Fantastic Fear of Everything (2012) - recenzja filmu | FILM.ORG.PL

A Fantastic Fear of Everything

Oryginalna i pełna ekscentrycznego uroku historia, która z miejsca zaskarbia sobie sympatię widza.




Anderson, Gilliam i Burton na kielichu




Filip Jalowski
24.07.2013


Jack nigdy nie chciał zostać autorem opowieści dla dzieci. Żółw Timmy, jeż Harold i mały królik Johnny zostali powołani do życia jedynie po to, aby zapełnić pustkę straszącą na koncie pisarza. Los chciał, że zwierzątka pozostały z Jackiem na dłużej, a jeż Harold – „ten złośliwy idiota” – spowodował, że jego małżeństwo uległo rozpadowi. Niechęć do literatury dziecięcej popchnęła Jacka w zgoła odmienne rejony. Na jego celowniku znalazła się wiktoriańska Anglia wraz ze swoimi trucicielami, dusicielami oraz rozpruwaczami.

Mentalne spacery wśród mgieł unoszących się nad wybrukowanymi ulicami niezbyt służą Jackowi. Porozwieszane po domu fotografie morderców, wycinki gazet poświęcone zabójstwom i cała masa innych dziwactw wprowadzają go w paranoiczny nastrój, który szybko przeradza się w niemożliwą do kontrolowania fobię totalną. Pisarz boi się każdego szmeru, stukotu i puknięcia. Nawet najdelikatniejszy dźwięk, czy ledwie widoczny cień, jest wedle niego dowodem na to, że gdzieś w pobliżu czai się jakiś współczesny Kuba Rozpruwacz.

Debiutujący na reżyserskim stołku Crispian Mills zabiera widzów w podróż pełną ekscentryzmów oraz niedorzeczności. Czuć w niej inspiracje kinem Wesa Andersona, Terry’ego Gilliama czy też starego Tima Burtona. Mamy totalnie oderwanego od rzeczywistości bohatera, który odrzuca zasady rządzące światem normalnych śmiertelników. Nie robi tego świadomie, przyczyną takiego stanu rzeczy jest jego paranoiczny charakter, lecz nie zmienia to faktu, że świat widziany jego oczami nabiera zdecydowanie niecodziennego charakteru. Widz daje wciągnąć się w tę szaloną grę, która stara się go nieco zwodzić. Momentami nie jesteśmy pewni, czy w szaleństwie Jacka nie tkwi ziarno prawdy, w innych miejscach łapiemy się za głowę i zadajemy sobie pytanie, co ten koleś wyczynia.

„Fantastic Fear of Everything” to typowy teatr jednego aktora. Simon Pegg wprost roznosi ekran swoją charyzmą. Jack jest przekonujący od pierwszej do ostatniej minuty. Na podstawie jego mimiki możnaby napisać podręcznik dotyczący odgrywania roli niegroźnego szaleńca (Pegg zademonstrował chyba wszystkie możliwe konfiguracje mięśni mimicznych, jakie pasują do tego typu charakteru). Zdjęcie z plakatu jest zatem jedynie przedsmakiem tego, co czeka nas w trakcie seansu filmu. Paradowanie z nożem, strach przed pralniami, niecodzienne sposoby suszenia bielizny czy gangsterski rap mający odstraszyć potencjalnych morderców – to tylko część atrakcji, które przygotował dla nas duet Pegg-Mils.

Przyjemne dla oka są również zdjęcia oraz scenografia, które idealnie korespondują z bałaganem powstałym w głowie pisarza. Dom Jacka jest równie niepokojący, co ciemne uliczki wiktoriańskiego Londynu, a niewielka pralnia jest w stanie zmienić się w rozświetlony światłem jażeniówek przedsionek piekła. Patrzy się na to tak, jakby wspominani już Gilliam, Anderson i Burton popili i stwierdzili, że poznęcają się nad biednym Simonem Peggiem. Panowie upili się zdecydowanie na wesoło.

„Fantastic Fear of Everything” nie jest pozbawione wad – momentami film przesadnie zwalnia, można krzywić się również na zakończenie, które nie do końca wpisuje się w klimat filmu. Nie zmienia to jednak faktu, że debiut Crispiana Milsa należy zaliczyć do więcej niż udanych. To oryginalna i pełna ekscentrycznego uroku historia, która z miejsca zaskarbia sobie sympatię widza. Z niecierpliwością czekam na kolejne filmy Brytyjczyka.







  • Macc

    Czy jedna z dziewczyn w pralni to nie przypadkiem Karen O?

    • Fidel

      Nie wydaje mi się, ale mogę się mylić ;)






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

Fota #46 - Gary Oldman i Natalie Portman

Następny tekst

47 Ronin - zwiastun i plakaty



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE