Connect with us

Recenzje

BATMAN: DEAD END (2003). Krótkometrażówka z nietoperzem

W filmie BATMAN: DEAD END nietoperz staje do walki z potworami z innej galaktyki, łącząc mrok z komiksowym sznytem. Zobacz, co z tego wyniknie!

Published

on

BATMAN: DEAD END (2003). Krótkometrażówka z nietoperzem

W jaki sposób można filmowemu nietoperzowi nadać cech bardziej komiksowych? Batman Burtona nosił na sobie strój z centymetrowej grubości gumy, której twardość i ciężar praktycznie uniemożliwiały aktorowi normalne poruszanie się – co widać na niektórych ujęciach, szczególnie w momencie, gdy Michael Keaton odgina całe ciało do tyłu chcąc spojrzeć w górę.

Advertisement

Ten właśnie fakt zbyt masywnie wyglądającego stroju raził mnie w wersji Burtona najbardziej; jak bowiem widz miał uwierzyć, że tak „gruboskórnie” odziany bohater może być jednocześnie zwinny, szybki i niedościgniony w walce?

Po drugie; stroje filmowych herosów we współczesnych filmach są perfekcyjne w swoim wyglądzie, jakości i wykonaniu. Wspomnieć tu wystarczy idealnie skrojony, nie zdradzający miejsca połączenia rękawic z rękawami czy reszty odzienia z maską – strój Spider-mana, w którego ręczne wykonanie (przez Petera Parkera) mamy niby uwierzyć. To samo z ubiorem Daredevila, i wdziankami X-Menów – sprawiającymi wrażenie zrobionych przez najlepszych specjalistów krawców i stylistów, na czele ponownie z perfekcyjnym, jakby zrobionym w jednolitym kawałku gumy stroju Batmana a’la Burton.

Advertisement

Sytuacji nie poprawił Joel Schumacher, dodając do zrobionych na wysoki połysk strojów – sutki (z gumy oczywiście). Nieco luźniejsze wdzianko nosił Superman Richarda Donnera; ten jednak nie dość, że wkładał „majtki na spodnie”, to jego ubranie, miast wzbudzać jako taki szacunek i postrach wśród przeciwników, wzbudza uśmieszek politowania u współczesnego widza. Cofnijmy się teraz do roku 1966 i filmu Batman – chłopcy mieli fatałaszki z zupełnie lekkich materiałów, jednak… to nie zbliżyło ich do komiksu, tylko do jego żenującej parodii, w której bohaterowie biegają w kostiumach z wypożyczalni ciuchów na bal przebierańców. Wszystkim wyżej wymienionym strojom albo brakowało „tego czegoś”, albo były przeforsowane pod kątem elegancji czy perfekcji wykonania – zawsze coś w nich raziło…

…do czasu powstania filmu Batman – Dead End. Ten pozostający poza oficjalnymi filmami OŚMIOMINUTOWY filmik stał się brakującym ogniwem w dziedzinie odzienia superbohaterów. Ten Batman ma na sobie strój z materiału (nie z grubej gumy) i lekką, czarną pelerynę, a także maskę reagującą na ruchy twarzy. Wreszcie widzimy dokładnie moment ubierania się Bruce’a Wayne’a w ten cały rynsztunek; jak wkłada maskę, rękawice i pelerynę – bez szybkich ruchów kamerą czy zdjęciowych tricków. Teraz wreszcie Batman rusza się bez skrępowania i jest najbardziej zbliżony do swojego komiksowego pierwowzoru.

Advertisement

Możemy już uwierzyć, że ten ubiór został wykonany domowym sposobem, a nie w fabryce ekstrawaganckich gumowych ubrań dla „superheroes”! Także same oczy Batmana bliższe są konwencji komiksowej (przyp. u Batmana Burtonowskiego widać było pod maską oczy), zasłonięte białą przesłoną. Ten strój nie śmieszy, a wzbudza szacunek dla twórców filmu za oryginalność, odwagę, kreatywność i wierne odwzorowanie komiksowej postaci; scena, w której Batman zeskakuje (w strugach deszczu) na ziemię i wstając ciągnie za sobą mokrą pelerynę przebija klimatem wiele scen z Batmanów kinowych! Także postać Jokera jest w Batman Dead End niemalże stuprocentowym odwzorowaniem jego komiksowej wersji; charakteryzacja Jacka Nicholsona pozostaje daleko w tyle.

Ale dopiero to, co dzieje się po walce Batmana z Jokerem sprawia, że ten zrealizowany przez grupę zapaleńców film (wyprodukowany został bez udziału wielkich wytwórni, przy pomocy własnych środków i zapału) zasługuje na ogromne uznanie!

Advertisement

Batman rzuca Jokerem o ścianę, niby nic ciekawego – ot, zwykła walka – tymczasem gdzieś z góry spada OBCY i chwyta Jokera, zabierając go ze sobą. Po chwili na ziemię upada kastet, który Joker miał na ręku, a za nim Obcy, który rusza w kierunku Batmana. Dochodzi do walki, Obcy leży na Batmanie, przyciskając go do ziemi i… nagle na głowie Aliena pojawiają się (nie uwierzycie!) trzy czerwone kropki celownika laserowego używanego przez PREDATORA. Pada strzał. Głowa Obcego rozbryzguje się, a Batman staje na równe nogi; Predator zeskakuje z budynku i zaczyna się walka – wszystko dopieszczone zarówno pod względem charakteryzacji, jak i efektów specjalnych, choreografii, montażu i zdjęć.

Advertisement

Ciężko uwierzyć, że ręki nie przyłożył do tego ani Stan Winston, ani Industrial Light & Magic. Cały film sprawia wrażenie zrobionego przez sztab specjalistów; mógłby doskonale nadawać się jako trailer filmu Batman VS Alien VS Predator – jeśli taki miałby kiedyś powstać. Idealnie też w trakcie całego filmiku zostały wykorzystane motywy muzyczne (w oryginale) z filmów Aliens, Alien ^3 i Predator.

O ile jestem przeciwnikiem jakiegokolwiek wykorzystywania przypisanej do konkretnego filmu muzyki, o tyle tutaj nie wzbudziło to mojej złości. Muzyka z oryginalnych filmów została wykorzystana inteligentnie i nie stała się profanacją znanych motywów. Podobnie jest z większością ścieżki dźwiękowej; wykorzystano oryginalne odgłosy Obcego i Predatora pochodzące z kinowych filmów. Batman – Dead End, choć trwa zaledwie 8 minut, wart jest obejrzenia i przekonania się, z jaką łatwością można bawić się kultowymi postaciami i jak mógłby wyglądać crossover Batmana, Predatora i Obcego w jednym filmie.

Advertisement

Batman – Dead End nie wszedł do powszechnej dystrybucji i został nakręcony tylko w celu pokazania możliwości techniczno realizacyjnych ekipy ludzi, która go zrobiła. A możliwości ich, jak można się przekonać – są wielkie!

Tekst z archiwum film.org.pl.

Advertisement

Od chwili obejrzenia "Łowcy androidów” pasjonat kina (uwielbia "Akirę”, "Drive”, "Ucieczkę z Nowego Jorku", "Północ, północny zachód", i niedocenioną "Nienawistną ósemkę”). Wielbiciel Szekspira, Lema i literatury rosyjskiej (Bułhakow, Tołstoj i Dostojewski ponad wszystko). Ukończył studia w Wyższej Szkole Dziennikarstwa im. Melchiora Wańkowicza w Warszawie na kierunku realizacji filmowo-telewizyjnej. Autor książki "Frankenstein 100 lat w kinie". Założyciel, i w latach 1999 – 2012 redaktor naczelny portalu FILM.ORG.PL. Współpracownik miesięczników CINEMA oraz FILM, publikował w Newsweek Polska, CKM i kwartalniku LŚNIENIE. Od 2016 roku zawodowo zajmuje się fotografią reportażową.

Advertisement
Kliknij, żeby skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *