Connect with us

Recenzje

AMATOR. Mistrzowski film Krzysztofa Kieślowskiego

Do tej pory nie ma i nie było w całej dekadzie lat 70. XX wieku filmu, który w sposób tak niezwykle konsekwentny i wyrazisty sportretowałby naszą rzeczywistość.

Published

on

Autorem recenzji jest Piotr Berndt.

Advertisement

Tak zwany prosty człowiek jest postacią niezwykle ważną dla właściwego odczytania głównych idei „kina moralnego niepokoju”. Z głębszego znaczenia stałej obecności takich bohaterów na ekranie zdawali sobie doskonale sprawę między innymi Feliks Falk, Edward Żebrowski, Andrzej Wajda, Stanisław Różewicz, Marcel Łoziński, Grzegorz Królikiewicz, Krzysztof Zanussi, Agnieszka Holland, Wojciech Marczewski oraz Janusz Kijowski.

Dla Krzysztofa Kieślowskiego stanowił on coś więcej – pryncypium reżyserskiej wizji, sprawdzone, niezawodne medium tego co najważniejsze, i zarazem prawdziwą artystyczną obsesję.

Advertisement

Potrafił precyzyjnie dokumentować Polskę, odzwierciedlać życie zwykłych ludzi. Jego filmy bywają wzorem nie tylko dla poczynań filmowców. Analizuje się je, omawia, komentuje. Dzisiaj Kieślowski jest klasykiem, ikoną polskiego oraz europejskiego kina.

Nowy dla polskich realiów sposób prezentacji odzwierciedla ożywczą atmosferę tamtych lat. Było to wyraźnie widać w polskim kinie, gdzie dotychczasowy prosty człowiek był przeciwieństwem artysty wraz z jego dylematami, indywidualizmem, odmienną perspektywą widzenia świata oraz oddaleniem od rzeczywistości. Co jednak nastąpi, gdy pewnego dnia on sam stanie się kimś takim, gdy przyjmie na siebie ciężar bycia kreatorem tej rzeczywistości, przyjmie jego zadania, rolę, jego sposób myślenia i odczuwania? Temat wart jest filmu. Filmowy amator z podkrakowskiego miasteczka nie będzie nigdy Godardem czy Bergmanem, lecz któregoś dnia może odkryć i osobiście doświadczyć, jak wielka odpowiedzialność spoczywa na człowieku z kamerą jako twórcy obrazów.

Advertisement

Twórczość Kieślowskiego, a także jego osobowość zaspokajały głód istniejący w kinie od dawna.

Na początku opowieści wygląda to tak: w dość przypadkowych okolicznościach szeregowy pracownik fabryki Filip Mosz, pracujący na stanowisku zaopatrzeniowca, posiadacz kamery „Krasnojarsk”, otrzymuje od dyrektora zakładu propozycje sfilmowania zakładowych uroczystości jubileuszowych. Dalekie to jednak od jakiegokolwiek „artyzmu”. Rzecz jednak w tym, że bohaterowi Amatora rola kronikarza filmowego już nie wystarcza. Zaczyna pociągać go coś ekscytującego i dotychczas nieznanego. Filmowanie zaczyna wyzwalać w nim innego człowieka. Kamera odkrywa przed nim nieprzeczuwaną dotąd możliwość samorealizacji – otwiera przed nim nowy świat, któremu nie kto inny, lecz on sam nadaje indywidualną formę.

Advertisement

W ówczesnym okresie artystyczną obsesją Krzysztofa Kieślowskiego była pieczołowita troska o autentyczny w każdym szczególe obraz rzeczywistości jako swoistej gwarancji prawdziwości tego wszystkiego, co pojawia się na ekranie – traktuje kamerę jako wymowne tło wewnętrznych przeżyć bohatera. Pod tym względem zarówno Kieślowski – dokumentalista, jak i Kieślowski – fabularzysta nie miał sobie równych w polskim kinie. Doświadczenie z Jerzym Stuhrem nauczyło go, że wybitni aktorzy mogą nadać granym przez siebie postaciom – i całemu filmowi – dodatkowy wymiar.

Istnieje na ten temat wiele anegdot, wszystkie jednak mówią w gruncie rzeczy o jednym: portretując człowieka i ukazując otaczającą go rzeczywistość, był upartym perfekcjonistą, dla którego liczyła się tylko absolutnie niekwestionowana prawda – sytuacje, kostiumy, rekwizyty, zachowania, gesty. Kieślowski charakteryzuje miejsca, w których bohaterowie spełniają ważną funkcję dramaturgiczną. Twórca przywracał kinu często zapomniane poczucie tragizmu losu ludzkiego, któremu należy stawić czoła.

Advertisement

Mamy więc do czynienia z realistycznym ukazaniem ówczesnej rzeczywistości. Tak było we wcześniejszych filmach Kieślowskiego: Spokoju, Pierwszej miłości, Personelu, Szpitalu, Bliźnie i Przejściu podziemnym. Z tej obsesyjnej potrzeby, w sensie konsekwencji w swych artystycznych i etycznych dążeniach, zrodził się bohater Amatora – Filip Mosz – zwykły obywatel PRL-u, mieszkający w prowincjonalnym mieście średniej wielkości, w swojej zasadniczej warstwie społecznej jest uosobieniem szarej przeciętności.

Pewnego dnia tytułowy bohater budzi się z wieloletniego letargu i odkrywa własną nieprzeciętność i autentyczne wartości. Filmowiec Mosz zaczyna egzystować w szerszym niż dotąd wymiarze. Czuje się potrzebny i ważny dla innych, odpowiedzialny za to co robi. Od momentu, kiedy bierze kamerę do ręki – traci anonimowość, stara się o poznanie prawdy, staje się kimś, stopniowo zyskuje indywidualne rysy.

Advertisement

Obraz filmu staje się pochodną indywidualnego wyboru oraz panoramą duchowości. Świat wartości jest tylko punktem wyjścia, a nie finałem poszukiwań. Jest zarazem realny i integralny, autonomiczny w granicach ludzkiego wnętrza, sumienia, duszy. Każdy los – daje do zrozumienia reżyser – okazuje się pasjonujący, jest czymś oszałamiającym i skłaniającym do podziwu, jeśli tylko mu się uważnie przyjrzeć.

Wyzwoleniem filmowca Filipa Mosza jest najpierw wyjście poza ciasne granice codziennego rytuału spokojnej, tuzinkowej egzystencji – praca, dom, rodzina. Filmowanie wszystkiego, co widać dookoła, staje się dla niego formą uniwersalnej komunikacji i coraz bardziej świadomego opisu otaczającej go rzeczywistości. Poznaje wagę odpowiedzialności, granice wolności twórczej. Stąd tylko niewielki krok do twórczego działania. Później kolejne stadia i momenty zwrotne w jego życiu –niezależna decyzja, konflikt z dyrektorem, kłótnie rodzinne, protest i uparte trwanie przy swoim. Wreszcie walka o to, aby na przekór najrozmaitszym przeciwnościom zachować wierność samemu sobie.

Advertisement

W sensie duchowym Filip Mosz rodzi się jakby na nowo. Z tego schematu pochodzi punkt wyjścia fabuły – na naszych oczach dojrzewa on do sytuacji i do realiów, w których żyje. Na pozór nijaki i nieciekawy, okazuje się człowiekiem niezmiernie wartościowym: na wskroś uczciwym, wrażliwym na ludzką krzywdę i niesprawiedliwość, w pełni autentycznym i – w komplikujących się coraz bardziej sytuacjach i zależnościach – zdolnym nie tylko do śmiałej, szczerej i bezkompromisowej obrony własnych poglądów, lecz również do niełatwego, wynikającego z wahań i rozterek kompromisu, a nawet świadomej rezygnacji z czegoś, na czym skądinąd bardzo mu zależało. Subiektywna kamera pozwala widzowi wcielać się w jego postać.

Zmienił się nie tylko ekranowy Filip Mosz. Film stał się również punktem zwrotnym dla Krzysztofa Kieślowskiego. Na kilka miesięcy przed ukończeniem Amatora twórca filmu w rozmowie z Hanną Krall zatytułowanej „Zrobiłem i mam”, na pytanie „To po co pan robi filmy?” odpowiedział:

Advertisement

Żeby zarejestrować. Jestem bardzo związany z realną rzeczywistością, bo to, co istnieje, jest mądrzejsze i bogatsze od moich wizji i ode mnie samego, i rejestrowanie tego istnienia wystarcza mi całkowicie.

Finał dzieła, którego reżyser długo poszukiwał, i z którym nieustępliwie się mocował, wskazuje jednak na coś zupełnie innego. Kieślowski potrafił użyć niezwykle wyrazistego skrótu już w filmie Spokój, jak pędzące konie, by nadać obrazom – już nazbyt obciążonym – wstrząsający wymiar.

Ostatnią scenę Amatora cechuje zaskakująca, wyraźnie odbiegająca od dotychczasowej formuły „kina moralnego niepokoju” wieloznaczność. Pojawienie się tego obrazu przedstawia psychologiczną głębię niedomówień. Dotychczas żaden film z tego nurtu nie kończył się z taką siłą sugestii, w sposób tak otwarty. Sens tej sceny polega między innymi na tym, że bohater kieruje kamerę na siebie, zaczyna opowiadać historię swojego życia. Takie założenie pozwala na symboliczną interpretację zaproponowanej przez reżysera koncepcji – jest pochwałą ludzkiej pasji.

Advertisement

https://www.youtube.com/watch?v=9zvDIV_DLFc

Do tej pory nie ma i nie było w całej dekadzie lat 70. XX wieku filmu, który w sposób tak niezwykle konsekwentny i wyrazisty sportretowałby naszą rzeczywistość, obnażając ją z w sposób niezwykle skrupulatny, w każdym szczególe. Mistrzostwo, jakie zyskał na tym polu Krzysztof Kieślowski, osiągnęło w tym momencie apogeum i kres zarazem. Reżyser daje nam znać o sobie coś radykalnie odmiennego – koniec polityki, koniec doraźnej interwencji. Kieślowski podkreśla codzienny mozolny trud, wiarę w zwycięstwo dobra nad złem.

Advertisement

Świat bowiem nie kończy się na tym, co zawierają w sobie ciasne ramy PRL-owskiego uniwersum. Należy szukać nie wszerz, lecz w głąb. Nasze życie jest znacznie pełniejsze i o wiele bogatsze niż przyziemne zachcianki i okoliczności, w których przyszło nam żyć. Trzeba odkryć inny wymiar naszej egzystencji – odkryć go w sobie. Należy spojrzeć z perspektywy szerszej niż jakikolwiek światopogląd, wykluczając wszystko to, co przeszkadza nam żyć pełnią naszego własnego istnienia.

christopher nolan 

 

daredevil odrodzenie 

 Lucy Liu nie żałuje słów krytyki w stronę Billa Murraya. "Musisz się chronić"

Advertisement
Advertisement
Kliknij, żeby skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *