Zestawienie
Co tu się odjaniepawliło? 10 najbardziej ODKLEJONYCH horrorów
Zaczynają się jak kino gatunkowe, a kończą w miejscach, których widz nie mógłby rozsądnie przewidzieć. Odklejony horror jako gatunek? Czemu nie!
Są horrory, które chcą przestraszyć, są takie, które chcą obrzydzić, są też takie, które po prostu sprawiają wrażenie, jakby ich twórcy w pewnym momencie całkowicie przestali przejmować się tym, co wypada zrobić w normalnym filmie. To właśnie z tej ostatniej kategorii wywodzą się najbardziej odklejone horrory w historii kina. Zaczynają się jak kino gatunkowe, a kończą w miejscach, których widz nie mógłby rozsądnie przewidzieć. Chodzi o filmy, które porzucają normalność, logikę albo zasady własnego gatunku.
Dom (Hausu, 1977)
Nobuhiko Ôbayashi zrobił film, przy którym określenie surrealistyczny zaczyna wydawać się zbyt mało precyzyjne. Dom łączy horror, komedię, fantasy, animację, slapstick i eksperymentalny montaż, nie przejmując się tym, czy poszczególne elementy powinny do siebie pasować.

Najbardziej odklejone jest jednak to, że Ôbayashi nie próbuje kontrolować chaosu. Dom może nagle zmienić się w żywy organizm, efekty specjalne wyglądają jak świadomie niedoskonałe sztuczki z kina eksperymentalnego, a kolejne sceny mają logikę snu, w którym wszystko wydaje się możliwe. To nie jest film, który stopniowo przesuwa granice horroru. On od pierwszych minut wyrzuca je przez okno.
Opętanie (Possession, 1981)
Jeżeli istnieje film będący definicją słowa szalony, to właśnie Opętanie. Andrzej Żuławski bierze kryzys małżeński i rozsadza go od środka, mieszając melodramat, horror psychologiczny, surrealizm, kino szpiegowskie i body horror.

Najbardziej szalone pozostają jednak występy Isabelle Adjani i Sama Neilla. Ich bohaterowie nie przechodzą po prostu przez emocjonalny kryzys — zachowują się tak, jakby sam kryzys miał fizyczną temperaturę i mógł rozerwać ciało. Słynna scena w tunelu jest właściwie esencją całego filmu: aktorstwo przekracza granicę ekspresji, horror miesza się z groteską, a widz przestaje wiedzieć, czy ogląda nadprzyrodzoną tragedię, czy rozpad psychiki.
Święta krew (Santa sangre, 1989)
Alejandro Jodorowsky nigdy nie był twórcą zainteresowanym normalnością, ale Święta krew może być jego najbardziej konsekwentnie szalonym filmem. Horror, surrealizm, religijna symbolika, cyrk, trauma, groteska i czarny humor funkcjonują tu obok siebie, tworząc świat, w którym makabra i poetyckość nie są przeciwieństwami.

Film nie potrzebuje nawet szczególnie skomplikowanych efektów, żeby wywoływać wrażenie kompletnego odklejenia. Wystarczy sposób, w jaki Jodorowsky komponuje kolejne obrazy. Ciało, religia i przemoc stają się elementami tego samego teatralnego przedstawienia. Święta krew jest przy tym przykładem filmu, w którym dziwność nie służy wyłącznie szokowaniu. Każda kolejna groteskowa scena ma własną symbolikę, dzięki czemu po pierwszym seansie można próbować rozszyfrowywać film zamiast po prostu przypominać sobie jego fabułę.
Tetsuo – Człowiek z żelaza (Tetsuo: The Iron Man, 1989)
Jeśli Opętanie jest horrorem emocjonalnego rozpadu, Tetsuo – Człowiek z żelaza jest horrorem industrialnego rozpadu. Shinya Tsukamoto zrobił film, który wygląda jak gorączkowy sen człowieka zamkniętego w fabryce. Ciało i metal przestają być dwiema różnymi rzeczami, a technologia nie jest już narzędziem — staje się czymś, co przejmuje fizyczność człowieka.

Najważniejsza jest forma. Ziarnisty obraz, agresywny montaż, industrialny dźwięk i niemal permanentny ruch sprawiają, że film nie daje widzowi chwili odpoczynku. Tsukamoto nie buduje napięcia klasycznymi środkami. On po prostu bombarduje widza kolejnymi deformacjami.
Towarzystwo (Society, 1989)
Brian Yuzna zrobił film, który przez większość czasu udaje coś znacznie bardziej konwencjonalnego, niż jest w rzeczywistości. Dopiero finał pokazuje, dlaczego Towarzystwo zyskało status jednego z najbardziej absurdalnych przykładów body horroru.

Najważniejsze jest tutaj połączenie groteski z satyrą społeczną. Yuzna nie wykorzystuje cielesnych deformacji wyłącznie po to, żeby obrzydzić widza. Cała makabra jest przedłużeniem pomysłu o uprzywilejowanej klasie, która dosłownie wykorzystuje innych ludzi. Dzięki temu finał Towarzystwa jest jednocześnie obrzydliwy, śmieszny i absurdalnie pomysłowy. To jeden z tych filmów, przy których reakcja co ja właśnie oglądam? jest właściwie częścią doświadczenia.
Martwica mózgu (Braindead, 1992)
Peter Jackson przed Władcą Pierścieni miał zupełnie inne zainteresowania. Martwica mózgu bierze zombie horror i doprowadza go do poziomu, na którym gore przestaje być elementem horroru, a zaczyna funkcjonować jak slapstick.

Film nie zna umiaru. Każda kolejna scena próbuje przebić poprzednią ilością sztucznej krwi, groteskowych deformacji i absurdalnych pomysłów. Najważniejsze jest jednak tempo eskalacji. Jackson nie zatrzymuje się w momencie, w którym większość reżyserów powiedziałaby: już wystarczy. Właśnie wtedy dokłada następny poziom absurdu. Martwica mózgu to film, który zamienia ekstremalne gore w komedię fizyczną.
Oślizgły dusiciel (The Greasy Strangler, 2016)
Nie ma wielu filmów, które potrafią być jednocześnie horrorem, obrzydliwą komedią i czymś przypominającym eksperyment społeczny przeprowadzony przez ludzi, którzy najwyraźniej nigdy nie słyszeli o subtelności. Oślizgły dusiciel Jima Hoskinga należy właśnie do tej kategorii.

Tu szalone jest absolutnie wszystko: dialogi, sposób poruszania się bohaterów, tempo, seksualność, scenografia i reakcje postaci na wydarzenia, które w normalnym filmie wymagałyby choćby odrobiny emocji. Film celowo wygląda tanio, sztucznie i niezręcznie. Jego groteska nie wynika więc tylko z tego, co dzieje się na ekranie, lecz również z tego, jak bardzo wszyscy zachowują się tak, jakby nic dziwnego się nie działo.
Kolor z przestworzy (Color Out of Space, 2019)
Richard Stanley dostał opowiadanie H.P. Lovecrafta i zrobił z niego psychodeliczny body horror, w którym sama rzeczywistość zaczyna się rozpadać. Kolor z przestworzy jest odklejony przede wszystkim dlatego, że nie pozwala oddzielić od siebie kosmicznego horroru, deformacji ciała i halucynacyjnej wizji świata.

Zamiast klasycznej ciemności Stanley wykorzystuje intensywne barwy, które powinny oznaczać coś pięknego, ale w tym filmie stają się sygnałem katastrofy. Zwyczajna przestrzeń zaczyna wyglądać coraz bardziej obco, a kolejne zmiany nie przypominają klasycznej przemiany – to raczej skażenie całej rzeczywistości.
Titane (Titane, 2021)
Julia Ducournau dostała Złotą Palmę za film, który trudno byłoby opisać jednym gatunkowym określeniem. Titane zaczyna od body horroru, ale bardzo szybko przechodzi w rejony, w których cielesność, seksualność, tożsamość, przemoc i potrzeba bliskości zaczynają funkcjonować jako elementy jednego organizmu.

Scena, która chwilę wcześniej wydawała się czystym horrorem, może nagle zostać zastąpiona czymś niemal czułym, brutalność sąsiaduje z intymnością, a fizyczna transmutacja zaczyna być narzędziem opowiadania o potrzebie akceptacji. Dzięki temu Titane nie jest po prostu kolejnym filmem o obrzydliwych przemianach ciała. To film, który traktuje samo ciało jak przestrzeń, w której można dowolnie zmieniać zasady.
Wcielenie (Malignant, 2021)
James Wan zrobił rzecz wyjątkową: w ramach wysokobudżetowego hollywoodzkiego horroru postanowił zachowywać się tak, jakby realizował kompletnie zwariowany midnight movie. Wcielenie zaczyna od względnie znajomych konwencji, ale z czasem coraz bardziej odrzuca jakiekolwiek ograniczenia.

To właśnie eskalacja czyni ten film tak odjechanym. Wan świadomie przesadza z muzyką, kamerą, scenografią, przemocą i zwrotami akcji. Film nie próbuje ukrywać, że chce doprowadzić widza do momentu, w którym jedyną rozsądną reakcją będzie śmiech albo niedowierzanie. To nie jest film, który przypadkiem stał się dziwny, on wie, że jest dziwny i z każdą minutą robi się coraz dziwniejszy.

