Connect with us

Publicystyka filmowa

GDYBY JOKER BYŁ KOBIETĄ? 5 najlepszych ról Jareda Leto

Odkryj, jak GDYBY JOKER BYŁ KOBIETĄ? Jared Leto zaskakuje w pięciu niezapomnianych rolach, łącząc talent i szaleństwo w jedną całość.

Published

on

GDYBY JOKER BYŁ KOBIETĄ? 5 najlepszych ról Jareda Leto

Pewnie nie będę oryginalny, gdy napiszę, że Jared Leto to specjalista od kreowania nieco przekręconych życiowo charakterów, nie tylko z realnego świata. Źródła jego aktorskich upodobań dopatrywałbym się m.in. w skomplikowanym dzieciństwie, które pokazało mu bardzo różne, niekoniecznie dobre, wizje ludzkiego zachowania. Na szczęście Leto nie przepoczwarzył się w dorosłego o podobnie dwulicowej osobowości jak w przypadku Jokera z Legionu samobójców, tylko w aktora-artystę, który wciela się w rolę kompletnie. Wierzę mu, kiedy go oglądam i kiedy słucham, jak śpiewa. Nie ma dla mnie znaczenia, czy gra główną rolę, czy tworzy poboczny charakter. Było mi więc niezwykle trudno wybrać z jego aktorskiego dorobku te najlepsze perły.

Advertisement

5. Joker, Legion samobójców (2016), reż. David Ayer

W historii superbohaterskiego kina nazbierało się już kilku Jokerów. Jako wierny fan tej roli w interpretacji Jacka Nicholsona, miałem wątpliwości, w którą stronę pójdzie Leto. Wolałem jednak, żeby nie sugerował się kreacją Heatha Ledgera, nie ze względu na to, że jest ona sama w sobie zła, ale dlatego, że do wizerunku Jareda bardziej pasuje nieco prześmiewcze i surrealistyczne ujęcie charakteru Jokera, właśnie to Nicholsonowskie.

Advertisement

Z tym że Leto stworzył tę postać zgodnie z założeniami współczesnego kina, które oczekuje od antagonistów dosadniejszej przemocy, a mniej gadania. No cóż. Staram się brać na te zmiany poprawkę. Tłumaczę sobie więc, że świetna rola Jokera w wydaniu Jareda Leto mogłaby być znacznie mi bliższa, gdyby cofnąć ją o jakieś 20 lat. Niemniej Jack Nicholson pozostaje dla mnie niedoścignionym mistrzem w kreowaniu fantastycznych czarnych charakterów, a nasz zestawieniowy solenizant jest tuż za jego aktorskimi plecami.

4. Niander Wallace, Blade Runner 2049 (2017), reż. Denis Villeneuve

Podobnie jak z Jokerem w wydaniu Nicholsona, tak i tu z rezerwą odniosłem się do aż nadto widocznych założeń, że Jared Leto w roli Wallace’a ma w pewnym stopniu zaprezentować podobny rodzaj amoralnego wizjonerstwa, co Eldon Tyrell (Joe Turkel). Faktycznie, są podobni pod względem nieprzeciętnej inteligencji. Dzieli ich jednak trudny czas wojny z androidami, a więc też biologiczny wiek, co za tym idzie, podejście do życia w ogóle, zwłaszcza do replikantów. Wymagają tego brutalne czasy. Wallace jest fizycznie zdolny do zadawania cierpienia. Pod tym względem wykracza poza wizjonerstwo Tyrella – jest geniuszem i jednocześnie terrorystą.

Advertisement

Jared Leto w nieco przerysowany sposób oddaje osobowość Wallace’a. Widz nie ma z nim takiego problemu, gdy chodzi o ocenę moralną. Właściciel korporacji Tyrella był natomiast znacznie bardziej niejednoznaczny. Za tę małą rysę zbytniej aktorskiej oczywistości wyżej niż na czwartą lokatę Leto nie wejdzie.

3. Nick Lowell, Outsider (2018), reż. Martin Zandvliet

Kim jest przybysz, tzw. gaijin? Czy dla rodowitych Japończyków zawsze będzie kimś z zewnątrz, niezależnie od tego, ile krwi wyleje, udowadniając, że jest godny? Rozwiązanie może zaskoczyć, chociaż sam film nie olśniewa, a mógłby. Jared Leto oszczędzał środki aktorskiego wyrazu, jak tylko mógł, stając się na twarzy wręcz skośnooki.

Advertisement

Wydawało mi się niemożliwe, żeby tak scalić swoją artystyczną mentalność z zupełnie inną kulturą, i to niezwykle specyficzną jej częścią – sposobem życia członka Yakuzy. Mimo że produkcja realizacyjnie nie wbija w fotel, przebija z niej mądrość w wykreowaniu wielowymiarowych charakterologicznie postaci, zwłaszcza na tle współczesnych „dzieł” z logiem Netfliksa na początku napisów. Leto dokonuje niemal szekspirowskiej zemsty, a wydaje się, że jest za słaby na taki ciężar. Wydaje się też, że jest zwyrodnialcem, lecz to również do końca nieprawda. Ocena moralna jego czynów ewoluuje wraz z wyzbywaniem się piętna gaijina.

2. Nemo Nobody, Mr. Nobody (2009), reż. Jaco Van Dormael

Trudny to film do rozumienia. Wymaga ogromnej uwagi w łączeniu porozrywanych wątków fabularnych. Oglądam Jareda w przeróżnych konfiguracjach czasoprzestrzennych i w każdej jest on wyrazisty i autentyczny. Czasem wydaje się nadętym bufonem, a czasem bezbronnym dorosłym dzieckiem.

Advertisement

Żałuję tylko, że film Dormaela aż tak wiele miejsca poświęcił dzieciństwu głównego bohatera. Automatycznie Leto wypadł z wielu ważnych scen, w których jako dorosły zabłysnąłby jak prawdziwa gwiazda. Chciałem niekiedy podczas seansu krzyknąć – Dajcie więcej Jareda w Jaredzie! Im więcej jego wielorakich twarzy pojawiało się na ekranie, tym z większą niecierpliwością oczekiwałem, jaki będzie finał. Mr. Nobody jest tak skonstruowany, że wszystko się może zdarzyć na końcu tej zakręconej i psychotycznej walki z życiowymi wiatrakami. Z egzystencjalnie życiowymi czy może z biologicznymi, tylko że wolimy ich tak nie nazywać?

1. Harry Goldfarb, Requiem dla snu (2000), reż. Darren Aronofsky

Koniec tego filmu pamiętam ze szczegółami już kilkanaście lat. Jest, jak to u Aronofsky’ego, wstrząsający – odcinanie zakażonej ręki, wymiotujący Marlon Wayans, elektrowstrząsy, którym poddaje się Ellen Burstyn, i grupa napalonych facetów kibicujących Jennifer Connelly podczas stosunku z inną kobietą za pomocą wielkiego, czarnego dildo, a między tymi obrazami twarz półprzytomnego Jareda Leto. Godny zapamiętania „niegodny” obraz upadającego człowieczeństwa w obliczu wszechpotężnego uzależnienia od narkotyków. Ewentualne wyzwolenie z niego oznacza oddanie czegoś, czego wartość zdaje się przekraczać możliwości każdego, kto zakochał się w kwasie.

Advertisement

No właśnie – oddanie, czy może zwrócenie kredytowanej wcześniej przez życie należności? Komu? Harry Goldfarb (Leto) według Aronofsky’ego nie jest tylko znakomitym aktorsko przykładem najmroczniejszego i beznadziejnie negatywnego charakteru. Jest w nim również coś pouczającego – jakieś apogeum strachu, które reżyser chce u mnie jako widza sprowokować. Udaje mu się. Jared Leto wzbudza odrazę i lęk.

0. Rayon, Witaj w klubie (2013), Jean-Marc Vallée

Za tę rolę Jared Leto otrzymał zasłużonego Oscara. Mam świadomość również, że to Matthew McConaughey zawłaszczył swoją rolą cały film. Uważam jednak, że niesprawiedliwe byłoby, gdybym chociaż nie wspomniał o postaci Rayona, stąd cyfra zero w zestawieniu.

Advertisement

Leto jako kobieta (nawet chora na AIDS) roztacza wokół siebie zadziwiająco dużo zmysłowej erotyki. Co ciekawe, tę sfeminizowaną naturę widzę w delikatnej urodzie Jareda jeszcze w jednej ze wspomnianych tutaj ról – u Jokera.

Odpowiadając na zadane w tytule pytanie: gdyby ów Joker stał się kiedyś w jakiejś reżyserskiej wizji kobietą, powinien zagrać go Jared Leto.

Advertisement

Filozof, zwolennik teorii ćwiczeń Petera Sloterdijka, neomarksizmu Slavoja Žižka, krytyki psychoanalizy Jacquesa Lacana, operator DTP, fotograf, retuszer i redaktor związany z małopolskim rynkiem wydawniczym oraz drukarskim. Od lat pasjonuje się grami komputerowymi, w szczególności produkcjami RPG, filmem, medycyną, religioznawstwem, psychoanalizą, sztuczną inteligencją, fizyką, bioetyką, kulturystyką, a także mediami audiowizualnymi. Opowiadanie o filmie uznaje za środek i pretekst do mówienia o kulturze człowieka w ogóle, której kinematografia jest jednym z wielu odprysków. Mieszka w Krakowie.

Advertisement
Kliknij, żeby skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *