Publicystyka filmowa
HORROR W 2019 ROKU. 13 filmów grozy, na które warto czekać
Rok 2019 przynosi mnóstwo emocji dla fanów grozy. HORROR W 2019 ROKU to lista premier, które z pewnością wywołają dreszcze!
Podsumowanie 2018 roku w kinie grozy za nami, czas sprawdzić, jak wyglądać będzie nowy, 2019 rok. Szybki rzut oka na listę nadchodzących premier oraz filmów dopiero w produkcji sugeruje, że fani horrorów mają na co czekać – wysyp licznych sequelów i remake’ów (by wymienić tylko Annabelle 3, Mamę 2, Nie oddychaj 2 czy nową Laleczkę Chucky), jak również powroty uznanych już twórców, ale to całkiem inna kategoria powinna zainteresować koneserów straszenia na ekranie.
Ostatnie lata przyniosły nam sporo znakomitych bądź obiecujących debiutów, czas zatem, aby utalentowani nowi reżyserzy potwierdzili swój talent drugim filmem. W zeszłym roku David Robert Mitchell (Coś za mną chodzi) nakręcił znakomite Tajemnice Silver Lake, Agnieszka Smoczyńska (Córki dancingu) dała nam psychologiczną Fugę, a Jennifer Kent (Babadook) poszła w stronę kina zemsty, realizując wciąż czekające na kinową dystrybucję, ale mające swoją premierę na festiwalu w Wenecji, The Nightingale. Filmy te odchodzą jednak od horroru na rzecz całkiem innej stylistyki i tematyki. Inaczej rzecz się ma z zaplanowanymi na 2019 rok tytułami od Jordana Peele’a (Uciekaj!), Severina Fiali i Veroniki Franz (Widzę, widzę), Roberta Eggersa (Czarownica), Ariego Astera (Dziedzictwo. Hereditary) i Babaka Anvariego (Under the Shadow). Czy ich drugie filmy przypieczętują status, jaki osiągnęli swoimi debiutami, czy też popsują pierwsze wrażenie i każą zweryfikować wstępne zachwyty?
Podobnie jak w zeszłym roku, kolejność alfabetyczna zdecydowała o pozycji na liście. Również trzynastka wydaje się odpowiednią liczbą miejsc, choć gdybym chciał zmieścić wszystkie tytuły, które mnie interesują, lista musiałaby być dwa razy dłuższa. Oj, bogaty będzie ten rok.
[Dodam też, że na jeden film nie czekam. Rob Zombie wraca 3 from Hell, kontynuacją Domu 1000 trupów i Bękartów diabła. Nie wiem po co.]
Brightburn: Syn ciemności
Kino komiksowe od dobrej dekady przeżywa swój renesans, dlaczego zatem nie ubarwić by go teraz horrorem? W zeszłym roku premierę miał średnio udany Venom, idący bardziej w stronę komedii i kina akcji niż przerażającej makabreski, którą cechuje się obrazkowy oryginał. Również Nowi mutanci, czyli spin-off X-Menów w konwencji kina grozy, miał się pojawić w 2018, ale dokrętki i zawirowania studyjne sprawiły, że film Josha Boone’a obejrzymy w przeciągu następnych kilku miesięcy.
W styczniu wchodzi do kin Glass M. Nighta Shyamalana, trzeci film z serii rozpoczętej realistycznym ujęciem komiksu, Niezniszczalnym, który doczekał się nieoczekiwanej kontynuacji pod postacią horrorowego Splita. Na horyzoncie czai się też nowa ekranizacja demonicznego Spawna – za kamerą sam autor komiksu, Todd McFarlane, przed kamerą zaś Jamie Foxx i Jeremy Renner.
Tymczasem Brightburn: Syn ciemności jest o tyle ciekawym tytułem, że niejako idzie w drugą stronę – nie wywodzi się bezpośrednio z komiksu, za to wykorzystuje schemat tych opowieści i stylistykę ich filmowych wersji (zwłaszcza Człowieka ze stali), aby opowiedzieć historię bliską horrorowi. Na amerykańskiej farmie rozbija się statek kosmiczny, z którego bezdzietne małżeństwo wyciąga noworodka i go wychowuje jak swojego syna. Brzmi znajomo? Tyle że gdy chłopak dorasta, zamiast szerzyć dobro jak Superman, staje się mordercą z supermocami.
Zwiastun obiecuje intrygujący twist, sygnowany nazwiskiem Jamesa Gunna, choć reżyser obu części Strażników Galaktyki pełni tu zaledwie funkcję producenta. Za scenariusz odpowiadają dwaj inny Gunnowie – Brian i Mark – za kamerą stanął zaś David Yarovesky. W roli matki potwora w pelerynie Elizabeth Banks (Igrzyska śmierci, Dla niej wszystko).
Zastrzeżenia budzi jednak studio Screen Gems, które specjalizuje się w horrorach z niższej półki, z zeszłorocznym, bardzo złym Slender Manem na czele.
Crawl
Alexandre Aja wraca do horroru! Niby nigdy nie opuścił okolic gatunku, w którym tak wspaniale się sprawdził na początku swojej kariery, jeszcze we Francji kręcąc znakomity Blady strach, a w Hollywood debiutując remakiem Wzgórza mają oczy, według mnie przebijając oryginał Wesa Cravena. Ale w swoich ostatnich projektach wcale nie zależało mu na budzeniu grozy – parodystyczna wręcz Pirania 3D była popisem jego poczucia humoru, później nieco pogubił się w tonacyjnej huśtawce, jaką stały się Rogi, a 9. życie Louisa Draxa, choć ma elementy fantastyki, jest w rzeczywistości dramatem. Stąd moje podekscytowanie Crawl, w którym Aja zabiera się za konwencję animal attack, ukazując starania młodej kobiety (gra ją Kaya Scodelario) uwięzionej w domu podczas potężnego huraganu, walczącej nie tylko z pogodą, ale również aligatorami.
Nie jest to może zbyt oryginalne – za scenariusz odpowiadają Aja oraz bracia Michael i Shawn Rasmussenowie, twórcy skryptu do średniego Oddziału Johna Carpentera – ale znając talent francuskiego reżysera w budowaniu napięcia oraz szokujących scen, możemy spodziewać się solidnego straszaka. Wśród producentów widnieje również nazwisko Sama Raimiego (Martwe zło), co niestety nie musi wróżyć nic dobrego – choć reżyser to wspaniały, jako producentowi częściej wychodzą mu horrory wątpliwej jakości.
The Dead Don’t Die
W przypadku tego tytułu wystarczyłoby mi tylko nazwisko twórcy, a jest nim Jim Jarmusch. Amerykanin od blisko czterdziestu lat jest jednym z najważniejszym reżyserów światowego kina, często sięgającym po gatunkowe klisze, aby wydobyć z nich całkowicie świeże spojrzenie na znane tematy. W swojej karierze zdarzyło mu się już zrobić film grozy – cudowne Tylko kochankowie przeżyją, gdzie wampiry Hiddleston, Swinton i Wasikowska zupełnie inaczej radziły sobie z własną nieśmiertelnością i żądzą krwi. Tym razem Jarmusch bierze na tapet żywe trupy. O The Dead Don’t Die wiadomo niewiele więcej, poza tym, że ma być to horror komediowy, choć już sama obsada jest porażająca: Bill Murray (który wróci również w Zombieland 2 w tym roku), Adam Driver, Tilda Swinton, Steve Buscemi, Danny Glover, Tom Waits, Chloë Sevigny i… Selena Gomez. Nie mam powodów, aby wątpić w reżysera, który już z niejednego muzyka zrobił dobry pożytek na ekranie.
Der goldene Handschuh
Fatih Akin, ulubieniec światowych festiwali i jeden z najważniejszych współczesnych niemieckich reżyserów, tym razem nakręcił dreszczowiec inspirowany autentyczną historią Fritza Honki, seryjnego mordercy kobiet, zwanego Rozpruwaczem z Hamburga. Tytuł książki Heinza Strunka, podstawy scenariusza filmu, odnosi się do pubu „Pod Złotą Rękawicą”, którego Honka był stałym bywalcem i gdzie poznawał swoje przyszłe ofiary. Akcja ma się rozgrywać w pierwszej połowie lat siedemdziesiątych, kiedy to doszło do tragicznych wydarzeń.
Podejrzewam, że nie będzie to łatwy seans. Filmy opowiadające o prawdziwych seryjnych mordercach są na swój sposób jeszcze bardziej przerażające od niejednego horroru, gdyż nie przynoszą często żadnego rozstrzygnięcia, ulgi, zostawiając widza ze świadomością potworności, jaka rodzi się w człowieku, a jedyne ujście znajduje w bestialskich aktach przemocy. Wystarczy przypomnieć sobie Henry’ego – portret seryjnego mordercy czy też Obywatela X. Dodatkowo Niemcy lat 70. zawsze kojarzą mi się z miejscem, które wciąż pokutuje za nazizm, stąd obrazy biedy, poczucie beznadziejności, ale też jakaś dziwna naleciałość wojennego okrucieństwa, przejawiająca się w znieczulicy starszego pokolenia.
Akin ma w rękach materiał na wielkie kino, nieprzypadkowo premierowy pokaz filmu odbędzie się na nadchodzącym festiwalu w Berlinie. Tymczasem jego następny projekt również obraca się wokół horroru, acz całkiem innego sortu – Niemiec bowiem przyjął propozycję z Hollywood, aby zrealizować nową ekranizację Podpalaczki Stephena Kinga.
Grudge
Rok 2019 przyniesie nam sporo remake’ów – siostry Sylvia i Jen Soska nakręciły nową Wściekłość (jeden z wczesnych filmów Davida Cronenberga), otrzymamy uwspółcześnioną i unowocześnioną wersję Laleczki Chucky, a może nawet dwie, a nawet ktoś wpadł na niedorzeczny pomysł, aby zrobić ponownie Drabinę Jakubową. Za scenariusz do tego ostatniego odpowiada niejaki Jeff Buhler, który dziwnym trafem napisał również nowy Smętarz dla zwierzaków i Grudge.
Nie tak dawno Amerykanie przypomnieli sobie o innym japońskim horrorze, Kręgu, wiadomo z jakim skutkiem – Rings było pokazem idiotyzmu i kompletnego niezrozumienia siły oryginału. Czemu zatem uważam, że warto śledzić reboot azjatyckiego Ju-on? Ten już raz doczekał się amerykanizacji, a powstała wtedy The Grudge – Klątwa niespecjalnie mnie przekonała.
Tym razem jednak za kamerą stanął Nicolas Pesce, autor Oczu matki, horroru, który w sposób niepozbawiony czułości potrafił opowiedzieć sadystyczną wręcz historię o rodzącym się szaleństwie. Tegoroczny Piercing, bardzo czarna komedia z Mią Wasikowską i Christopherem Abbottem, dodatkowo udowodnił, że Pesce lubi postaci o ambiwalentnej moralności, a tych nie brakuje w japońskiej opowieści o duchach, gdzie niewinne osoby umierają w straszliwy sposób, aby następnie straszyć i zabijać przypadkowych ludzi. Pytanie, czy jego Grudge będzie w jakikolwiek sposób połączony z poprzednimi amerykańskimi filmami oraz azjatycką lokacją, pozostaje otwarte.
W rolach głównych Andrea Riseborough (Mandy), Jacki Weaver (Stoker) i Demián Bichir (Zakonnica).
The Lighthouse
Początkowo drugim filmem Roberta Eggersa, po głośnej Czarownicy: Bajce ludowej z Nowej Anglii, miała być nowa wersja Nosferatu, lecz ostatecznie reżyser zdecydował się na realizację The Lighthouse. Być może jednak coś pozostało z tej chęci zmierzenia się z wampirzym arcydziełem kina niemego, gdyż historia starego latarnika z końca XIX wieku została nakręcona w czerni i bieli, przy użyciu sprzętu z lat 40.
i z wykorzystaniem soczewek z okresu, kiedy film Murnaua powstał. Niewiele więcej wiadomo o projekcie – scenariusz Eggers napisał wraz ze swoim bratem, Maxem, a w rolach głównych zobaczymy interesujący duet Willema Dafoe i Roberta Pattinsona.
Czarownica była cudownie ożywczym doświadczeniem, horrorem, który nie rezygnując z fantastyki i prawdziwie strasznych obrazów, trzymał za gardło przede wszystkim coraz bardziej napiętą sytuacją w rodzinie XVII-wiecznych purytańskich osadników. Mam nadzieję, że Eggers co najmniej dorówna swojemu debiutowi.
The Lodge
Złapałem się na tym, że w przypadku horroru The Lodge głównym powodem, dla którego czekam na nowy film Severina Fiali i Veroniki Franz, twórców znakomitego Widzę, widzę, nie są ich nazwiska ani fabuła, ani fakt, że jest to produkcja Hammer Films. Nie. Chcę obejrzeć The Lodge, bo główną rolę gra Riley Keough.
Aktorka ma niesamowity gust w doborze ról oraz filmów, i nawet gdy te ostatecznie okazują się zawodami, Keough jest zawsze atutem. Dodatkowo lubi bawić się swoim ekranowym wizerunkiem, dzięki czemu, jeśli porównać chociażby jej występy w zeszłorocznych Powstrzymać mrok, Tajemnicach Silver Lake oraz Domu, który zbudował Jack, można mocno się zdziwić, że jest to ta sama osoba. Nie wiem, czy stać ją na naprawdę wielki występ, lecz śledząc jej dotychczasową karierę, widzę, że młoda aktorka idzie ze swoją karierą niejako pod prąd, częściej wybierając małe, ambitne projekty nad hollywoodzkie „pewniaki”.
Czy The Lodge będzie udane, dopiero się przekonamy. Fabuła aż za bardzo przypomina poprzedni film Fiali i Franz – w zasypanej śniegiem chacie kobieta próbuje znaleźć wspólny język z dwójką jej przyszłych pasierbów, ale tajemnicze wydarzenia zaczynają rzutować na ich relacje. Liczę, że austriacki duet da nam coś więcej w swym amerykańskim debiucie niż reinterpretację bądź luźny remake Widzę, widzę. Przekonamy się dosyć szybko, gdyż premiera już w tym miesiącu na festiwalu Sundance. W obsadzie również Richard Armitage, Alicia Silverstone i znany z To Jaeden Lieberher.
Midsommar
Wikipedia mówi, że Midsommar to „święto obchodzone przez Szwedów w weekend najbliższy nocy świętojańskiej”. Możemy zatem podejrzewać, że nowy horror Ariego Astera przybierze ludyczny charakter, a wakacyjna wycieczka głównych bohaterów po Szwecji skończy się krwawym obrzędem. Dosłownie kilka miesięcy temu reżyser zadebiutował na dużym ekranie Dziedzictwem. Hereditary, wiemy zatem, że czekają nas szokujące i makabryczne atrakcje.
I choć mam niemałe problemy z pierwszym filmem Astera, o czym niejednokrotnie pisałem, uważam tego reżysera za niepodważalny talent i mam nadzieję, że udowodni własną wielkość swym nowym dziełem. Wierzę również, że wyciśnie wszystkie soki z grających główne role Florence Pugh, Willa Poultera i Jacka Reynora.
My
Dystrybutor nie podał jeszcze polskiego tytułu nowego horroru Jordana Peele’a, ale trudno mi sobie wyobrazić, aby Us przetłumaczył na cokolwiek innego niż My. Zwłaszcza, że zwiastun wyraźnie pokazuje, że przebywająca na wakacjach czteroosobowa rodzina (na czele z Lupitą Nyong’o i Winstonem Dukiem) będzie musiała walczyć ze swoimi niemal dosłownymi kopiami. Kim są? Czego chcą? Jaka prawda kryje się za walką na śmierć i życie z samym sobą?
Zaledwie rok temu Peele otrzymał Oscara za najlepszy scenariusz oryginalny do Uciekaj!, gdzie groza i satyra uderzyły w bastion politycznej poprawności – w tamtym filmie biali byli zazdrośni o fizyczną doskonałość czarnego człowieka, który był dla nich niczym więcej, jak kawałkiem mięsa. Tym razem Peele wydaje się mówić o innym rodzaju niebezpieczeństwa, wypływającym bezpośrednio z nas samych. Oczywiście po drodze czekają nas fabularne niespodzianki i zwroty akcji, ale metafora może być tu ciekawsza niż to, co obejrzymy na planie pierwszym. I w przeciwieństwie do swojego debiutu oraz wcześniejszego, komediowego wizerunku reżysera My wydaje się pozbawione przewrotnego humoru bijącego z opowieści.
Rodzina Addamsów
Być może to nostalgia, ale rzut oka na grafikę prezentującą nową animowaną wersję Rodziny Addamsów sprawił, że tytuł ten widnieje na tej liście. Oba filmy Barry’ego Sonnenfelda bardzo lubię (kontynuację chyba nawet bardziej niż część pierwszą) i trochę mi brakuje tego typu humoru, przefiltrowanego przez gotycką stylizację i makabryczną wyobraźnię.
Stworzona przez Charlesa Addamsa opowieść o tytułowej familii, najpierw w formie komiksu, później serialu i filmów, może idealnie służyć dzieciom jako zapoznanie się z horrorem, bo choć Rodzina Addamsów nigdy nie straszyła, ma kostium i rekwizyty natychmiastowo kojarzące się z gatunkiem. Nowa animacja wychodzi spod ręki twórców Sausage Party (bez wkładu Setha Rogena i jego przyjaciół), a głosów Addamsom użyczą Oscar Isaac, Charlize Theron, Chloë Grace Moretz, Bette Midler, Finn Wolfhard i Nick Kroll.
Scary Stories to Tell in the Dark
Rok temu popełniłem błąd, myląc André Øvredala (Autopsja Jane Doe) z Jonasem Åkerlundem (Władcy chaosu). Tym razem to się nie powtórzy. Pierwszy z tych reżyserów odpowiada obecnie za realizację Scary Stories To Tell In The Dark, ekranizacji serii książek dla dzieci autorstwa Alvina Schwartza, z rysunkami Stephena Gammella.
Publikacje te, dziś uważane za niezwykle wpływowe i kultowe, były przez lata krytykowane, ponieważ uznawano je za zbyt drastyczne dla najmłodszych. Cykl ten zawiera kilkadziesiąt klasycznych opowieści grozy, które są ze sobą niepowiązane i korzystają zarówno z dawnego folkloru, jak i miejskich legend.
Początkowo reżyserem miał być Guillermo del Toro, lecz ostatecznie zdecydował się pozostać tylko współscenarzystą i producentem. W jaki sposób filmowcy przełożą te nie do końca dziecięce historie na język kinowy i połączą je we wspólną narrację, przekonamy się w sierpniu, kiedy dzieło Øvredala wejdzie do kin. Wiadomo, że fabuła ma dotyczyć grupki dzieciaków, które muszą stanąć naprzeciw swoich największych koszmarów, aby ocalić rodzinne miasto. Rok 2019 przyniesie nam również premiery dwóch innych filmów grozy z nieletnimi w rolach głównych – D.
J. Caruso ma stanąć za kamerą kinowej wersji słynnego serialu Czy boisz się ciemności?, a Lupita Nyong’o będzie bronić dzieci przed epidemią zombie w australijskim horrorze Little Monsters.
To – część druga
Najbardziej kasowy horror ostatnich lat wraca, aby straszyć dorosłe wersje bohaterów, których poznaliśmy w pierwszej części. Nie wątpię, w to, że film Andy’ego Muschiettiego będzie hitem, pytanie tylko, czy dorówna znakomitemu oryginałowi sprzed dwóch lat. Podstawę książkową ma solidną, dziecięcy aktorzy powtórzą swe role, nowymi nabytkami są m.in. James McAvoy, Jessica Chastain i Bill Hader, a pod makijażem klauna Pennywise’a ponownie będzie szalał Bill Skarsgård. Chcę wierzyć, że To – część druga okaże się godnym następcą, choć należy przyznać, że zadanie ma trudne. Warto też zauważyć, że i inne ekranizacje prozy Stephena Kinga czekają na nas w 2019 roku – pierwszy zwiastun Smętarza dla zwierzaków, już raz zekranizowanego, jest obiecujący, a Vincenzo Natali, twórca Cube’a, wraca do kina horrorem In the Tall Grass, na podstawie noweli Kinga i jego syna, Joe Hilla.
Wounds
Coraz głośniej mówi się, że Luca Guadagnino zrealizuje kontynuację Tamtych dni, tamtych nocy, a żonę Armiego Hammera zagra w tym filmie Dakota Johnson. Zanim (i jeśli) do tego dojdzie, oboje aktorów zobaczymy w horrorze psychologicznym Wounds, w reżyserii Babaka Anvariego.
Brytyjsko-irański twórca zabłysnął trzy lata temu perskojęzycznym Under the Shadow, który Anglia bez powodzenia wystawiła po Oscara dla najlepszego nieanglojęzycznego filmu. Ten zebrał jednak świetne recenzje, a następny projekt Anvari zrobił już w Stanach Zjednoczonych.
Wounds ma być opowieścią o nowoorleańskim barmanie, który odbiera zostawiony w jego barze telefon, co skutkuje serią dziwnych wydarzeń. Duet Hammer-Johnson wydaje się trafiony w dziesiątkę, bo już po wywiadach z nimi widać świetną chemię. Nowy Orlean zawsze bardzo dobrze wygląda na ekranie, a Anvari w swym debiucie dał się poznać jako twórca, który czerpie jak najwięcej z otoczenia, wykorzystując realia do zbudowania innego niż fantastyczny poziomu niepokoju. Osobiście nie uważam Under the Shadow za tak wybitny horror, jak chcą niektórzy, ale być może swym nowym filmem reżyser rozwinie swe skrzydła.
