Plebiscyt
NAJLEPSZE filmy o KOSMOSIE
Kosmos w filmach od zawsze inspiruje. Poznaj NAJLEPSZE filmy o KOSMOSIE, które przeniosą Cię w bezkresne otchłanie wyobraźni!
Kosmos od lat służy filmowcom do pobudzania wyobraźni widowni. Występuje w kinie przygodowym, dramatach, komediach czy w końcu w science fiction i w zależności od gatunku pełni w nich różne role. Najczęściej jednak jest miejscem akcji wpływającym na osamotnienie bohatera, przebywającego daleko od domu lub wykonującego swą misję w ekstremalnie niebezpiecznych warunkach. Kino jest na tyle obszerne, że filmowy kosmos może działać przy udziale nauki lub bez niej. Ważne jednak, by zawsze był jednakowo ciemny, bezkresny i tajemniczy.
Oto najlepsze filmy o kosmosie. Kryterium, jakim się kierowaliśmy w doborze filmów do głosowania, była przede wszystkim akcja, która albo w większości rozgrywa się w kosmosie – w statku kosmicznym, na odległej planecie, w trakcie naukowej ekspedycji lub fantastycznej przygody – albo ma z podróżą poza granice Ziemi silny związek fabularny. Dlatego właśnie możecie znaleźć tu również tytuły, których akcja tylko przez chwilę rozgrywa się w kosmosie. Bez wątpienia jednak, wszystkie tytuły to produkcje, które według was najlepiej oddają klimat kosmosu i które najlepiej wykorzystują tę przestrzeń do snucia ciekawych, mądrych, pobudzających wyobraźnię historii.
33. 2010: Odyseja kosmiczna (1984)
Choć Arthur C. Clarke napisał aż cztery części Odysei kosmicznej, to jednak po ekranizacji 2001… Kubricka, powszechnie uznawanej za arcydzieło, mało kto myślał o sequelu na poważnie. Ten jednak nastąpił szybciej, niż się spodziewano, bo już w dwa lata po premierze książki do kin trafił film w reżyserii Petera Hyamsa i… sprzedał się nadspodziewanie dobrze. Krytycy nie kręcili specjalnie nosami, choć nikt nie krył, że do starszego o niemal 20 lat oryginału sporo 2010… brakuje. Dobrze go jednak uzupełnia, stanowiąc świetnie obsadzone i równie ambitne spojrzenie na gatunek.
W najgorszym wypadku jest to solidna „przygodówka” osadzona w obcej przestrzeni w czasie ziemskich, politycznych niesnasek. Po jej obejrzeniu można jedynie żałować, iż nie pociągnięto tematu dalej. [Jacek Lubiński]
32. Kosmiczne jaja (1987)
Klasyczne już dzieło Mela Brooksa opiera się na dość prostym założeniu, że wszyscy bohaterowie i złoczyńcy są klonami postaci, które znamy i kochamy w serii Gwiezdne wojny. Bill Pullman to Lone Starr, kosmiczny wolny strzelec, który jest połączeniem Luke’a Skywalkera i Hana Solo. John Candy to Barf, pół człowiek, pół pies, Rick Moranis to Lord Mroczny Hełm, który jest mniejszą wersją Dartha Vadera, zaś Daphne Zuniga wciela się w Księżniczkę Vespę.
Można by tak wymieniać bez końca. Sam Brooks wziął na siebie dwie postacie, prezydenta Skrooba oraz Yogurta, którego charakterystycznym „powiedzonkiem” jest „Niech szmoc będzie z Tobą”. W którymś momencie zaśmieją się nawet najtwardsi przeciwnicy humoru reżysera. Gwarantuję Wam. Dialogi w filmie są zbudowane przede wszystkim z zabawnych imion, kalamburów i starych dowcipów, które nie zestarzały się ani o dzień. Produkcja prezentuje też kilka świetnych wizualnych gagów. Jak w ogóle należy oceniać taki film? Myślę, że mówiąc, czy się śmiałeś, czy nie. [Gracja Grzegorczyk]
31. Ad Astra (2019)
Było już wiele filmów science fiction o bohaterach, którzy musieli udać się w najdalsze zakątki kosmosu, aby odnaleźć w sobie prawdę, ale żaden nie przypomina mistrzowskiego Ad Astra Jamesa Graya. Genialna pod względem tematycznym i bogata wizualnie Ad Astra może nie działać na osoby poszukujące ekscytującej jazdy bez trzymaki w kosmosie. To bardziej Solaris niż Grawitacja czy Marsjanin – ale scenariuszowo prezentuje cuda, jakich dawno nie widziałam.
To nie tylko analiza męskości czy ojcostwa, ale momentami nawet poszukiwanie jakże nieobecnego Boga. To rzadka, dopracowana opowieść, oparta na jednym z lepszych występów w karierze Brada Pitta i niezwykłych elementach technicznych praktycznie na każdym poziomie. To specjalny film. [Gracja Grzegorczyk]
28. Gwiezdne wrota (1995) [ex aequo]
Filmowi Emmericha bardzo blisko do produkcji typu Mumia czy Król Skorpion – Gwiezdne wrota to film o kosmosie, jednak po drugiej stronie magicznych drzwiczek czeka na widza standardowy zestaw: pustynia, dziewczyna i irytujący dzieciak. Niemniej wyprawa w kosmos ma miejsce – dowodzona przez zawsze niezawodnego Kurta Russella, z przeciwwagą w postaci uroczo gapowatego i wierzącego w uniwersalne dobro Jamesa Spadera, przybywa na obcą planetę i zgodnie z rozpiską wojsk amerykańskich na prawie każdy dzień roku ratuje ichniejszą ludzkość przed okrutnym boskim władcą.
Ćwierć wieku temu efekty specjalne robiły spore wrażenie – i nadal zresztą wyglądają nieźle, co w połączeniu z prostą akcją i poprawnym aktorstwem sprawia, że powrót do tej produkcji przy okazji przypadkowo napotkanej powtórki telewizyjnej nie będzie stratą czasu. [Agnieszka Stasiowska]
28. Pandorum (2009) [ex aequo]
Pandorum to rodzaj bękarta, który łączy w sobie elementy takich gatunków jak sci-fi, horror, akcja i thriller. Można nawet stwierdzić, że to połączenie Event Horizon z Resident Evil. Osoba spostrzegawcza może zauważyć nazwisko łączące ze sobą dwie pierwsze części tego łańcucha. To Paul W.S. Anderson, który jest tu producentem wykonawczym. Patrząc z perspektywy czasu, jego stylistyczny wpływ na całość jest dość oczywisty. Jak przystało na film finansowany przez niemieckie studio, tematem przewodnim Pandorum jest nihilizm i nietzscheańskie idee przejrzystości poprzez szaleństwo, przetrwania najsilniejszych, a także różne poziomy rzeczywistości i ich postrzeganie. Czy Bower ulegnie pandorum (rodzaj gorączki w kabinie kosmicznej) i uwolni swoją zwierzęcą stronę, czy też zachowa swoje człowieczeństwo? [Gracja Grzegorczyk]
28. Planeta Małp (1968) [ex aequo]
W tym prawdziwym klasyku kina science fiction element kosmiczny jest o tyle przewrotny, że bohaterowie wysłani w przestrzeń trafiają z powrotem na Ziemię, ale tak inną i odległą od tej dla nich pierwotnej, że z założenia biorą ją za obcą planetę. Tutaj też objawia się wybitność filmu Franklina J. Schaffnera – pokazuje strach przed kosmosem wynikający z jego nieznajomości i nieprzewidywalności. Ukryta jest na tym polu także cenna (jedna z wielu) lekcji – Ziemia nie jest dana ludziom jako pewnik. Była planetą dinozaurów, jest planetą ludzi, może zostać planetą małp. [Filip Pęziński]
27. Pitch Black (2000)
Zanim na dobre wsiąkł w postać Dominica Toretto, Vin Diesel dla wielu był Riddickiem – złoczyńcą o ciekawych właściwościach i podejściu do życia. Po raz pierwszy pojawił się na ekranie w roku 2000 w filmie Davida Twohy’ego Pitch Black. Riddick jest jednym z kosmicznych rozbitków, którzy lądują awaryjnie na nieznanej planecie. Nadciąga długa noc, kryjąca w sobie wiele niebezpieczeństw. Na szczęście Riddick doskonale widzi w ciemnościach… Pitch Black być może nie poraża aktorstwem czy efektami (choć Diesel robi niezłą robotę, a towarzysząca mu Radha Mitchell jest przyjemna dla oka), natomiast bardzo dobrze oddaje atmosferę nieznanego zagrożenia. Jest ciemno, zimno i złe obce znienacka wyskakuje na człowieka – a choć wszystko to razem lekko zniechęca do kosmicznych wypraw, to zapewnia przyjemny, rozrywkowy seans. [Agnieszka Stasiowska]
26. Thor: Ragnarok (2017)
Nie wiem, kto wpadł na pomysł zatrudnienia Taiki Waititiego do realizacji trzeciej części Thora, ale był to wybór doskonały. Nowozelandczyk słusznie zmienił nieco pompatyczną dotychczas konwencję opowieści o Bogu Piorunów, robiąc z niej kapitalny, kosmiczny film przygodowy o zabarwieniu komediowym. Wizyta na planecie Sakaar i tamtejsze wydarzenia to jeden z najlepszych fragmentów całego MCU, a postać Jeffa Goldbluma błyszczy i rozbraja przy każdym seansie. Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś do niej wrócimy. [Łukasz Budnik]
25. Armageddon (1998)
Cóż z tego, że widzowie i krytycy od lat prześcigają się w wytykaniu filmowi głupot scenariuszowych. Cóż z tego, że niezdrowy patos Armageddonu wylewa się z niemal każdej minuty seansu i niemal każdego kadru. Cóż z tego… jeśli w dziedzinie nieskrępowanej rozrywki to nadal przykład kina katastroficznego, obdarzonego dużą dawką pozytywnej energii, dostarczającego każdorazowo czystego wzruszenia. Za tą właśnie bombastyczność lubimy Michaela Baya. Jeśli podróżować w kosmos, to tylko z Bruce’em Willisem i tylko w słusznej sprawie. [Jakub Piwoński]
24. Pierwszy człowiek (2018)
Dla fanów podboju kosmosu jest to pozycja obowiązkowa, magiczna wręcz. Przepięknie nakręcona (lądowanie na Księżycu to sekwencja, w której po prostu idzie się zakochać), do samego końca trzyma w napięciu i niepewności, choć przecież doskonale znamy finał tej historii. Fabularnie zresztą nie zaskakuje, ale też nie taka była jego rola. Technicznie jest to po prostu cymes, a i pod względem wierności faktom to absolutny top. Choć film miewa nużące momenty na Ziemi i można kłócić się o dość wycofany obraz Armstronga, który w prawdziwym życiu wydawał się sympatyczniejszy.
Patrząc jednak przez pryzmat punktu wyjścia, na którym emocjonalnie skupili się twórcy, to również jest bez zarzutu, a Gosling sprawdził się jak nigdy. Zdecydowanie jeden z ciekawszych filmów roku. [Jacek Lubiński]
23. Łotr 1. Gwiezdne wojny – historie (2016)
Bez wątpienia to moja ulubiona odsłon Gwiezdnych wojen spod szyldu Disneya, być może dlatego, że tematycznie i klimatycznie zbliżona do niedoścignionej Starej Trylogii. Z przyjemnością kibicuję głównym bohaterom i śledzę ich podróże po kolejnych planetach, spośród których wyróżnia się Scariff – miejsce dotychczas niewidziane w żadnym filmie z serii, a wyjątkowo interesujące i stanowiące doskonałe pole do finałowej bitwy. Łotr 1 kojarzy mi się jednak głównie z perfekcyjnymi ostatnimi minutami. [Łukasz Budnik]
21. Dzień niepodległości (1998) [ex aequo]
Na Dniu niepodległości byłam w kinie i pamiętam, że widok olbrzymich statków kosmicznych, które zawisły nad miastami Ziemi, zrobił na mnie wtedy spore wrażenie. Will Smith, który ciągnął dreadlocki kosmity przez pustynię, zwyczajowo zakręcony Jeff Goldblum oraz po amerykańsku patetyczny Bill Pullman mogli temu wrażeniu tylko pomóc. Film Emmericha nie jest produkcją filozoficzną i nie próbuje popularyzować wiedzy o kosmosie – jest czysto rozrywkową wariacją na oklepany temat zagrożenia ze strony mniej lub bardziej zielonych ludzików. Jako taka sprawdza się doskonale – akcja toczy się wartko, sceny wzruszające (momentami przesadnie…) przeplatają się z czystym humorem, a całość ładnie lawiruje pomiędzy klimatem śmiertelnego zagrożenia a zabawą w strzelankę. [Agnieszka Stasiowska]
21. W stronę słońca (2007) [ex aequo]
Gdy Ziemia staje w obliczu niekończącej się zimy, statek kosmiczny o nazwie Icarus I zostaje wysłany z misją „ponownego” zapalenia Słońca. Nazwanie tak statku wydaje się prosić o kłopoty, biorąc pod uwagę los oryginalnego Ikara. I rzeczywiście znika on, przez co koniecznie jest wysłanie kolejnego statku z siedmioosobową ekipą. Jak dla mnie W stronę słońca to pozycja wręcz obowiązkowa, jeżeli jest się fanem gatunku science fiction. Jednak warto pamiętać, że jeżeli nie jest się miłośnikiem tego typu klimatów, można się wynudzić i nie do końca zrozumieć przesłanie całego filmu.
Ale polecam spróbować, bo naprawdę warto. Chociaż młodsze dziewczyny nie polubią tego filmu, chyba że wiedzą, co dzieje się pod maską samochodu. Młodszym chłopcom, też może nie przypaść do gustu, gdyż jedyną rzeczą, która faktycznie może tu wybuchnąć, jest Słońce. Ale dość seksistowskich żartów. Jeżeli kochacie gatunek sci-fi i jesteście jedną z tych osób, które patrzą od czasu do czasu w niebo i myślą, co się tam dzieje, jest to dla was pozycja wręcz obowiązkowa. [Gracja Grzegorczyk]
20. Gwiezdne wojny: Część VI – Powrót Jedi (1983)
W zwieńczeniu oryginalnej trylogii Gwiezdnych wojen los zabiera bohaterów w praktyce (nie licząc krótkiego epizodu na planecie mistrza Yody) tylko na dwie planety (planetę i księżyc, dla precyzji) i są to miejsca szalenie kontrastowe. Tatooine – w całości wyjałowione, pokryte piaskiem. Endor – stanowiący jeden, wielki las. Na tym pierwszym protagoniści znajdują tylko strach i zagrożenie, na drugim sympatycznych sojuszników, a w końcu ostateczny triumf nad galaktycznym Imperium. Kontrast ten można zinterpretować jako proste, ale ciekawe przesłanie ekologiczne. [Filip Pęziński]
19. Obcy 3 (1992)
Naprawdę trudnym zadaniem jest nakręcić trzecią część kultowej serii po tym, jak najwyższej klasy poprzednicy stworzyli wcześniej dwa kultowe widowiska. Tym bardziej, jeśli jest się reżyserem debiutantem, któremu nakazuje się zmierzyć z takim dziedzictwem. Obcy 3 Davida Finchera podzielił fanów, jednak z perspektywy czasu widać, że wykonał naprawdę solidną robotę. Film nie dorównuje może poprzednikom, ale proponuje solidne rozwinięcie historii, dodając też do uniwersum coś nowego – „trójka” to film chyba najbardziej straszny w serii o ksenomorfie, na swój sposób łączący napięcie oryginału Scotta i krwawą atrakcję kontynuacji Camerona. Produkcja posiada też świetny, mroczny klimat i ostatecznie broni się jako naprawdę dobry dramat/horror science fiction. [Tomasz Raczkowski]
18. Strażnicy Galaktyki (2014)
Pierwszy film MCU osadzony w takim stopniu w kosmosie i od razu bardzo udany. James Gunn znakomicie wykorzystuje potencjał komiksowego świata, prezentując ciekawe planety, interesujących bohaterów i pobudzające wyobraźnię artefakty (scena wizyty u Kolekcjonera jest tu świetnym przykładem). Nie zapomina przy tym o swoich bohaterach, dając im odpowiednio dużo czasu ekranowego i świetnie nakreślając każdego z nich. Na dokładkę fantastyczny soundtrack. [Łukasz Budnik]
17. Avatar (2009)
W 2009 roku Avatar Jamesa Camerona spowodował olbrzymie trzęsienie ziemi w świecie kina, a ostatecznie doprowadził do zmiany na pierwszym miejscu światowego rankingu najbardziej dochodowych filmów w historii. Czynników za tym stojącym z pewnością było wiele – od wspaniałej, angażującej historii, przez nową technologię pozwalającą obejrzeć film w trzech wymiarach w zupełnie nowej jakości, aż po w końcu wizualną ucztę, która umożliwiła nam niemal naprawdę poczuć, że przenieśliśmy się na inną planetę (księżyc, wiem!). I to planetę jakże fascynującą, kolorową, olśniewającą. [Filip Pęziński]
16. Ukryty wymiar (1997)
Ponure, gotyckie i krwawe hard sci-fi to nie jest coś, co możemy oglądać w kinie na co dzień. Tym bardziej warto docenić daną pozycję – najlepszą i najbardziej ambitną w dorobku późniejszego twórcy Resident Evil, Paula W.S. Andersona. W dodatku z czasem jakby coraz lepszą. Tytuł ten – odwołujący się zarówno do nazwy statku kosmicznego, jak i teorii względności – nie zestarzał się bowiem ani trochę, a obsadę, eksperymentalną ścieżkę dźwiękową czy też skromność całego widowiska docenia się dziś bardziej niż w czasie premiery, kiedy przyjęto go raczej chłodno.
Tymczasem powyższe elementy z powodzeniem składają się na niebagatelną, a przy tym nieziemsko klimatyczną wyprawę w nieznane, którą warto odbyć – choćby i z czystej, ludzkiej ciekawości. [Jacek Lubiński]
15. Pamięć absolutna (1990)
Pierwsza wycieczka Verhoevena w kosmos, oparta na paranoicznych marach wizjonera gatunku, Philipa K. Dicka. Oprócz zawiłej, kampowej intrygi historia mężczyzny marzącego o podróży i przygodach na Marsie oferowała całkiem uzasadnioną i realną wizję zaburzeń tożsamości i osobowości w świecie przepełnionym iluzją i kłamstwem. Można z pełnym przekonaniem stwierdzić, że Pamięć… była Matrixem swoich czasów – zgadza się nawet kolor pigułki branej po to, by obudzić się ze snu w prawdziwym świecie! W kontekście miejsca akcji film Verhoevena to wyjątkowo ciasna, klaustrofobiczna produkcja. Podróż w kosmos, na Marsa, jest marzeniem i utopią, a rzeczywistość to wąskie tunele, wątpliwej opinii tancbudy, zmutowani zdrajcy i brak tlenu. Korporacyjne, chciwe łapy biznesmenów – włodarzy bazy na czerwonej planecie – odcinają niższej klasy mieszkańców od podstawowych zasobów. Koniec końców dobrzy wygrywają. A może wcale nie – może to wszystko jest tylko kosmicznej wielkości przekrętem? [Szymon Skowroński]
14. Gwiezdne wojny: Część IV – Nowa Nadzieja (1977)
Filmowe podróże w kosmos istnieją prawie tak długo, jak istnieje kino – jednak dopiero George Lucas pokazał widzom, jak taka podróż mogłaby wyglądać. Zresztą nie tylko pokazał – bo Nowa nadzieja to jedyne w swoim rodzaju doświadczenie. Granica immersji została w tym przypadku przesunięta o kilka lat świetlnych do przodu, by na zawsze wyznaczyć poziom dla filmowej akcji umieszczanej w przestrzeni kosmicznej. Jednak kosmos w wizji Lucasa to nie tylko miejsce epickich starć i potyczek między statkami, krążownikami i niszczycielami.
To także przestrzeń wypełniona tajemnicą – magią, mitem, Mocą. Ubogi farmer, Luke Skywalker, młodzieniec z pustynnej planety zerkający z nadzieją na dwa zachodzące słońca to idealny bohater swoich czasów – i prototypowy bohater wszech czasów. Otwarty, gwieździsty kosmos ze swoją dziwacznością i estetyką jest dla niego ucieczką i marzeniem. Miejscem, w którym może być w końcu sobą. [Szymon Skowroński]
13. Żołnierze kosmosu (1997)
Dla Hollywood Paul Verhoeven był jak człowiek z innej planety. Niepokorny Holender od środka rozsadził skostniały i grzeczny wizerunek blockbustera. Jego filmy ociekały krwią, tandetą i seksem, bił z nich społeczny niepokój. Dokładnie tacy są Żołnierze kosmosu – adaptacja słynnej powieści Roberta A. Heinleina. Wypełniona jednorazowymi gwiazdkami pokroju Caspera van Diena czy Denise Richards filmowa transfuzja gatunku science fiction na grunt społecznej satyry nie każdemu przypadła do gustu – ale Verhoeven dokładnie wiedział, co robi. Krytyka faszyzmu jest tu tak zawoalowana i owinięta formalną zabawą, że niektórym wydawała się jego pochwałą.
Verhoeven w idealnej proporcji miesza komentarz społeczny z wartką, kosmiczną akcją. Jego genialne zmontowane sekwencje bitew na obcej planecie są klasą samą dla siebie, a sceny koszarowe i treningowe dają naoczne wrażenie, jak to mogłoby być – być Żołnierzem Kosmosu! [Szymon Skowroński]
12. Wall-E (2008)
Wielkie kino o kilku przesłaniach. Ekologiczny apel, przestroga przed inwazją maszyn. Filozoficzna refleksja nad dehumanizacją ludzi i epos o uczłowieczonym robociku. Hołd dla kina niemego, sztuki wyrażania emocji bez słów i kreatywne spojrzenie na dziedzictwo kina science fiction: od E.T. przez Odyseję kosmiczną po Terminatora. Do tego garść biblijnych cytatów raz przenoszonych dosłownie (arki), kiedy indziej w odwróconych proporcjach (jedna roślinka nadziei w skażonym raju). Animacja Andrew Stantona to obok W głowie się nie mieści prawdopodobnie najambitniejszym projekt w portfolio Pixara. Ręce same składają się do oklasków. [Maciej Niedźwiedzki]
11. Grawitacja (2013)
Ten kosmiczny majstersztyk od Alfonso Cuaróna swego czasu narobił sporo szumu. Raz, że technicznie powalił niemal każdego na kolana, prezentując najwyższą jakość zdjęciowo-montażowo-dźwiękowej strony wizualnej. Dwa, że ponownie wyniósł on kino sci-fi na piedestał. Może i Grawitacja nie ma takiego ciężaru tematycznego jak Odyseja kosmiczna, do której skrycie się odwołuje, może i stanowi w gruncie rzeczy tylko proste sprzężenie dramatu z przygodą, mające metaforycznie podkreślić, jak wypada radzić sobie z kłodami rzucanymi przez los.
Ale jednego Grawitacji odmówić się po prostu nie da – klimatu kosmosu. Głucha cisza i bezkres tego miejsca nigdy wcześniej i nigdy później nie były w kinie tak przytłaczające. [Jakub Piwoński]
10. Piąty element (1997)
Luc Besson lubi się bawić – i tym razem wzniósł się na wyższy, kosmiczny wręcz poziom. W wynaturzonym świecie niedalekiej przyszłości były komandos, a obecny taksówkarz Korben Dallas daje się wplątać w tarapaty pozaziemskiego elementu w osobie uroczego rudzielca. Tarapaty obejmują, a jakże, plany objęcia władzy nad wszechświatem przy pomocy demolki totalnej. Coś trzeba znaleźć, coś z czymś połączyć, kogoś uratować, a komuś innemu dać po pysku. Trochę w tym Flasha Gordona, trochę Indiany Jonesa, dużo zamieszania i jeszcze więcej pstrokato kolorowych ciuszków i wnętrz.
Dodajmy obsadę w postaci takich nazwisk jak Bruce Willis, Milla Jovovich, Gary Oldman, Chris Tucker i Ian Holm – i już będzie wiadomo, że podczas tej wyprawy w kosmos nie będzie z pewnością nudno. [Agnieszka Stasiowska]
9. Kontakt (1997)
Kontakt Roberta Zemeckisa to adaptacja jedynej powieści Carla Sagana, naukowca zafascynowanego badaniami kosmosu. Mimo, że jest powieścią, Kontakt bynajmniej nie jest łatwy w odbiorze, kładąc duży nacisk na naukowy aspekt naszej obecności w przestrzeni kosmicznej. Film Zemeckisa nieco inaczej podchodzi do opisanej w nim historii. Główna bohaterka Kontaktu, doktor Ellie Arroway (doskonała rola Jodie Foster), od lat zajmuje się nasłuchiwaniem sygnałów z kosmosu. Jej ambicją i marzeniem jest nawiązać kontakt z obcą cywilizacją. Kiedy wreszcie odbiera sygnał o konkretnej treści, udaje jej się zdobyć konieczne fundusze i zaczyna budowę maszyny, dzięki której będzie mogła porozumieć się z tymi, którzy go wysłali.
Kontakt, choć mocno osadzony w naukowych realiach, które przedstawił w swojej książce Sagan, jest tak naprawdę historią człowieka. Ellie poszukuje kontaktu z obcymi z powodów, które mają źródło w niej samej. Przeciwwagą dla jej naukowego umysłu jest postać Palmera Jossa (Matthew McConaughey), którym powoduje wiara, i to starcie rozumu i serca jest motywem przewodnim filmu. Poruszając tak uniwersalne tematy, Kontakt pozostaje aktualny do dziś, a niedopowiedzenia, na które zdecydował się Zemeckis, pozostawiają kolejnych widzów z pytaniami, na które – jak na razie – nie znamy odpowiedzi. [Agnieszka Stasiowska]
8. Apollo 13 (1995)
Film opowiadający o najsłynniejszej, bo feralnej, misji kosmicznej w historii jest dziełem niezwykłym pod każdym względem. Począwszy od aktorskich kreacji, przez wielce namacalne efekty specjalne, zgrabną i ekscytującą fabułę oraz mocno zakotwiczoną na Ziemi, wciągającą narrację, aż po fantastyczną muzykę nieodżałowanego Jamesa Hornera – wszystko w tej produkcji gładko wznosi się na orbitę, z której nie spada aż do samego, dramatycznego końca. To jeden z tych przykładów filmowego rzemiosła, które trzyma nas na krawędzi fotela i emocjonuje pomimo tego, że opowiada bardzo dobrze znaną historię. Kino kosmicznie dobre. [Jacek Lubiński]
7. Moon (2009)
Moon to intrygujące kino, bo niby oglądamy tylko samotnego mężczyznę na stacji kosmicznej (jego jedynym towarzyszem jest robot), a mimo to wciąga i angażuje, głównie dzięki doskonałej roli Sama Rockwella. Same lunarne krajobrazy przedstawione są świetnie (choć wciąż wygrywa tutaj Pierwszy człowiek), jednak z samego seansu najbardziej wspominam ten ludzki aspekt i emocje towarzyszące bohaterowi Rockwella – ponownie głównie dzięki występowi tego wspaniałego aktora. Człowiek kontra pustka. [Łukasz Budnik]
6. Gwiezdne wojny: Część V – Imperium kontratakuje (1980)
W tym wciąż szczytowym osiągnięciu całej marki Gwiezdnych wojen zderzają się ze sobą z jednej strony najbardziej militarny, fantastyczno-naukowy sznyt serii z jej najbardziej mistycznym aspektem. Ten pierwszy skupia się wokół ucieczki Lei i Hana, drugi oczywiście łączy z treningiem Luke’a na bagnistej planecie Dagobah. Gdziekolwiek jednak nie zabiorą nas twórcy i losów jakiejkolwiek postaci akurat nie śledzimy, kosmos w Imperium kontratakuje jest zawsze taki sam – mroczny i śmiercionośny. Koresponduje to naturalnie z klimatem całej produkcji, która do dziś wyraźnie odznacza się na tle innych filmów ze świata George’a Lucasa. [Filip Pęziński]
5. Obcy – decydujące starcie (1986)
Gdy myślę sequel idealny – myślę Obcy – decydujące starcie. Kontynuując historię przedstawioną przez Ridleya Scotta, James Cameron nie próbował skopiować ani nawet naśladować oryginału, proponując za to rozwinięcie konceptu konfrontacji ludzi (czytaj: Ellen Ripley) z rasą ksenomorfów ku brutalnemu, organicznemu kinu akcji. Jeśli pierwszy Obcy pokazywał, jak przerażający może być kosmos, to Decydujące starcie pokazało, jak okrutny i brutalny może on być. Znakomite tempo, wyrazista dramaturgia, odpowiednio wysoka stawka i realizacyjna maestria sprawiają że film Camerona to nie tylko perfekcyjny sequel, ale także – a może przede wszystkim – wzorzec tego, jak żenić kino akcji z konwencją science fiction, wykorzystując emanacje lęków dotyczących pozaziemskiego życia do stworzenia filmowego widowiska. [Tomasz Raczkowski]
4. Marsjanin (2015)
Film Ridleya Scotta powstał na podstawie popularnej powieści Andy’ego Weira. Marsjanin powieściowy to pełen wisielczego humoru pamiętnik człowieka, który został postawiony w sytuacji nieznanej dotąd ludzkości – pozostawiony sam na Marsie, podejmuje próbę przeżycia, a następnie powrotu na Ziemię. Powieść czyta się momentami ciężko, bo Mark, jako naukowiec, choć stara się tłumaczyć wszystko najprościej, jak się da, wymaga jednak od czytelnika podstawowej wiedzy. W filmie akcenty postawione są nieco inaczej. Umyka gdzieś samotna walka Watneya (Matt Damon) o przeżycie kolejnego sola, a każda przeciwność losu natychmiast zostaje przekuta w sukces.
Mark dzieli ekran z ekipą NASA na Ziemi i ze swoją wracającą na niebieską planetę załogą, co jego działaniom ujmuje dramatyzmu stale obecnego w książkowym pierwowzorze. Takie jednak są prawa produkcji filmowej, która musi prowadzić akcję z określoną dynamiką. Tym, którzy książkę czytali, pozostaje niewielki niedosyt. Ci, którzy jej nie znają, mogą z czystym sumieniem bez mała postawić nogę na Marsie, podziwiać jego obce naszemu oku krajobrazy i przez ponad dwie godziny seansu funkcjonować wraz z Watneyem w tym pełnym nieoczekiwanych niebezpieczeństw, ale i fascynującym środowisku. [Agnieszka Stasiowska]
3. 2001: Odyseja kosmiczna (1968)
Mimo upływu lat przygotowany przez Stanleya Kubricka film science fiction pozostaje jedną z najambitniejszych i najpoważniejszych wypraw w przestrzeń kosmiczną, jakie mogliśmy oglądać. W 2001: Odysei kosmicznej kosmos jest metafizyczną otchłanią, w której splatają się życie i śmierć, a konfrontacja z nią jest dla człowieka okazją do zadania sobie najważniejszych pytań na temat własnej egzystencji, pochodzenia i istnienia. Kubrick zaproponował prawdziwą podróż przez czas i przestrzeń, pokazując, że jako Ziemianie jesteśmy tylko pyłkiem gwiezdnego wszechświata – pyłkiem myślącym, przeżywającym coś istotnego, ale wciąż zbyt małym, by zrozumieć, a co dopiero zawładnąć kosmosem. Jego byt nas przerasta i to doświadczenie właśnie stara się przekazać nam film z 1969 roku. Stara się ze znakomitym skutkiem. [Tomasz Raczkowski]
2. Interstellar (2014)
Nie padam przed Interstellarem na kolana, ale trudno mi nie docenić zaangażowania Nolana w to, by podczas produkcji użyć jak najmniej CGI i być jak najbardziej wiernym nauce – nie bez powodu jego dzieło wymieniane jest wśród tych, które są z nią najbardziej zgodne. Kosmos u Nolana pobudza wyobraźnię i niejednokrotnie powala swoim ogromem, a na przykład motyw z dylatacją czasu na wodnej planecie może utkwić w głowie na długo, podobnie jak wspaniałe, intrygujące krajobrazy. Na dokładkę niezapomniana scena z dokowaniem. Abstrahując już od aspektów kosmicznych, Interstellar potrafi pobudzić emocje także ludzką stroną, i za to mu chwała. [Łukasz Budnik]
1. Obcy – ósmy pasażer Nostromo (1979)
Niewiele jest bardziej przerażających sytuacji niż kosmiczny rejs w odległych zakątkach wszechświata, w trakcie którego do załogi dołącza nieznana, mordercza forma życia – Obcy. Film Ridleya Scotta taki punkt wyjścia przemienia w wybitny thriller o konfrontacji człowieka z kosmicznym zagrożeniem. Obcy uosabia lęk przed tym, co nieznane i odmienne od naszych wyobrażeń o życiu, ujawniając paradoksalność cywilizacyjnej chęci nawiązania kontaktu z „kosmitami” – takie spotkanie ma wielkie szanse skończyć się krwawo. Pierwszy z całej serii film w uniwersum Obcego do dziś jest tym najbardziej porażającym, odznaczającym się esencjonalną grozą oraz klaustrofobiczną atmosferą, które w połączeniu ze znakomitą inscenizacją oraz efektami czynią z niego usytuowane na przecięciu gatunków arcydzieło. [Tomasz Raczkowski]
