search
REKLAMA
Informacja

Utwory Leonarda Cohena w filmach – wielka moc Hallelujah

Berenika Kochan

16 listopada 2016

leonard cohen
REKLAMA

7 listopada 2016 roku odszedł jeden z najbardziej charyzmatycznych, choć śpiewający spokojnym, niskim głosem, jak gdyby w ogóle wagi do występu swojego nie przykładając, jeden z najbardziej znanych światowych muzyków – Leonard Cohen. Dlaczego jego przeboje tak często pojawiają się w filmach?

Co ciekawe, Cohen kariery muzycznej nie miał w planach. Po studiach skupił się na literaturze: wydał tomiki poezji i dwie powieści, a śpiewać zaczął… gdy nie mógł wyżyć z pisania. Dziś jego hity goszczą również na wielkim ekranie. Oto utwory i sceny filmowe, z którymi będą się kojarzyć na zawsze:

Hallelujah

To bodaj najczęściej eksploatowana piosenka kanadyjskiego artysty. Nie ma tasiemcowego serialu, przez który by się nie przewinęła, w oryginale i w innych wykonaniach – pojawiła się m.in. w EastEnders, Ostrym dyżurze, CSI: Kryminalnych zagadkach Nowego JorkuŻyciu na fali, Weronice Mars, Doktorze Housie czy Słowie na L. Podkreślała romantyczny, melancholijny nastrój w niezliczonej ilości filmów. Sceny miłosnej zgryzoty Shreka i Fiony, Osła i Smoczycy już zawsze będą kojarzyć się z tym utworem. Co ciekawe, popularność zyskała w momencie, gdy jej covery zaczęli nagrywać inni artyści (do tej pory Hallelujah pojawiło się na albumach ok. 240 z nich) – dlatego w wykonaniu Cohena w filmach spotyka się ją niezwykle rzadko.

Oto fragment z Watchmen: Strażników, w którym miłosnym uniesieniom Silk Spectre II i Nite Owl (w rolach bohaterów odpowiednio Malin Akerman i Patrick Wilson) towarzyszy wyśpiewana chropowatym głosem piosenka. Najlepiej brzmi w oryginale?

https://www.youtube.com/watch?v=OhT5pHmBBuU

Suzanne

I mimo że Hallelujah to największy filmowy hit, to właśnie Suzanne na świat ruchomych obrazów miała największy wpływ. Pół-szalona Suzanne (ale właśnie dlatego chcesz tam [przy niej – BK] być, jak śpiewał Cohen), osadzona w nadmorskim, romantycznym krajobrazie, stała się inspiracją dla twórców The Second Coming of Suzanne. To surrealistyczne, niezbyt przychylnie ocenione przez krytyków (i jedyne) dzieło Michaela Barry’ego opowiada historię filmowca owładniętego ideą Jezusa Chrystusa w postaci kobiety. Główny bohater próbuje zrealizować film przy pomocy eterycznej Suzanne. The Second Coming of Suzanne zaczyna się sekwencją, której towarzyszy wykorzystany w całości utwór.

https://www.youtube.com/watch?v=fA-onVKah60

Po dziś dzień Suzanne (choć nie tylko w wykonaniu Cohena) regularnie pojawia się w filmach – ostatnio w The Walk: Sięgając chmur, z Josephem Gordon-Levittem w roli artysty-akrobaty, który zapragnął przejść na linie, rozciągniętej między wieżowcami World Trade Center. Oglądając to mało wybitne, acz przyjemne dzieło Roberta Zemeckisa, na pierwsze takty: Suzanne takes you down to her place near the river, wspomnijmy mistrza.

Dance Me to the End of Love

Powstały w 1984 klasyk to jeden z najbardziej uniwersalnych utworów romantycznych. W filmach i serialach między parami tańczącymi do Dance Me to the End of Love zaczyna iskrzyć, zdarzają się pierwsze pocałunki i wyznania miłości… Inaczej w Rosewater – dramacie nakręconym przez Jona Stewarta (to jego jedyne reżyserskie dzieło, na co dzień Stewart zajmuje się produkcją popularnych telewizyjnych show) na podstawie książki Maziara Bahariego. W roli Bahariego, irańsko-kanadyjskiego dziennikarza, brutalnie przesłuchiwanego pod zarzutem szpiegostwa, występuje Gael Garcia Bernal.

I w ciasnej, prawie pustej celi, jak gdyby wzniósłszy się nad obecny, nędzny stan ciała, duszą zwrócony ku niebu, tańczy. Jak on szaleńczo tańczy. Ta scena nie bez powodu zyskała sobie status najlepszej w całym filmie (co świadczy też o filmie jako o całości).

https://www.youtube.com/watch?v=rFl7Aex-FN4

I’m Your Man

Wyśpiewane piaskowym głosem I’m Your Man przyprawiło o dreszcze niejednego słuchacza. Twórcy form kinowych i telewizyjnych doskonale zdają sobie z tego sprawę – ostatnio piosenka pojawiła się w Opiekunie (w rolach głównych Alex Huff, Donna Biscoe i Paul Rudd), a wcześniej w Zabójczych umysłach (podobnie jak kilka innych, mniej znanych utworów Cohena) czy Dzienniku intymnym włoskiego reżysera Nanni Morettiego.

Nie do zapomnienia jest jednak w ustach Ivana (oczywiście z głosem Cohena) w trzynastym odcinku pierwszego sezonu serialu o tematyce lesbijskiej, Słowie na L. Kit (Pam Grier, znana prócz tego z Coffy i Jackie Brown) chce i potrzebuje faceta, a Ivan (w tej roli Kelly Lynch, ostatnio w Kepler’s Dream, Seattle Road i Rock the Kasbah), mężczyzna transgenderowy, chce jej udowodnić, że biologia nie musi być przeszkodą dla ich związku.

I mimo że (a może: dlatego że) Leonard opuścił już ziemski padół, jego proste, silne utwory będą zyskiwać na wartości i przypominać o sobie na małych i dużych ekranach. A my będziemy je smakować jak dobre, im starsze, tym lepsze wino.

korekta: Kornelia Farynowska

REKLAMA