search
REKLAMA
17. Millennium Docs Against Gravity.

NOMADA. NA TROPIE BRUCE’A CHATWINA. Nowy dokument Wernera Herzoga

Janek Brzozowski

13 września 2020

nomada3
REKLAMA

Jedno z ulubionych, a zarazem najsłynniejszych powiedzeń Wernera Herzoga brzmi: „Świat objawia się tym, którzy podróżują pieszo”. Niemiecki reżyser używa go również w swoim najnowszym dokumencie, opowiadając o zmarłym w 1989 roku Brusie Chatwinie. Z brytyjskim pisarzem Herzoga połączyła przede wszystkim pasja do wędrówek, zwłaszcza tych pieszych – najbardziej prymitywnych, z ducha nomadzkich.

Kim jednak jest Bruce Chatwin? Tym, którzy nigdy o Brytyjczyku nie słyszeli, należy się kilka słów wyjaśnienia. Chatwin był przede wszystkim pisarzem i podróżnikiem. Nigdy nie ukończył studiów (archeologii), uważając je za zbyt nudne i akademickie. Zamiast tego w pełni poświęcił się swoim dwóm największym pasjom, czego pierwszym efektem było W Patagonii – debiutancka powieść wydana w 1977 roku. Od tamtego czasu Chatwin napisał jeszcze 5 książek, które odniosły mniejszy bądź większy sukces artystyczny (Na czarnym wzgórzu uhonorowane zostało James Tait Black Memorial Prize – najstarszą nagrodą literacką Wielkiej Brytanii). Wszystkie przetłumaczone zostały na język polski. Pisarz zmarł w wieku zaledwie 49 lat po długiej, okupionej wielkim cierpieniem walce z AIDS.

Nawet tak krótki, pobieżny życiorys Chatwina pozwala zrozumieć, dlaczego swój najnowszy dokument Herzog poświęcił właśnie jemu. Brytyjczyk niemalże idealnie wpisuje się w typ bohatera „herzogowskiego”: człowieka owładniętego pasją, odrzucającego akademickie wywody, spełniającego marzenia kosztem codziennego, ustatkowanego życia.

Jest jeszcze jeden ważny powód – prywatnie Chatwin był bliskim przyjacielem Herzoga. Choć panowie nie mogli spotykać się regularnie (nomadzki tryb życia skutecznie im to uniemożliwiał), to i tak nawiązała się między nimi nić porozumienia. Pierwszy raz zetknęli się ze sobą w 1983 roku w Australii – Herzog pracował wówczas nad filmem Tam, gdzie śnią zielone mrówki, a Chatwin przygotowywał się do napisania Pieśni stworzenia. „Pamiętam jego głos, kiedy spotkaliśmy się w Melbourne. Już na samym lotnisku zaczęliśmy opowiadać sobie historie. Zamieniło się to w maraton, dosłowny maraton dwóch dni i dwóch nocy. Oczywiście spaliśmy pomiędzy – pięć, sześć godzin. Kiedy jednak spotykaliśmy się na śniadaniu, on kontynuował, ja kontynuowałem” – wspomina, z wyraźnym entuzjazmem na twarzy, niemiecki reżyser.

Ze względu na przyjaźń z Chatwinem Nomada jest jednym z najbardziej osobistych dokumentów w dorobku Herzoga. Podkreślone zostaje to przede wszystkim w warstwie wizualnej, którą Niemiec uzupełnia krótkimi fragmentami swoich poprzednich filmów. Każdy audiowizualny cytat jest w jakiś sposób związany z Chatwinem. I tak: Znaki życia są jednym z jego ulubionych filmów, Cobra Verde jest adaptacją jego powieści (Wicekról Ouidah), Woodabe, pasterze słońca jest ostatnim filmem, jaki Brytyjczyk widział przed zapadnięciem w ostatnią śpiączkę, a w Krzyku kamienia Herzog, w ramach oddania hołdu zmarłemu przyjacielowi, jednym z najważniejszych rekwizytów uczynił chatwinowski plecak. W ten sposób Nomada, będąc dokumentem poświęconym konkretnej osobie, staje się w pewnym sensie podsumowaniem twórczości samego, wkraczającego powoli w okres rozliczeniowy, 78-letniego reżysera.

Niemiec dba przy tym, aby w centrum zawsze znajdował się Chatwin. Wymowna jest scena, w której przewodnik górski zaczyna rozwodzić się nad tym, jak wielkim zaszczytem jest dla niego wizyta Herzoga. Reżyser hamuje jego entuzjazm, mówiąc: „Tak, tak, ale to nie ja jestem protagonistą. Protagonistą jest Bruce Chatwin”. Każda wizyta, każda rozmowa, każde odwiedzone przez ekipę filmową miejsce (od Wielkiej Brytanii, przez Australię, aż po Chile) jest w jakimś stopniu powiązane z postacią brytyjskiego pisarza – dowód na to, że Herzog, jeżeli tylko chce, potrafi być szalenie konsekwentny.

Przeglądając jakiś czas temu domową biblioteczkę babci i dziadka (dwojga zapalonych podróżników), natrafiłem na Wicekróla Ouidah. I chociaż powieść Chatwina nie przypadła mi do gustu (być może to kwestia polskiego tłumaczenia?), to dokument Herzoga utwierdził mnie w przekonaniu, że Brytyjczyk był osobą niezwykłą, potrafiącą w ciągu niecałych pięćdziesięciu lat życia zobaczyć i doświadczyć rzeczy, o których większość z nas, pomimo dodatkowych dwudziestu/trzydziestu lat na Ziemi, może tylko pomarzyć.

Janek Brzozowski

Janek Brzozowski

Student poznańskiego filmoznawstwa. Licencjat poświęcił "Pogardzie" Godarda, "Nocy amerykańskiej" Truffaut oraz skomplikowanej relacji, łączącej obu twórców. Permanentnie niewyspany, bo nocami chłonie na zmianę westerny i kino nowej przygody. Wielki fan umiejętności aktorskich Jamesa Deana i Jimmy'ego Stewarta oraz urody Ryana Goslinga i Elle Fanning. Poza dziesiątą muzą interesuje go również literatura amerykańska oraz francuska, a także piłka nożna (od 2006 roku jest oddanym kibicem FC Barcelony). Laureat 13. edycji konkursu "Krytyk Pisze". Żałuje w życiu tylko jednego: że nie jest kimś innym. E-mail kontaktowy: jan.brzozowski@protonmail.com

zobacz inne artykuły autora >>>

REKLAMA