Seriale TV

OBSESJA EVE. SEZON DRUGI. Napięcie kosztem logiki

Autor: Kornelia Farynowska
opublikowano

RECENZJA ZAWIERA SPOILERY!

Kiedy rok temu rozpoczęła się emisja Obsesji Eve, recenzenci zgodnie ze swoim odwiecznym zwyczajem przesadzania obwołali produkcję mianem najlepszego serialu 2018 roku. I serialem, który trzeba znać, bo inaczej wstyd. Zachwyty były moim zdaniem mocno na wyrost – owszem, wciągał, owszem, oglądało się nieźle, ale to zdecydowanie kategoria luźnej, niezobowiązującej rozrywki, nie inteligentnego, emocjonującego thrillera.

I wszystko, co sprawiało, że ten pierwszy sezon budził moje zastrzeżenia, zostało wyolbrzymione w drugim. Scenarzyści zakręcili się wokół własnego ogona i nie wiedzieli, jak dalej poprowadzić akcję.

Można było się spodziewać, że Villanelle (Jodie Comer) będzie chciała się zemścić na Eve (Sandra Oh) – tymczasem od początku mówi, że się na nią nie gniewa, że wie, dlaczego to zrobiła. Bawi się z nią w kotka i myszkę, podrzucając jej szminkę czy pocztówkę, ale skoro wiemy, że tylko się droczy, to napięcie znika błyskawicznie. Zwłaszcza że łatwo w tym sezonie zapomnieć, jak wiele oryginalnych sposobów mordowania ludzi zna Villanelle i jak bardzo jest groźna – poprzednio potrafiła zabić wsuwką do włosów, tym razem najciekawszym narzędziem był nóż. Trudno się przejąć, jeżeli wiemy, że nie chce skrzywdzić Eve i do tego nie pokazuje pełni swoich morderczych możliwości.

Widać, że scenarzystom coraz trudniej wymyślić powody, by ciągnąć historię Villanelle i Eve tak, żeby miało to sens – i zaczynają chodzić w kółko. Eve nie może złapać Villanelle (co powinno być jej celem), a Villanelle nie może zabić Eve (co byłoby logiczne, skoro jest na jej tropie). Żeby utrudnić im to wszystko, w poprzednim sezonie wprowadzono tajemniczą organizację The Twelve, w tym sezonie głównym winowajcą jest MI6. Carolyn za plecami swojej pracownicy kombinuje, jak maksymalnie ją wykorzystać, a przy tym nie pozostawić żadnego śladu na piśmie. I MI6, i The Twelve urastają do rangi zmyślnej, niedającej się przechytrzyć lub pokonać agencji. Wszystko po to, żeby były zwroty akcji, żeby było napięcie, żeby wyścig Villanelle i Eve wciąż trwał. Nawet kosztem logiki.

O ile w poprzednim sezonie relacja między kobietami była dziwną, niezdrową fascynacją, o tyle teraz każda napotkana osoba pyta Eve i Villanelle, o co chodzi i czy są parą. Sprowadzanie wszystkiego do pociągu seksualnego budzi mój sprzeciw – przecież są inne metody opowiadania, inne, ciekawsze historie – i wolałam, kiedy chodziło o zagrożenie, niebezpieczeństwo, które intrygowało Eve, tak jak było poprzednio. Jednak teraz zabawa w przestępcę i policjanta zamieniła się w zabawę, kto kogo poderwie, w jaki sposób okaże zainteresowanie. Nie mam absolutnie nic przeciwko parom tej samej płci, jestem natomiast przeciwna zmianie thrillera w romans, a ku temu to zmierza.

Jakby tego było mało, finał drugiego sezonu był przeraźliwie wtórny. Nie wątpię, że chodziło o stworzenie klamry – Eve dźga Villanelle, Villanelle strzela do Eve – ale wypadło naprawdę blado. Bez Eve i Villanelle nie ma serialu, więc wiadomo, że Eve przeżyje, a co z tym idzie, widz ponownie nie ma się czym ekscytować. To sztuczne budowanie napięcia – już kiedyś zresztą o tym pisałam. Potem spod ziemi wyrośnie nagle Nico, Konstantin, Hugo albo gnany wyrzutami sumienia Kenny – i ocali Eve. Albo okaże się, że Eve tylko udawała. Albo to w ogóle nie ona, bo przecież nie widzimy dokładnie, kto tam leży. Albo coś równie absurdalnego, nic mnie nie zdziwi.

W jednym odcinku Villanelle mówi Eve: „Jesteś ciekawa tylko dzięki mnie”. I rzeczywiście tak jest. Villanelle mogła równie dobrze stwierdzić: „Serial jest ciekawy tylko dzięki mnie” i też miałaby rację. Do przesady zwolniono tempo akcji, której zwroty są teraz naprawdę przekombinowane i niewiarygodne, do tego porzucono sporo wątków (Gemma i Nico, jest tu kto?), największy nacisk kładąc na postać Villanelle. Nic dziwnego, bo Jodie Comer wypada genialnie w tej roli, jeszcze lepiej niż rok temu, ale jedna osoba długo całego serialu nie pociągnie. Liczę na to, że trzeci sezon będzie ostatnim – bo niewiele można jeszcze z Obsesji Eve wyciągnąć.

Ostatnio dodane