Connect with us

Recenzje

DANNY BOYLE I JEGO FILMY – 127 godzin (2010)

„DANNY BOYLE I JEGO FILMY – 127 GODZIN” to dynamiczny dramat o przetrwaniu, w którym samotność staje się kluczem do emocjonalnej głębi.

Published

on

DANNY BOYLE I JEGO FILMY - 127 godzin (2010)

Filip Jalowski

Advertisement

127 godzin to ciekawy punkt w filmografii Boyle’a. Przed jego premierą wszystkie sukcesy reżysera opierały się na filmach operujących szybkim montażem, niespokojnym rytmem, ruchem wewnątrz kadru. Jego kinowe historie opowiadały zazwyczaj o grupach ludzi i relacjach pomiędzy nimi. 127 godzin to całkowite przeciwieństwo. Jeden bohater uwięziony w skalnej rozpadlinie, a więc brak możliwości ruchu, konieczność tkwienia w jednym miejscu. Całkowicie nowe doświadczenie dla brytyjskiego reżysera i, trzeba zaznaczyć to od razu, doświadczenie bardzo udane.

Ten typ kina wymaga od reżysera i scenarzystów ogromnej precyzji. Dzisiejsze czasy zdecydowanie nie sprzyjają długim ujęciom oraz milczeniu. Widzowie wymagają zazwyczaj ciągłego ruchu, nieustającej akcji. Boyle doskonale zdaje sobie z tego sprawę. Jego 127 godzin, mimo pozornego tkwienia w martwym punkcie, jest filmem niezwykle dynamicznym, trzymającym w napięciu. Dzięki utrzymaniu odpowiedniego rytmu opowieści oraz bardzo dobrej roli Jamesa Franco, Boyle jest w stanie utrzymać uwagę widza niezależnie od tego, że jego bohater nie rusza się z miejsca, tkwiąc samotnie gdzieś pośrodku niczego. Kolejny dowód na to, że Brytyjczyk wie, jak robić filmy. 7/10

Advertisement

127-3

Maciej Niedźwiedzki

127 godzin to po pierwsze reżyserska wizytówka Danny’ego Boyle’a, po drugie aktorski popis Jamesa Franco. Ciągłe zmiany perspektyw, dynamiczny montaż wewnątrzkadrowy, daleko idąca estetyzacja przestrzeni i kreatywne wykorzystanie, często agresywnego, koloru to znaki rozpoznawcze kina Boyle’a końca pierwszej dekady XXI wieku. W 127 godzinach Boyle jawi się jako radykalny konceptualista obdarzony ponadprzeciętnym warsztatem. Najważniejsza jest forma: w niej uwięziony jest główny bohater, to nią reżyser chce osaczyć swojego widza.

Advertisement

To głównie strona wizualna filmu ma dostarczać kinomanom przeżyć, to ona jest nośnikiem treści. Boyle’owi chodzi przede wszystkim o obraz i formalną ekspresję. Na tym polu 127 godzin jest niewątpliwym osiągnięciem i filmem jedynym w swoim rodzaju. 8/10

127-2

Krzysztof Walecki

Advertisement

Po gigantycznym sukcesie Slumdoga, Boyle postanowił nakręcić coś nie mniej ambitnego, lecz mniejszego. Autentyczna historia Arona Ralstona (rola życia Jamesa Franco), który podczas wycieczki rowerowej zaklinował się w szczelinie kanionu w Utah i przez następne 127 godzin próbował uwolnić się z pułapki, wydawała się dziwnie przyziemna jak na reżysera Trainspotting. Ale nawet tak klaustrofobiczny projekt nie był w stanie powstrzymać Boyle’a przed szaleńczym wykorzystaniem zdjęć, montażu, a nawet dźwięku (widok przecinania nerwów jeszcze nigdy nie był tak bolesny dla.

.. uszu). I nagle ta mała historia, z praktycznie tylko jednym bohaterem przez większą część filmu, urosła do rozmiarów szarpiącego nerwy widowiska. Angielski twórca wędruje przez pamięć i wyobraźnię Ralstona, koncentrując się na jego zmysłach, raz wyostrzonych, raz otępiałych, każąc nam przeżywać ten sam ból, zmęczenie, strach i zwątpienie co on. Ale przede wszystkim utrzymującą go przy życiu nadzieję.

Advertisement

Reżyser wycisnął z materiału ostatnie soki, ale to nie wystarczyło, aby powtórzyć sukces swojego poprzedniego filmu. Sześć nominacji do Oskara nie zamieniło się w ani jedną statuetkę, choć filmografia Boyle’a wzbogaciła się o jeszcze jeden pamiętny zastrzyk adrenaliny. 8/10

korekta: Kornelia Farynowska

Advertisement

film.org.pl - strona dla pasjonatów kina tworzona z miłości do filmu. Recenzje, artykuły, zestawienia, rankingi, felietony, biografie, newsy. Kino klasy Z, lata osiemdziesiąte, VHS, efekty specjalne, klasyki i seriale.

Advertisement
Kliknij, żeby skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *