zarania surrealizm był nurtem obficie czerpiącym z dokonań psychoanalizy oraz z myślenia symbolicznego. Nigdy nie chodziło w nim o brak sensu, a o próbę dotarcia do głębszego, ważniejszego sensu, niemożliwego do poznania za pomocą zmysłów. Ciąg niepokojących obrazów, jakie serwuje nam Pies andaluzyjski doczekał się szeregu interpretacji i analiz. Jedna z ciekawszych hipotez dotyczy wypartego homoseksualizmu bohatera granego przez Pierre’a Batcheffa, na co wskazywać miałyby m.in. androgeniczna postać przechadzająca się po ulicy czy symboliczne obrazy rozkładu i zgnilizny, jakie w mózgu mężczyzny łączą się z osobą jego dziewczyny, do związku z którą czuje się przymuszany. Tak czy inaczej, sztuka surrealistyczna działa jak papierek lakmusowy – powie więcej o osobie interpretatora niż twórcy, dostrzeżemy w niej to, co już jest w nas. Warto zmierzyć się z wczesnymi filmami surrealistów – Psem andaluzyjskim, Antraktem, Krwią poety – by zobaczyć, co wywołają w naszej podświadomości. Cały film można obejrzeć na serwisie YouTube: podlinkowałam go powyżej.

Trzy kobiety (1977, reż. R. Altman)

Pewnie powinnam w tym miejscu napisać o Personie Ingmara Bergmana, bo to ona zainspirowała Roberta Altmana do stworzenia Trzech kobiet. Jednak dzieło Szweda regularnie pojawia się na listach najbardziej enigmatycznych filmów wszech czasów, dlatego przekornie postanowiłam napisać o mniej znanym tytule z wymienionych: który w niczym nie ustępuje Personie, a jakoś rzadziej się o nim mówi. Altman nie należy do reżyserów powszechnie kojarzonych z hermetycznym stylem, a przecież jego Trzy kobiety to absolutna czołówka filmów wciągających widza w niekończący się labirynt pytań, znaczeń i sensów. Amerykanin doprawił bergmanowski z ducha dramat psychologiczny postmodernistycznym sznytem i zawiesistą atmosferą. Rozwój nietypowej, patologicznej relacji dwóch głównych bohaterek ogląda się jak thriller, czekając w napięciu na kolejny ruch. Pozbawiona konkluzji końcówka zostawia widza w zawieszeniu i z setką pytań. To film do wielokrotnego oglądania, do wyłapywania i sklejania w całość z pozoru nic nieznaczących szczegółów; dzieło przemawiające do podświadomości, odrealnione, pełne okrucieństwa i podskórnego niepokoju. Trzy kobiety to jeden z moich ulubionych filmów. Spróbowałam zmierzyć się z ich zagadką w swobodnej analizie, do której odsyłam wszystkich zaintrygowanych dziwną historią Pinky (Sissy Spacek) i Millie (nagrodzona Złotą Palmą dla najlepszej aktorki Shelley Duvall).

Kret (1970, reż. A. Jodorowsky)

el topo

Alejandro Jodorowsky to bez wątpienia jeden z najoryginalniejszych twórców w historii kina. W wyreżyserowanym przez siebie Krecie – westernie na psychodelikach – wcielił się w tytułową rolę: tajemniczego rewolwerowca, którego los rzuca po różnych stronach świata. Nie jest to jednak kolejna historia o milczącym twardzielu rodem z filmów Leone. El Topo to pokłosie ery dzieci kwiatów, wielopoziomowa, inspirowana religiami świata opowieść inicjacyjna, zapis duchowego rozwoju głównego bohatera. Całość skłania się w kierunku mistycyzmu i surrealizmu. Kret do dzisiaj pozostaje obrazem silnie polaryzującym widzów; jest także obrazem nieodgadnionym. Gęsty od symboliki, obsceniczności i erudycyjnych nawiązań film Jodorowsky’ego to żelazna klasyka kina ezoterycznego. Jak każde dzieło aspirujące do miana duchowego i mądrościowego nie jest łatwy w odbiorze i wymaga poświęcenia ze strony pragnących dowiedzieć się czegoś adeptów. Wśród miłośników Kreta był m.in. John Lennon, który przyczynił się do jego popularyzacji. Film ten uważa się także za pierwszy pełnoprawny midnight movie. Nie brakuje jednak sceptyków, którzy twierdzą, że opowieść chilijskiego reżysera to tylko efektowny, pseudointelektualny bełkot skrywający pustkę. Na pewno kontrowersje budzi nie tylko sam film, ale i osoba Jodorowsky’ego – na planie swej produkcji własnoręcznie zabił kilkaset królików, a podobno zgwałcił też aktorkę Marę Lorenzio.

Ptaki (1963, reż. A. Hitchcock)

Na pierwszy rzut oka ten film to „tylko” dreszczowiec, w dodatku o dość prostej jak na filmografię Hitchcocka konstrukcji. Czasem spotykam się też z opinią, że Ptaki niemiłosiernie się zestarzały, ponieważ efekty specjalne budzą dziś raczej śmiech niż grozę. Tylko że w tym filmie chodzi o coś więcej niż o strach, skądinąd genialnie dawkowany (patrz: podlinkowana wyżej scena). Mam wrażenie, że to, co tutaj najbardziej fascynujące, tkwi w naszych skazanych na porażkę próbach rozwikłania głównej tajemnicy – czym są tytułowe ptaki i dlaczego atakują ludzi? Reżyser nie udziela nam odpowiedzi, co daje pole do popisu dla samodzielnej interpretacji. Można posiłkować się Freudem: czy ptaki to wyraz napięcia między matką i dziewczyną mężczyzny, rywalizującymi o jego uwagę? Czy to symboliczna manifestacja bezwzględnej zbiorowości, usiłującej przywołać niekonwencjonalną, łamiącą zasady bohaterkę do porządku? Albo na odwrót, ptaki to wcielenie podświadomości, mrocznych instynktów i wypartych popędów, które im bardziej spychane w kąt przez narzucaną społecznie „normalność”, tym mocniej kontratakują? A może warto dostrzec w całości ekologiczną refleksję o tym, że natury nie da się do końca okiełznać i skontrolować, a jej bezmyślna eksploatacja prędzej czy później obróci się przeciwko człowiekowi? I pomyśleć, że sam Hitchcock był o krok od zrujnowania tajemnicy – nakręcił scenę, w której okazywało się, że przywódcą ptaków jest… ksiądz, posyłający te zwierzęta jako plagę przeciwko zdegenerowanemu rodowi ludzkiemu. Na szczęście scena kazania została ostatecznie wycięta, co uchroniło arcydzieło Brytyjczyka od wolty fabularnej rodem z kina klasy B.

Katarzyna Kebernik

Katarzyna Kebernik

Pisze. Żyje dla czytania, oglądania, słuchania i snucia opowieści. Lauretka II nagrody w Konkursie im. Krzysztofa Mętraka dla młodych krytyków filmowych oraz zwyciężczyni konkursu Krytyk Pisze Festiwalu Kamera Akcja. Publikuje w "KINIE", "Pleografie" i (oczywiście) na film.org.pl.

zobacz inne artykuły >>>

REKLAMA