Publicystyka filmowa
5 filmów do obejrzenia ZAMIAST nowego TERMINATORA
Zamień seans MROKNEGO PRZEZNACZENIA na pięć klasyków, które dostarczą więcej emocji i świetnej zabawy w stylu sci-fi.
Mroczne przeznaczenie zdążyło pojawić się w amerykańskich kinach, zebrać względnie przyzwoite recenzje i zaliczyć fatalny weekend otwarcia. Film okazał się lepszy niż nędzne Genisys, a powrót Lindy Hamilton zapewne ucieszył niejednego fana serii; niestety trzy poprzednie rozczarowujące sequele i zapowiedź ponownego mielenia motywów fabularnych z dwóch pierwszych części ostudziły entuzjazm widzów.
Jeśli przepadacie za klasykami Camerona, a trailery i opinie na temat Mrocznego przeznaczenia nie przekonują was do seansu, mogę w zamian zaproponować pięć (a właściwie sześć) tytułów, które mogą okazać się lepszą rozrywką. Zapraszam, proszę się częstować.
1) Upgrade
Jasne, Mroczne przeznaczenie może sobie mieć kategorię wiekową R (pierwszy raz od trzeciej części), ale tamtejsze sceny akcji i cyfrowo wygenerowana krew nie umywają się do przerysowanego (i będącego w dużej mierze zasługą starych dobrych praktycznych efektów specjalnych) gore obecnego w potyczkach, które możemy podziwiać w filmie Leigha Whannella. Ustępują im także kreatywnością, a kapitalna praca kamery z Upgrade zawstydza festiwal przeciętnego CGI znacznie droższego Terminatora i poprawną reżyserię Tima Millera.
Nie polecałbym jednak tego dzieła, gdyby nie miało ono do zaoferowania nic ponad latające flaki i dobrze nakręconą akcję; jest to także bardzo interesujące podejście do kina zemsty. Cyberpunkowe realia niedalekiej przyszłości, wysmakowana forma (te kadry, te kolory, ta głównie elektroniczna ścieżka dźwiękowa!) oraz interesujące koncepty technologiczne sprawiają, że ograna historia wybrzmiewa niezwykle świeżo i interesująco. Wątek ulepszania ludzkiego ciała powinien zaś wyjątkowo zainteresować fanów posthumanistycznych motywów w Terminatorach.
2) Looper – Pętla czasu
Rian Johnson niedawno dał światu świetny i zaskakujący epizod Gwiezdnych wojen/bezpowrotnie zniszczył 40-letnią serię i wspomnienia z dzieciństwa milionów udręczonych widzów (niepotrzebne skreślić).
Pięć lat wcześniej nakręcił zaś wyjątkowo udanego Loopera, który wykorzystywał motyw podróży w czasie w sposób z pewnością znajomy dla fanów serii o Connorach i T-800. W tym filmie główny bohater działa jako wyspecjalizowany zabójca, który dostaje zlecenie na zabójstwo… siebie z przyszłości. Czasoprzestrzenny bajzel, alternatywne linie chronologiczne, telekineza jako rzadka ludzka umiejętność – dzieje się tu sporo, fabuła jest zawiła i skąpana w bezceremonialnej przemocy. Miłośnicy Skynetu powinni być zadowoleni.
3) Strefa X
W Mrocznym przeznaczeniu bohaterowie muszą zmierzyć się z misją przeprawy przez granicę meksykańsko-amerykańską, a cała historia nosi znamiona kina drogi. W Strefie X para głównych bohaterów stoi przed podobnym wyzwaniem, z tym że tytułowy obszar zdominowany jest przez monstra tajemniczego pochodzenia.
Spory kawałek kontynentu zajmuje niemal całkowicie porzucona przez ludzi kraina pełna rozmaitych niebezpieczeństw. Tutaj całość ma jednak mocno społeczny wydźwięk i operuje metaforami nawiązującymi do współczesnej kondycji tamtego regionu, robiąc to znacznie skuteczniej niż Mroczne przeznaczenie. W centrum uwagi znajduje się natomiast rozwijająca się relacja między wspomnianą dwójką, co potęguje melancholijno-refleksyjna atmosfera filmu. Postapokaliptyczna sceneria na pewno przypadnie do gustu fanom takich realiów i trochę niedocenionego Terminatora: Ocalenia – warto tylko pamiętać, że akcji tu tyle, co kot napłakał; to nie ten typ produkcji.
4) Mad Max: Na drodze gniewu
Powrót Lindy Hamilton w teorii brzmi świetnie, jednak po obejrzeniu trailera Mrocznego przeznaczenia nabrałem poważnych wątpliwości co do tego, jak zostanie ona przedstawiona w filmie.
Scena, w której jej bohaterka wysiada z auta, od niechcenia rozwala (nie ostatecznie) Terminatora i rzuca kultowym one-linerem wydała mi się wymuszona i ewidentnie skrojona pod rankingi typu „THE COOLEST BADASS MOMENTS EVER. Jej późniejszy występ przynosi więcej realnej satysfakcji, ale jedno wściekłe spojrzenie Furiosy z ostatniego Mad Maxa ma w sobie więcej przekonania niż cała tamta efekciarska sekwencja. Na drodze gniewu to idealna propozycja dla osób spragnionych prawdziwie silnej postaci kobiecej walczącej o sprawiedliwość w świecie pełnym przemocy. Charlize Theron jest w tej roli równie naturalna i pamiętna jak Sigourney Weaver w trylogii (TAK, TRYLOGII) Obcego i zjada na śniadanie większość podobnych występów z ostatnich lat. Postapokaliptyczne szaleństwo i sekwencje akcji bijące na głowę nawet dokonania Camerona z pierwszych dwóch Terminatorów mogą być dodatkową zachętą do nadrobienia tego arcydzieła (albo ponownego seansu).
5) Po katastrofie
Jeśli macie ochotę na dobry współczesny występ Schwarzeneggera (w nowym Terminatorze dostaniecie to, tyle że w małej ilości), to niezłą propozycją może być ten dramat. Tak, nie ma tu żadnej pomyłki: dramat. Austriacki aktor w tym filmie odkłada na półkę śmiercionośny oręż i pokazuje, że zna inne środki wyrazu niż przemoc.
Wciela się w pogrążonego w żałobie mężczyznę, który nie potrafi poradzić sobie z utratą bliskich w katastrofie lotniczej. Próbując pogodzić się z potworną stratą, zaczyna walczyć o sprawiedliwość dla ofiar tragedii. Film być może nie zebrał szczególnie entuzjastycznych recenzji, ale rola Schwarzeneggera była w nich chwalona i to właśnie dla niej warto się tym tytułem zainteresować.
Bonus: Terminator
Oczywista sprawa – kiedy sequele przynoszą rozczarowanie, najlepszym wyborem może być pierwowzór i zarazem najlepsza część serii (tak, lepsza niż Dzień sądu). Mniejszy rozmach i skromniejszy charakter scen akcji pozwalają lepiej wybrzmieć mrocznej atmosferze z pogranicza horroru, a pozbawiony brwi Schwarzenegger jeży włos na karku.
Wersja T-800 z tego filmu to przerażająca maszyna do zabijania, nie automat z zabawnymi tekstami, który znamy z późniejszych odsłon. Niepokojąca ścieżka dźwiękowa i pesymistyczny wydźwięk fabuły czynią pierwszego Terminatora najcięższą tonalnie i najbardziej interesującą odsłoną tej serii (przy całej mojej sympatii do Dnia sądu).
