Publicystyka filmowa
Robiliśmy gry, teraz będziemy jeszcze kręcić filmy
UBISOFT ogłasza otwarcie studia filmowego, marząc o kinowej epopei na miarę Władcy Pierścieni. Co przyniesie ta nowa era gier?
Sporo osób się z tym nie zgodzi, ale Silent Hill się udał. Całkiem niezły, ale bez większych rewelacji był też zeszłoroczny Książę Persji. Tutaj wchodzę już na grząski teren i napiszę, że podobał mi się jeszcze pierwszy Resident Evil. Nie wspominam o FFVII: Advent Children, bo to bardziej kontynuacja, niż ekranizacja, niemniej udana. A oprócz tego? Nic. Zazwyczaj jedynie zażenowanie połączone z niezdrowym rozbawieniem i średnia na Rotten Tomatoes w granicach 20-30%. Więc dlaczego teraz ma być lepiej? (uwaga, autor tekstu jest optymistą!)
Przy okazji premiery Assassin’s Creed II nakręcony został trzyodcinkowy serial internetowy będący prologiem przedstawionej w grze historii. Całość została nagrana w całości w studiu, a tła dorobiono w postprodukcji na komputerach. Jak na zastosowane rozwiązanie, mikroskopijny budżet i docelowy kanał dystrybucji – efekt jest zaskakująco dobry. Zupełnie nieznani aktorzy nie straszą drewnianą grą, zapisane w scenariuszu dialogi nie ranią uszu widza, sceny akcji cieszą oko, a wykorzystane kostiumy przebijają poziomem wykonania te z polskich superprodukcji historycznych. Oczywiście parę rzeczy w środku zgrzyta (np.
główny bohater zeskakujący w jednej ze scen z dachu na brukowaną ulicę w trochę tandetny i raczej teatralny sposób), ale nie jest to nic wyjątkowo rażącego.
Zakładam, że Ubisoft będzie starał się włożyć w produkcję coś więcej niż tylko bezduszną pracę, a wyciągnąć coś więcej niż tylko skalkulowaną kasę. Skoro Marvelowi po usamodzielnieniu wyszedł rewelacyjny Iron Man a nie koszmarny Ghost Rider, to coś musi być na rzeczy.
Historia branży zna już jeden przykład niezbyt udanego łączenia kinowo-growych kręgów zainteresowań przez deweloperów. W 2001 roku Final Fantasy: Spirits Within doprowadził na skraj bankructwa japoński Square, doprowadzając do przejęcia tej istniejącej od wczesnych lat osiemdziesiątych firmy przez jej głównego konkurenta. Japończycy potknęli się na tym, że chcieli wprowadzić do kina rewolucyjną i przeraźliwie drogą technologię, a oprócz oddanych fanów marki niewiele osób miało ochotę kupić bilet. Cóż, po to jedni popełniają błędy, żeby inni mogli wyciągać z nich wnioski. Trzymam więc kciuki za Żabojadów i z nadzieją liczę na to, że gracze otrzymają w przeciągu paru następnych lat film, którego nie będą musieli wstydzić się w towarzystwie.
Na wielkim ekranie raczej się nie pojawi, bo wszyscy pamiętają jeszcze Władcę Pierścieni, ale Ubisoft ma w planach również realizację serialu, więc kto wie…
Następnie zabiera do takiego wymarzonego świata swoją rodzinę, a wewnątrz zaczyna pisać kolejne księgi, a potem kolejne. W pewnym momencie dwa z tomów stają się nawet więzieniem dla jego synów. Świetny punkt wyjścia dla reżysera z bogatą wyobraźnią.
