Publicystyka filmowa
Najbardziej REALISTYCZNE filmy SUPERBOHATERSKIE
Kino superbohaterskie z powodzeniem może być oparte na zwykłych ludziach, których superbohaterskość jest przede wszystkim wynikiem działania niezłomnej woli i charakteru.
Realistyczny film superbohaterski to tylko pozornie oksymoron. Być może współcześnie przyzwyczailiśmy się, że tego bohaterowie tego typu kina zawsze cechują się nadnaturalnymi mocami. W końcu dlatego mogą odgrywać rolę superherosów. Nic bardziej mylnego. Kino superbohaterskie z powodzeniem może być oparte na zwykłych ludziach, których superbohaterskość jest przede wszystkim wynikiem działania niezłomnej woli, charakteru, a dopiero potem wspomagane być musi np. zaawansowaną technologią. Większość produkcji wybranych do tego zestawienia bazuje na postaciach, które nie posiadają żadnych fantastycznych zdolności, no może z jednym wyjątkiem.
Łączy ich natomiast niespotykana determinacja w zwalczaniu zła. Ten typ superbohaterstwa nie jest widowiskowy, dlatego tak rzadko kręci się filmy o zwykłych ludziach, którzy w prozaicznie realnym świecie przejmują rolę w walce ze złem od swoich wymyślonych, komiksowych mistrzów.
„Batman” (2022), reż. Matt Reeves
Najnowsza odsłona Batmana pokazała, jak mroczne i poważne są w stanie być filmy superbohaterskie. Z tym że Matt Reeves na szczęście nie przekroczył granic absurdalnej powagi (jak Nolan) i odpowiednio zrównoważył swoją historię człowieka-nietoperza. Spełnia idealnie założenia realistycznego filmu superbohaterskiego, gdzie realizm polega na czysto ludzkiej postaci herosa wspomagającego się zaawansowaną technologią i walczącego z realistycznymi złoczyńcami.
Na dodatek historia życia Batmana również jest realna, wręcz dramatycznie obyczajowa, a gdyby tak zastanowić się, jak często Bruce Wayne na ekranie wkłada swój strój, nie czujemy żadnego przesytu. Głównego bohatera dokładnie poznajemy w masce i bez niej. Podczas walk niekiedy jesteśmy niepewni, czy tym razem wygra. O to chodzi w realistycznym filmie superbohaterskim, że główny bohater może krwawić, nawet dość solidnie, i być z tego powodu bliski śmierci. Może ktoś zarzuci mi, że realizm Batmana od zawsze był zaburzony surrealizmem świata przedstawionego.
Zdaję sobie z tego sprawę. Cechy te jednak niczego nadnaturalnego nie dodają do bohaterstwa Batmana. Wprowadzają jedynie do rzeczywistości nieco sennego braku logiki, przerysowania atrybutów realności, fantazji oraz groteski. Batman wciąż nie może w świecie nadrealnym latać bez pomocy Batwinga.
„Super-Bohaterowie” (1999), reż. Kinka Usher
Gdzie doszukiwać się realizmu w Super-Bohaterach? Głównie w indolencji głównych postaci. Pan Furia (Ben Stiller), który tylko krzyczy, Szufla (William H. Macy) walący na oślep łopatą, Niebieski Radża (Hank Azaria) rzucający na oślep sztućcami czy Niewidzialny chłopiec (Kel Mitchell), który jest niewidzialny tylko wtedy, gdy nikt na niego nie patrzy.
Cała ta grupa, żywcem wyjęta z jakiegoś ośrodka dla psychicznie chorych, daje widzowi tyle rozrywki, że Super-Bohaterowie powinni być filmową lekturą obowiązkową dla miłośników kina superbohaterskiego w tym poważnym, nieco czasem zbyt patetycznym wydaniu. Produkcja Kinki Ushera znakomicie piętnuje wszystkie wady kina, w którym herosi ratują świat – prócz indolentnych pozytywnych postaci spotkamy tam osobliwych złoczyńców, np. Casanovę Frankensteina (Geoffrey Rush). A komediowo potraktowane wyczyny wszystkich bohaterów osadzone są w nieco surrealnym świecie, którego nie powstydziłby się nawet Terry Gilliam. Z pewnością Kinka Usher się nim inspirował.
„Czarna Wdowa” (2021), reż. Cate Shortland
Gdyby nie złoczyńca o nadnaturalnych zdolnościach (Taskmaster), produkcja niemal zupełnie nie posiadałaby wymiaru superbohaterskiego w tym fantastycznym znaczeniu. Sama Czarna Wdowa w niczym superbohaterki nie przypomina. Bije się całkiem dobrze, lecz zupełnie po ludzku. Wiele pojedynków wygrywa z trudem, a przed Taskmasterem musi najczęściej uciekać. Niezłomną posiada natomiast wolę, zwłaszcza że jej życie potoczyło się drastycznie – wychowywana przez rodzinę, która była fikcyjna, a potem oddana do ośrodka szkoleniowego dla szpiegów kierowanego przez jej późniejszego wroga, Dreykova.
Czarna Wdowa dzięki właśnie takiej głównej bohaterce jest bardziej filmem akcji z elementami kina szpiegowskiego. W ogóle odkąd poznałem grupę Avengers, cały czas zastanawiam się, co takiego potrafiła Natasza, że była w niej potrzebna. W sumie ten sam problem dotyczy Hawkeye’a. Przy dosłownie kosmicznych wyzwaniach stojących przed Avengers powinni dawno zginąć. Człowiek, nawet najlepiej wyszkolony, nie może przecież stawiać czoła potworom z innych światów. Nie może dotrzymywać kroku herosom. Przychodzi mi teraz na myśl Batman i to, że w uniwersum DC jakoś dawał radę dzięki technologii, ale też jego przeciwnicy to byli głównie szaleni ludzcy złoczyńcy.
„Logan” (2017), reż. James Mangold
Obecność Logana w tym zestawieniu jest wyjątkiem, bo niestety nie spełnia on podstawowego kryterium, jeśli chodzi o nadludzkie możliwości bohatera. Wolverine jest mutantem prawie niezniszczalnym, a poza tym otaczają go w filmie postaci o podobnych możliwościach. Mimo to wybrałem Logana. Doceniłem go za realizm emocjonalny, za niebanalne przedstawienie schyłku życia superbohatera, co w tego typu kinie właściwie się nie zdarza.
Logan z pewnością nie jest realistyczny, jeśli chodzi o fabułę, ale za wszelką cenę stara się realnie oddać ludzkie emocje. A chyba nie mamy wątpliwości, że każdy superbohater wymyślony przez człowieka posiada czysto ludzkie cechy, nawet jeśli jego gatunek i forma wizualna nas nie przypomina. Kino superbohaterskie niestety w większości nie przywiązuje zbytniej wagi do portretów psychologicznych herosów. Są one szkicowe, jednowymiarowe i zerojedynkowe. Wolverine w Loganie jest wyjątkiem, a poza tym nie epatuje CGI.
„Defendor” (2009), reż. Peter Stebbings
Z początku może się tylko wydawać, że Defendor jest pastiszową komedią o nieudolnym superbohaterze, lecz im lepiej poznajemy Arthura, tym bardziej rozumiemy, że pod komediową maską produkcja ta tak naprawdę jest dramatem psychologicznym. Defendor to postać człowieka zaburzonego, który wymyślił sobie alternatywną osobowość wyłącznie z powodu tragedii rodzinnej, jaką przeżył w dzieciństwie. Cała jego walka dzieje się w głowie, bo jego niedojrzała, naiwna osobowość nie potrafi zrozumieć, że otaczający świat nie potrzebuje superbohaterów.
Tak się tylko z pozoru wydaje. Przekaz filmu jest jednak o wiele głębszy. Superbohaterstwo nie polega na zakładaniu obcisłych trykotów, peleryn, masek i rzucaniu się desperacko w nocy na przestępców. Superbohater to ten, który się nie poddaje, nawet jeśli życie chce podciąć mu nogi i rzucić na kolana. Defendor jest znakomitym przykładem postaci tragicznej w kinie, której z pozoru nic nieznaczące, szare życie jest w pełni superbohaterskie.
„Kick-Ass” (2010), reż. Matthew Vaughn
Trzeba być niezwykle zdeterminowanym, a może i szalonym, żeby bez żadnych supermocy przebrać się w strój superbohatera o wdzięcznym imieniu Kick-Ass i stanąć do ulicznej walki z realnie niebezpiecznymi przeciwnikami. Oczywiście musiało się to skończyć źle i tylko dzięki odpowiednio skonstruowanemu zbiegowi wypadków Dave Lizewski przeżył swoje początki. To, że nie ma żadnych supermocy, jest jego zaletą, ale dodatkowo samemu filmowi nie brakuje slapstickowości, która naprawdę bawi.
Z połączenia tych dwóch elementów powstał bardzo realistyczny pastisz godny polecenia każdemu fanowi zbyt poważnie zapatrzonemu we fruwających po niebie superbohaterów w zwiewnych pelerynach i obcisłych majtkach. Na uwagę zasługuje jeszcze wybuchowa para Big Daddy (Nicolas Cage) i Hit-Girl (Chloë Grace Moretz). W pewnych momentach zastanawiałem się, czy aby granie takich mocnych scen jest właściwe dla młodziutkiej Moretz.
„Iron Man” (2008), reż. Jon Favreau
Iron Man w MCU jest odpowiednikiem Batmana w DC. Bogaty, bez żadnych zdolności, wspomagany nowoczesną technologią, nawet doskonalszą niż Bruce Wayne, cierpiący jednak na permanentny brak spełnienia, no może poza jedną, jedyną chwilą, gdy odnalazł się w nowej rzeczywiści po dokonanej przez Thanosa zagładzie wszechświata. Iron Man jest niezwykle realną, emocjonalną postacią o cechach granicznych. Ironiczna radość bogacza miesza się w nim z namysłem godnym mędrca, który jest gotowy poświęcić wszystko.
Superbohaterstwo Iron Mana jest dojrzałe zarówno na poziomie fizycznym, jak i mentalnym. Jest jedną z najbardziej spójnych postaci w MCU, chociaż paradoksalnie nie posiada żadnych fantastycznych przymiotów sam z siebie, no może oprócz tkwiącego w piersi reaktora łukowego.
„Punisher” (2004), reż. Jonathan Hensleigh
Kolejny człowiek z trudną historią, porównywalną z tą Batmanowską. W sumie te postaci mają ze sobą wiele wspólnego – są naznaczone osobowościowym mrokiem, z którego niemożliwe jest wyjść obronną ręką. Można powiedzieć, że Punisher i Batman to superbohaterowie-straceńcy, beznadziejnie próbujący zmienić otoczenie, chociaż tak naprawdę ich walka z przestępczością jest osobistą zemstą. W tym sensie żaden z nich nie uratuje świata przed zagładą, a zemsta nie będzie ukojeniem.
Takie superbohaterstwo jest o tyle realistyczne, o ile w sensie globalnym zawsze będzie niespełnione. Punisher i Batman nie ocalą świata przed zapisaną w człowieczej naturze zdolnością do samounicestwienia. Dlatego pasują do tego zestawienia realistycznych produkcji, realistycznych czy też niepozostawiających tak czasem banalnych nadziei na wygranie ze złem i uczynienie świata idyllicznym miejscem do życia. Chyba najbliżej tego dzieła stworzenia był Thanos. Jeśli więc nie widzieliście jeszcze Punishera i dopiero wchodzicie w świat filmowych superbohaterów, na Punisherze się nie zawiedziecie, zwłaszcza w wersji odegranej przez Thomasa Jane’a, chociaż mam jakiś irracjonalny sentyment do posągowej gry Dolpha Lundgrena z 1989 roku.
„Super” (2010), reż. James Gunn
Jak zapewne się spodziewacie, będzie krwawo, z przymrużeniem oka, czasem śmiesznie, a czasem śmiertelnie poważnie. Super jest filmem o superbohaterstwie wynikającym z problemów małżeńskich, a takie postawienie sprawy oraz reżyser zapowiadają mnóstwo komedii okraszonej bezpretensjonalnie zaprezentowaną przemocą.
Frank Darbo, człowiek, u którego stopień społecznej szarości sięga zapewne 100 procent, przemienia się w ulicznego mściciela, właściwie tylko po to, żeby zmusić żonę do powrotu. Jedynie przy okazji sporo przestępców zostaje unieszkodliwionych, bo główny antagonista jest nowym partnerem małżonki Franka. Gdyby tak nieco przerobić scenariusz Super, czyli zlikwidować komediowość, produkcja mogłaby się okazać niesamowicie mrocznym filmem superbohaterskim, a jest czysto rozrywkowym pastiszem tego gatunku. Uważam, że potencjał został stracony, chociaż jest kilka scen, po których uśmiech zostaje na twarzy bardzo długo.
„Strażnik” (2010), reż. Michael Morrisey
Takie zestawienia mają ten pozytywny skutek dla piszącego je, że pozwalają znaleźć filmy, których w innych warunkach nigdy nie miałoby się okazji obejrzeć. Nigdy nie widziałem Strażnika, a to warte uwagi, kameralne kino realistyczne superbohatersko aż do bólu. Po jego obejrzeniu uświadomiłem sobie, że wśród nas żyje mnóstwo superbohaterów. Każdy z nas na jakimś etapie jest herosem. Na tym wczesnym etapie, kiedy jeszcze nie jest się dorosłym, a trzeba zrozumieć wszystkie te zasady świata, w którym potem będzie się żyło i wychowywało swoje dzieci – superbohaterów.
Wszystkie dzieci są superbohaterami, bo muszą porzucić świat naprawdę szczęśliwy i wejść w dorosłość. Samo dorośnięcie jest więc superbohaterstwem, a Strażnik boleśnie je opisuje, dając i jednocześnie nie dając nadziei na pozytywny koniec. Bo jaki jest ten świat, skoro główny bohater musi pociągnąć za spust i zabić?
