nowości kinowe

PO TAMTEJ STRONIE. Oszczędnie i wymownie o uchodźcy

Kaurismakiego się lubi albo nie.

Autor: Berenika Kochan
opublikowano

Po pierwszych kilku kadrach można spostrzec, że nowy film Akiego Kaurismäkiego to kolejny po Człowieku z Hawru element spójnej kompozycji traktującej o losach emigrantów i uchodźców w Europie.

Historię Khaleda znamy z mediów: po udanym przemieszczeniu się z Syrii do Europy i wielomiesięcznej tułaczce po Starym Kontynencie przypadkowo znajduje się na statku transportującym węgiel z Polski do Finlandii. W nadziei na przyznanie azylu i pomoc w odnalezieniu siostry – i po porządnym prysznicu – zgłasza się na policję. Po pewnym czasie ucieka jednak z ośrodka dla cudzoziemców, a jego drogi krzyżują się z mężczyzną w średnim wieku, …Wikströmem. Trzy kropki przed nazwiskiem to nie błąd. Szukałam trafnego określenia głównej cechy charakteru postaci.

Nie ma. Wyróżniający się w ichnim świecie kina fiński reżyser lubuje się w minimalizmie środków wyrazu. Jego bohaterowie poruszają się niczym pionki po planszy, więcej życia niż oni mają lalki z teatru kukiełkowego, bogatszą mimiką dysponują nieraz japońskie roboty. Prostotą cechuje się również scenografia – zarówno wnętrza, jak i ulice straszą pustką, przestrzennością. Kostiumy? Bohaterowie noszą góra dwa zestawy ubrań. W przypadku wielu innych filmów brzmiałoby to jak antyrecenzja – u Kaurismäkiego ascetyczność ma na celu uwypuklić problemy. Co ciekawe, trudnej sytuacji Khalida nikt tu problemem nie nazywa. Bez wartościowania ze strony reżysera wysłuchujemy historii Syryjczyka, oglądamy beznamiętne nań ataki „Młodzieży Wszechfińskiej”, śledzimy jego losy w zakupionej przez Wikströma restauracji. Nawet w punktach zwrotnych emocje na twarzach bohaterów dostrzec niezwykle trudno. Wiele scen wygląda jak ruchome, naznaczone jedynie oddechem bohaterów obrazy.

I dobrze. Chodzi o to, jak na wydarzenia reaguje widz. W Po tamtej stronie nikt nie kwestionuje aktów bezinteresownej pomocy, nikt też się nimi nie zachwyca. Ten sam człowiek uprawia hazard, potrafi ofiarować biednemu kilka tysięcy euro i porządnie przywalić. A przez to, że twórcy nie oceniają, uczymy się tej sztuki i my.

Na przesiąkniętym puryzmem, niemal obojętnym emocjonalnie tle pięknie prezentuje się nienachalny humor. „Zamykam biznes. Jadę do Meksyku i będę tańczyć hula”, mówi z kamienną twarzą podstarzała właścicielka sklepu z koszulami, a ja parskam śmiechem. W trakcie seansu zdarza mi się jeszcze kilka razy, inaczej niż na dziełach określanych jedyną kategorią „komedia”. Po pokerowych twarzach ścigają się absurdy, tworząc spójną satyrę na biznes, prawo imigracyjne, na życie. Zatrzymując się przy facjatach – u Kaurismäkiego dominują te poorane zmarszczkami, doświadczone życiem, chmurne i strzeliste. Pasują do wszechobecnej surowości.

Po tamtej stronie to podróż nie w czasie, a w specyficzny czas fińskiego reżysera. Komunistyczne, obdrapane wnętrza kontrastują tu z telefonami komórkowymi i nowoczesnymi, przenośnymi maszynami do podrabiania dokumentów. Szarymi ulicami spacerują hipsterzy noszący się w urban style, a wypełnione dymem papierosowym lokale świetnie wpisują się w polskie nawet lata 80. I muzyka, ta cudowna uliczna muzyka, do której reżyser lubi sięgać… Bardowie śpiewają ballady o życiu, tekstem do losów bohatera dopasowane idealnie.

Tematyką emigracji, uchodźstwa, zajmuje się w filmie wielu. Żaden jak Kaurismäki. Komediodramat Samba duetu Nakache i Toledano (z Omarem Sy i Charlotte Gainsbourg), mimo że oszczędny w środkach wyrazu, to przy Po tamtej stronie hałaśliwa rewia. Momentami statyczny Imigranci to już film akcji! Wspomniałam o nim w artykule o filmach dotyczących mniejszości, zresztą o francuskim kinie poruszającym problem imigrantów pisaliśmy kilka lat temu.

Powtórzę to, co każdy piszący o twórczości Kaurismäkiego autor, świat filmów Fina fascynuje lub odrzuca, przez co oceniać je można w jednej kategorii: biorąc pod uwagę cechy wszystkich jego dzieł. Po tamtej stronie w pełni pasuje do tego nietuzinkowego zbioru. Bez wiedzy na temat chronologii powstawania filmów Kaurismäkiego nie dalibyśmy rady stwierdzić, że to obraz najnowszy – nie używa się u niego na planie kamery cyfrowej.

Zdobywca Srebrnego Niedźwiedzia tegorocznego festiwalu w Berlinie nie musi już niczego udowadniać. Choćby chciał nakręcić film o życiu pingwinów na Antarktydzie czy zająć się dniem codziennym japońskich sararimanów, wiem, że ten film będzie… Dobry? To pojęcie niejasne. Oryginalny, nietypowy. Fascynujący dla połowy z nas.

korekta: Kornelia Farynowska

Ostatnio dodane