Recenzje

PAJĄK. W pułapce umysłu

Autor: Tekst gościnny
opublikowano

Autorem tekstu jest Dariusz Żak.

Suchy, beznamiętny, prosty i boleśnie prawdziwy zapis obłędu i cierpienia. Intensywny, nie pozwalający oderwać wzroku od ekranu film.
Pająk Cronenberga – straszniejszy niż horror, bo intuicyjnie odbierany jako zapis prawdziwego, namacalnego cierpienia.

Schizofrenia to filmowo temat wdzięczny, malowniczy, dający pole do popisu dla aktorów. Schizofrenia i David Cronenberg to już jednak potencjalnie mieszanka ryzykowna, choć na pewno ciekawa.
Nie lubię twórczości tego reżysera, nie lubię jej za to, że jego filmy to ciężkostrawne, podszyte obrzydliwością i sennymi majakami wariata koszmarki. Po prostu mam alergię na takie kino.
A na Pająka poszedłem i po raz pierwszy jestem wdzięczny dystrybutorom filmowym za to, że w tych dniach nie wprowadzili do kin więcej filmów, bo bym Pająka zwyczajnie przeoczył.

Najważniejszy jest Ralph Fiennes, który zagrał być może rolę swego życia. To on stworzył z tego filmu dzieło jednocześnie fascynujące i odrażające, to on stopił się z rolą organicznie w jeden byt (...).

I po raz pierwszy Cronenberg mnie zaskoczył, całkiem pozytywnie – zarówno emocjonalnie, jak i intelektualnie. Film jest swoistym, klinicznym zapisem stanu umysłu Dennisa Clega, zaawansowanego w swej chorobie schizofrenika. I tylko tyle w zasadzie można powiedzieć o fabule tego filmu, bo nie jest też ona najważniejsza w Pająku.
Najważniejszy jest Ralph Fiennes, który zagrał być może rolę swego życia. To on stworzył z tego filmu dzieło jednocześnie fascynujące i odrażające, to on stopił się z rolą organicznie w jeden byt – jeśli oglądaliście kreację Russela Crowe w Pięknym umyśle i sądziliście, że to arcydzieło sztuki aktorskiej, to mogę Wam śmiało powiedzieć, że Fiennes poszedł dalej i osiągnął w tej podróży znacznie więcej. Jego Dennis Cleg, zwany w dzieciństwie przez matkę Pająkiem, to strzęp ludzki, przygarbiony do ziemi swoją rozpaczą, samotnością i obłędem. Nie sposób słowami opisać co też wyprawia z tą rolą Fiennes, bo żadne słowa nie potrafią oddać sugestywności i intensywności tej roli. Jego Cleg to supeł ludzki, zamknięty w sobie, bełkoczący i mruczący coś do siebie, całkowicie oderwany od zewnętrznego świata (ale świadomie, choć wiem, że to brzmi paradoksalnie), skupiony na własnym wnętrzu, obsesyjnie chwytający się resztek swoich wspomnień.

David Cronenberg w swoich filmach lubi pokazywać wszelkie wynaturzenia, wręcz obrzydliwości natury organicznej (do tej pory nie mogę wymazać z pamięci niektórych scen z Existenz), przeplatane czymś, co chyba można określić sennymi koszmarami chorych umysłów. Tym razem reżyser pokazuje nam obrzydliwość umysłu, jaką jest choroba głównego bohatera, ale jest to tyleż straszne, co i fascynujące. Decydujący wpływ na taki właśnie odbiór filmu ma jego konstrukcja i sposób narracji, poniekąd rozgrywająca się na trzech różnych, ale ciągle przenikających się poziomach. Wszystko bowiem, co widzimy w filmie, postrzegamy oczami bohatera.

To fascynujące, jak Cronenbergowi udało się pokazać w jakiejś części umysł schizofrenika w sposób tak bardzo prosty, a jednocześnie bolesny, wstrząsający i ekscytujący jednocześnie.

Mamy więc tu zapis rzeczywistości, której postrzeganie zostaje skrzywione przez percepcję bohatera, zamgloną przez silny wpływ choroby psychicznej. To niby normalny świat, ale tylko pozornie. Ulice miasta, którymi chodzi Pająk są puste, wyludnione, jak we śnie. Pomieszczenia, w których się znajduje, są pozbawione ludzi, lub, jeśli znajdują się tam jacyś, to są to dziwacy podobni do naszego bohatera.

Druga płaszczyzna, na której rozgrywa się akcja filmu, to wspomnienia Pająka z dzieciństwa, i jest ona połączona niemal organicznie z płaszczyzną trzecią – wyobrażeniami stworzonymi w jego umyśle, a dotyczącymi konkretnych wydarzeń mających związek z losami jego matki, których jednak świadkiem być nie mógł. Kapitalnym w swej prostocie zabiegiem jest wprowadzenie postaci Dennisa do scen z jego dzieciństwa, w których bierze on udział jako niemy obserwator, przeżywając raz po raz koszmary swej przeszłości – do końca nie wiadomo, na ile prawdziwe, na ile stworzone przez chory umysł. Fascynujące jest patrzenie na świat oczami bohatera – początkowo to, co widzimy, zdaje się być tylko zwykłymi retrospekcjami, jednak z czasem wnika w te wspomnienia wątek szaleństwa Dennisa i widz staje się mimowolnym świadkiem deformacji postrzegania rzeczywistości przez małego Pająka.

(...) do tej pory nie spotkałem w żadnym filmie tak doskonałej i co jeszcze bardziej interesujące - tak naturalnie przyswajalnej przez zwykłego widza perspektywy człowieka pogrążającego się w paranoi.

W pierwszej chwili można dać się zwieść reżyserowi i godzić na taką percepcję zdarzeń, jaką przedstawia nam Dennis Cleg, jednak później widz nabiera dystansu i dostrzega fałszywe tory, którymi zaczyna podążać psychika bohatera. To fascynujące, jak Cronenbergowi udało się pokazać w jakiejś części umysł schizofrenika w sposób tak bardzo prosty, a jednocześnie bolesny, wstrząsający i ekscytujący jednocześnie. Ja przyłapałem się na tym, że znacznie bardziej pasjonujące było dla mnie obserwowanie, w jaki sposób umysł Pająka schodzi na fałszywe tory rozumu, jak wytwory jego chorej wyobraźni zacierają odbiór rzeczywistości, aby w finale całkowicie zmienić jego postrzeganie świata, niż patrzenie na ten widziany przez niego, pozornie normalny. Przyznaję, to chora fascynacja, ale też do tej pory nie spotkałem w żadnym filmie tak doskonałej i co jeszcze bardziej interesujące – tak naturalnie przyswajalnej przez zwykłego widza perspektywy człowieka pogrążającego się w paranoi. Odraza i fascynacja – dwa słowa, bez których nie sposób ocenić tego filmu.

Odkrycie, jakie czyni w finale nie jest jednak wyzwoleniem, a drzwiami prowadzącymi do nowego, jeszcze gorszego koszmaru, z którego nie ma ucieczki, któremu nie jest w stanie się przeciwstawić i w którym nie ma miejsca na ukojenie.

Jest także Pająk filmem na swój sposób mozaikowym, to jakby schizofreniczne puzzle, które bohater układa w swojej pamięci. Tak naprawdę poznajemy Clega w chwili, gdy po wyjściu ze szpitala psychiatrycznego jego główną i praktycznie jedyną siłą napędową jest maniakalna chęć odtworzenia z mroków przeszłości lat swego dzieciństwa. Pająk zaczyna odtwarzać to, co stało się w jego rodzinie lata temu z fragmentów notatek nabazgranych tylko przez niego możliwymi do odczytania symbolami w pomiętym kajeciku, z własnych wspomnień nachodzących go w chwili odwiedzania dawno opuszczonych miejsc dzieciństwa, wreszcie – z podpowiedzi udzielanych przez obłęd, sączący jad szaleństwa do jasnego jeszcze miejscami umysłu. Odkrycie, jakie czyni w finale nie jest jednak wyzwoleniem, a drzwiami prowadzącymi do nowego, jeszcze gorszego koszmaru, z którego nie ma ucieczki, któremu nie jest w stanie się przeciwstawić i w którym nie ma miejsca na ukojenie. Pająk tka swoją pajęczynę wspomnień, halucynacji i paranoi przez całe życie. Robi to teraz, gdy jesteśmy świadkiem jego poczynań, i robił to w dzieciństwie. To straszna pajęczyna, bo prowadząca do totalnej zagłady i śmierci: fizycznej bliskiej mu osoby i emocjonalnej – jego samego. Bohater nieustannie śni swój koszmar, stając się jego mimowolnym, ale też i zachłannym obserwatorem na jawie, nie zdając sobie sprawy ze swej roli w tym smutnym spektaklu.

Obłęd i samotność – oto, co znaleźć można w najnowszym filmie Cronenberga. Trudno powiedzieć, co bardziej przeraża w Pająku, który w przedziwny sposób kojarzy mi się po części z Pianistką, jednak o ile w tamtym filmie samotność była podłożem chorobliwego cierpienia i upokorzenia, tak tutaj samotność jest wynikiem choroby. Swoista asymetria, ale te dwa filmy coś łączy w niepokojący, niewypowiedziany sposób.
Suchy, beznamiętny, prosty i boleśnie prawdziwy zapis obłędu i cierpienia. Intensywny, nie pozwalający oderwać wzroku od ekranu film.
Pająk Cronenberga – straszniejszy niż horror, bo intuicyjnie odbierany jako zapis prawdziwego, namacalnego cierpienia.

Tekst z archiwum film.org.pl.

Ostatnio dodane