Recenzje

9. AFF: ASSASSINATION NATION. Boże, chroń Amerykę

"Assassination Nation" proponuje błyskotliwą satyrę na mechanizmy funkcjonowania opinii publicznej i instynkty rządzące społeczeństwem.

Autor: Tomasz Raczkowski
opublikowano

Ameryka straciła rozum. A przynajmniej straciło go Salem, niewielkie miasteczko schludnych domów i zielonych trawników, jak w soczewce skupiające kotłujące się we współczesnych Stanach Zjednoczonych zjawiska i nastroje. Nazwa miasteczka, w którym rozgrywa się akcja Assassination Nation, nie jest przypadkowa. Film Sama Levinsona zabiera nas bowiem na niebezpieczną jazdę bez trzymanki w samo serce epidemii strachu i morderczego szału. I choć akcja rozgrywa się współcześnie, stosy znów zapłoną w imię społecznego ładu i arbitralnie rozumianej sprawiedliwości. Zapłoną też zresztą zmysły widzów oglądających ten agresywny i nietuzinkowy film.

Fabułę śledzimy za pośrednictwem Lily, głównej bohaterki i narratorki zarazem. Subiektywna perspektywa nastolatki daje widzom błyskawiczny wgląd w dynamikę relacji społecznych miasteczka Salem, zapośredniczoną przez wszechobecne media społecznościowe, oraz umożliwia Levinsonowi ekstrawaganckie łamanie konwencji przez nielinearne przeskoki, swobodne operowanie komentarzem z offu czy wplatanie w tkankę filmu nowych technologii, takich jak Messenger czy WhatsApp. Dzięki temu powstaje swobodny kolaż, mający oddawać poszatkowanie i wielowarstwowość komunikacji niewielkiej społeczności, służącej twórcom jako reprezentacja całości (lub przynajmniej przeważającej większości) amerykańskiego społeczeństwa.

Film Levinsona to przede wszystkim groteskowa, szalona opowieść o nakręcaniu paranoidalnej spirali przemocy, nieufności i nienawiści, hipokryzji i bigoterii amerykańskiego społeczeństwa, gotowego w mgnieniu oka popaść w destrukcyjny szał, który raz uwolniony, może obrać dowolny w zasadzie kierunek. Wystarczy iskra, która rozpali skrajne emocje i popchnie ludzi do spontanicznego polowania na czarownice i pospiesznego budowania stosów. W przedstawionym w filmie przypadku iskrą tą jest seria hakerskich ataków, na skutek których ujawnione zostają kompromitujące materiały dotyczące burmistrza, a po nim kolejnych członków lokalnej społeczności. Gwałtownie ujawnione sekrety, takie jak rozbierane zdjęcia, intymne wiadomości czy historia internetowych wyszukiwań, wywołują ogólne zgorszenie i gniew, z czasem przeradzające się w paranoiczny strach i panikę. W centrum całego zamieszania znajdzie się Lily i jej trzy przyjaciółki, przeciw którym zwróci się w pewnym momencie ostrze chaotycznej rewolucji.

Assassination Nation proponuje błyskotliwą satyrę na mechanizmy funkcjonowania opinii publicznej i instynkty rządzące idyllicznym społeczeństwem śniącym amerykański sen. Levinson w brawurowy sposób połączył problematykę nowych technologii i cyberterroryzmu, nierówności płciowej, psychologii tłumu i osaczenia przez informacje. W świecie, w którym nie ma prywatności i ataku można spodziewać się w każdej chwili i z każdej strony, bezpieczeństwo czy spokój są tylko pozorne, a wszyscy zdają się tylko czekać, aż będzie można dokonać linczu. Postawienie w centrum fabuły czterech nastolatek na różne sposoby wykluczanych i poddawanych społecznej presji nadaje filmowi wyraźnie feministycznego wydźwięku, przynosząc zniuansowaną perspektywę na pozycję kobiet w społeczeństwie. Schwytane w pułapkę genderowych wzorców, cielesności i młodzieńczego buntu Lily, Bex, Sarah i Em stają się współczesnymi czarownicami, dla których ciało i seksualność są zarówno kanałem opresji, jak i przestrzenią emancypacji. Ów paradoks nie odbiera wagi żadnej z tych płaszczyzn, ale wzmaga wrażenie osaczenia i chaosu tożsamości, w którym łatwo się zagubić. Bohaterki Assassination Nation przyjmują więc kulturową rolę wiedźm zagrażających ładowi, a ekranowe Salem dorasta z kolei do historycznej tradycji swej nazwy, stając się areną absurdalnego spektaklu uprzedzeń i zbiorowej paranoi.

Poruszając całkiem poważnie tak wiele ważnych i trudnych wątków, Assassination Nation nie idzie jednak w stronę kinowej publicystyki czy ciężkiego dramatu. Zamiast tego polityczno-społeczny ciężar filmu jest rozsadzany przez ekspresyjność formy i głęboko samoświadomą ironię wobec przedstawianej historii i obrazów. Dzięki temu twórcy zachowują krytyczny dystans do poruszanych kwestii, a feministyczne czy antyksenofobiczne wątki są zaprezentowane bardzo inteligentnie, bez popadania w skrajności czy wygodne schematy. Assassination Nation to brawurowy odjazd, zapierający dech w piersi zmieniającą się dynamiką, sugestywnością pojawiających się motywów oraz licznymi przełamaniami narracji. Żonglując tropami i konwencjami, Levinson tworzy wybuchową mieszankę komedii, brutalnego thrillera, dramatu oraz kampowego revenge movie. O tożsamości stylistycznej filmu stanowi przede wszystkim nieustanny ruch szybko montowanych i płynnie między sobą przechodzących sekwencji oraz przeszywające basy ścieżki dźwiękowej, nadające całości transowego pędu. Jest to pierwszorzędne zmysłowe doznanie, nieprzesłaniające jednak napędzającej je, całkiem poważnej krytyki społecznej.

Polityczno-społeczny ciężar filmu jest rozsadzany przez ekspresyjność formy i ironię

Wizja przedstawiona w Assassination Nation jest porywająca i przerażająca zarazem. Twórcy celnie trafiają w czułe punkty współczesnego społeczeństwa, ze wszechobecnych i pozornie banalnych elementów rzeczywistości czyniąc pretekst do krwawej jatki, eksplozji zbiorowego okrucieństwa i konfliktu. Choć przejaskrawione, mechanizmy funkcjonowania absurdalnej fali nienawiści i agresji są niepokojąco prawdopodobne, a nawet znane z doświadczenia, przez co film ten robi tak duże wrażenie, igrając ze świadomością i poczuciem bezpieczeństwa widza przed ekranem. Tytułowy naród zabójców istnieje naprawdę, a film Levinsona jedynie hiperbolizuje autentyczne napięcia i patologie społeczne, sprawiające, że „współczesne Salem” jest bardzo realnym widmem.

Assassination Nation łączy to, co cechować powinno najlepszego rodzaju kino – zmysłową rozrywkę, opartą na biegłości technicznej i spektakularnej formie, oraz mocne, dające do myślenia treści przez nią przekazywane. Przyznać trzeba jednak, że końcówka może pozostawić niedosyt. Wkradło się do niej bowiem nieco za dużo banalnych akcentów pozbawionych ironicznego zacięcia, a scenariusz proponuje dość leniwe rozwiązanie głównej intrygi i zawiesza historię niejako w próżni. Można też narzekać na brak należytego zniuansowania charakterów przedstawianych postaci (może poza Lily, która zyskuje dość wielowymiarowy, choć nie do końca pogłębiony portret). Są to jednak zaledwie detale, które nie popsuły mi całościowego odbioru tego szalonego i błyskotliwego filmu. Niemal dwugodzinny seans jest porywający i właściwie nie pozwala na moment oddechu czy znużenia, tworząc dogodne środowisko dla trudnych i kąśliwych komentarzy na temat współczesnego USA.

Ostatnio dodane