Recenzje

PIĘKNY UMYSŁ. Geniusz w starciu z chorobą

Autor: Edward Kelley
opublikowano

GENIUSZ

Piękny umysł opowiada historię zmagań geniusza z trawiącą go chorobą psychiczną – schizofrenią, i jako taki nie jest niczym wyjątkowym w amerykańskiej kinematografii. Co czyni go wyjątkowym, to sposób opowiedzenia historii – niejako „od środka”. Howard zabiera nas – widzów do wnętrza genialnego umysłu, pozwala nam oglądać otoczenie jego oczami, postrzegać rzeczywistość w sposób „zarezerwowany” dla ludzi psychicznie chorych.

Piękny umysł Rona Howarda to biograficzny obraz luźno oparty na wydarzeniach z życia Johna Nasha – wychowanka Princeton University, pracownika naukowego Laboratoriów Wheelera w Massachusetts Institute of Technology – głównym ośrodku myśli technicznej w Stanach Zjednoczonych, chorego na schizofrenię matematycznego geniusza, autora rewolucyjnej teorii równowagi, w końcu laureata Nagrody Nobla. Idealny materiał dla nakręcenia efektownego, pełnego emocji filmu, nie pozbawiony jednak wielu pułapek, w które lubi wpadać amerykańska kinematografia, groźby patosu i ikonizacji głównego bohatera. Na szczęście intuicja wytrawnego rzemieślnika – Rona Howarda pozwoliła skutecznie uniknąć większości z nich, co zaowocowało powstaniem świetnego filmu.

A Beautiful Mind

Trudno sobie wyobrazić, jak skomplikowane musi być pokonanie tego rodzaju słabości. Piękny umysł opowiada historię zmagań bohatera z samym sobą.

Koniec lat czterdziestych XX w., Princeton University. Grupa wybitnie uzdolnionych młodych matematyków przygotowuje się do staży na najlepszych uczelniach Stanów Zjednoczonych. Wśród nich jest John Nash (Russell Crowe) – nie wyróżniający się wyglądem, ale genialny młody naukowiec. Nie uczęszcza na zajęcia, nie bierze udziału w spotkaniach towarzyskich, unika ludzi. Uważa, że nauka z książek ogranicza jego umysłowy potencjał. Jego jedynym celem jest opracowanie własnej, oryginalnej teorii, która zapewni mu miejsce w historii i umożliwi pracę na najbardziej prestiżowej uczelni technicznej Stanów Zjednoczonych. Przy pomocy swojego współlokatora – Charlesa (Paul Bettany), który pomaga mu w trudnych chwilach zwątpienia, dopina swego. Jego teoria równowagi otwiera mu drzwi do najbardziej pożądanych i prestiżowych Laboratoriów Wheelera w Massachusetts Institute of Technology. Jego genialny umysł nie pozostaje niezauważony, co owocuje propozycją pracy z Ministerstwa Obrony – Pentagonu, gdzie jego zwierzchnikiem zostaje William Parcher (jak zwykle świetny Ed Harris). Mimo wyraźnej niechęci i braku predyspozycji, jako doktor jest zmuszony prowadzić również zajęcia ze studentami. Podczas jednego z nich poznaje młodziutką studentkę Alicię (Jennifer Connelly).

A Beautiful Mind

Przy filmowaniu tak atrakcyjnego pod względem fabularnym tematu bardzo łatwo wpaść w pułapkę patosu i schematyzmu.

Beautiful Mind opowiada historię zmagań geniusza z trawiącą go chorobą psychiczną – schizofrenią, i jako taki nie jest niczym wyjątkowym w amerykańskiej kinematografii. Co czyni go wyjątkowym, to sposób opowiedzenia historii – niejako „od środka”. Howard zabiera nas – widzów do wnętrza genialnego umysłu, pozwala nam oglądać otoczenie jego oczami, postrzegać rzeczywistość w sposób „zarezerwowany” dla ludzi psychicznie chorych, jednocześnie pozostawiając nas w nieświadomości co do realnego stanu głównego bohatera. Daje to piorunujący efekt w momencie, gdy wątki opowieści zaczynają się wyjaśniać. Howard na potrzeby odbioru swojego dzieła stworzył dwie rzeczywistości: rzeczywistość urojeń Johna Nasha, majaczeń jego trawionego chorobą umysłu i rzeczywistość „rzeczywistą”, w której funkcjonuje cała reszta otaczającego go świata. W podobny sposób wygląda konstrukcja fabularna filmu. Do punktu zwrotnego widz ogląda go w pełnym przeświadczeniu, że opowiedziano mu biografię nie do końca zrównoważonego geniusza, autora przełomowej teorii z pogranicza ekonomii i matematyki, później jednak ukazuje się drugie dno, którego nikt się nie spodziewał. To drugie dno okazuje się… rzeczywistością. Ten oryginalny zabieg stylistyczny wciąga widza do tego stopnia, że przez moment trudno otrząsnąć się z wrażenia, że twórca filmu trochę z nas zakpił. Po chwili jednak zrozumiemy, że wszystko to służyło ukazaniu ogarniętej schizofrenią jaźni bohatera i było faktycznym preludium do właściwej części opowieści, opowieści o poświęceniu, miłości i potędze ludzkiego umysłu. Schizofrenia jest chorobą, która uniemożliwia człowiekowi odróżnienie rzeczywistości od fikcji generowanej przez jego własny mózg, co w nieunikniony sposób prowadzi do ich połączenia. Człowiek widzi rzeczy, ludzi, których nie ma, bierze udział w sytuacjach, które nie mają miejsca. Trudno sobie wyobrazić, jak skomplikowane musi być pokonanie tego rodzaju słabości. Piękny umysł opowiada historię zmagań bohatera z samym sobą, ale nie pozostawia również wątpliwości, że osiągnięcie sukcesu nie jest możliwe bez udziału osoby, która go wesprze swoją miłością, choćby wysiłek ten wydawał się ponad siły.

A Beautiful Mind

Przy filmowaniu tak atrakcyjnego pod względem fabularnym tematu bardzo łatwo wpaść w pułapkę patosu i schematyzmu. Ronowi Howardowi z powodzeniem udało się większości mielizn uniknąć i niemała w tym zasługa odtwórcy głównej roli – Russella Crowe. Obsadzenie tego aktora w tak nietypowej dla niego roli było niemałym zaskoczeniem. Crowe pamiętany głównie ze swoich „mocnych” ról w Gladiatorze, Tajemnicach Los Angeles czy wcześniejszym Romper Stomper, zagrał tu niejako na przekór swojej fizyczności. Jeżeli ktoś do tej pory miał wątpliwości, że jest on świetnym aktorem, to po Beautiful Mind powinien się tych wątpliwości ostatecznie pozbyć. Od momentu obejrzenia tego filmu schizofrenia ma dla mnie twarz Russela Crowe. Doskonale partneruje mu Jennifer Connelly w roli jego studentki, a potem żony. Oglądając ją w roli Alicii, nie ma się wątpliwości, że jest jedyną kobietą zdolną do poświęcenia w imię miłości do Johna Nasha. Inną ciekawą, wartą wspomnienia rolą jest psychiatra – doktor Rosen (Christopher Plummer), niczym Cerber strzegący cieniutkiej linii rozgraniczającej świat urojeń od świata rzeczywistego. Nie wiem, czy był to celowy zabieg dramaturgiczny, czy powstał on w wyniku takiego a nie innego montażu filmu, ale postać doktora Rosena sprawia wrażenie nie do końca rzeczywistej. Widz nie jest tak naprawdę pewien, czy nie jest on kolejnym wytworem umysłu Nasha, co dodatkowo potęguje fakt, że pojawia się on w momentach krytycznych dla psychicznego stanu głównego bohatera.

Do tej pory Beautiful Mind został wielokrotnie nagrodzony (między innymi Złote Globy dla najlepszego filmu, reżysera, aktora pierwszoplanowego i aktorki drugoplanowej) i otrzymał 8 nominacji do najbardziej prestiżowej nagrody filmowej – Oscara (praktycznie we wszystkich najważniejszych kategoriach). W obecnym roku Akademia będzie miała nie lada orzech do zgryzienia, biorąc pod uwagę, że w stawce znalazły się takie tuzy jak Władca Pierścieni czy Moulin Rouge. Pozostaje mieć nadzieję, że Beautiful Mind nie zostanie w nagrodach pominięty, a Russel Crowe powtórzy sukces Spencera Tracy i Toma Hanksa i jako trzeci aktor w historii zdobędzie drugiego Oscara z rzędu (poprzednio za Gladiatora).

Mimo że Ron Howard uchodzi raczej za sprawnego rzemieślnika niż natchnionego artystę, tym filmem udowodnił, że nieobcy jest mu dramat psychologiczny. Co więcej, realizując film w oparciu o fakty z życia człowieka z krwi i kości – Johna Nasha, przybliżył nam istotę jego geniuszu, ale również pewnego pierwiastka szaleństwa, którego w większości z nas możemy się tylko domyślać.

Tekst z archiwum film.org.pl.

Ostatnio dodane