SNAJPER - recenzja | FILM.ORG.PL

SNAJPER

Clint Eastwood po latach posuchy stworzył dzieło na miarę swojego nazwiska.




Dramat wojenny, dramat rodzinny




Maciej Niedźwiedzki
18.02.2015


Clint Eastwood wreszcie wrócił do polskich kin. W wielkiej formie. Po serii mdłych filmideł stworzył dzieło, które na pewno zapisze się w historii amerykańskiego filmu. To za sprawą odważnych tez stawianych przez reżysera i bezkompromisowości w oddaniu wojennego piekła. Eastwood – republikanin z krwi i kości – mierzy się z wojną w Iraku. W jego ręce trafił doskonały biograficzny scenariusz o Christopherze Kyle’u – najskuteczniejszym jankeskim snajperze w historii konfliktu w Iraku. Bohater Snajpera to początkowo prosty chłopak z Teksasu. Lubi rodeo, lubi się szlajać po knajpach, pić piwo sam, pić piwo z bratem, nie wie, co będzie robił jednego dnia wieczorem, nie zdaje sobie sprawy z istnienia Jutra. Od dziecka wychowywał się z bronią w ręku, na szkolnym podwórku uczył się zaciskać pięści. Jeśli oberwał, ojciec zachęcał do rewanżu, w weekendy jeździli razem na polowania. Kyle wreszcie zapragnął coś z sobą zrobić. Czuł, że jest więcej wart.  To dobry, poczciwy chłopak. Do wojska zaprowadził go prosty logiczny łańcuszek: najpierw atak na World Trade Center, później dołączenie do armii, by pomóc zagrożonej ojczyźnie. Tak zapewne myślało wielu. Tam Kyle będzie miał się czym zająć, przydać się komuś, przestać marnować czas i swoje możliwości. W Snajperze Eastwood składa tej postaci hołd, buduje mit. 

Chris Kyle (Bradley Cooper) nie chce być jednak anonimowym szeregowym, ale postanawia służyć w elitarnej Navy SEALS. Tam biorą najlepszych. On taki się stanie. Przed pierwszą zmianą na froncie dojdzie jeszcze do ślubu: raczej przewidzianego, bo Kyle na naszych oczach dorośleje: przestaje robić cokolwiek przez przypadek, wszystko jest częścią planu. Kyle na wyczerpującym wojskowym szkoleniu nabiera potężnej masy, zapuszcza brodę, do krwioobiegu dostaje się wojenny kurz, jego tętno pulsuje rytmem strzałów. W wizji Eastwooda ten stan uzależnia. Wiem, że dokładnie o tym też był Hurt Locker. Jednak dopiero teraz to rzeczywiście czuję. Dla Kyle’a Irak staje się narkotykiem: niszczącym go wewnętrznie i rykoszetem trafiającym w osoby go otaczające. Trzykrotnie wraca na front, bo paradoksalnie tam odnalazł dom. Potrafi w rękach trzymać karabin, większy problem sprawia mu kołysanie w nich własnego dziecka. To wtedy czuje się niezręcznie. Ciałem wraca do Stanów, ale duchem pozostał na służbie, w spojrzeniu pozostał mu snajperski celownik. W myślach ciągle liczy zabitych kolegów.

b

W Snajperze Eastwooda niespecjalnie interesuje szerszy polityczny kontekst. Reżyser prawdopodobnie wierzy w wyłącznie antyterrorystyczny cel tej interwencji. Daleko mi, by się zgodzić z twórcą Bez przebaczenia pod względem ideologicznym. Jestem w przeciwnym do niego obozie. Znacznie bliżej mi do krytycznej narracji, którą spotkamy u Olivera Stone’a. Nie podzielam proponowanej przez film proamerykańskości, nie wierzę w czystość interesów Stanów Zjednoczonych, nie jestem też zwolennikiem działań jego armii i pozostałych służb. Zmuszony jestem jednak odsunąć całą ideologiczną sferę na bok, ponieważ Snajper doskonale się broni. Oczywiście łatwo z nim wejść w polemikę i pokłócić się o kilka rzeczy. Uważam, że to ślepa uliczka. Bowiem ten film dotyczy Kyle’a – to on tak widzi świat, w ten sposób rozumie kolejne fakty, wszystko oglądamy z jego perspektywy. I na tym poziomie – wiarygodności portretu psychologicznego – reżyser jest konsekwentny, wyczerpujący i przekonujący.

Snajper nie jest politycznym studium konfliktu zbrojnego w Iraku, reżyser nie waży racji obu stron, nie daje im nawet głosu. Jego najnowszy film to przede wszystkim obraz zagubionej jednostki. Snajper podobnie jak każdy inny reprezentant tego gatunku jest filmem antywojennym. Dostajemy pełny przekrój amerykańskich żołnierzy: mściwych szeregowych, dumnych weteranów, kalek i dezerterów. Szkoda, że Eastwood nie potrafił w równie zróżnicowany sposób przedstawić drugiej strony. Tak, jak udało mu się to zrobić w dyptyku o Iwo Jimie. Irakijczycy to więc głównie barbarzyńcy z bronią. Noszą ją kobiety, sięgają po nią dzieci, w domach cywilów znajdowane są jej spore magazyny. Niestety nie spotkamy tam innych postaw.

Dla Eastwooda/Kyle’a Irak to groźny kraj – siedlisko terrorystów – które trzeba brutalnie spacyfikować. W oczach głównego bohatera nie jest to jednak walka o globalne bezpieczeństwo, ale czysto prywatne wyrównywanie rachunków. Kyle kilkukrotnie wraca do Iraku nie po to, by bronić Ameryki, ale by zemścić się na tych którzy zabijają mu kumpli. Będąc w domu ciągle słyszy dźwięk kul przeszywających ciała towarzyszy broni. Eastwood za sprawą postaci Kyle’a sprawia, że ten konflikt czytamy nie w globalnej, ale w prywatnej skali. To szczególnie interesujące pytanie: “Z jakiego powodu Kyle naciska spust?”. Odpowiedzi można dać kilka. Na każdą znajdziemy w filmie argumenty.

b

Snajper sprawdza się doskonale jako film wojenny: jest perfekcyjny od strony realizacyjnej. Z każdej sekwencji Clint Eastwood wydobywa mrok, napięcie i niepewność. Co chwila w bohaterów wycelowana jest muszka karabinu snajperskiego. Reżyser nie jeden raz szantażuje nas emocjonalnie, powoli podnosi adrenalinę. Ostatnia akcja w Iraku to mistrzostwo reżyserii, montażu i zdjęć. Eastwood wieńczy swój film w podobnie spektakularny sposób, w jakim udało się to Kathryn Bigelow we Wrogu numer jeden. Snajper to także świetnie rozpisany dramat rodzinny. Kyle przed wyjazdem żeni się z przypadkowo poznaną w barze dziewczyną – Tayą (Sienna Miller). W zdawkowym wstępie filmu ledwo ich poznajemy. W momencie ślubu niewiele znają się też sami. Przez kolejne lata ich związek powoli ewoluuje. Dwójka dzieci ma cementować ich małżeństwo, ale jednak wszystko w okół się rozpada. Kyle żyje na granicy obłędu, wojna psychicznie go wyczerpała, wysączyła z niego siły witalne.

Bradley Cooper, po widocznej fizycznej metamorfozie, daje popis aktorskich umiejętności. Jest precyzyjny w gestach, wewnętrznie wycofany, często przerażony. Świadomy zachodzących w nim zmian, nad którymi nie umie zapanować. To wielka rola w ważnym filmie. Clint Eastwood po latach posuchy stworzył dzieło na miarę swojego nazwiska.

korekta: Kornelia Farynowska

cinema

Maciej Niedźwiedzki

Maciej Niedźwiedzki

W KMF od 2013 roku. Uwielbiam filmy Martina Scorsese i animacje Pixara. Interesują mnie europejskie filmy festiwalowe, animacje z całego świata i oczywiście wysokobudżetowe filmy amerykańskie (wyłączając produkcje Marvela, których nie lubię i nie rozumiem). Trzy najlepsze filmy w historii kina to "Ojciec Chrzestny II", "Brokeback Mountain" i "Wściekły byk".
Maciej Niedźwiedzki

Maciej Niedźwiedzki - ostatnie teksty: (zobacz wszystkie)







  • Mr.T

    Panie Macieju i Droga Redakcjo, szykujcie się na zalew krytyki pod tą recenzją. Z przykrością stwierdzam, że najnowszy film Eastwooda to nic innego niż twór propagandowy na miarę „Triumfu woli” z tą różnicą, że film Riefenstahl posiada ponadto walory czysto artystyczne, a tych „Amerykańskiemu snajperowi” kompletnie brak. W „Bękartach wojny” Tarantino umieszczono film „Duma narodu” polecam aby autor tej recenzji wrócił do tego seansu, da mu sporo do myślenia. Szanuję Eastwooda, do tej pory zgadzałem się z jego wieloma poglądami i spostrzeżeniami jakie przedstawiał w swojej twórczości, ale jego najnowsza produkcja to czysta agitka, ba przecierałem oczy ze zdumienia podczas seansu bo nie mogłem uwierzyć co widziałem. Sukces komercyjny i po części artystyczny(choć co raz więcej głosów krytycznych pojawia się pod adresem twórców tego przeciętnego filmu) świadczy jak łatwo jest manipulować opinią publiczną. Trochę jest mi przykro, że taka recenzja pojawia się na stronie portalu, który od niemal samego początku czytuję, no cóż każdy ma inne gusta i świadomość otaczającego nas świata.

  • frost

    filmu nie widziałem, ale tekst ładnie mnie nakręcił, obyś nie oszukiwał :)

    • canismajoris

      oszukuje THL > ASniper

  • Dominik Herman

    Serio 9? Ja bym dał 6, może naciąganą siódemkę. Film absolutnie nic nie wnosi, niczym się nie wyróżnia. Mógłby się pod nim podpisać jakikolwiek reżyser – to niestety nie świadczy zbyt dobrze o formie Eastwooda.

  • Pirx

    dobry film rozrywkowy – świetne sekwencje na froncie – a że przy tym pokazuje potęgę militarną USA …. amerykanie potrafią chwalić się swoim – my za to kręcimy filmy o polakach mordujących żydów ….

    • MaKo87

      … czyli podsumowując: każdy kraj opisuje takie wydarzenia, jakie w swojej historii znajduje.
      Z tym, że Amerykanie zbudowali sobie tak silny obraz patriotycznego kraju, że sieganie po niewygodne tematy im się nie usmiecha. Tym bardziej brawo dla nas i naszego kina, bo potrafimy nie tylko opisywac nasze dokonania (Wałęsa, Bogowie, Jack Strong) ale takze dotykac tematow bolesnych, niewygodnych.

      • Pirx

        jesli uważasz walese za dobry film to przykro mi :), bogowie nieźli ale co tam jest wielkiego powiedziane o Polsce naprawdę nie wiem, jacka jeszcze nie widziałem ale postać szpiega który osłabia swój kraj nawet komunistyczny jest co najmniej dwuznaczna – wiec chyba dobrałeś złe filmy do swojej tezy – co do niewygodnych tematow w ameryce – masz cala mase dobrych filmów made in USA np. Pluton, JFK, itd itd

        • MaKo87

          Filmy dobrałem dobrze, bo TEMAT każdego z nich jest na wskroś propolski .”Wałęsa” traktuje o chwalebnym działaniu jednostki na ogół społeczeństwa – pomijam późniejsze polityczne działania tego pana, chodzi o czasy przedstawione w filmie. „Bogowie” – tu sam film frazą „Polak Polakowi nawet klęski zazdrości” szkicuje portret człowieka, który dokonał czegoś, co nie mieściło się w głowach ówczesnego społeczeństwa (Religa w dziedzinie medycyny jest niezwykle zasłużony, nie tylko w Polsce). „Jack Strong” – film broni się sam (a propos Twojej opinii, że „postać szpiega który osłabia swój kraj nawet komunistyczny jest co najmniej dwuznaczna”). Zarzut osłabienia kraju pada w filmie – Kukliński nie osłabiał swojego kraju, lecz obce mocarstwo (ZSRR) niewolące Polskę. Polecam film, ponieważ przedstawia nie tylko zasługi postaci, lecz ogromną cenę, jaką płacił za swoje działania.

          Także dobór filmów (ze względu na temat) jest bardzo trafiony i przemyślany.

          Wspominałeś o Polakach mordujących Żydów, a to temat porównywalnie niewygodny do Wietnamu. Nie chodzi o skalę zjawiska, lecz o fakt, że to haniebne epizody. Przykre, lecz powinny być podejmowane w filmach/literaturze, etc, tak samo jak chwalebne epizody (zasługi wojenne, także sprzed XXw, wynalazcy, artyści – mamy całe mnóstwo dobrych tematów, z których da się zrobić wspaniałe filmy). Warto nie bać się żadnego tematu, a przekuć je w sztukę.

          • Pirx

            zamiast odpowiedzi cytat z forum wyborczej użytkownika „ja_gunia” pod którym podpisuje się 100 razy –

            „Ida nie byłaby odbierana jako antypolska, gdyby to był jeden z iluś tam filmów o tej tematyce pośród jakiejś tam ilości filmów mówiących o heroizmie Polaków i bardzo wielu filmów neutralnych pod tym względem (o tematyce np. społecznej, obyczajowej, psychologicznej bez kontekstu i podtekstu politycznego, ideologicznego).
            Tymczasem ostatnio chyba nie ma filmu polskojęzycznego, w którym Polaka nie pokazano by jako idiotę, antysemitę, sępa, prymitywa. I to budzi sprzeciw. Czy naprawdę niemal wszyscy Polacy to chamy i idioci żądni krwi i majątków żydowskich? Bo biorąc pod uwagę ilość tych filmów na tle całej produkcji to właśnie wynika.

            W tym kontekście SĄ TO TAKŻE FILMY ANTYSEMICKIE, ponieważ z powodu tych „półprawd” i „nadprawd” oddalają od prawdy o holokauście, robią wrzawę tam, gdzie niezbędna cisza i zaduma.

            Z powodu niemal histerii w kreowaniu fatalnego wizerunku Polaków widzowie są zniesmaczeni, zmęczeni tą tematyką i odrzucają ją w całości.

            Nawet w filmie Bogowie nie odpuszczono sobie – położono mocne akcenty na polską zacofaną babę, która przed transplantacją bała się jedynie o to, czy mąż będzie ją jeszcze kochać przeszczepionym sercem, a sam operowany zaprzątał sobie głowę jedynie tym, by nie dostać serca Żyda albo pedała. Twórca zapomniał chyba, że w komunizmie problem homoseksualizmu nie uwierał, ponieważ wtedy prano mózgi na zupełnie inny temat.

            Mamy do czynienia wręcz wysypem filmów kładących główny akcent na pokazanie chciwego, prymitywnego, sprzedajnego Polaka-antysemity. Fatalny obraz Polaka pokazuje także błyskotliwie napisana eksportowa sztuka Masłowskiej „Między nami dobrze jest” i zastanawiam się, czy to już apogeum, czy też można jeszcze więcej.

            – Pani Masłowska, gdy Pani wyjeżdża za granicę, to Pani przedstawia się jako oportunistyczna „polaczka” – ofiara pękniętego kondona, która „nie wywinęła się od istnienia”, czy może zastrzega Pani, że jest Pani tą „lepszą Polką”, albo w ogóle nie przyznaje się Pani, że jest Polką?

            Tam, gdzie ktoś mówi półprawdy albo nadprawdy, gdzie ktoś powie zbyt dużo albo zbyt mało, prawda gubi się w szumie wywołanym przez spekulacje, domysły, dopowiedzenia, sprostowania. To taka niby prawda, a nieprawda.

            Tylko rzetelnie przedstawiona prawda, taka nie do podważenia, może doprowadzić do zadumy prowadzącej w konsekwencji do właściwej zmiany w myśleniu i postępowaniu.

            Twórcy powinni łamać stereotypy, a nie tworzyć je, bowiem są one istotnym czynnikiem kształtującym relacje międzyludzkie. Najbardziej niebezpieczny rodzaj, stereotyp narodowy, był przyczyną wystarczającej ilości nieszczęść, sami Żydzi byli i są nadal jego ofiarami. Dlatego mądry twórca pokaże zawsze tło, kontekst, przyczyny i proporcje.A te filmy nie poruszą sumień – u Polaków wywołają sprzeciw i poczucie skrzywdzenia, u zagranicznego odbiorcy uprzedzenia. Nie spowodują też przyznania się do winy, bo fałszywie wskazuje winowajcę. „Polacy mordowali Żydów”, „Żydzi zamordowali Jezusa” – ile złego , ile tragicznych w skutkach zdarzeń wywołują takie uogólnienia!

            W filmie „Wedle wyroków Twoich” polski chłopiec mówi do żydowskiej dziewczynki, że zamordowała Jezusa, a ona ze zdziwieniem odpowiada:
            – Ja…?

            I teraz, gdy są stosowane uogólnienia i Polakom zarzuca się, że mordowali Żydów, pytam:
            – Ja…?

            Chcąc piętnować zło bardzo często czynimy zło.

            Należy mówić prawdę, ale prawda to także pokazanie tła, przyczyn, kontekstu, proporcji, a także usadowienie problemu w odpowiednich proporcjach w całej polskiej i światowej kinematografii, a tego w w/w produkcjach wyraźnie brakuje.”

  • Andriej

    Widzę ze w komciach znowu obciach, więc chyba mnie przypadnie w roli obrona pana Macieja. Zarzuty o przeciętności filmu i jego rzekomej miałkości można na samym początku określić jako z dupy wyssane – „bo Irak, bo broń, bo strzelanina, mam gotowy zarzut! Nawet nie musiałem oglądać!” Pozwolę sobie przypomnieć Gran Torino – świetny film, który zrobił na mnie ogromne wrażenie pomimo niezbyt ekscytującej tematyki i pozornie nieciekawej akcji. Siłą tamtego dzieła, tym co odróżniało go od milionów filmideł dramatycznych puszczanych ok. godz. 20 na TVP, było aktorstwo, scenariusz, pewna esencja która dała postaciom duszę, a fabule dawała moc niepozostawienia nikogo obojętnym. Czekałem na „Snajpera” z dużym zainteresowaniem i się nie zawiodłem – zostałem wciągnięty w narrację i szybko wszedłem w skórę Bradleya Cooper’a (który już trzeci raz po „Pamietniku…” i „American Hustle” wywołał u mnie podziw), wiedząc że patrzę na wydarzenia oczami człowieka o takich a nie innych poglądach. Tu nie chodzi o agitkę czy forsowanie jakieś filozofii, nikt nie pieprzył takich głupot w czasach „Gran Torino”, gdzie patrzyliśmy na świat oczyma republikanina starej daty, przecież również żołnierza! Dzięki tej strategii film jest kompletny i konsekwentny od początku do końca, zabiegi wokół centralnej postaci wzmocniły jego oddziaływanie i otrzymaliśmy film moim zdaniem dużo lepszy od „Hurt Locker” – laureata niezasłużonego Oscara.
    Jeśli o samą recenzję chodzi, powinniście docenić jej bezstronność i dokladność, zamiast jęczeć tylko o tym, że do dupy jest bo macie inną opinię o filmie. Niedźwiedzki pokazał na czym polega pisanie prawdziwej recenzji, odkładając swoje poglądy na bok i opisując „Snajpera” takim, jaki jest, jednocześnie dając mu uczciwą ocenę. POWINNIŚCIE to docenić zwłaszcza w porównaniu do innych recenzentów, którzy zmieniają recenzje w socjo-polityczne felietony, zawyżając lub zaniżając przy tym oceny zależnie od tego, czy film koliduje z ich poglądami czy nie(tu szeroki uśmiech w stronę wiecie kogo)! Za włożoną tutaj pracę powinniście Macieja po rękach całować, ale jeśli wam źle, pocałujcie go w dupę. Tyle ode mnie.

    • Mr.T

      Z całym szacunkiem, ale gdyby Chris Kyle byłby sąsiadem w filmie „Gran Torino”, a nie Walt Kowalski, wówczas azjatyccy sąsiedzi wylądowali by w plastikowych workach w ciągu kilku dni. Taka mała dygresja, Eastwood po prostu wystawia pomnik psychopatycznemu zabójcy, który wszem i wobec chełpił się liczbą ofiar. Wcale bym się nie zdziwił gdyby ci sami ludzie co zrobili z niego bohatera, w momencie gdy stał się niewygodny postanowili go usunąć, w myśl zasady, że martwy bohater jest jeszcze lepszy niż żywy, Chwalisz Cooper`a, hmm, nie mam nic do niego, znakomicie się spełnia w rolach zawadiaków i uroczych drani, ale jeśli chodzi o role dramatyczne, kompletnie się nie sprawdza. Wymieniłeś 2 tytuły z poprzednich akurat chronologicznie lat, w obydwu przypadkach Cooper wypadał fatalnie na tle reszty obsady, a same filmy były niesamowicie przereklamowane, skrojone pod Oscary. Otóż Bradley Cooper jest ulubieńcem amerykańskiej publiczności(gdyby bohater „Snajpera” byłby kobietą zagrała by go na 100 procent Jennifer Lawrance), odziejmy go w gwieździsty sztandar(różnica między plakatami w US i Polsce) i mamy hit gotowy. Nie bolałoby mnie to gdybym na koniec ujrzał napis: „Directed by Michael Bay”, ale po Eastwoodzie aż takiego produktu się nie spodziewałem. Eastwood już na początku przedstawia o co mu chodzi – owce, wilki, pies pasterski(dziwne, że recenzent tego nie przytoczył). Od tej chwili wiadomo, że wilki to Irakijczycy, którzy jak autor recenzji zauważył są w filmie ogólnie rzecz biorąc źródłem wszelkiego zła, owce to Amerykanie, u Eastwooda – prawi, cierpiący, dobrzy. Nad tym wszystkim czuwa pies, czyli Chris Kyle, który strzela do wilków i do tego gardzi owcami bo są tak głupie, że nie są świadome czyhającego niebezpieczeństwa. To troszkę tak jak u Smarzowskiego – każdy Polak to zarzygany pijak. Przerażające jest, że twórcy filmu twierdzą, że chodzi o aspekt psychologiczny(nic bardziej bzdurnego, w wielu udzielonych wywiadach i w swojej książce Kyle jedyne co żałował to tego, że nie zabił więcej „dzikusów”). W filmie jego rozterki moralne ograniczają się do 3 słabo zarysowanych i wyraźnie dodanych od niechcenia scen. Na koniec dodam, że bardzo podobają mi się recenzje Maćka, odwala kawał dobrej roboty, ale ten tekst sprawia wrażenie napisanego w 30 min na kolanie zamówienia. Wątek sztucznego dziecka na rękach Cooper`a pozostawiam, ale niech będzie on laurką dla tych co twierdzą, że chociaż „Amerykański snajper” jest znakomicie zrealizowany

      • Andriej

        Niczym na zawołanie przedstawiasz sobą wszystko to, o czym mówiłem – jakieś dziwne ideologiczne patrzenie na każdy szczegół, do tego oczywiście rażąca nadinterpretacja. Ten kawałek z „To troszkę tak jak u Smarzowskiego – każdy Polak to zarzygany pijak” to już zupełnie pachnie mi szukaniem dziury w całym. A tak w ogóle, może to pamięć mnie myli, ale czy to nie ty niedawno toczyłeś boje o honor Nolana i jego ostatniego filmidła? Jeśli tak, to pozostaje tylko śmiać się z niezamierzonej ironii – zarzuty takie jak powyżej formułuje ktoś, kto uważa Interstellar za niedocenione arcydzieło…

        • Mr.T

          Jeżeli uważasz, że to co piszę jest ideologiczne i rażąco nadinterpretujące to osobiście współczuje ignorancji w stosunku zjawisk nie tylko społeczno – gospodarczych, ale także i kulturalnych. Tak się składa, że to Eastwood manipuluje faktami w tym filmie i robi to w dość jasnym celu. Zastanawia mnie, czemu w swoich wypowiedziach(nie tylko po tą recenzją), rzadko kiedy odnosisz się do tematu, ale wykorzystujesz go do osobistych wycieczek mających na celu obrażanie i sprowadzenie pozostałych uczestników do narożnika, jakbyś był strasznie niedoceniony w rzeczywistości. Piszę to dlatego, ponieważ nie mam zamiarów komentować więcej Twoich wynurzeń, są pewne granice kultury i inteligencji, z przykrością twierdzę, że zaniżasz te kryteria tegoż szanownego portalu.

          PS: Nie wiem co piernik do wiatraka(prawdopodobnie Twoje pytanie miało posłużyć do kolejnych chamskich wynurzeń), ale dla Twojego spokoju wyjawię Ci, że to nie ja toczyłem boje o „Interstellar”, żeby było zabawnie, póki co nawet tego filmu nie widziałem, a śmiem wątpić, że Ty widziałeś „American Sniper”, na setki słów spod Twojej ręki, które znalazły się w tym miejscu 100 proc, to jad w stosunku do ludzi co chcą się podzielić spostrzeżeniami, a 0 proc. odnośnie fabuły i przemyśleń. Smutne to, że w XXI wieku mając takie możliwości człowiek nie wie jak z nich skorzystać, To troszkę tak jakby małpa gałęzią tłukła pobratymca, a nie używała to poszukiwania strawy. Na tym koniec, bo mi szkoda Maćka co by wolał podyskutować o przedmiocie tej strony. Pozdrawiam.

          • Andriej

            Teraz już pamiętam te gigantyczne, pseudo-inteligenckie wynurzenia! To ty walczyłeś praktycznie z całą załogą podczas podsumowania zeszłego roku, poszło o „Locke”…
            Tam też wyrzucałeś z siebie wielkie bloki tekstu jeden za drugim, wypełnione niczym innym niż pustym zaprzeczeniom/odwracaniu cudzych argumentów i opinii, oprawione ad hominem i potokiem słów, które pewnie w zamierzeniu miały łechtać twoje (najwidoczniej) cierpiące ego i palący kompleks niższości IRL. Nawiązując do twoich mocno wysilonych prób udawania elitarysty – bardzo smutne jest, że wtedy nie dotarło do ciebie, jak bardzo się ośmieszasz, no ale to już ani nie mój, ani redakcji problem…

      • Dzięki za miłe słowa. Choć nie pisałem tej recenzji w 30min :). Na każdą recenzję schodzi mi kilka godzin. Z ciekawości spytam czy masz zastrzeżenia odnośnie stylistyki albo składni, konstrukcji akapitów, bądź nieprzejrzystej argumentacji? czy może ten tekst jest chaotyczny? :)

        • Mr.T

          Panie Maćku, w wolnej chwili podzielę się spostrzeżeniami. Pozdrawiam.

  • Piotr

    Bardzo dobry film. I nawet jeżeli opowiada o znanych z wcześniejszych produkcji tematach – wojnie, traumie, uzależnieniu, pogruchotanym życiu – to nic nie szkodzi. Filmów, które pokazują co z człowiekiem może zrobić wojna nigdy zbyt dużo. A im robią to mocniej, tym lepiej. Słuchając od lat tych samych fragmentów Ewangelii nie nudzę się. Od strony realizacyjnej Snajper to wysokiej klasy kino, aktorsko jest wiarygodny, a zakończenie zrobione z prawdziwą klasą. I autor recenzji trafnie punktuje zalety i wady tej produkcji – tak by ostatecznie słusznie przyznać jej dziewięć gwiazdek. Gdyby nie to, że na tym filmie już byłem, to po przeczytaniu powyższego tekstu czym prędzej poszedłbym do kina.

  • Kazik

    To nie jest dobra recenzja ponieważ jest w niej nieprawda. Tyle. Autor pisze tak, jak gdyby Eastwood przecierał tym filmem jakieś wojenne szlaki. Co to w ogóle za opinie? Andrieju, twoja obrona jest wzięta z dupy i to z twojej własnej dupy. Bezkompromisowość wojny i odważne tezy istnieją w światowym kinie od kiedy? Od jakiś 50 lat? Co takiego mówi „Snajper, panie Niedźwiecki, czego wcześniej nie powiedział „Pluton”, „Idź i patrz”, „Johnny poszedł na wojnę”, „Cienka czerwona linia”, „Patton”, „9 Kompania”, „Ojciec Żołnierza”, „Stalingrad”, „Listy z Ivo Jimy”, „Szeregowiec Ryan”, „Okręt”, „Czterdziesty pierwszy”, „Łowca jeleni”. „Kanał”… Hm?

    Swoją drogą recenzja jak recenzja. O wiele bardziej kuriozalny jest wpis niejakiego Andrieja. Jaka jest twoja najbardziej ulubiona wojenna scena? Niech zgadnę. „Szturm bolszewików na Pałac Zimowy?”.

    • Kaziku drogi. Nie napisałem, by Eastwood tym filmem przecierał jakieś wojenne szlaki. Nie wiem skąd to wyciągnąłeś, musiałeś nieuważnie przeczytać.Jak masz Napisałem, że stawia odważne tezy i bezkompromisowo oddaje wojenne piekło. Nie napisałem, że zrobił to jako pierwszy. Nawet przecież wspominam Hurt Lockera, którego Snajper trochę przypomina. Tak zgadzam się odważne tezy istnieją w kinie od 50 lat. Nawet ponad. Istnieją też choćby w polityce, w teatrze, w muzyce, w antropologii, w literaturze, w piłce nożnej i w meteorologii. W każdej z tych dziedzin też od ponad 50 lat.
      Co takiego powiedział Snajper czego nie powiedział wcześniej „Pluton”, „idź i patrz” tralalalalaalalala. No Kazik, to jest zamknięte koło. W ten sam sposób strzelasz sobie sam w kolano, bo tym jednym argumentem podważasz sens „Szeregowca Ryana” bo przecież wcześniej był „Łowca Jeleni”, który też jest do bani, bo wcześniej był „Kanał”. Na to pytanie nie będę ci odpowiadał – zastanów się czy właściwie je skonstruowałeś. Bo nie wiem do końca o co ci chodzi. W obrębie każdego gatunku możesz wystosować tego typu bezsensowny zarzut. Filmy reprezentujące jakiś gatunek poruszają praktycznie zawsze taką samą problematykę, mają podobnych bohaterów. Jedne robią to dobrze, inne nie dobrze i tyle.

    • Andriej

      Ty nie umiesz korzystać z opcji „odpowiedz”, czy co? Miło że nie potrafisz przeciwstawić mi żadnych argumentów poza „z twojej dupy” i nazywania mojej wypowiedzi kuriozalną, bo tak. W dodatku to o Pałacu Zimowym, co to miało być? Przejaw PiSowskiego humoru? Aż się boję do kogo będę porównywany, kiedy ukaże się tutaj recenzja komedii o Smoleńsku…
      Twoje bełkotliwe wypowiedzi też niewiele maja sensu, poza ciągłym przesuwaniem ciężaru tej dyskusji – najpierw strzelasz tytułami filmów licząc sam nie wiem na co, rozwalając swoją własną argumentację (jak to zauważył Maciej), potem wypisujesz najważniejsze cechy danych filmów, do czego dołączasz kuriozalny wniosek – „Snajper jest gorszy”, ale co zabawniejsze, bez podania powodu dla tego twierdzenia.
      Jedyną charakterystyczną cechą „Das Boot”, która uczyniła go klasykiem, jest to że jego bohaterami są Niemcy? Bardzo wygodne ignorowanie całej reszty wybitnych stron tego filmu, bo jednocześnie działałyby na korzyść „Snajpera”, obrazu mającego podobne realizacyjne zalety. Wiesz co, tą małą nieudolną manipulacją ostatecznie przyznałeś Niedźwiedzkiemu rację…

      • Kazik

        Ale ty jesteś głupi:) Nie ma to jak zdyskredytować rozmówcę pisząc, że nie przedstawił żadnych argumentów. No, naprawdę, myślałem, że stać cię na coś więcej. Bez odbioru.

        • Andriej

          Taaak, wycofuj się rakiem, pajacu. Za późno na zachowanie twarzy: manipulacje i sofizmaty (to jest to, co teraz plebs nazywa „logical fallacies”) to nie argumentacja.

          • Kazik

            Stul ten pysk baranie (nie obrażając barana). A raczej swoje wklęsłe paluchy. Sam pierwszy za każdym razem zaczynasz mącić, prowokujesz, piszesz z pogardą wobec innych poglądów. Kto pierwszy napisał „wyciągnięte z dupy, co?. Pseudointelektualny pokurczu z odpryskami mózgowia.

  • Kazik

    Drogi Macieju. No, właśnie niekoniecznie. Dlaczego strzał w kolano? Wiesz co… Ja jestem tylko prostym odbiorcą co poniektórych prezentowanych tutaj treści. Ty jednak powinieneś mięć większą samodyscyplinę w podejściu do kinowych zagadnień. Filmów wojennych są setki. Jakie więc wymieniłem? Te szczególne, właśnie te które niejako po raz pierwszy otwierały daną furtkę. I tak np. film „Kanał” był pierwszym filmem fabularnym traktującym o Powstaniu Warszawskim. Film „Pluton” był pierwszym dramatem (to ważne słowo) podejmującym trudy i sens wojny w Wietnamie. „Szeregowiec Ryan” był filmem w którym na nowo zdefiniowano wojenną batalistykę.
    W „Pattonie” z kolei, jak nigdy wcześniej, zaprezentowano osobowość jednej z najsłynniejszych postaci na arenie II WŚ. „Łowca jeleni” to film gdzie wietnamska wojna została sprowadzona raptem do jednej sceny – liczyło się bardziej to co wojna robi z psychiką, każda wojna. „Idź i patrz” Klimowa to z kolei pójście w stronę absolutnego weryzmu. Odarcie filmowego widowiska z całej jego atrakcyjnej otoczki i pierwszy europejski film w tym właśnie gatunku bardziej przypominający suchy dokument. „Okręt” Petersena to film gdzie ofiarami byli… Niemcy.
    Więc żadne „tralalalala”. Nie porównuj „Szeregowca Ryana” do „Kanału”.

    Mówiąc najprościej chodziło mi tylko o to, że „Snajper” raczej nie znajdzie się na liście najlepszych wojennych obrazów.

    • Oookej, rozumiem. To tak czy inaczej uważam, że temat wojennej traumy jest dalej warty przepracowywania i wracania do niego. Tym bardziej Irak to problem wciąż świeży, tak samo walka z terroryzmem i jej kontrowersyjne metody. Mieliśmy „Łowcę Jeleni” o traumie po wojnie w Wietnamie, II Wojna Światowa miała swoich oblicz mnóstwo. Nie każdy film musi być przecież rewolucją. Przynajmniej ja tak nie oceniam filmy. Wojna w Iraku to ciągle temat rzadziej poruszany przez filmowców, warto się z nim mierzyć. „Snajper” robi to w bardzo przekonujący i poważny sposób. Oczywiście z jednej politycznej strony. „Wróg numer jeden” jest dla „Snajpera” swoistą przeciwwagą.

      Jeśli by spojrzeć generalnie na szeroko pojęte „kino wojenne” to film Eastwooda to rzecz zdecydowanie mądrzejsza, bardziej odkrywcza niż na przykład ostatnia efekciarska „Furia”. To zupełnie inne kategorie wagowe. Widać to choćby po ilości kontrowersji, którą „Snajper” wywołał, po skrajności recenzji, po dyskusjach. Ten film pozostawił mnie znacznie mniej obojętnym. Dojdziemy Kazik do kompromisu? :)

      • Kazik

        Jasne, że dojdziemy. Akurat w pełni się zgadzam, że Snajper jest lepszy od Furii. Tylko, kurczę, ta lala…

        • A wiesz, ja tę lalkę-dziecko potrafię logicznie i sensownie obronić. Tak, że doskonale pasuje i jest spójnym wobec całej reszty elementem filmu. Nawet do tego stopnia, że uważam, że nie mogła to być przypadkowa decyzja Eastwooda. Potrafię użycie jej uzasadnić. Widzę to tak, że Kyle wyjeżdżając całkowicie odrywa się od życia rodzinnego: od dzieci, od żony. W ogóle nie potrafi żyć w ten sposób, bo myślami jest w Iraku. Ze swoją rodziną nie potrafi nawiązać emocjonalnego, ani fizycznego kontaktu. Nie bardzo obchodzi go jego rodzina, nie potrafi się z żoną porozumieć, nie potrafi mu zależeć. To nowo narodzone dziecko, które wymaga przecież ogromnej czułości, wrażliwości w opiece i jest przecież symbolem skonsumowanej miłości, udanego w związku, w oczach Kyle staje się pozbawioną życia lalką, kukiełką, z którą nie ma on nic wspólnego, która jest mu obca. Wojna odebrała mu umiejętność bycia tak zwyczajnie empatycznym. Ta lalka w pewien sposób oddaje jego stan – jego perspektywę na życie – a wtedy też był w szczytowym momencie zagubienia. Bo to było chyba między 2 a 3 zmianą. Jasne, ta moja analiza może być naciągana, ale mi pasuje. Tym bardziej, że była to tak gigantyczna produkcja. Wynajęcie dziecka nie powinno być żadnym problemem. Dlatego sądzę, że mogła to być przemyślana decyzja Eastwooda. Nie razi mnie ona też specjalnie, bo potrafię ją uzasadnić.

          • Kazik

            Aha, w sumie masz rację. Sam efekt mógł być faktycznie zamierzony.

          • q

            Furia gdyby nie kretyńskie zakończenie godne płycizn patriotycznych Clinta jest kilka razy lepsza.
            W każdym wymiarze. Wspomnę tylko o:
            aktorstwie
            postaciach
            postaciach 2 planowych
            zdjęciach
            lokalizacjach
            reżyseri
            scenariuszu
            historii
            realiźmie
            montażu
            harakteryzacji
            stylizacji
            scenach
            ogólnym wydźwięku filmu
            efektach specjalnych

            Porównaj poszczególne elementy i sam dojdziesz do tego wniosku

  • tonkpils

    Ode mnie 6/10, ciężko mi było wsiąknąć się w film i losy bohatera,jak akcja tak przeskakuje w nieumiejętny sposób.Do tego spodziewałem się jakiegoś emocjonalnego zakończenia a tu bohater odjeżdża z typkiem i napisy że został zastrzelony

  • em

    Ja mam nadzieję, że wszyscy Ci co tutaj narzekają na ten film, widzieli go przedpremierowo w kinie a nie na komputerku w domciu w dodatku w jakości jak z Nokii 3310. Film jest dobry pomimo tego, że nie jest to najlepszy obraz Clinta. Historia jest przedstawiona z punktu widzenia Kyle’a a nie reżyserskiego widzi misie. Ponadto Chris nigdy nie chwalił się ile osób zabił. Wystarczy przeczytać książkę.

    • Andriej

      „Przeczytać książkę”?! Ho ho, oczekujesz od niektórych stanowczo za wiele, LoL
      Po co im książki, kiedy mogą posiłkować się internetem i też próbować udawać inteligentów? Że im nie wychodzi? Idiotom do rozumu nie przemówisz

  • Recenzja trochę zbyt hurraoptymistyczna, ale zgadzam się, że to solidne kino wojenne. Dla mnie jednak najbardziej rozczarowujące jest to, że Snajper miał być filmem biograficznym, ale mnóstwo faktów zostało przekłamanych albo wręcz zmyślonych. Moim zdaniem Eastwood albo powinien być wierny prawdziwej historii Chrisa Kyle’a, albo zrobić film o jakimś fikcyjnym snajperze i wtedy robić co mu się podoba. Przykład? Pojedynek z Mustafą (oś fabularna filmu) nigdy nie miał miejsca. O pozostałych można przeczytać choćby tu: http://randomowerankingi.pl/10-klamstw-w-filmie-snajper/

  • q

    Ten film jest a z przykrością to stwierdzam: przeciętny. Wszystko w nim jest przeciętne. Snajperstwo jeszcze nigdy nie było tak nudne. Szkoda. To bardzo fajny temat. Sam w sobie jest bardzo fascynujący. Ma wiele smaczków technicznych czy teoretycznych. Eastwood kompletnie nie zgłębił tego tematu. Wszyscy inni pokazali więcej.

    Jeśli chodzi o sam sens filmu to chyba świetnie pokazuje jak płytcy są zwykli amerykanie. Bóg, honor ojczyzna 11 września i zero logiki. Nikt chyba inny nie jest tego w stanie zrozumieć. Cóż nas nie uczą od dzieciństwa modlić się do amerykańskiej flagi. Tak więc sądzę że to film nie dla nas. Nie jesteśmy Amerykanami. Ja tego nie czuję. To nie mój poziom percepcji. Nie zrusza mnie los amerykańskich żołnierzy z patriotycznych pobudek. Trzeba mnie niestety zainteresować inaczej. Np. ciekawą historią? Kreacją? W interesujący sposób pokazanym problemem? Jakoś strzelanie do dzieci pokazane w ten sposób mnie nie rusza. Dziecko biegnące na przeciw amerykańskiego oddziału z granatem. Strzelić czy nie. Ale banał… litości. Inna sprawa że film przypadkiem pokazuje że nawet dzieci ich nienawidzą. Normalny człowiek doszedł by do wniosku , że chyba coś tu nie gra. I może „wizyta” amerykańskich wojsk nie jest tam mile widziana. Ale film jest pełen banałów. Koleś zabija ale ma biblie więc jest spoko. ;-P

    Czy można obronić zabójcę? Jest chyba drobna różnica między żołnierzem pod ostrzałem a katem wykonującym egzekucje. Film stara się z jednej strony usprawiedliwić, z drugiej gloryfikować i robi to bardzo słabo. Odtwórca głównego bohatera nie miał okazji się wykazać.

    Trudno znieść moralizowanie i płyciznę jeszcze trudniej przeciętny film.

  • Q

    Średni film. Co ciekawe niezamierzenie antyamerykański: nawet dzieci są gotowe zabijać amerykańskich najeźdźców. Chyba tylko ciężkiemu idiocie nie przyjdzie do głowy ze chyba coś jest nie tak skoro nawet kobiety i dzieci do nas strzelają.

  • 9 na 10? Przecież to jest nowoczesna, wysublimowana propaganda. To byłby bardzo dobry film, gdyby wyciąć cały wylewający się gęstą mazią z ekranu patos i flagi wojenne i zostawić same konkretne sceny wojenne. Odsuwając ideologiczną sferę – odsuwa się treść filmu na bok i osobowość bohaterów na bok. To wszystko jest ze sobą powiązane. Do takich rzeczy należy się w recenzji odwołać, bo to czemu oni tam są to ważny powód nakręcenia tego filmu. Rozumiem, że wielcy krytycy filmowi zajmują jedynie estetyczną krytyką dzieła. Cóż. Estetyka film jest dobra, ale poza tym jest też treść filmu.
    OK. Rozumiem. Liczy się tylko strona techniczna. To tak jakby zakryć oczy, uszy i sobie śpiewać do filmu swoją własną piosenkę….. Lalalala… Ale super film… Lalala… Nic nie widzę… Kyle to super bohater… Z krwi i kości… W ogóle nie zindoktrynowany… Fajny, dobrze strzela… Lalala… amerykański hero. Nie wierzę w obiektyzm recenzji, ale taką ocenę to bym wystawił po połówce Bolsa :)
    Heh… Pewnie podobne oceny wiek temu dostał w takim razie jeden z filmów Leni Riefenstahl.
    Gdyby może odjąć patos i etos głównego bohatera, to być może film zasłużyłby ostatecznie 8 gwiazdek, ale hm… ale żeby taką notę wystawić trzeba dokonać i tak solidnego gwałtu na swojej lewej półkuli mózgowej. W ogóle proponuje 10 gwiazdek na dziesięć (po literze Kadarki). Pozdrawiam wszystkich fanów „teorii” spiskowych i Autora (tak, mimo odmiennego zdania, bo przychodzę tu z misją pokoju – prawie tak jak amerykanie do Iraku ;)

  • antyterrorysta

    Co czytam opinie o amerykańskim filmie wojennym i Iraku to natykam się na pierdy w rodzaju tego, że Ameryka ma tam interesy, że zabija się niewinnych, że agitka wojenna. Generalnie rzygać mi się chce na te bzdury, bo tyle się naczytałem, że jestem przeżarty. Nic dziwnego, że mi się cofa z dna żołądka. To trochę jak kiepska biba, gdzie podłe żarcie, kiepski alkohol i brzydkie kobiety powoduje, że najchętniej by się nie dyskutowało kulturalnie tylko walnęło kogoś w mordę dla relaksu.

    Otóż, gdyby np. taka Polska była na miejscu Ameryki, a radykalni muzułmanie (czy też po prostu mordercy) wzięli sobie na cel nasz kraik to niestety, ale polskie dzieci i polskie kobiety, a także starcy, niepełnosprawni oraz zdrowi mężczyźni – mówiąc w skrócie obywatele – ginęliby jak muchy. W samobójczych zamachach, w bombowych zamachach, jako zakładnicy. Bo nie byłoby wystarczających środków, żeby temu zapobiegać nawet na miejscu. Na szczęście mają do nas daleko, a misje pokojowe gdzie polski żołnierz brał udział nie skierowały tych parszywych, morderczych ślepi na nas. I jednak mają do nas daleko, samolotem wprost do Polski to mało skąd się doleci. Co to za akcja propagandowa, gdzie wysadza się kościółek w jakimś dalekim kraju, o którym 80% ludności świata nawet nie wie gdzie leży? Żadna akcja. Nikt o tym nie opowie.

    Ameryka to co innego. Tu jak się coś wysadzi to jednak telewizja pokaże. Ostatnio znowu Tunezja, Francja. O tym można mówić. I gdybym miał taką armię jak Ameryka to rozjechałbym walcem to brudne ścierwo, którego jedynym celem życiowym jest niszczenie tego co zachodnie, bo jest zachodnie. Jak trzeba być tępym i jak wąskie mieć horyzonty, żeby wierzyć, że gdyby Amerykanie zostawili Bliski Wschód to zapanowałby tam pokój. Jedyne do czego by doszło to to, że słabe kraje BS zostawiłyby na pastwę losu cały wojenny arsenał jaki mają i uciekały na pierwszy wystrzał z karabinu (jak Irak). A niektóre z tych kraików mają nawet broń atomową. I to już nie jest śmieszne.

    Będąc Amerykaninem, mając taką machinę wojenną wjechałbym tam na pełnym gazie i rozpieprzył wszystko, a moje maszyny chodziłyby na arabskiej ropie podczas tego rajdu. To bardzo uprościłoby dostawę paliwa. Puknijcie się w czoło antyamerykańskie barany i cieszcie się, że to nie do waszych domów stukają kolbami kałasznikowów.






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

SEKRETARKA - przegląd kina erotycznego wg KMF

Następny tekst

SNAJPER. Oscary 2015. URWANY FILM



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE