Artykuł

20 najważniejszych premier filmowych 2014 roku (lista bardzo subiektywna)

Autor: Rafał Oświeciński
opublikowano

 

Rok 2013 już za parę dni się kończy, my go z pewnością podsumujemy w pierwszych dniach stycznia przyznając – już po raz 13! – Złote Kraby, ale teraz mamy chwilę na krótki przegląd najważniejszych premier 2014 roku.

Istotna kwestia jest następująca – to całkowicie subiektywny wybór 20 najciekawiej zapowiadających się filmów. Prawdopodobnie na Waszych osobistych listach znajdzie się wiele innych tytułów, które zignorowałem i które są kreowane na wielkie hity kinowe, ale szczerze mówiąc nie bawią mnie kolejne sequele, rimejki, nowe odsłony wielkich przebojów. Tych nie znajdziecie poniżej z prostego powodu – bardziej interesują mnie oryginalne przepisy niż odgrzewanie po raz kolejny tego samego kotleta, bez względu na jego smak, nieraz, przyznaję, bardzo dobry. Wolę coś nowego, coś zaskakującego. Wolę obietnicę złożoną przez twórców, nawet jeśli smak zaserwowanego dania rozczaruje. 

Oto 20 filmów, które zapowiadają się co najmniej świetnie. 

 

20. LABOR DAY, czyli psychodrama od Reitmana

0d472f2-3.cached

Jasne , „Young Adult” Jasona Reitmana podkopał trochę zaufanie do tego niezwykle wyrazistego twórcy, ale mając w pamięci znakomite „Dziękujemy za palenie”, „Juno” i „W chmurach” warto mu zaufać, tym bardziej, że „Labor Day” zapowiada się trochę inaczej – to ekranizacja powieści trochę obyczajowej, trochę kryminalnej, trochę erotycznej Joyce’a Maynarda. Bez zbędnego gadania, ironizowania, za to skupiając uwagę na milczeniu, emocjach, podskórnym napięciu. Sam Reitman, w ostatnim numerze Empire, kieruje skojarzenia m.in. na „Body Heat”, „Tree of Life”, „Noc myśliwego”, „Stand by me” i jest to na pewno intrygująca zapowiedź. W rolach głównych Kate Winslet, która jest zawsze wyśmienita w tego typu psychodramach, oraz Josh Brolin, który wciąż czeka na wielką pierwszoplanową rolę.

Recenzja

19. MAPS TO THE STARS, czyli bezcielesny Cronenberg 

Maps-to-the-stars

Chciałbym ufać tak bardzo Cronenbergowi, jak jeszcze 10 lat temu, gdy posiadał status twórcy wyjątkowo oryginalnego, odważnego, kontrowersyjnego, skupionego na filmowym surrealizmie, celującego w socjologiczne i psychologiczne analizy, stawiającego trafne diagnozy. Gdzie jest ten Cronenberg? Zdaje się, że eksploracja niewygodnych emocji i ludzkiej cielesności zostały schowane do archiwum, a od 10 lat możemy obserwować nowego twórcę. Czy lepszego? Na pewno dobrego i ciekawego, choć bez wyraźnego podpisu. Ani bowiem “Cosmopolis” nie zawojowało dusz kinomanów, ani tym bardziej “Niebezpieczna metoda”. To po prostu dobre i niebanalne kino, ale do zachwytów podobnych do “Nagiego lunchu”, “Muchy” czy “Crash” bardzo daleko. “Maps to the Stars” to kontynuacja stylu znanego z jego ostatniego filmu, czyli intelektualne dywagacje nad kondycją zachodniej kultury, tutaj reprezentowanej przez hollywoodzką rodzinę. Szydera z Fabryki Snów? Już z tego powodu warto przyjrzeć się temu projektowi, tym bardziej, gdy zerkniemy na obsadę: Julianne Moore, John Cusack, Robert Pattinson, Mia Wasikowska, Olivia Williams zapewniają dobry poziom aktorstwa i kto wie, może przyszłoroczny festiwal w Cannes, gdzie ma się odbyć premiera filmu, będzie nowym otwarciem dla Cronenberga?

Recenzja

18. TRANSCENDENCE, czyli Depp bez makijażu

transcendence

Wally Pfister, najbardziej znany z roli autora zdjęć do filmów Christopehra Nolana (już od czasów “Memento”), debiutuje jako reżyser filmem wartym 120 milionów baksów w gwiazdorskiej obsadzie – Johnny Depp, Morgan Freeman, Cillian Murphy, Paul Bettany, Kate Mara, Rebecca Hall. Prawdopodobnie właściwy budżet będzie zdecydowanie większy, bo wiadomo, jak wygląda dzisiejsza gaża Deppa… “Transcendencja” zapowiada się ambitnie i intrygująco – to rasowe science fiction z nastawieniem na ten pierwszy człon. O kilku naukowcach, którzy tworzą sztuczną inteligencję tzn. komputer, który posiada świadomość oraz potencjał ludzkiego mózgu. Słychać tu oczywiście echa “2001 Odysei Kosmicznej” czy “Kosiarza umysłów”, ale co z tego będzie, to trudno powiedzieć, a w szablony wpaść w tym przypadku bardzo łatwo (choć nie przez przypadek można często nadziać się na nawiązania do “Incepcji” – czyżby to ten kierunek?). Wiadomo jednak, że tym razem Depp pojawi się bez makijażu (hurra!), a nad całością czuwa sam Nolan.

Recenzja

 

17. THE CREED OF VIOLENCE, czyli nikt nic nie wie, ale będzie dobrze

maxresdefault

1910 rok, brud meksykańsko-amerykańskiej granicy, Todd Field, Christian Bale. To wystarczy, aby tę ekranizację powieści Bostona Terana (do której prawa zakupiono jeszcze przed wejściem na rynek, za podobno gigantyczne pieniądze) uznać za jeden z najciekawszych obrazów 2014 roku i mając na względzie gatunek (western, dramat kryminalny), temat (ojciec-kryminalista i jego syn zaangażowani w działalność przestępczą i z pierwotną wersją FBI na karku), wybitne dokonania reżysera (“W sypialni”, “Małe dzieci”), znakomitego aktora w roli głównej, ten projekt wygląda naprawdę obłędnie, a schrzanić go będzie bardzo trudno. Todd Field został zaanonsowany już 5 lat temu, więc miał naprawdę sporo czasu na pracę nad scenariuszem i koncepcją filmu. Potencjał więc olbrzymi, ale kłopot jeden: nie ma zdjęć, nie ma zwiastunów, ani plakatów, a i wywiadów na temat “The Creed of Violence” nie ma, mimo że film jest na etapie post-produkcji.

 

16. OBYWATEL, czyli dwa Stuhry

obywatel

Jerzy Stuhr współprodukuje, reżyseruje, odpowiada za scenariusz i gra główną rolę w filmie, który nie ukrywa powinowactwa z „Zezowatym szczęściem” Andrzeja Munka, a „Obywatel Piszczyk”, kontynuacja smutnych losów Jana Piszczyka z 1988 roku, narzuca się sam, bowiem sam Stuhr zagrał w nim rolę główną. Oto historia nauczyciela, którego los jest ściśle złączony z losami Polski – poznajemy go tu i teraz i cofamy się aż do lat stalinizmu, obserwując po drodze najważniejsze wydarzenia społeczno-polityczne, które miotają bohaterem jak chorągiewką. Czyli – w stosunku do klasyka Munka – odwrócona chronologia i trochę inna konstrukcja bohatera, który podobno nie jest chorągiewką powiewającą na wietrze, a kimś zawsze w opozycji do wszystkich i wszystkiego. Obok Jerzego – syn Maciej. Obok nich Janusz Gajos, Ireneusz Czop, Cezary Kosiński. Za zdjęcia odpowiada Paweł Edelman. Wszystko brzmi niezwykle smakowicie, tym bardziej, że dobrych, inteligentnych, nie podlizujących się do widza komedii bardzo nam nad Wisłą brakuje.

Recenzja

15. JACK STRONG, czyli thriller według Pasikowskiego

4871498-jack-strong-900-599

Lubię Pasikowskiego, ale nie obdarzam go taką atencją, na jaką według niektórych zasługuje. Dość przeciętny reżyser mający na koncie jeden film wybitny (“Psy”), jeden bardzo dobry (“Kroll”), kilka dobrych (“Demony wojny”, “Operacja Samum”, “Pokłosie”) i dwie wpadki (“Reich”, “Słodko-gorzki”). Mówi się, że to facet, który jest świadomy istnienia gatunków filmowych, co w Polsce nie jest powszechne, kłopot jedynie w tym, że gdy się nimi posługuje (kino wojenne, sensacyjne), to zazwyczaj przy użyciu znanych i ogranych klisz, nie mówiąc już o scenariuszach jego filmów, które obiecują wiele, ale efekt nie jest jednoznacznie pozytywny. Thriller szpiegowski z pułkownikiem Kuklińskim w roli głównej nastraja optymistycznie, choć z głowy nie może uciec natrętna myśl, że romansowanie Pasikowskiego z kinem komercyjnym raczej podąży w stronę jakości straight-to-dvd niż standardów reprezentowanych przez “Tinker, tailor, soldier, spy”. Chciałbym się mylić, dlatego wypatruję zimowej premiery “Jacka Stronga”, a jeszcze bardziej pierwszych recenzji, które namówią do zakupu biletu lub potwierdzą obawy.

Recenzja

14. SABOTAGE / 13. FURY, czyli David Ayer raz dwa

ayer

David Ayer to bardzo zapracowany reżyser. Nie dość, że w 2014 roku wypuści do kin dwa filmy, to do obu napisał scenariusza i oba bazują na dużej spektakularności. Już na początku roku wchodzi rasowy policyjny akcyjniak “Sabotage” ze Schwarzeneggerem w roli głównej (plus Sam Worthington) i nie powinniśmy wątpić w jakość tego dzieła i sugerować się ostatnimi dokonaniami austriackiego dębu – Ayer odpowiada w końcu za “Harsh Times”, “Street Kings”, “End of Watch”, a jego najnowszy film jest penetracją tych samych rejonów – Los Angeles, policja, agenci DEA, kartele narkotykowe. Wszystko polane sosem względnego realizmu, dużej brutalności i wiarygodności psychologicznej. Musiałoby stać się coś naprawdę złego, żeby film się nie udał, choć trailer jednoznacznie sugeruje dość efekciarskie kino. Może być komercyjny niewypał, ale w jakościowy zjazd trudno mi uwierzyć. Dobrej, sensacji nigdy za wiele. „Sabotage” to, powiedzmy, opozycja do „Niezniszczalnych 3”.

Drugi przyszłoroczny film Ayera to “Fury”, którego premierę zaplanowano na listopad. Dramat wojenny to nowość w filmografii reżysera. II Wojna Światowa, Amerykanie prują czołgiem w samo serce nazistowskich Niemiec. Podobno to połączenie “Szeregowca Ryana” z “Bękartami wojny” i już pierwsze skojarzenia – niekoniecznie słuszne – rodzą nadzieje na ciekawe kino. Trudno powiedzieć, czy w tonie bardziej serio, czy przywołując ducha wojennej przygody choćby z takiej “Parszywej dwunastki. Świetna obsada na czele z Bradem Pittem, Shia LeBeoufem, Michaelem Pena i Scottem Eastwoodem, synem Clinta.

Recenzja Sabotage

Recenzja FURY

 

CZYTAJ DALEJ

Ostatnio dodane