Publicystyka filmowa
Najlepsze FILMY NAKRĘCONE PRZEZ FANÓW
FAN FILMY to prawdziwe perełki w kinie! Zaskakują talentem i pasją twórców, pokazując, że serce bije mocniej niż budżet.
Hollywood już nieraz udowodniło, że w produkcję filmu można zainwestować setki milionów dolarów i zatrudnić pierwszoligowe nazwiska, a efektem i tak okaże się bezduszny, pozbawiony serca produkt. Inaczej sprawa ma się w odwrotnym przypadku – nawet z ograniczonymi środkami można zrealizować znakomitą produkcję, która będzie szanować materiał źródłowy i zachwycać wkładem pracy włożonej przez czujących temat twórców. Filmy nakręcone przez fanów słynnych popkulturowych marek zaskakują nieraz poziomem aktorstwa, efektów specjalnych, a przede wszystkim innowacyjnością. Przykłady najlepszych fanfilmów dostępnych do obejrzenia na YouTubie przedstawiam poniżej.
Batman: Dead End
Batman spotyka Obcego i Predatora. Tak najkrócej można streścić tę ośmiominutową produkcję z 2003 roku, w której mroczny, posępny klimat wylewa się wręcz z ekranu.
Zapomnijcie o zbrojach Batmana znanych z gier czy filmów pełnometrażowych – Nietoperz odziany jest tu wyłącznie w szary materiał z prostym symbolem na klatce (zdaje się, że inspirację czerpano z obrazów Alexa Rossa), a mimo to budzi niesamowity respekt. Tylko jedna scena wystarczy, by uszanować tę interpretację postaci, mianowicie ta, w której Batman staje po skoku na nogi, ciągnąc za sobą mokrą pelerynę – mistrzostwo inscenizacji. Pojawiający się epizodycznie Joker wizerunkowo bardzo przypomina komiksowy pierwowzór, co z automatu przekłada się na upiorną interpretację tej postaci, wzbogaconą bardzo dobrym występem – przynajmniej jedna filmowa wersja musi się pod nim ugiąć (na ciebie patrzę, Jaredzie Leto). Pojawienie się dwóch ikon popkultury może z początku budzić lekką konsternację, ale nie na długo – koniec końców to ciekawy, znakomity technicznie crossover, któremu warto poświęcić uwagę. Po seansie można też zapoznać się z fałszywym trailerem do filmu World’s Finest, zrealizowanym przez tę samą ekipę. Jak wskazuje tytuł, to zapowiedź nieistniejącego filmu o Batmanie i Supermanie.
Darth Maul: Apprentice
Wszyscy ci, którzy nie lubią się z Gwiezdnymi wojnami Disneya, mogą poszukać odtrutki na YouTubie, gdzie znajdą co najmniej kilka wartych uwagi fanfilmów osadzonych w uniwersum stworzonym przez George’a Lucasa. Jednym z nich jest Darth Maul: Apprentice, czasowo umiejscowiony jeszcze przed wydarzeniami z Mrocznego widma, gdy Maul wciąż jest padawanem Dartha Sidiuosa (nadal w jednym kawałku). Cała produkcja została poświęcona walce tytułowego bohatera z grupką młodych Jedi, oglądamy zatem kilkanaście minut zażartej walki na miecze świetlne i potęgę Mocy.
Śmiało można powiedzieć, że nie zawiodą się ci, którzy cenią sobie walki z Maulem w epizodzie I. Potyczka z Apprentice to doskonale zrealizowana i zachwycająca choreografią sekwencja, odpowiednio surowa, lecz przy tym imponująca rozmachem. Dla fanów Gwiezdnych wojen – nie lada gratka. Sithowie mają zresztą szczęście do świetnych fanfilmów Polecam przy okazji ten fantastycznie zrealizowany odcinek będący początkiem dłuższej serii, w którym oglądamy targanego wspomnieniami i wątpliwościami Dartha Vadera – nadaje mu to niezwykłą głębię!
POWER/RANGERS
Jeśli rozczarował was hollywoodzki reboot słynnej marki, koniecznie rzućcie okiem na ten nieautoryzowany fanfilm, będący dokładnie tym, czego nie spodziewalibyśmy się po produkcji osadzonej w uniwersum Power Rangers, ale czego moglibyśmy sobie życzyć. Próżno tu szukać wesołych nastolatków z mocami, instruowanych przez ogromną, lewitującą głowę – twórcy postawili na surową, brutalną historię pełną przemocy, krwi oraz motywów zdrady i zemsty.
To bardzo ciekawa zabawa znaną i kultową marką, całkowicie odchodząca od sposobu, w jaki obchodzono się z nią do tej pory, a dzięki temu nadająca jej mnóstwo świeżości. Nawet kostiumy, które w oficjalnym reboocie wyglądały nieco jak kolejne wariacje zbroi RoboCopa, wypadają tu dużo lepiej – są oczywiście bardzo oszczędne, ale stylistycznie nawiązują do oryginalnych strojów i wyglądają po prostu naturalniej. Udany projekt oparty na świetnym pomyśle – myślę, że sprawdziłby się w pełnym metrażu.
Dirty Laundry
Dziś za wzór ekranowego Punishera wielu stawia interpretację Jona Bernthala z anulowanych seriali Netfliksa, przez co poprzednie wcielenia tej postaci odchodzą nieco w zapomnienie – wśród nich Thomas Jane, którego jako Franka Castle’a oglądaliśmy w Punisherze z 2004 roku. Choć po tamtym filmie niekoniecznie dało się go zapamiętać jako trafnego kandydata do tej roli, to swoją wartość udowodnił kilka lat później w fanowskim filmie twórcy omawianego wcześniej POWER/RANGERS – Dirty Laundry, będącym krótkim epizodem z dnia Punishera.
Frank robi pranie i zauważa bandę nękającą bezbronną ofiarę – to wystarczy, by poderwał się do akcji. Jane jako Punisher radzi sobie tutaj świetnie, powiedziałbym, że lepiej niż w filmie pełnometrażowym. Najwyraźniej wystarczyło, by za kamerą stanął ktoś, kto darzy materiał źródłowy większą sympatią. Nieco dyskusyjny jest sposób eliminacji przeciwników i „broń”, której używa (butelka Jacka Danielsa), ale sama scena akcji przynosi dużo satysfakcji (co ciekawe, zilustrowana jest muzyką z Mrocznego Rycerza). Jane to niejedyny hollywoodzki aktor, który wystąpił w Dirty Laundry – wspomnianą butelkę whisky sprzedaje mu bowiem… Ron Perlman.
Severus Snape and the Marauders
Młodość rodziców Harry’ego Pottera i Severusa Snape’a to jeden z najciekawszych i najlepszych wątków opowieści J.K. Rowling, zaskakująco słabo wykorzystany w filmach, które wręcz zbagatelizowały jego istotę. To właśnie te czasy wziął na warsztat Severus Snape and the Marauders. Snape opowiada poznanemu w barze obcemu o nocy po zakończeniu edukacji w Hogwarcie, gdy wdał się w długą i wyczerpującą walkę z Huncwotami i o tym, jakie przyniosło to rezultaty.
Czuć w tej produkcji ogromną sympatię do materiału źródłowego, a przede wszystkim właśnie zamiłowanie do wątku czasów szkolnych Snape’a i Huncwotów. Wszyscy są tu bardzo dobrze obsadzeni, z wyraźnym poszanowaniem książkowej charakterystyki – o ile w oficjalnych filmach wizerunek postaci odbiegał nieraz znacząco od tego, jak przedstawiała je Rowling, tak tu wyraźnie zadbano, by był jak najbliższy opisom. Walka, będąca główną atrakcją filmu, została zrealizowana sprawnie – jasne, efekty nie są na poziomie tych hollywoodzkich, ale mówimy w końcu o znacznie mniejszym budżecie. Dla fanów postaci Severusa Snape’a – obowiązkowo. Po seansie można zapoznać się też z inną produkcją tych samych twórców, opowiadającą o walce Dumbledore’a z Grindelwaldem.
Troops
Jeszcze jeden fanowski film osadzony w uniwersum Gwiezdnych wojen, a przy tym najstarsza produkcja w tym zestawieniu. Mała perełka. Powstały w 1997 roku (w tym samym, w którym światło dzienne ujrzały Edycje Specjalne oryginalnej trylogii) film to komediowy skecz utrzymany w stylistyce mockumentary, znanej między innymi z Biura, choć to powstało dopiero kilka lat później.
Kamera śledzi poczynania szturmowców na Tatooine, którzy pomiędzy kolejnymi przygodami wypowiadają się do kamery, opowiadając między innymi, w jakich okolicznościach dołączyli do Imperium. Przezabawne, innowacyjne przedsięwzięcie, dodatkowo całkiem nieźle trzymające się technicznie jak na amatorskie dzieło sprzed ponad dwudziestu lat.
Uncharted
W sieci niejednokrotnie pojawiały się głosy, że jeśli ktoś miałby w ekranizacji Uncharted wcielić się w Nathana Drake’a, to powinien to być Nathan Fillion. Marzenie fanów spełniło się przy okazji fanowskiego filmu, w którym obserwujemy, jak Drake wydostaje się z kolejnych tarapatów na drodze do zdobycia skarbu. W jego towarzysza Sully’ego wcielił się znany między innymi z Avatara i Nie oddychaj Stephen Lang. Uncharted to kapitalna, pełna humoru i świetnych dialogów krótkometrażówka, która zrealizowana została z ogromnym poszanowaniem do materiału źródłowego.
Absolutnym mistrzostwem jest ujęcie stylizowane na grę komputerową, wplecione do filmu nienachalnie, a z całą pewnością sprawiające fanom mnóstwo radości. Żal bierze, że całość trwa tylko kilkanaście minut, bo Fillion rzeczywiście bezbłędnie odnalazł się w swej roli. Tymczasem Hollywood szykuje film o młodym Drake’u, którego zagra Tom Holland. Zobaczymy, co z tego wyjdzie.
The Hunt for Gollum
Temu fanowskiemu filmowi osadzonemu w uniwersum Władcy Pierścieni stuknie w tym roku dziesięć lat! Produkcja szybko zyskała ogromną popularność, czemu trudno się dziwić, patrząc na uwielbienie, jakim darzona jest trylogia Petera Jacksona. Akcja The Hunt for Gollum zazębia się z Drużyną Pierścienia – śledzimy losy Aragorna, którego Gandalf wysyła na misję odszukania Golluma w obawie, że stwór zdradzi Sauronowi informację o Jedynym Pierścieniu.
Półgodzinny film imponuje jakością i stylistyczną zgodnością z filmami Jacksona, nawet na polu muzycznym (wszak trudno wyobrazić sobie Śródziemie zilustrowane muzyką inną niż ta Howarda Shore’a). Całość została zrealizowana za 5000 dolarów, co przy filmowych budżetach idących w milionowe kwoty jest właściwie śmiesznie małą sumą, niemniej widać, że twórcy wykorzystali każdy cent, by zrealizować jak najlepszy film.
Na YouTubie znajdziemy jeszcze wiele innych filmów podejmujących tematykę znaną ze słynnych serii – dajcie znać, który z nich jest jeszcze według was godny uwagi!
