Connect with us

Publicystyka filmowa

5 najlepszych ról DAVIDA BOWIEGO. CZŁOWIEK Z GWIAZD

DAVID BOWIE w CZŁOWIEK Z GWIAZD to artystyczna podróż przez jego niezapomniane role filmowe, które wciąż fascynują i inspirują.

Published

on

5 najlepszych ról DAVIDA BOWIEGO. CZŁOWIEK Z GWIAZD

Nawet gdyby nie nagrał w swoim życiu niczego innego, wystarczyłby mi jeden album – The Rise and Fall of Ziggy Stardust and the Spiders from Mars. Bo to nie tylko płyta z muzyką, ale i wydarzenie artystyczne, które pociągnęło za sobą wiele inspiracji przetrwałych do dzisiaj w naszej kulturze – chociażby drugie życie błyskawicy ze Strajku Kobiet, w której jej przeciwnicy za wszelką cenę chcieliby widzieć runę SS, a mogą co najwyżej zobaczyć znaczek wysokiego napięcia lub oręż Peruna czy też Thora. Zdolność rozpoznawania symboli kulturowych jednak zawsze przynależała do otwartych umysłów.
Advertisement

David Bowie niewątpliwie był takim obdarzony, dlatego też nie został przy samej muzyce. Teatr i kino były dla niego wymarzonymi miejscami realizacji artystycznych pasji. Szkoda, że nie rozwinęły się bardziej.

John Blaylock, Zagadka nieśmiertelności (1983), reż. Tony Scott

Jedna z najobszerniejszych ról w karierze Bowiego. Chociaż pozostawał w cieniu Catherine Deneuve, jego kreacja wizualnie była na tyle unikalna, że to jego się z Zagadki nieśmiertelności pamięta najbardziej. Sam proces starzenia – czy raczej przyspieszonego umierania – niesamowicie scala się z urodą Bowiego, czyniąc go jeszcze bardziej niecodziennym, eterycznym, a jednocześnie odpychającym.

Poza tym, jeśli chodzi o filmy wampiryczne, Bowie miał szansę zagrać w jednej z najstraszniejszych i artystycznie dopracowanych scen zabijania ofiar przez wampiry, zakończonej finezyjnym obrazem spalania ciał – owijająca je folia stapiała się z linią profilu twarzy, upodabniając ludzkie istoty do kukieł. To odczłowieczanie bohaterów przez Tony’ego Scotta posuwa się znacznie dalej, z dużym udziałem Bowiego; potem jednak, gdy on umiera, film gdzieś się rozmywa, stając się zwykłym romansem z nutką horroru.

Advertisement
Thomas Jerome Newton, Człowiek, który spadł na Ziemię (1976), reż. Nicolas Roeg

Zagranie kosmity w filmie było naturalnym dodatkiem do wizerunku Bowiego w tamtych latach. Eteryczna uroda artysty, rozsiewane dookoła wątpliwości co do jego orientacji seksualnej, podkreślanie inności zarówno przez ubiór, jak i przez muzykę – wszystko to uczyniło z Bowiego kogoś dosłownie nie z tej ziemi.

Na dodatek uzależnienie od narkotyków sprawiło, że kosmita z filmu Nicolasa Roega nabrał jeszcze bardziej eterycznych cech. Bohater filmu, Thomas Newton, jest niewątpliwie bohaterem historii science fiction, lecz pojętej nieco bardziej obyczajowo, czy też egzystencjalnie. Kosmita skupia w sobie wszystkie najgorsze ludzkie cechy. Z naszą chęcią ekspansji i pogardą dla innych żyjących istot jesteśmy jak śmiercionośny wirus. Kosmiczna inność Bowiego zostaje stopniowo pochłonięta przez ludzką chęć dostosowywania wszystkiego do nudnej średniej. Nikt nie może się wychylić, bo człowiecza hydra odgryzie mu łeb. Taką postać mógł zagrać wyłącznie ktoś, kto wywołuje poczucie, że zaledwie przypadkiem znalazł się na naszym padole.

Advertisement
Nicola Tesla, Prestiż (2006), reż. Christopher Nolan

Podobieństwo między Bowiem a serbskim geniuszem jest, powiedzmy sobie szczerze, poprawne. Ani nie powala na kolana, ani nie razi odmiennością fizjonomii. Dobrze współgra estetycznie z resztą bohaterów i przyjemnie uzupełnia główny wątek fabularny.

Jest jednak coś wartego podkreślenia w kreacji Bowiego. Czytając o Tesli, zawsze odnosiłem wrażenie, że był to człowiek przedkładający idee nad rzeczywistość, nieważne, czy aktualny stan nauki pozwalał na realizację owych pomysłów. Stąd wokół Tesli narosło mnóstwo legend, niemal magicznych. Tesla nie był więc naukowcem, a kimś w rodzaju naukowego szarlatana. Wycofany, skłócony ze światem, wręcz na niego zły, że urodził się w takim okresie rozwoju techniki, który zawsze stał na drodze jego pomysłom. Tę wewnętrzną nienawiść do świata zmieszaną z szaloną potrzebą realizacji siebie poprzez wynalazki Bowie odegrał idealnie, gdyż sam był z tym samym światem skłócony i próbował go kontestować za pomocą muzyki.

Advertisement

Andy Warhol, Basquiat – taniec ze śmiercią (1996), reż. Julian Schnabel

Miłość między Warholem a Bowiem była raczej jednostronna. Bowie inspirował się Warholem. Warhol miał Bowiego raczej dosłownie gdzieś, czego Bowie nie przyjmował do wiadomości, jak to często się zdarza w irracjonalnych relacjach fanów z idolami. Bowie napisał nawet o Warholu piosenkę (Andy Warhol z płyty Hunky Dory), którą artysta spod znaku puszki zupy Campbell zbył, jak to on potrafił, z punktu widzenia „wielkiego” performera i geniusza sztuki. Fascynacja Warholem Bowiemu do końca chyba nigdy nie przeszła. Kiedy nastały lata 90.

i propozycja wcielenia się w swojego guru, gdy ten już od dawna nie żył, Bowie musiał skorzystać z tej szansy – być może po to nawet, żeby zamknąć pewien etap niespełnionej relacji z Warholem. Udało mu się to z nawiązką. Jako Warhol stał się podobnie nieprzenikniony i niedostępny jak oryginał.

Advertisement
Jareth, Labirynt (1986), reż. Jim Henson

Dzięki Labiryntowi Bowie miał szansę powrócić do swoich androgenicznych stylizacji z czasów Ziggiego. Jareth, król goblinów, w istocie jedynie przybierał formę człowieczą, żeby zarówno przez widza, jak i przez Sarę być postrzegany z większą dozą królewskiego poważania. Gdyby wyglądał jak goblin, stałby się kolejnym potwornym antagonistą, a nie filmową osobowością, a Hensonowi zależało na tym, żeby Jareth nie był postacią jednowymiarową.

Osobowość króla goblinów była wyniosła, egoistyczna, dumna, arogancka; lubił on delektować się detalami, w tym tymi związanymi z niespiesznie zadawanym cierpieniem. Początkowe wcielenia Bowiego również były wyniosłe, dumne i wzbudzające respekt. Doświadczając ich ekranowej obecności, widz miał wątpliwości, czy obcuje z kobietą, czy z mężczyzną. Bowie był jednym i drugim. Pobudzał wyobraźnię, w tym tę jej sferę, gdzie kryły się marzenia erotyczne. Podobnie Jareth – nieoczywisty przykład bohatera, który jest zły i przez to nadzwyczaj pociągający. Szkoda, że Sara nie uległa.

Advertisement

Filozof, zwolennik teorii ćwiczeń Petera Sloterdijka, neomarksizmu Slavoja Žižka, krytyki psychoanalizy Jacquesa Lacana, operator DTP, fotograf, retuszer i redaktor związany z małopolskim rynkiem wydawniczym oraz drukarskim. Od lat pasjonuje się grami komputerowymi, w szczególności produkcjami RPG, filmem, medycyną, religioznawstwem, psychoanalizą, sztuczną inteligencją, fizyką, bioetyką, kulturystyką, a także mediami audiowizualnymi. Opowiadanie o filmie uznaje za środek i pretekst do mówienia o kulturze człowieka w ogóle, której kinematografia jest jednym z wielu odprysków. Mieszka w Krakowie.

Advertisement
Kliknij, żeby skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *