Seriale TV

LEPSZE ŻYCIE – SEZON TRZECI. Nikt tak pięknie nie mówił, że się (nie) boi przemijania

Autor: Marcin Kempisty
opublikowano

Codziennie widownia zalewana jest dziesiątkami seriali, a mimo to trudno odnaleźć produkcje, od których bije naturalność i szczerość. Często, niezależnie od kunsztu aktorskiego, ma się wrażenie, że wszystko jest nadmiernie wystudiowane i wycyzelowane, jak gdyby dodanie odrobiny życiowego brudu miało doprowadzić do niskiej oglądalności oraz zakończenia całego przedsięwzięcia. Na szczęście Pamela Adlon kompletnie się takimi sprawami nie przejmuje, dlatego też trzeci sezon jej serialu Lepsze życie ociera się momentami o wybitność.

To właśnie dzięki bezpruderyjności aktorka, scenarzystka i reżyserka bezpardonowo wprowadza na telewizyjne ekrany tematy, które do tej pory były silnie stabuizowane. Naturalnie nie wyważa otwartych drzwi, bo kwestie związane m.in. z miesiączką były podejmowane również w innych produkcjach, niemniej jednak Adlon sięga po te zagadnienia z taką lekkością, jak gdyby od zawsze były to sprawy powszednie, wielokrotnie omawiane. Niech nikt jednak nie oczekuje po Lepszym życiu tandetnego szokowania. Rozmowy o kolonoskopii czy menopauzie nie służą podszczypywaniu co wrażliwszych sumień. Skrupulatnie skręcane fabularne nici prowadzą do jednego kłębka, gdy losy głównej bohaterki okazują się uczciwym świadectwem dojrzałej kobiety uwikłanej w sieć sprzeczności, na których ufundowana jest ponowoczesna rzeczywistość.

better-things-1

Na pewno wielu chciałoby wejść w buty Sam. Postać odgrywana przez Adlon mieszka w dużym, przestronnym, ze smakiem urządzonym domu, urodziła trzy kochające ją córki, a pieniędzy zarabianych na aktorstwie ma tyle, że może sobie pozwolić na szafę pełną ubrań i ukochane buty skrywane w specjalnym sejfie. Poza tym w jej otoczeniu są osoby godne zaufania, z którymi Sam miło spędza ciepłe kalifornijskie wieczory przy akompaniamencie śmiechów, poważnych rozmów o życiu i stuknięć kieliszków pełnych wina. Wprawdzie nie ma partnera, ale przecież szczęście może być odnalezione w pojedynkę, bez wikłania się w niepożądane relacje, zwłaszcza gdy w przeszłości los skutecznie oduczył kogoś wiary w romantyczne uniesienia.

Każdy jednak niesie swój krzyż. Bohaterka dobija do pięćdziesiątego roku życia, córki snują plany na przyszłość z dala od rodzinnego gniazda, zachowanie matki sygnalizuje pojawienie się poważnej choroby, a i kariera nie zawsze układa się po myśli Sam, gdy przychodzi jej grać w wielomilionowych produkcjach w warunkach, w których do toalety trzeba stać godzinami, a o przepisach BHP nikt nigdy nie słyszał. Przez kolejnych dwanaście odcinków Adlon przeprowadza widzów przez świat dojrzałej kobiety, w której rodzi się bolesna świadomość zbliżania się do końca najlepszych lat, mimo że nadal ma wielką chęć, żeby czerpać z życia garściami.

To właśnie dzięki bezpruderyjności aktorka, scenarzystka i reżyserka bezpardonowo wprowadza na telewizyjne ekrany tematy, które do tej pory były silnie stabuizowane.

Wprawdzie Lepsze życie dostaje nominacje do nagród w kategorii “najlepsza komedia”, niemniej jednak najnowsza odsłona to już w przeważającej mierze dramat. Mimo że fabuła osnuta jest głównie wokół drobnych wydarzeń z życia codziennego, które w swej istocie potrafią być zabawne, to samo przesłanie jest już zgoła poważne, o słodko-gorzkim posmaku melancholii. Rzeczywistość stwarza okazje do żartu, by na sam koniec wystawić wysoki rachunek.

Zaczyna się już w pierwszym odcinku, gdy Sam odwozi najstarszą córkę Max (Mikey Madison) do college’u po drugiej stronie Stanów Zjednoczonych. Później pojawiają się typowe perypetie okresu dorastania u najmłodszej Duke (Olivia Edward), z pierwszą miesiączką na czele. Najwięcej problemów matce sprawia jednak “środkowa” córka, rezolutna Frankie (Hannah Alligood), mocno nastawiona na rozwój indywidualny, pogardzająca powszechnie stosowanymi etykietami i rezygnująca z pogoni za dobrami materialnymi. Konflikty z każdą z dziewczyn stawiają protagonistkę w trudnym położeniu, dając jej okazję do nauczenia się czegoś nowego o sobie i swoich najbliższych, jak również boleśnie przypominając, że czas ucieka, a poczucie bycia potrzebnym jest równie ważne jak sukcesy zawodowe.

Na szczęście Pamela Adlon nie wysuwa w swoim serialu wyraźnych tez. Jej postać ciągle eksperymentuje, sprawdza nowe rozwiązania, w prawdziwy sposób gubiąc się między różnymi formami prowadzenia własnego losu. Narzeka czasami na nieporadność mężczyzn, ale też rozumie, że samotność nie jest najlepszym rozwiązaniem. Jest pewna siebie i walczy o szacunek, ale boleśnie odczuwa skutki zderzeń z ludźmi zajmującymi ważniejsze stanowiska. Przeplatające się sprzeczności, swego rodzaju surfowanie na falach to pogody ducha, to cichej desperacji, prowadzi finalnie do powstania produkcji tak emocjonalnie życiowej i bliskiej każdemu widzowi, jak to tylko możliwe.

better-things-2

Bo przecież dekoracje mogą być różne, nie każdy musi jeździć drogim samochodem i mieszkać w apartamencie, a jednak stosunkowo łatwo powstaje uczuciowa nić porozumienia między twórczynią a odbiorcą. To wielka sztuka, gdy w obrazie osoby całkowicie obcej, z zupełnie innego świata, można się swobodnie przeglądać, by widzieć refleks własnych odczuć i przemyśleń. Można zatem patrzeć na ten serial pod kątem ciekawie prowadzonej kamery, dobrego aktorstwa oraz chwytliwej ścieżki dźwiękowej, ale można doświadczać go jedynie sercem, co również przyniesie mnóstwo przyjemności.

Pierwsze dwa sezony serialu były pisane przez Adlon wspólnie z Louisem C.K. Po skandalu związanym z działalnością komika, czyli oskarżeniach o molestowanie i masturbację przy kobietach, które sobie tego nie życzyły, zastanawiano się, czy Pamela poradzi sobie z kolejną odsłoną serii, a jej poziom zostanie utrzymany. Okazuje się, że aktorka dzięki tym zawirowaniom uzyskała pełną władzę nad produkcją i nareszcie mogła przemówić własnym głosem. Lepsze życie to mistrzostwo w intymnej relacji codzienności i uczciwym podsumowaniu dotychczasowych wyborów, jak również przejmujące studium nabierania gorzkiej świadomości przemijania.

Ostatnio dodane