Publicystyka filmowa
ARMED RESPONSE oraz THE RECALL, czyli Wesley Snipes walczy o… wypłatę
W ARMAGEDONIE WYPŁATY Wesley Snipes staje do walki z kryminalnym światem, jednak film nie spełnia oczekiwań fanów akcji.
Wesley Snipes miał piękną karierę, ale podobnie jak wielu innych dawnych bohaterów kina akcji tuż przed drugą dekadą XXI wieku drastycznie obniżył loty. W odróżnieniu od chociażby Bruce’a Willisa (oby remake Życzenia śmierci i połączenie Niezniszczalnego ze Split przywróciło mu chwałę) ma jednak dobrą wymówkę… Stracił sporo czasu w więzieniu, gdzie trafił za oszustwa podatkowe.
Snipes dostał szanse od dawnych kumpli – Sylvester Stallone obsadził go w trzeciej części Niezniszczalnych, a Spike Lee zaproponował mu rolę w kontrowersyjnym Chi-Raq. Klątwa Fabryki Snów wciąż jednak trwa, więc aktor postanowił wziąć los we własne ręce i otworzył niewielkie studio – Maandi Media DMM, którego pierwszym poważnym ruchem było podpisanie umowy z World Wrestling Federation, największą federacją zapaśniczą na świecie, a jej efektem mają być dwa filmy. Armed Response jest pierwszym z nich i niestety rozczarowuje.

Armed Response
Zapaśnik Seth Rollins; Kyle Clements „znany” z bezimiennych, trzecioplanowych ról w Terminator: Genisys albo Battleship: Bitwa o Ziemię czy Mike Seal vel jeden z pachołków Negana w The Walking Dead nie dorównują Snipesowi do pięt, co nie świadczy o nich najlepiej, ponieważ upadła gwiazda właściwie tylko stoi w tle i przemawia. Może się wam wydawać, że to, co wyprawiał Blade, było dziełem kaskaderów i efektów specjalnych, ale jego odtwórca trenował sztuki walki od dwunastego roku życia, szkolił się w karate, hapkido, capoeirze, brazylijskim jiu jitsu, a także kung fu.
Nikt wprawdzie nie oczekuje od pięćdziesięciopięciolatka, żeby wymachiwał kończynami niczym Scott Adkins w Boyce, ale jego rolę w Armed Response odegrałby nawet pieniek Log Lady z Miasteczka Twin Peaks.
Oglądanie Snipesa w filmie Johna Stockwella (reżysera Kickboxer: Vengeance, a także odtwórcę roli Cougara w Top Gun) jest bolesne i to nie dlatego, że gra gorzej niż w czasach swojej świetności, ale właśnie dlatego, że wciąż ma ogromny potencjał, którego nikt, nawet on sam jako producent, nie potrafi ponownie wydobyć. Zostawmy jednak na chwilę emerytowanego łowcę wampirów, bo są tutaj znacznie poważniejsze zgrzyty, chociażby tytuł. Istnieją przynajmniej trzy inne filmy opublikowane jako Armed Response, co doskonale odzwierciedla, z jak sztampowym i wtórnym obrazem mamy do czynienia.
Intencje Stockwella są wyraźne – próbuje zbudować napięcie, stworzyć fundamenty pod film akcji i horror jednocześnie, ale spowolnione tempo i okazjonalnie napotykane trupy nie wystarczają do osiągnięcia celu. Rezultat jest fatalny, a prawdziwie zabójcza może być wyłącznie nuda. Zaskakujące jest to, jak bardzo reżyserzy podobnych filmów oderwani są od rzeczywistości i nie rozumieją, że ich publika potrzebuje przede wszystkim akcji, efektownych zgonów, czerstwych tekstów i odrobiny absurdu. W latach 80. i 90. wielu twórcom przychodziło to z naturalną łatwością, teraz często niepotrzebnie pojawia się silenie na powagę, bliżej nieokreślone lub banalne przesłania oraz „poważne” kino.
Jedynym, co ratuje Armed Response przed całkowitą klęską, są okazjonalne sceny zabójstw z odpowiednią dawką wylewających się mózgów czy odrywanych przez żywe ściany (sic!) kończyn. Tym właśnie Armed Response powinno być – „tak złą, że aż dobrą” rozrywką dla wielbicieli kina klasy Z.
Kolejny nowy film Snipesa wypada znacznie lepiej. Po drugiej stronie kamery tym razem znalazł się Mauro Borrelli, a jego portfolio wygląda imponująco – Gwiezdne wojny: Ostatni Jedi, Captain America: Pierwsze starcie, Nienawistna ósemka. Oczywiście nie jest reżyserem żadnego z nich, zajmował się wyłącznie tworzeniem grafik i innych artystycznych koncepcji. Jego kariera jako autora horrorów wygląda znacznie mniej imponująco. Od kilku lat próbuje zaistnieć w światku niskobudżetowych filmów grozy, a dotychczas najczęściej kojarzony był z Po drugiej stronie trumny. Dotychczas, bo The Recall wyrasta na najciekawszą pozycje w jego dorobku, choć nie jest to znak jakości sam w sobie.

The Recall
Historia rozpoczyna się w klasyczny sposób – nastolatki wybierają się do domku nad jeziorem, po drodze spotykają dziwacznego, pozornie niebezpiecznego tubylca, po czym stają w obliczu zagrożenia życia. Różnica jest jednak taka, że owym tubylcem jest Wesley Snipes i tym razem scenariusz pozwala mu zagrać znacznie więcej, a w dodatku na drugim torze rozgrywa się historia militarnych działań związanych z inteligencją pozaziemską.
Momentami jest bardzo dobrze, pierwsze zetknięcie z obcymi potrafi wywołać napięcie, a efekty komputerowe choć wyraźnie tanie, nie kolą w oczy. Świetnie wypada ostatni akt rozgrywający się na statku kosmicznym, ale na planie po prostu brakuje solidnej obsady, a w dodatku obecna dostaje do wypowiedzenia tak idiotyczne, banalne kwestie, że trudno nie złapać się za czoło.
Zdaje się, że Borrelli oglądał swoje ulubione filmy science fiction, robiąc podczas seansów notatki, na bazie których – bez wyraźnego pomysłu na scenariusz – nakręcił własny obraz, a jednocześnie hołd dla między innymi Dnia Niepodległości, Znaków, Obcego czy Life. Oddanie się tej wizji nie jest bolesne, ale podobnie jak w przypadku Armed Response zabrakło kontrolowanego kiczu, który wyraźnie popchnąłby narrację albo w stronę czystej grozy, albo ludycznej uciechy. Wychodzi nijako, a największy plus oraz rozgoryczenie zarazem to Wesley Snipes.
Uwielbiam Snipesa. Zachwycał jako aktor dramatyczny w Czarnym bluesie i Malarii Spike’a Lee, a także jako sprawny wojownik kina akcji w Człowieku demolce czy jednej z pierwszy udanych adaptacji komiksu Marvela – Blade. Przykro patrzeć na miejsce, w jakim się znalazł w 2017 roku, i trudno oczekiwać, że dostanie jeszcze jedną szansę, choć będę trzymał za to kciuki. Armed Response oceniam na tróję, The Recall na piątkę.
korekta: Kornelia Farynowska
