Publicystyka filmowa
Uroki tajemnicy: o ryzykownym obcowaniu z kobietami stacji Showtime
W UROKACH TAJEMNICY odkryjemy zawirowania życia osobistego, gdzie rodzinna schizofrenia spotyka się z dramatem w stylu Showtime.
Sho produkuje seriale o krewnych i znajomych bez końca zakopujących i odkopujących sobie brudy. Rutynowo, bez katharsis.
Jackie wyciągała prochy zza obluzowanej płyty w suficie. Żaden z tego spojler: Jackie przetrzymywała prochy z wielu ciekawych miejscach, choć najczęściej nosi je w kieszeni fartucha. Ale właśnie stojąc na biurku przytarganym przez pół pustego pomieszczenia, wyzywając na szczury, które dobrały jej się do piguł, Jackie jest esencją samej siebie i jeszcze kilku kobiet z, hmmm, kobiecych seriali Showtime.
Potrafi rozmawiać przez dwie komórki na raz. Szczury mogą podjadać jej prochy, ale nie mogą – wygryźć dziur w ściankach szufladek, do których zapakowała swoje życia. Doktor O’Hara ma łatwiej; „zmieniła kontynent”, mieszka sama (w hotelu). Piekielnie bystra, niedostępna, patriotycznie sarkastyczna (pochodzi z Anglii; mówi akcentem londyńskim ze szczyptą Sussex; jej wuj był hrabią). Przed Jackie – i widzem – odkrywa się powoli. Chociaż Jackie i tak nic nie dziwi (no, może poza okazywaniem uczuć nie mieszczących się na skali pomiędzy czułą zgrywą a cynizmem); „jesteś taka wyrafinowana…”. Spięcia powoduje nie sama szczerość (O’Hara: „wiesz, że ja wolałabym umrzeć, niż być Kevinem lub Eddiem”), a zaburzenie równowagi pomiędzy my wiemy a oni nie.
Coraz mniej wytłumaczalny. A tajemnice puchną. Czyli znowu serial o ukrywaniu i zakrywaniu, gdzie prawda i szczerość stoją pod znakiem zapytania.
Nancy Botwin, na krawędzi dzisiaj i wczoraj, i, jak się okazuje, na długo przez wejściem w upalony biznes. Nancy Botwin, poza prawem i moralnością. Wszelkie telewizyjne klisze, bardzo często rodem z oper mydlanych, uwikłanych w sprawy międzynarodowo zorganizowanej działalności przestępczej i upiorów DNA, sklejają się w Zielsku na fascynujący portret współczesnej kobiety fatalnej, gdzie każdy element tożsamości może zostać podważony i obrócony na plecki. I może to, co najbardziej bawi w postaci Celii Hodes (ELIZABETH PERKINS – PROSIMY WRÓĆ!!), to jej rozpaczliwe próby bycia Nancy („mamo, dlaczego przebrałaś się za dziwkę?”).
Celia nie tylko nie posiada wdzięku czy inteligencji byłej sąsiadki; przede wszystkim cierpi na brak tajemnic. U Celii wszystko jest na wierzchu, śmieszne w swej oczywistości. U Nancy oczywisty jest tylko jej szkodliwy wpływ na środowisko.
Tara ma świetną rodzinę, cierpliwego męża, fantastyczną córkę i syna, który przypomina mnie, kiedy miałam czternaście lat (nawet fryzurę ma podobną); jest kochana. To najbardziej ostentacyjny obraz miłości-ryzyka: nie wiesz, kogo kochasz, bo nawet nie wiesz, z kim rozmawiasz.
A przecież – niebezpieczeństwo w obcowaniu z nimi zdaje się oczywiste. Wychodzi więc na to, że Showtime, produkując zasadniczo seriale o ludziach urokliwie popierdolonych, koduje w swoich opowieściach ostrzeżenie przed Innym – jednocześnie nas ku temu Innemu popychając. Piękne i inspirujące.
