Recenzje

HI WAY (2006)

Autor: Rafał Donica
opublikowano

Podobno „Hi Way” to film, który należy obejrzeć 2 do 3 razy. Jest jednak mały problem, gdyż ciężko jest przebrnąć… już przez pierwszy seans. Ale wszystko po kolei. Jacek Borusiński i Dariusz Basiński, lepiej znani jako „Mumio”, to artyści nieprzeciętni. Opierając się przeważnie na humorze abstrakcyjnym, tworzą prześmieszne skecze, w których z kamiennymi twarzami wygłaszają najbardziej irracjonalne dialogi, jakie ostatnio widziała polska scena kabaretowa. Każdy, kto interesuje się choć trochę karierą Mumio, widział takie skecze-perełki jak „Zwyczaje”, „Ser Euchenio”, czy też absolutnie genialną i ‚zwariowaną do szaleństwa’ piosenkę „Krowa łakomczucha” (śpiew – Dariusz Basiński). Jeśli jednak trzeba byłoby wybrać ten jeden ‚best of the best’ spośród skeczy Mumio, to bez wątpienia należałoby wskazać kultowy już „Wykład o chodzeniu z dziewczyną” w wykonaniu Dariusza Basińskiego. Ciężko zapomnieć łódki strugane naprędce, ciasta kruche i niekruche, grupę młodych pancerników czy stado dorosłych fok, nawiedzających przyjęcie na przystanku autobusowym, który to był przestrzenią ni to otwartą, ni zamknięta. Poziom absurdu w ostatnich minutach „Wykładu o chodzeniu z dziewczyną” był tak wysoki, że nie pozostawało nic innego, jak dać się ponieść temu zakręconemu klimatowi i pokładać ze śmiechu. Jednak to, z czego Mumio jest najbardziej znany, to nie występy kabaretowe, a reklamy PLUS GSM, z „kopytkiem” na czele, które to reklamy rozsławiły Panów Borusińskiego i Basińskiego na całą Polskę. I tak oto, niesiony na fali sławy Mumio, postanowił kuć żelazo póki gorące i nakręcić film fabularny. Reżyserią i scenariuszem zajął się Jacek Borusiński i choć obydwu Panów z Mumio w „Hi Way” oglądamy, proszą, aby nie łączyć ich scenicznego emploi z filmem. Może i lepiej…

Widzowie nieobciążeni znajomością wyczynów Mumio, mogli zaś spojrzeć na Hi Way z zupełnie innej strony, bez porównań do wystąpień scenicznych obu panów.

…bo choć wszystko wskazywało na to, że genialni kabareciarze nakręcą zabawne, pasjonujące kino drogi usiane dziesiątkami znakomitych tekstów… coś nie wyszło. Co? W zasadzie nie wiadomo do końca – jak mawiał Basiński podczas wykładu o chodzeniu z dziewczyną. Niby absurd jest, niby kamienne twarze Mumio są, i tekstów śmiesznych też jest sporo. Są tu echa „Latającego cyrku Monty Pythona”, są nawiązania do „Rejsu” (w zasadzie cała końcowa część filmu, w piwnicy głównego bohatera), są też zapożyczenia z „Dziewczyn do wzięcia” (cała nowela w parku). Jest trochę przyjemnej muzyczki, która niestety chwilami zdaje się być nieco zbyt nudna i smutna jak na komedię. W „Rejsie” Piwowskiego również w podkładzie leciała smętna melodia, a mimo to film stał się kultowy, co niestety raczej nie uda się filmowi „Hi Way”. Grzechem jednak największym reżysera Borusińskiego jest decyzja o tym, że 90% dialogów należeć będzie do Borusińskiego – aktora. Zatem Dariusz Basiński, który odpowiedzialny był w zasadzie za wykonanie wszystkich najlepszych skeczy w historii Mumio, tu został zepchnięty gdzieś na drugi plan, odzywając się niezwykle rzadko. Dopiero w noweli „Jedzer” gra pierwsze skrzypce, ale średnio śmieszne opychanie się jedzeniem to raczej dyshonor dla człowieka, którego pamiętamy jako wulkan energii z „Wykładu o chodzeniu z dziewczyną”. Kolejną wadą „Hi Way” jest zbytnie rozwlekanie niektórych scen. Najlepszy (czy raczej najgorszy) przykład, to początkowy wywiad, gdzie monolog Pana Andrzeja jest przedłużany bez końca tylko po to, by nagle pokazać, że w kamerze zgubiła się ostrość, albo padł dźwięk. Za długo panowie, za długo – przeciągnięty żart miast śmieszyć, usypia, nuży i irytuje. Miał z pewnością ten film potencjał, miał zadatki na dzieło kultowe, godne postawienia na półce obok „Rejsu”. Scena w której pewien dziadek, pośród absolutnej ciszy na zebraniu mówi nagle: „Przepraszam, że wejdę w słowo” – jest doprawdy udanym mrugnięciem oka w kierunku kultowego filmu Piwowskiego. Ale mimo umieszczenia w „Hi Way” wszystkich potrzebnych składników, całość jest naprawdę ciężkostrawna. Nazbyt ospała, co stwierdzają nawet wielbiciele Mumio, zapewne i tak patrzący na film bardziej przychylnym okiem niż zwykli widzowie. Z drugiej strony fani Mumio spodziewali się eksplozji śmiechu, a dostali nudną montażówkę średnio śmiesznych tekstów. Widzowie nieobciążeni znajomością wyczynów Mumio, mogli zaś spojrzeć na „Hi Way” z zupełnie innej strony, bez porównań do wystąpień scenicznych obu panów.

Jak się jednak okazuje, film jest dla obydwu grup widzów zupełnym bełkotem, pozbawionym spójnej fabuły, początku, środka i końca. Bo jest „Hi Way” zlepkiem scenek rodzajowych, które pod koniec próbują układać się w coś w rodzaju wędrówki po życiu głównego bohatera. I tak jest on najpierw reżyserem robiącym wywiad z Andrzejem – bogatym biznesmenem. Później nasz bohater jest bogaczem, goszczącym w swoim pałacu Andrzeja, który patrząc na przepych w domu gospodarza, rozpacza: „Przy Tobie jestem nikim”. W kolejnych epizodach widzimy głównego bohatera jako dziecko (wciąż gra go Jacek Borusiński), kołysane do snu przez upierdliwą matkę i przywoływane do porządku przez ojca, granego przez dziecko. Jest też kilka epizodów niezwiązanych z naszym bohaterem, a będących jego pomysłami na filmy: końskie zaloty w parku i detektywistyczne dochodzenie w Wesołym miasteczku, gdzie przestępcę widział tylko jeden człowiek, na dodatek w lustrze, oraz epizod z dziadkami-internautami, robiącymi do netu spoko wrzuty ;). I tak brniemy przez te wszystkie kawałki, z których poskładany jest „Hi Way”, ale jakoś nic z tego nie wynika, bo ani akcja nie posuwa się naprzód, ani poszczególne epizody nie bawią na tyle, żeby wybaczyć im grzech niespójności z resztą filmu. A już wątek z bramą wysadzaną w powietrze za pomocą pilota jest zupełnie niezrozumiały, choć aspirować miał z pewnością do klimatycznego, onirycznego podsumowania całej opowieści. Cóż, za mało w tym filmie z Mumio, za mało humoru, za nudno. Zbyt dramatycznie i smutno jak na komedię, nazbyt absurdalnie jak na dramat. Czym więc jest „Hi Way”? Niestety niewypałem. Nieudaną próbą przeniesienia kabaretu do fabuły. Bo choć Mumio na scenie czuje się jak ryba w wodzie, to w przypadku filmu, obserwujemy rybę wyrzuconą na brzeg, która szamota się szukając wyjścia z niezbyt komfortowej sytuacji.

Tekst z archiwum film.org.pl

Ostatnio dodane