search
REKLAMA
Seriale TV

6 powodów, dla których MUSISZ obejrzeć MIŁOŚĆ W SPEKTRUM

Przemyślenia na temat tego, dlaczego naprawdę warto zobaczyć Miłość w spektrum.

Maja Budka

2 listopada 2021

REKLAMA

Na Netflixa trafił niedawno niedawno wyczekiwany przeze mnie drugi sezon Miłości w spektrum – programu, który był moim największym pozytywnym zaskoczeniem ostatnich miesięcy. Podczas oglądania przypomniałam sobie, jak cudowne jest to dzieło i jak dużo można z niego wynieść. Nie czekając dłużej, postanowiłam spisać w sześciu punktach swoje przemyślenia na temat tego, dlaczego naprawdę warto zobaczyć Miłość w spektrum. Szczególnie że w Polsce wciąż cieszy się zbyt małą popularnością. 

Bo pokazuje, czym jest (i czym nie jest) spektrum autyzmu 

Miłość w spektrum to program randkowy jak każdy inny. Poznajemy uczestników, ich preferencje, nadzieje i wyobrażenia o drugiej połówce. Podglądamy podczas pierwszych i kolejnych randek, czekając, aż zaiskrzy. Różnica jest taka, że jego uczestnikami są wyłącznie osoby w spektrum autyzmu. Przez wykluczenie społeczne i zawiłe budowanie relacji większość z nich nigdy nie miała chłopaka lub dziewczyny. 

Twórcy konsekwentnie burzą i odczarowują szkodliwe stereotypy, jakoby osoby w spektrum najlepiej czuły się w swoim własnym towarzystwie i nie potrzebowały wiązać się w pary. Serial i jego bohaterowie przekonują, że są to osoby z takim samym pragnieniem dawania i przyjmowania miłości. Że to osoby towarzyskie, ekstrawertyczne, dumne; hetero, bi i homoseksualne. Twórcy serialu portretują swoich bohaterów bez infantylizacji i ckliwości. Pokazują ich w kontekście sytuacji społecznych, a także rodzinnych, które są niezwykle ciekawym tłem pozwalającym widzowi poznać środowisko, z którego wyrastają bohaterowie. 

Program udowadnia, że nie ma jednej uniwersalnej definicji osoby neuronietypowej. Pokazuje, że każdy przypadek to absolutny unikat – uczestnicy Miłości w spektrum tworzą barwną i przepiękną mozaikę osobliwości. Autyzm wcale nie musi być przeszkodą. Może być czymś, co czyni człowieka wyjątkowym i z czego chce się być dumnym. Słowem – serial oswaja z pojęciem autyzmu i pokazuje go w szczery, nieszablonowy i daleki od stereotypu sposób. Zdecydowanie poszerza horyzonty i zwiększa świadomość na temat osób w spektrum. 

Bo mówi wprost o miłości i o tym, jak działają relacje

Jako że podstawą programu jest szukanie miłości, randkowanie oraz wiązanie się w pary, rozmowy z bohaterami dotyczą przede wszystkim tego obszaru. Bardzo ważną postacią programu jest Judy, specjalistka od związków, która potrafi w bardzo życzliwy sposób docierać do bohaterów z komunikatem, czym są związki i jak działa flirt. Rozbiera przy nich na czynniki pierwsze, jak tworzyć trwałe romantyczne relacje, w jaki sposób je podtrzymywać lub zrywać, jak reagować na pewne zachowania. Dla uczestników program to prawdziwy sprawdzian kompetencji społecznych i odnajdywania się w zawiłościach ludzkich emocji; rozpoznawania potrzeb drugiego człowieka i wyrażania swoich uczuć. 

Ale nie tylko – bardzo wiele miejsca Judy poświęca budowaniu dobrego nastawienia do siebie i idei poznawania drugiej osoby. I mnie, osobie, która powinna to wszystko wiedzieć i raczej wie, nie raz zaświeciła się żarówka nad głową. Judy opowiada w bardzo prosty i uniwersalny sposób o człowieku, uczuciach i relacjach. I choć wszystko wydaje się być znane i wyświechtane, wypowiedziane na głos staje się istnym game changerem. Bardzo łatwo więc przełożyć nauki płynące z programu na własne relacje i spojrzeć na nie z nieco innej perspektywy. 

Bo jest jak miód na serce i solidna dawka endorfin

Podejrzewam, że nie tylko ja oglądałam kolejne odcinki Miłości w spektrum z szerokim bananem na twarzy. Zdecydowanie nie da się tego robić inaczej. Program jest przede wszystkim przepełniony ciepłem, miłością, ekscytacją, nadzieją. Kiedy bohaterowie wyruszają na swoje pierwsze w życiu randki, palce puchną od trzymania za nich kciuków, a kiedy wszystko idzie dobrze, dostajemy porządny zastrzyk endorfin prosto w żyły. To wszystko przez unikatowość, wrażliwość, ale i dużą emocjonalność bohaterów, których reakcje na nieprzewidywalny świat randek są często przesadne, ale szczere. Życzliwość, nadmierna szczerość i bezpośredniość dorosłych osób z autyzmem są ujmujące, ale i rozbrajająco zabawne. Miłość w spektrum potrafi wywołać szczery śmiech i ocieplić serduszko. Ale nie dlatego, że postaci z ekranu są niekompetentne, zagubione i naiwne. Dlatego, bo celebrują naturalność i spontaniczność. Bo nierzadko obraz miłości w oczach osób neuronietypowych jest przesadnie wyidealizowany, niewinny i wzniosły. I w końcu – bo to jedna z lepszych lekcji, jak czuć się ze sobą dobrze. Miłość w spektrum to w gruncie rzeczy nie tylko program o kochaniu drugiej osoby, ale i program o samomiłości i akceptacji. 

Bo jest jedną z najbardziej autentycznych rzeczy, jakie zobaczysz 

Autentyczność to jedna z najmocniejszych stron Miłości w spektrum. W zachowaniach bohaterów nie znajdziemy ani grama sztuczności. Jeśli jest niezręcznie – po prostu o tym mówią. Jeśli chcą na dobry początek opowiedzieć dziwaczną ciekawostkę o dinozaurach, nic ich nie powstrzyma. Tę wszechobecną autentyczność widać nie tylko w ich zachowaniach, ale także w budowanych relacjach. Nie podtrzymują na siłę żadnego związku. Bohaterów obserwujemy w różnych momentach – jak się zakochują, zrywają i friendzonują. Randkowanie to nie tylko same sukcesy, ale też porażki, nieporozumienia i momenty, w których po prostu brak chemii. Uczestnicy jako osoby neuronietypowe nie są zainteresowani udawaniem czy wchodzeniem w określone przez społeczeństwo role. I choć jestem świadoma tego, że osoby w spektrum autyzmu natrafiają w życiu na wiele przeciwności, w niektórych momentach bardzo im zazdroszczę. Podziwiam ich szczerość, otwartość i autentyczność. 

To także sprawia, że Miłość w spektrum jest dalekie od jakichkolwiek innych znanych ci produkcji randkowych, które w większości są niesmaczne lub umacniają szkodliwe stereotypy. W Miłości w spektrum nie ma gier, podchodów czy udawania. Po prostu kilka wspaniałych osób chcących odnaleźć miłość i zrozumienie.

Bo poznajesz fantastycznych bohaterów, z którymi się zżywasz  

Powód, dla których zechcemy zostać z tym programem jak najdłużej. Bohaterowie. Autentyczni, fascynujący, pełni pasji i nadziei. Dobroduszni i skorzy do uzewnętrzniania się. Tacy jak Michael, który zawsze jest szarmanckim gentlemanem z sercem na dłoni. Albo Ronan, którego pozytywne, pełne afirmacji nastawienie do życia potrafi rozjaśnić nawet najbardziej pochmurny dzień. Jest także Teo, postać tak niezwykła i przenikliwa, że, jak mniemam, nie tylko ja chciałabym ją mieć za przyjaciółkę. Każde z nich ma fascynujące i nietypowe pasje. Cosplay, dinozaury, wyścigi rajdowe, buddyzm, robienie na drutach. Jedna z bohaterek ma nawet swój ulubiony kij. Fakt, że poznajemy bohaterów w takich intymnych momentach, słuchamy ich osobistych zwierzeń, podglądamy w trakcie miłosnych wzlotów i upadków, sprawia, że momentalnie się z nimi zżywamy. Współodczuwamy z nimi ich smutki i rozczarowania, ale także zachwyty i radości, których na szczęście jest ogromna przewaga. I po prostu chcemy dla nich jak najlepiej. 

Bo przypomina, że miłość nie jest łatwa, a złote strzały zdarzają się rzadko 

To nie będzie duży spoiler, jeśli powiem, że nie ma tu samych happy endów. Twórcy programu wprawdzie wykorzystują swoje możliwości, by pomóc bohaterom znaleźć drugą połówkę, jednak nie dają pewności, że zakończy się to płomienną miłością. I faktycznie – w wielu przypadkach się nie kończy. Randkowanie i poznawanie ludzi w Miłości w spektrum to przede wszystkim socjalizacja, oswajanie się z realiami związków. Poznawanie nowych ludzi, którzy mogą stać się partnerami lub przyjaciółmi. Ale także złamane serca, zawody, próby oraz błędy. 

Jako że widz emocjonalnie bardzo zbliża się do bohaterów, współodczuwa także ich smutki oraz niepowodzenia. Program jednak przypomina, że takie jest właśnie życie. Miłość nie jest rzeczą prostą, a znalezienie odpowiedniej osoby to zadanie czasochłonne i wymagające zaangażowania. Praktycznie żadna pierwsza randka lub pierwsza nawiązana relacja nie kończy się sukcesem. Bo to dopiero początek drogi, a bohaterowie zaczynają oswajać się z niuansami związków. Na szczęście duet Jimmy’ego i Sharnae przypomina, że osoby w spektrum autyzmu zasługują na happy end i znalezienie prawdziwej miłości tak samo jak wszyscy inni. 

Maja Budka

Maja Budka

Piszę o filmie i sztuce z kotem na klawiaturze. Lubię animacje i filmy podszyte delikatnym absurdem.

zobacz inne artykuły >>>

REKLAMA