Connect with us

Publicystyka filmowa

W ŚWIECIE MASZYN. Najlepsze filmowe roboty

W ŚWIECIE MASZYN to fascynująca podróż po filmowych robotach, które wciągają w świat technologii i przygód. Odkrywaj ich tajemnice już teraz!

Published

on

W ŚWIECIE MASZYN. Najlepsze filmowe roboty

Choć te najprostsze formy elektronicznego życia są już z nami od jakiegoś czasu, wciąż dążymy do stworzenia bardziej zaawansowanych maszyn, które będą mogły zastępować nas w ryzykownych pracach, przy nadmiernym wysiłku, w niebezpiecznych miejscach. Inspiracji szukamy oczywiście w kulturze, gdzie największe wrażenie robią wymysły dużego ekranu, dawno już oswojonego z wizją blaszanego niewolnika. W ponad stuletniej historii dziesiątej muzy trochę się ich nazbierało, zatem jest w czym wybierać. Oto piętnaście najlepszych i/lub najfajniejszych robotów filmowych – przy założeniu, że skupiamy się de facto na robotach, a nie na znacznie bardziej zaawansowanych androidach o typowo ludzkich cechach oraz powłoce, ani tym bardziej na sztucznej inteligencji zamkniętej w twardych dyskach komputerów pokładowych. A żeby jeszcze bardziej ułatwić sobie sprawę, stawiamy na jasną stronę mocy i olewamy seriale.

Advertisement

AMEE

Czerwona planeta

Miało być bez złych robotów, ale w końcu trudno w pełni uznać za takowy Autonomous Mapping Evaluation and Evasion, czyli Autonomiczne mapowanie ewaluacji i uniku (lub, jak twierdzą polskie napisy, Automat Maszerujący do Eksploracji i Eskorty). Posiadająca zdecydowanie żeńskie programowanie AMEE jest w zamierzeniu dosłownie pomocną dłonią razy cztery – wiernym psem, który został niestety zdradzony. Sama w sobie pozostaje niezwykle realistycznym, dającym się lubić stworzeniem. Zwiadowcą wyładowanym po brzegi techniką i potrafiącym walczyć do końca, ale broni jako takiej nie posiadającego. Ot, najlepszy mechaniczny przyjaciel człowieka, przynajmniej do pierwszego zwarcia…

Advertisement

Atom

Giganci ze stali

Przykład pancerza bez ducha w środku. Atom ma bowiem tylko jedno zadanie – imitować bokserskie ruchy i przyjmować ciosy na klatę. Cała reszta jest już na tak zwanego pilota, co niejako z automatu wpisuje Atoma bardziej na listę gwiazdkowych prezentów niż świadomych swej egzystencji robotów. Jest w nim jednak jakiś bliżej nieokreślony ludzki pierwiastek, który sprawia, że nie tylko nie da się go nie lubić, ale też trudno stawiać go na równi z latarką oraz konsolą Playstation.

Advertisement

Baymax

Wielka Szóstka

Ten robot o czysto medycznym przeznaczeniu na pierwszy rzut oka przypomina raczej ogromny balon do zabawy niż jakąkolwiek inteligencję. Paradoksalnie jednak staje się najlepszym bohaterem całego filmu, swą olbrzymią naturalnością i właśnie tą innością formy zostawiając wszelkie postaci ludzkie daleko z tyłu. Rzecz jasna spora w tym zasługa słabego scenariusza i banalnej intrygi, ale też i Baymax to najzwyczajniej w świecie pomysł w dechę, którego aż chciałoby się doczekać w realnym świecie. Podejrzewam, że również i ten potrafiłby rozjaśnić swoją osobowością.

Advertisement

Chappie

Chappie

PLAGI BRESLAU, czyli gdy Patryk Vega inspiruje się "Siedem" Davida Finchera

Czapi daje ci pewność, że twój pies… nie, wróć! Chappie to trochę takie dziecko wojny i slumsów, o czym dobrze świadczy jego wygląd gangstera. W środku to jednak naiwne, ciekawe świata dziecko, które chce jedynie dobrze. Powstały w wyniku – a jakże! – przypadku, współczesny Pinokio i zarazem monstrum Frankensteina to generalnie swój chłop, którego chciałoby się przytulić – zwłaszcza gdy kładzie po sobie swoje uszko-antenki. Można go też sobie odpowiednio wychować, aby służył i chronił. Z założenia to wszak robot policyjny, czyli zewnętrznie twardy typ.

Advertisement

Gort

Dzień, w którym zatrzymała się Ziemia (1951)

Jeden z przykładów, że i na innych planetach potrafią robić efektowne roboty (pomijając już fakt, że to po prostu koleś pokryty farbą, co w oryginale jest aż nadto widoczne). Gort co prawda nie jest duszą towarzystwa, a gdy otworzy „oko”, to nic, tylko uciekać, ile sił w nogach. Ale jest niezwykle posłuszny, wierny i, mimo wszystko, działa w dobrej wierze. Trudno oczywiście jednoznacznie stwierdzić, czy za tą metalową powłoką kryje się coś więcej niż tylko bezmyślny chłopiec na posyłki, lecz czasem to właśnie takiego najlepiej jest mieć pod ręką.

Advertisement

Huey, Dewey i Louie

Niemy wyścig

Hyzio, Dyzio i Zyzio byli siostrzeńcami Kaczora Donalda, jednak trudno dostrzec echa tychże animowanych, niesfornych postaci w trzech nietypowych robotach z filmu Douglasa Trumbulla. Niskie, pokraczne, nieposiadające jakichkolwiek zewnętrznych cech ludzkich (bo w środku siedziały na planie już konkretne osoby – ze względów praktycznych kalekie, po amputacji). Ba! Ich wygląd jest pozornie wręcz niepraktyczny, a one same, choć rozumne, wydają się pozbawione konkretnych uczuć i gotowe do poświęceń dla resztek cywilizacji oraz, co ważniejsze, natury, opieki nad którą nadal się uczą.

Advertisement

A mimo to ujmują już od pierwszych scen, z łatwością rozbawiając w jednej chwili i wzruszając w innej. Niby tylko zbiór kabli bez tożsamości. A jednak prawdziwi (jedyni?) przyjaciele, na dobre i na złe.

 

Advertisement

Johnny-5

Krótkie spięcie 1 i 2

Prekursor wyżej wymienionego Chappiego, od którego jest zresztą zdecydowanie fajniejszą, ciekawszą i dojrzalszą postacią. Wojskowy projekt, który przyjął na klatę piorun i zaczął myśleć, jest w podejściu do otaczającego go świata równie naiwny, ale potrafi szybciej i sprawniej wyciągać wnioski ze swoich dziewiczych przygód. Cechuje go również większa dawka humoru, a nawet autoironii, co zawsze na propsie. I chociaż technicznie Dżony pińć wydaje się być mniej zaawansowany, nie tak wyrafinowany i odporny jak poprzednik, to ostatecznie i sympatia do niego jakaś większa. A on sam bardziej… ludzki.

Advertisement

 

Maria

Metropolis

Advertisement

Jeden z najbardziej klasycznych i zarazem pierwszych w ogóle robotów – czy też raczej: fembotów – w kinie, z niemałym wpływem na dziesiątej muzę. Maria – w książkowym pierwowzorze: Futura – to pod wieloma względami ucieleśnienie samczych marzeń. W swej podstawowej formie twór to nieco toporny i niezbyt porażający swoimi możliwościami, ostatecznie buntujący się przeciw swojemu stwórcy. Cała reszta tej postaci – przez Niemców pieszczotliwie nazwana maschinenmensch – podpada już bardziej pod androida (tudzież gynoida), ale to nie szkodzi, bo Maria w każdej formie jest zjawiskowa.

 

Advertisement

Marvin

Autostopem przez galaktykę

Mały tułów, olbrzymia głowa o smutnych, zielonych oczkach oraz dobywający się ze środka, narzekający na wszystko głos Alana Rickmana – oto cały Marvin, który jest bodaj najbardziej życiowym ze wszystkich robotów świata. Gdyby nie układy scalone i metaliczne ciało, można by go wręcz posądzać o polskie korzenie (choć zrobiony został zapewne w Chinach). Zwłaszcza że przy całym tym swoim pesymistycznym wizerunku Marvin jest budzącym sympatię, wiernym druhem, który w odpowiednim momencie potrafi nawet uratować (wszech)świat. Ech, co tu więcej gadać…

Advertisement

 

R2-D2 i BB-8

saga Gwiezdne wojny

Advertisement

Jeszcze parę lat temu podobny duet byłby niemożliwy, a miejsce Bibi zajmowałby zapewne C-3PO (który mnie osobiście działa na nerwy). Teraz jednak lśniący nowością i wspomagany CGI okrąglutki robocik wydaje się pełnoprawnym następcą i zarazem idealnym uzupełnieniem swojego starszego brata – lub, jak kto woli, kuzyna – Artoo. Oba te modele łączy tyle samo, co dzieli. Żółta piłeczka wygrywa zwinnością, obłym kształtem oraz zwiększoną odpornością na uszkodzenia. Ale nie potrafi chociażby latać tak jak większy od niej błękitny kosz na śmieci na kółkach. Zasługi dla kina na chwilę obecną także ma zdecydowanie mniejsze, nawet jeśli opryskliwość dźwięków podobną. Ale jeśli ktoś pokochał jednego, także i drugiego bez mrugnięcia okiem doda do ulubionych filmowych robotów (oraz listy życzeń gwiazdkowych).

Robbie

Zakazana planeta

Advertisement

Na pierwszy rzut oka to jedynie skrzyżowanie nakręcanej zabawki z ludzikiem Michelina. Robbie potrafi zaskoczyć jednakże ogładą, znajomością języków, jak i trafiającym w punkt humorem. Chociaż zamiast twarzy ma automat do gry, a jego głos brzmi jak wczesna wersja syntezatora IVONA, udaje mu się nieraz skraść ludzkim postaciom całe show, a jego poziom ekspresji przerasta niejednego aktora – i to pomimo pozornego braku emocji. Poza tym, jak niemal każdy robot, Robbie jest silny i wytrzymały, a więc nieodzowny w licznych pracach. W swej charakterystycznej pokraczności to pełna wdzięku maszyna, którą łatwo polubić.

 

Advertisement

Sonny

Ja, robot

Cwany Sonniak to bez wątpienia dorównujący ludziom osobowością przedstawiciel blaszaków – być może najbardziej inteligentny na liście. Szybki i skuteczny, z manualno-artystycznymi zdolnościami, chętnie wyrażający emocje, rzucający żarcikami, kiedy trzeba zaskakujący subtelnością ekspresji, a nawet bojący się… śmierci. Z początku jawi się co prawda jako ten zły, wadliwy robot, ale ostatecznie okazuje się wierniejszym przyjacielem od niejednego homo sapiens futuris.

Advertisement

 

Stalowy gigant

Stalowy gigant

Advertisement

Przybyły z gwiazd olbrzym – w zamierzeniu śmiertelna broń – ma w sobie coś z Marii. Ma też i z Vin Diesela, który metalowemu kolosowi użyczył głosu. Już choćby te dwa elementy sprawiają, że widzowi, tak samo jak małoletniemu bohaterowi animacji, łatwo jest ulokować sympatię z tej żelaznej puszce. Zresztą gigant jest na swój sposób także dzieckiem – w dodatku, mimo swojego ogromu i wyglądu zabijaki, niezwykle łagodnym i życzliwym. Kryje w sobie także kilka niespodzianek, z których ta największa jest wprost na wagę złota.

 

Advertisement

TARS

Interstellar

Filmy, które ZYSKAŁY na ZŁYM AKTORSTWIE

On i jego kumple – PLEX, CASE i KIPP – to prawdziwe oryginały, przynajmniej w kwestii wyglądu, który choć raz nie został stworzony na modłę humanoidalną. Przypominające ruchome bankomaty roboty są jednak niezwykle sprawne, co wielokrotnie potrafi wybawić je oraz mniej zwinnych ludzi od tragedii. Pod tymi czarnymi monolitami kryje się także nie mniej intrygujące oprogramowanie, pozwalające im być nie tylko pełnoprawnymi członkami załogi, ale i dobrymi kompanami do pogaduszek od serca. Cyniczne, inteligentne, z gotową ripostą na każdą okazję – tak inne i zarazem tak bliskie nam.

Advertisement

 

Wall•E

Wall•E

Advertisement

Wysypiskowy Automat Likwidująco-Lewarujący. E-klasa – kwadratowe pudełko, które ożywa wraz z pierwszymi promieniami słońca i gaśnie o zmierzchu, w międzyczasie dzielnie sprzątając całą planetę (albo raczej zamieniając stosy śmieci w ładnie uporządkowane wieże ze śmieci). Uczynny, miły, przyjacielski, ciekawski, potrafiący nie tylko kopać, ale i kochać typ kolekcjonera antyków. Trochę ciamajdowaty, ale jak na swoje niezgrabne kształty również zaskakująco dynamiczny. A poza tym meloman i kinomaniak. Co, jak co, ale WALL•E kryje w sobie naprawdę więcej, niż można by tego po nim oczekiwać. Tym samym wpisuje się w poczet najznamienitszych robotów wielkiego ekranu.

 

Advertisement

Bonus:

IG-88

Gwiezdne wojny: Część V – Imperium kontratakuje

Mój osobisty faworyt, którego generalnie trudno zaliczyć do najlepszych robotów, ale mimo to bezustannie fascynuje. Pojawił się w zaledwie jednej scenie, w której przypominał jakiś znaleziony na śmietniku poniemiecki relikt z drugiej wojny światowej – pusty i kompletnie bez życia. Tym większą zagadką pozostaje to, jakim cudem coś takiego może parać się niełatwym fachem łowcy głów i w dodatku, skoro ma się dobrze i gości u Dartha Vadera, plasować wśród mistrzów tej branży? Metalowy mindfuck.

Advertisement

korekta: Kornelia Farynowska

Advertisement

KINO - potężne narzędzie, które pochłaniam, jem, żrę, delektuję się. Często skuszając się jeno tymi najulubieńszymi, których wszystkich wymienić nie sposób, a czasem dosłownie wszystkim. W kinie szukam przede wszystkim magii i "tego czegoś", co pozwala zapomnieć o sobie samym i szarej codzienności, a jednocześnie wyczula na pewne sprawy nas otaczające. Bo jeśli w kinie nie ma emocji, to nie ma w nim miejsca dla człowieka - zostaje półprodukt, który pożera się wraz z popcornem, a potem wydala równie gładko. Dlatego też najbardziej cenię twórców, którzy potrafią zawrzeć w swym dziele kawałek serca i pasji - takich, dla których robienie filmów to nie jest zwykły zawód, a niezwykła przygoda, która znosi wszelkie bariery, odkrywa kolejne lądy i poszerza horyzonty, dając upust wyobraźni.

Advertisement
Kliknij, żeby skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *