Connect with us

Publicystyka filmowa

NIEŚMIERTELNI, NIEZNISZCZALNI…

NIEŚMIERTELNI, NIEZNISZCZALNI… to humorystyczna podróż przez filmowe ikony, które mimo swej potęgi, mogą być zaskakująco wrażliwe.

Published

on

NIEŚMIERTELNI, NIEZNISZCZALNI...

…ale czy na pewno?

Niniejszy artykuł jest właściwie czymś w rodzaju jednej wielkiej improwizacji. Bo oto pewnego pięknego dnia, w mej skromnej głowie narodził się dość spontaniczny pomysł swoistego zestawienia, obejmującego mniej lub bardziej znane, nieśmiertelne i niezniszczalne postacie filmowe. Selekcja własna obejmuje te osobistości, które uważam za najciekawsze, najbardziej charakterystyczne i zwyczajnie godne jakiejkolwiek uwagi bądź zapoznania. Takie, które od razu przychodzą mi na myśl, gdy usłyszę jeden z przymiotników tytułowych niniejszego artykułu.

Advertisement

Nie tylko bohaterowie „pojedynczych” filmów, ale często całych serii. Pewnie robiąc całe poniższe zestawienie i tak zapomniałem o kimś ważnym, no ale wszystkiego pamiętać się nie da… Mimo tego, lista póki co pozostaje „sztywna” – bez planowanych aktualizacji (przynajmniej w najbliższym czasie). W tym miejscu pragnę też nadmienić, iż tekst został napisany w konwencji raczej humorystycznej, miejscami wręcz prześmiewczej i nie ma na celu gloryfikowania lub ubóstwiania tych jakże zacnych i pożądanych cech. W wielu miejscach polega raczej na znęcaniu się na kolejnych „sławach”, gdyż jak się okazuje – nawet tych teoretycznie niepokonanych można pokonać, tych teoretycznie niezniszczalnych można jednak zgładzić.

Zapraszam Drodzy Czytelnicy do lektury i pamiętajcie – jeśli kiedykolwiek usłyszycie, że Wasz przeciwnik jest nieśmiertelny bądź niezniszczalny – odłóżcie obawy na bok, przeczytajcie poniższe zestawienie i kombinujcie. To niemal pewne, że wszyscy tacy „giganci” mają swoje słabe punkty – trzeba się tylko trochę wysilić i ich poszukać.
Uwaga! Cały tekst zawiera mnóstwo spojlerów!

Advertisement

Odsłona pierwsza – ci dobrzy

Przynajmniej z założenia stoją po właściwej stronie, ewentualnie przejawiają charakter całkiem neutralny…

Connor MacLeod

seria Nieśmiertelny

Advertisement

„Jestem Connor MacLeod z Klanu MacLeod. Urodziłem się w 1518 roku w wiosce Glen Finnan na brzegach jeziora Loch Shiel i jestem nieśmiertelny…”.

Fakt, iż Christopher Lambert to główna postać serii (tak naprawdę tylko część pierwsza jest godna uwagi) nie oznacza, że jest jedyny. Nieśmiertelnych jest wielu. Od lat toczą między sobą bój, ponieważ – jak głosi hasło reklamowe filmu – „może zostać tylko jeden. I w końcu pozostaje ostatnia para, która stoczy walkę o legendarną Nagrodę. Nieśmiertelni są… nieśmiertelni. Nie starzeją się, nie mogą się utopić, można ich przebijać mieczami wzdłuż i wszerz, można do nich strzelać seriami z karabinu… Wszystko, poza jednym – nie wolno im tracić głowy („Don’t lose your head” – jak brzmią słowa piosenki zespołu Queen).

Nie w przenośni, a dosłownie – ścięcie głowy oznacza śmierć nieśmiertelnego – brzmi paradoksalnie… Głowa jest najważniejsza. Ale czy to naprawdę jedyny sposób? Ciekawe, co by się stało, gdyby nieśmiertelnemu odciąć inną kończynę – rękę czy nogę… powróciłaby na swoje miejsce, czy do końca życia człowiek obdarzony tym niesamowitym darem odczuwałby brak jakże pożytecznego fragmentu ciała? Wyobraźcie sobie widok leżącego, nieśmiertelnego korpusu – bez rąk, bez nóg, i tak całą wieczność – wspaniała perspektywa. A gdyby tak doszczętnie spalić Nieśmiertelnego? Ciekawe, czy by się zreinkarnował… No cóż – to są pytania bez odpowiedzi, w każdym razie żaden twórca – obojętnie której części Nieśmiertelnego – nie pokusił się o jakieś szersze wyjaśnienie czy uchylenie rąbka tajemnicy, tych wątpliwych kwestii.

Advertisement

Jedynie w trzeciej części Nieśmiertelnego mamy rozcięcie takiej postaci na pół, po czym ponowne jej „złożenie”. Ale jak dla mnie to zdecydowanie za mało. To już taki klasyczny zabieg twórców – jest nieśmiertelny, zabić go można tylko ścinając głowę, a reszty wyjaśnień nie należy dociekać. Zatem pozostańcie widzowie w niewiedzy…

Dorian Gray

Liga Niezwykłych Dżentelmenów

Advertisement

Mimo, iż postać ta okazuje się na końcu Ligi Niezwykłych Dżentelmenów zwyczajnym zdrajcą – postanowiłem jednak zaliczyć Doriana do tych dobrych – wszak przez zdecydowaną większość filmu pomaga głównym bohaterom… A sam film to istny kolaż innych, znanych produkcji, klasycznych postaci książkowych i filmowych. Jest Allan Quatermain, bohater Kopalni Króla Salomona, jest Tom Sawyer, wampirzyca, niewidzialny, doktor Jekyll i pan Hyde, kapitan Nemo ze swoją łodzią podwodną i… właśnie nieśmiertelny Dorian Gray. Z pewnością nawiązanie do Nieśmiertelnego, ale przede wszystkim do dość słynnej książki Oscara Wilde’a – Portret Doriana Graya.

Książkowy Dorian oddał swą duszę za wieczną młodość. Znaki czasu i jego uczynków zamiast zapisywać się na jego twarzy – zapisywały się bardzo wyraźnie na starannie ukrytym obrazie. Podobna sytuacja ma miejsce w filmie, jednak w Lidze Niezwykłych Dżentelmenów twórcy poszli o krok dalej. Zatem na Doriana – podobnie jak na wyżej opisanych Nieśmiertelnych – nie działają także przeróżne dźgnięcia i strzały z broni palnej. Wydaje się jednak, że w przeciwieństwie do MacLeoda z filmu Nieśmiertelny (i jemu podobnych), Dorian Gray nie musi się bać o głowę… w przeciwieństwie do wyglądu.

Advertisement

Tak – wystarczy by spojrzał na obraz z jego prawdziwym wizerunkiem, i pan Gray znika na zawsze (znamiona czasu zapisywały się nieubłagalnie na wspominanym wyżej portrecie…). Ale kwestia niewyjaśnień, które trapiły niektórych w przypadku Nieśmiertelnego z Christopherem Lambertem w roli głównej, nadal pozostaje. Te same pytania bez odpowiedzi, te same „sztuczki” twórców. Dlaczego do diaska nikt tym niesamowitym postaciom nigdy nie próbuje odciąć którejś kończyny…? A może prócz daru nieśmiertelności posiadają także niesamowity dar szczęścia, umożliwiający uniknięcia takich „niespodzianek”. ..? Jednak gdyby już do takich doszło – byłoby przynajmniej ciekawie, może nawet trochę… śmiesznie.

Achilles

Troja

Advertisement

Tej postaci nie mogło zabraknąć w niniejszym zestawieniu, a jej nieobecność byłaby wręcz grzechem. Achilles – w którego w najnowszym, epickim widowisku Troja świetnie wcielił się Brad Pitt – bohater homerowskiej Iliady, najdzielniejszy z Greków oblegających Troję, wódz Myrmidonów (mała, tesalska armia, według mitu stworzona przez Zeusa z… mrówek), zabójca największego trojańskiego wojownika, a mowa oczywiście o Hektorze. Achillesa jako niemowlę matka zanurzała w wodach Styksu, by uodpornić go na wszelkie rany i ciosy. Podczas zanurzania trzymała go za piętę, dlatego był to jedyny słaby punkt tej postaci (stąd powiedzenie „pięta achillesowa”, jakby ktoś jeszcze nie wiedział).

Jednak cóż to za dziwna rzecz – czy nie można było zanurzyć później także tej pięty, by całe ciało wojownika było nietykalne i teoretycznie niezniszczalne…? Cóż, zawsze znajdzie się jakiś kruczek, który wszystko psuje… Achilles kochał walczyć, był wojownikiem doskonałym, niektórzy widzieli w nim demona wojny. Trudno mu się dziwić – gdyby ktoś z nas był obdarzony takim darem, to też nie strasznym byłoby mu iść na krwawą batalię. Chociaż z drugiej strony, nigdy nie próbowano ciężej czy wręcz śmiertelnie zranić tego bohatera. Widać, że prócz odporności na rany, dodatkowo czuwali nad nim bogowie, stąd pewnie to sprzyjające greckiemu herosowi szczęście.

Advertisement

Tak, jak się można było spodziewać (chyba każdy czytał Iliadę czy Mitologię Grecką, lub chociaż słyszał tę historię…), Achilles ginie ugodzony w piętę strzałą Parysa. Że też brat Hektora nie miał gdzie celować… Pech.

Superman

seria Superman

Advertisement

Chyba niemożliwe aby znalazł się ktoś, kto nigdy nie słyszał o Supermanie… Jeden z największych obrońców Ziemi (o ile nie największy), pochodzący z planety Krypton. Dysponujący niewyobrażalną siłą, lodowym podmuchem, laserem z oczu i oczywiście darem niezniszczalności. Do tego potrafi latać i jest szybki niczym błyskawica. W codziennym życiu to dziennikarz, niepozorny i nawet lekko frapowaty Clark Kent. Gdy jednak nadchodzi jakieś niebezpieczeństwo – szybkie zrzucenie standardowych ciuchów i widzimy słynny, niebiesko-czerwony strój, z równie słynnym znaczkiem „S” na klatce piersiowej.

Oczywiście nikt nie wie, że Superman to Clark Kent, co bohaterowi całkiem skrzętnie udaje się ukrywać. A jednak nawet tak potężny heros posiada słaby punkt. Ową „piętą achillesową” okazuje się być kryptonit, zielonkawo-świecący materiał pochodzący z ojczystej planety Supermana. Kryptonit znacznie osłabia siły naszego bohatera i pozbawia go jakże wspaniałej niezniszczalności. Gdy tylko przeciwnicy Supermana odkrywają tę jakże sprytną metodę – bezlitośnie znęcają się nad biednym Clarkiem. Trudno im się dziwić, skoro kryptonit jest jedyną, naprawdę jedyną szansą na pokonanie i zniszczenie Supermana. Dopóki kryptonitu nie ma – pan Kent może spać spokojnie.

Advertisement

Eric Draven

seria Kruk

Do innych, niepokonanych postaci filmowych na pewno trzeba zaliczyć głównego bohatera filmu Kruk – czyli Erica Dravena, zabitego przez grupkę przestępców, jednak powracającego zza grobu w celu klasycznej zemsty. Miał Eric szczęście, że na jego grobie usiadło tytułowe, upiorne ptaszysko, które przywróciło do życia jego żądną wspomnianej zemsty duszę. Od tej pory kruk cały czas podąża za naszym głównym, niezniszczalnym bohaterem, i to właśnie on jest kluczem do zabicia zmartwychwstałego Erica (co objawia się w końcówce filmu, gdy Draven traci swoje moce po ranieniu i schwytaniu ptaszyska).

Advertisement

Zatem Kruk to klasyczny przykład klasycznie niezniszczalnej, nieśmiertelnej postaci, która posiada jeden, ale jakże wyrazisty i konkretny słaby punkt, lub – jak kto woli – kruczek. Szkoda tylko, że filmowe, fikcyjne moce nie ocaliły samego Brandona Lee, który naprawdę zginął na planie filmowym Kruka od strzałów z pistoletu… Tym większa szkoda, iż tragedia wynikła ze zwykłego niedopatrzenia przez pirotechników – przez co w pistoletach prócz ślepaków znalazły się również niezindetyfikowane odłamki… Po sukcesie części pierwszej powstały jeszcze dwie kontynuacje (a podobno kręcą jeszcze następne.

..), o podtytułach Miasto aniołów i Zbawienie, jednak już bez Erica Dravena (w roli wskrzeszonego mściciela występuje inna postać). Natomiast w serialu (The Crow: Stairway To Heaven) powraca Draven, w którego wcielił się Marc Dacascos. Jednak podobnie jak w przypadku serii Nieśmiertelny – tylko pierwszy, rewelacyjny nota bene Kruk jest wart większej uwagi…

Advertisement

Wolverine

seria X-Men

Ten niepozorny z wyglądu mutant okazuje się być jednym z najpotężniejszych. Nie za sprawą różnych energii, jakie wytwarzają takie postacie jak Magneto czy Storm. Nie za sprawą ogromnej siły, jaką posiadał Sabretooth. Ale dzięki darowi niezniszczalności. Cały szkielet Logana pokryty jest niezniszczalnym metalem Adamantium. Ostrza, które wysuwają się z rąk mutanta przecinają na swojej drodze wszystko. Do tego Wolverine posiada bardzo szybką zdolność regeneracji – wszelkie rany goją się w zastraszająco szybkim tempie, a i kulka w głowę nie robi tej postaci żadnego problemu.

Advertisement

Jego umiejętność regeneracji wpływa również na starzenie się – Wolverine może być starszy od samego profesora Xaviera. Zatem jest piekielnie niebezpieczny – dobrze, że stoi po stronie dobra… Przez trzy części filmu tylko jeden osobnik omal nie zabił Logana – mowa tu o Rogue, która dzięki swojej zdolności potrafi z innych wysysać energię życiową. Tak więc jak widać – i na Wolverine’a znajdzie się sposób. Dobrze, że Rogue także stoi po dobrej stronie… Również powtórne wypełnienie ciała metalem Adamantium nie popłaca – przekonała się o tym Lady Deathstrike, „bliźniacza siostra” Wolverine’a (takie same zdolności).

Nie będę oryginalny i po raz kolejny chciałbym wiedzieć, co się stanie gdyby tak Wolverine’owi ściąć np. głowę? W momencie pisania tego pytania otrzymałem jednocześnie odpowiedź. Głowy czy którejkolwiek kończyny nie utniemy, bowiem ostrze (czy inny przedmiot egzekucji ćwiartującej) zatrzyma się na niezniszczalnym metalu Adamantium, zaś rana cięta szybko się zagoi dzięki zdolności regeneracji. Nieźle – kto by tak nie chciał…

Advertisement

David Dunn

Niezniszczalny

Bohater, który jako jedyny przeżywa potężną katastrofę pociągu – i to bez najmniejszego szwanku. Totalne zdziwienie lekarzy jest w tym przypadku w pełni uzasadnione, bo jak można wytłumaczyć ten fakt, skoro z takiej kraksy teoretycznie nikt nie powinien wyjść żywy…? To nie wszystko. Bohater odczuwający strach przed wodą i nie umiejący pływać, a jednak na końcu filmu jakimś cudem wynurza się właśnie z wody… Nawet pewien zbrodniarz, osiłek dający w kość panu Willisowi, nie daje rady nawet w najmniejszy sposób skrzywdzić głównego bohatera… Tak – Bruce Willis jest tytułowym niezniszczalnym, bohaterem niczym z komiksu, którego całe życie poszukiwał filmowy Pan Szklanka (Samuel L.

Advertisement

Jackson). Jednak czy jest to prawdziwa niezniszczalność? Przecież w filmie nie mamy żadnej sceny, w której Bruce Willis zostałby postrzelony czy naprawdę zraniony… Zatem w grę nie wchodzi ani nieśmiertelność, ani regeneracja, czy reinkarnacja. Tym czymś jest niewyobrażalne szczęście, cudowne szczęście, którym obdarzony został główny bohater Niezniszczalnego. Szczęście, dzięki któremu udaje się uniknąć śmierci czy jakichkolwiek obrażeń. Któż by tak nie chciał… Zatem mamy niezniszczalność, ale w innym znaczeniu tego słowa, bardziej w przenośni niż w praktyce. Dlatego Bruce Willis wylądował w niniejszym zestawieniu. Być może jest tym faktem zdziwiony tak samo, jak w momencie podnoszenia w filmie niesamowicie ciężkiej sztangi.

Odsłona druga – ci źli

Z kolei w tych osobistościach drzemie mniejsze lub większe zło, napędzające ich do bezlitosnego działania…

Advertisement

Jason Voorhees

seria Piątek Trzynastego

Nie jest zwyczajnym mordercą. Spośród całej masy innych „killerów”, wyróżnia go posiadanie niesamowitego daru. Jak pewnie zdążyliście się domyślić po tytule niniejszego artykułu – nie można go zabić. Jason zaczyna mordować od drugiej części Piątku Trzynastego. W pierwszej bowiem zabija jego matka, o czym oczywiście nikt nie wie, a sam Jason pojawia się tylko przez chwilę, jako mały chłopiec tonący w jeziorze.

Advertisement

W trzeciej części serii przyodziewa słynną maskę hokejową i bierze maczetę do ręki – te dwa elementy staną się nieodłącznymi atrybutami Voorheesa. W czwartej odsłonie Jason zostaje zabity własną bronią – maczeta przeszywa jego głowę… W kolejnej części morduje naśladowca… Wydawałoby się, że to koniec legendarnego mordercy krążącego w okolicach obozu kempingowego Crystal Lake. A jednak nie… bo oto nadciąga część szósta, Jason Lives – morderca rażony prądem powstaje z grobu, przyodziewa swoją ulubioną maskę, bierze maczetę do ręki i ponownie zaczyna się rzeź. Od tego odcinka serii, Jason uznawany jest za żyjącego trupa, coś w rodzaju zombie, który nie musi się żywić ludzkim mięsem – siłą napędową jego „życia” jest mordowanie niewinnej młodzieży – i nie tylko młodzieży. Powstało 11 filmów, w których występuje postać Jasona Voorheesa. Morderca był już „zabijany” na różne sposoby – m.in. przebijany różnymi ostrzami, topiony, przywalany zgliszczami, rażony prądem…

Zawsze jednak albo powstaje z grobu, albo wyłania się z jeziora Crystal Lake. Pozostawiony w spokoju nie sieje zamieszania i spokojnie spoczywa „udając” martwego, jednak filmowa konwencja ciągnięcia serii zmusza go do kolejnych krwawych pochodów, pełnych niewinnych ofiar. Nie pomogło nawet wysadzenie Jasona w dziewiątej części cyklu. Jego wciąż bijące serce zjada koroner i w nim właśnie zamieszkuje duch Jasona, który na końcu, wśród domków Crystal Lake, i tak reinkarnuje się do znanej wszystkim, barczystej postaci. Morderca doskonały – i do tego niezniszczalny. Reinkarnacja napisałem? A i owszem – coś w tym jest.

Advertisement

W filmie Freddy vs. Jason Krueger wbija ostrza w oczy Voorheesa. Jednak oczy za chwilę ponownie są na swoim miejscu. Ale odcięte przez Freddy’ego palce już nie powracają na swoje miejsce, co widać po końcowym wyłonieniu się z wody Jasona. Czyżby niekonsekwencja twórców? Uwaga! Jasona do tej pory nikomu nie udało się zabić! Przez wszystkie filmy z jego udziałem morderca wciąż powraca, a w chronologicznie ostatniej (Jason X) mamy zapowiedź kolejnego powrotu… Cóż, skoro nic nie pomaga, a Jason wciąż powraca i się reinkarnuje na różne sposoby, może by tak zniszczyć jego wciąż bijące serce, które wydaje się kluczem do wiecznego życia tego lubianego w niektórych kręgach psychola? Bohaterzy ewentualnych, kolejnych odsłon Piątków Trzynastego – pomyślcie nad tym. Warto spróbować w przeciwieństwie do innych metod, takich jak spalanie, miażdżenie, rozsadzanie czy ćwiartowanie – wierzcie mi, to nic nie da.

Freddy Krueger

seria Koszmar z Ulicy Wiązów

Advertisement

To imię i nazwisko jest znane chyba wszystkim kinomanom. Postać poparzonego mordercy dzieci z tytułowej Ulicy Wiązów, z kapeluszem na głowie i z rękawicą naszpikowaną zabójczymi ostrzami. Krueger został przez sądową pomyłkę oczyszczony z zarzutów, ale rodzice nie wybaczają i przychodzą zlinczować Freda. Po latach Krueger powraca. Jednak już nie w postaci ludzkiej. Powraca w snach. Jeszcze gorszy, jeszcze bardziej morderczy. W tych snach kocha torturować i męczyć „swoje dzieci” z Ulicy Wiązów. Nie byłoby w tym nic strasznego – ot, zwykłe koszmary, jednak problem tkwi w tym, iż osoby zabite przez Kruegera we śnie, giną naprawdę.

.. Obrona wydaje się prosta – nie zasypiać. Ale każdy kiedyś cholera musi spać. Jako że Freddy Krueger istnieje tak naprawdę w snach – jest teoretycznie niezniszczalny. Sny to jego świat, którym rządzi, który może dowolnie modyfikować i w którym nikt nie da rady go zabić. A jako że już od dawna nie żyje – jest również w pewien sposób nieśmiertelny. Ale nie do końca, bowiem istnieją dwa „sposoby” na pokonanie go. Jednym z nich jest „wyciągnięcie” Freddy’ego ze snu do realnego świata, w którym już nie będzie niepokonany – odczuje każdą ranę i w realnej rzeczywistości będzie bezbronny. Ale nawet gdy uda się po zabić w prawdziwym świecie – Fred znów powróci w snach.

Advertisement

.. i taki schemat zdarzał się przecież w kilku częściach serii. Pozostaje więc zapomnieć. Nie wymawiać imienia, wymazać postać Kruegera z pamięci, wtedy nikogo nie będzie męczył w objęciach Morfeusza…

Tak właśnie czynią rodzice z Elm Street, broniąc swoich pociech przed legendą i nie wspominając o niej ani słowem. Absolutna cisza w temacie. Sami natomiast biorą specjalne tabletki, dzięki którym nie miewają snów – idealne rozwiązanie! Ale konwencja serii to konwencja serii – zawsze znajdzie się ktoś, kto sobie przypomni Kruegera, zawsze znajdzie się ktoś, kto puści przysłowiową „parę z gęby”. I nasz senny psychol powraca. Raz zdarzyło się, że był w tak beznadziejnej sytuacji (o dziwo – nikt nie chciał sobie o nim przypomnieć – a to dranie), że musiał wykorzystać Jasona Voorheesa do pomocy.

Advertisement

Co oczywiście zaowocowało powstaniem filmu Freddy vs. Jason – będącego jednocześnie ósmą odsłoną Koszmaru z Ulicy Wiązów i jedenastą częścią Piątku Trzynastego. Freddy Krueger to bez wątpienia postać-klasyk nieśmiertelności i niezniszczalności. Bądźcie pewni, że powróci jeszcze nie raz. Nie ma żadnego pewnego sposobu aby go uśmiercić raz na zawsze! Gdy go spotkacie we śnie – dajecie nogę i modlicie się, by jak najszybciej ktoś was obudził. A potem tabletki likwidujące sny. Innego sposobu nie ma. Chyba że pokusicie się – podobnie jak filmowi bohaterowie – o wyciągnięcie Freda do realnego świata. Ale nawet gdy go „uśmiercicie” w naszej rzeczywistości – nic to w sumie nie da, bo „oni” zawsze wracają…

Michael Myers

seria Halloween

Advertisement

„Ten chłopiec ma w sobie niewyobrażalne zło, ma w sobie diabła”

Tak mówił o Myersie jego lekarz-psychiatra, doktor Loomis. Bo cóż innego można powiedzieć o kilkuletnim chłopcu, który w noc Halloween bierze do ręki wielki, kuchenny nóż i zaczyna bez powodu mordować? Zabija jedną siostrę i obsesyjnie chce dopaść drugą. Nie udaje mu się, zostaje przewieziony do zakładu psychiatrycznego. Po wielu latach ucieka i chce do końca zrealizować swój plan. W rolę dzielnej, walczącej z bratem siostry wcieliła się Jamie Lee Curtis, a sam Michael Myers zostaje zabity w pierwszej części filmu. I nie byłoby w tym nic dziwnego, Myers byłby kolejnym psycholem z nożem w ręku, gdyby nie fakt, że powstało 7 kolejnych odsłon „Halloween”.

Jako rasowy „niezniszczalno-nieśmiertelny”, Myers wciąż powraca (pomińmy może trzecią część cyklu, która ma z resztą niewiele wspólnego). Zawsze udaje mu się przeżyć mimo licznych ran kłuto-szarpano-ciętych, i nie tylko. W tym gościu naprawdę drzemie zło… Zło, które nie pozwala mu umrzeć. Nawet nie pomaga ścięcie głowy przez Jamie Lee Curtis (czyżby oglądała Nieśmiertelnego?) w siódmej części serii (Halloween: 20 Lat Później). Bo w prologu ósmej odsłony okazuje się, że Myers nagle ożył, znokautował koronera i przebrał go w swoją słynną maskę. Tak więc siostrzyczka ścięła główkę zupełnie niewinnej osobie. ..

Advertisement

A tymczasem Michael znów powraca by ją zabić – i tym razem mu się udaje. W końcu… gratulacje panie Myers. Tak więc Jamie Lee Curtis w kolejnych częściach Halloween nie uświadczymy, chyba że twórcy ją ożywią i stworzą kolejną nieśmiertelną postać, heh. Niekonsekwencją twórców jest fakt, iż morderca osiągnął cel, a jednak dalej zabija. Mógłby wreszcie zasłużenie odejść na emeryturę… niestety – praca czeka, bo twórcy nikogo nie oszukają końcową sceną Halloween: Resurrection, gdzie dwójka bohaterów „uśmierca” Michaela. Kolejna odsłona cyklu będzie – to niemal pewne jak w banku.

Strzeżcie się Amerykanie swojego święta zmarłych… Michael Myers czuwa i jest zawsze gotowy do akcji. I niech wam się nie wydaje, że możecie go zabić – bo skoro nawet Jamie Lee Curtis się nie udało, to któż inny da radę…

Advertisement

Candyman

seria Candyman

Tytułowy Candyman był niegdyś czarnoskórym niewolnikiem, który zakochał się w córce swego pana. Srogo przyszło mu za to zapłacić, gdy ten dowiedział się o zakazanym romansie… Niewolnik został zlinczowany – oblany miodem zginął od ukąszenia afrykańskich pszczół, dodatkowo pozbawiono go jednej dłoni. Po latach powraca. Stań przed lustrem i wypowiedz pięć razy jego imię – wtedy powróci, by się zemścić. Z każdej jego rany wydobywa się rój wściekłych pszczół, a na miejscu odciętej dłoni figuruje ostry hak. Powraca w trzech częściach filmu, jednak dopiero w ostatniej sprytna główna bohaterka znajduje sposób, by „uśmiercić” Candymana.

Advertisement

Wystarczy zapomnieć legendę, ludzie nie będą pamiętać imienia i Candyman przestanie istnieć. Do czasu, gdy ktoś sobie w jakiś sposób nie przypomni… Wtedy powrót mordercy mamy gwarantowany – podobnie jak z Freddym Kruegerem w serii Koszmar z Ulicy Wiązów. Zatem Candyman to rasowa, klasyczna, nieśmiertelna postać, której nie da się w zabić w żaden konkretny sposób. Spróbujcie sami coś wymyślić… trudno, prawda?

Pinhead

seria Hellraiser (Wysłannik Piekieł)

Advertisement

Skoro machina znanych, kultowych i cenionych postaci z klasycznych horrorów ruszyła – nie zapomnijmy o serii Hellraiser i o tytułowych wysłannikach piekieł – Cenobitach. Tak naprawdę raniąc je sprawiamy im tylko radość i zwyczajną satysfakcję – wszak Pinheada i jego podopiecznych bawi właśnie ból, który jest zarazem filozofią ich egzystencji. Wspomniany Pinhead, ikona horroru z głową nafaszerowaną gwoździami, to główna postać całej, wciąż rozrastającej się serii.

Mimo, iż towarzyszący mu w kolejnych częściach Cenobici (Cenobity?) zmieniają się niczym kolejni partnerzy przy boku rozkapryszonej nastolatki – on jeden pozostaje niezmiennym przywódcą. To numer jeden wśród piekielnych sługusów, mający jednak kilka słabych stron. Odesłać w piekielne czeluście może go oczywiście tylko i wyłącznie słynna kostka. Ale tylko odesłać… (gorzej, jeśli kostka dostanie się w ręce Pinheada…). Natomiast w samym piekle Pinhead został pokonany przez innego Cenobita (druga część filmu), gdy – przypominając sobie kim był kiedyś – zaczął tracić swoją moc… A jednak nie zginął – o czym świadczą kolejne części filmu, bynajmniej nie będące w większości prequelami.

Advertisement

Tak naprawdę jedyny sposób na całkowite zniszczenie Pinheada znalazł potomek twórcy kostki. Przy pomocy wielkiej stacji kosmicznej, zbudowanej na wzór charakterystycznego sześcianu, oraz dzięki odpowiedniej strudze światła zgładza ostatecznie dość upierdliwego Cenobita… Ostatecznie…? Nie wiem jak Wy, ale ja w to nie wierzę.

Lord Himuro Gemma

anime Ninja Scroll

Advertisement

Największy przeciwnik głównego bohatera tego jakże wspaniałego anime. Jubei niegdyś ściął Himuro Gemmie głowę, jednak wtedy jeszcze nie wiedział o jego zdolności reinkarnacji. Dzięki temu Gemma stał się prawdziwym demonem. Jego reinkarnacja jest nie do przezwyciężenia. Jubei odcina demonowi rękę – a ta za chwilę wraca na swoje miejsce. Nie pomaga zmiażdżenie (dosłownie) twarzy, gdyż ta po chwili nabiera pierwotnych kształtów. Rozcięcie Gemmy na pół jest również pomysłem chybionym. Zatem jak zabić takiego przeciwnika? I tutaj mamy haczyk. To, że jest niezniszczalny nie oznacza, że jest również nieśmiertelny.

Nie jest powiedziane, że Lord Himuro Gemma nie starzeje się wcale – zatem mija kilkadziesiąt lat i śmierć nadchodzi sama. Na statku demon zostaje pokonany przez własną chciwość – zalewa go roztopione ogniem złoto. Pokryty tym jakże cennym pierwiastkiem Gemma, ląduje na dnie morza. Pewnie tam doczeka wspomnianej wyżej starości i umrze w spokoju, w dodatku będąc bogatym! Ale uwaga! Demon może w każdej chwili wrócić, gdy tylko znajdzie jakiś sposób, by uwolnić się ze złotego „więzienia”! Wtedy znów będzie nękał prawych, dobrych bohaterów. Aż do śmierci… chyba, że i na niezwyciężoną starość znajdzie jakiś sposób – w świecie czarów i demonów wydaje się to nie być żadną utopią.

Advertisement

T-1000

Terminator 2: Dzień Sądu

Zapewne niektórych zdziwi, że w swoim małym rankingu niezniszczalnych i nieśmiertelnych „ulubieńców” ująłem robota… No ale cóż – nawet roboty wiodą pewnego rodzaju „życie”, które podobnie jak ludzkie – z czasem dobiega końca. Robot (lub android) kojarzy się zawsze z pewnego rodzaju kupą złomu. To, co udało się stworzyć i zbudować człowiekowi można również zniszczyć. Ale T-1000 to zupełnie inny model. Jedna z najbardziej oryginalnych postaci filmowych, bo znajdźcie proszę inną produkcję, gdzie mamy postać zbudowaną z płynnego metalu, mogącą dowolnie się „modyfikować” i obierać różne kształty.

Advertisement

W tym właśnie tkwi niesamowitość T-1000, w którego rolę genialnie wcielił się Robert Patrick. Jak zniszczyć coś, co po zamrożeniu i roztrzaskaniu na setki kawałków z powrotem się „składa”? Jak zniszczyć coś, co dzielnie przyjmuje na siebie kule z broni palnej czy ostrza broni białej, po czym wypełnia powstałe luki ciekłym metalem – substancją, z której jest zbudowane…? Sarah Connor wpada jednak na pomysł (a do końca realizuje go sam Schwarzenegger, czyli model T-800). Gorąca surówka w hucie metali rozwiązuje problem. Nawet tak wspaniały, płynny metal będący „ciałem” T-1000 nie wytrzymuje niesamowicie wysokiej temperatury.

Choć już wcześniej pojawiały się nadzieje na zniszczenie robota, gdy pokazano jego usterki (tylko w wersji reżyserskiej filmu!) po ponownym „złożeniu się” (po zamrożeniu i roztrzaskaniu). Ale pomyślcie tylko – gdyby tak ów metal udoskonalić i uodpornić na każdą, nawet najbardziej krytyczną temperaturę – byłoby ciekawie… i zarazem nieciekawie dla tych „dobrych”.

Advertisement

Agent Smith

trylogia Matrix

Skoro jest robot – dlaczego by nie wymienić innej, sztucznie wytworzonej postaci. Agent Smith – czarny charakter trzech części Matrixa. Agent komputerowego systemu, wirtualna postać, której jeszcze nikomu nie udało się pokonać – nie mówiąc o całkowitym zniszczeniu… Smith nie jest jedynym agentem, ale na pewno najgroźniejszym ze wszystkich. Nie dość, że potrafi się wcielać w każdą postać podłączoną do Matrixa, to jeszcze „zabity” za chwilę powraca… zastępując inną systemową „osobę”. Zniszczyć agenta może tylko i wyłącznie Wybraniec, czyli filmowy Neo (Keanu Reeves) – co z pozoru udaje się w pierwszej części filmu.

Advertisement

Ale Smith nie daje za wygraną – w Reaktywacji powraca jeszcze groźniejszy, z możliwością powielania swojej osoby, niczym wirus. Wyzwolony i już niezależny od Matrixa, staje się zagrożeniem nie tylko dla garstki ocalałych ludzi, ale także dla maszyn i stworzonej przez nie wirtualnej rzeczywistości. Nadchodzą Rewolucje i końcowy pojedynek Smitha z Wybrańcem. Bowiem legenda nadal jest aktualna i tylko ten Jedyny może zniszczyć agenta (czy raczej byłego agenta). I tak właśnie się dzieje, ale czy na pewno Smith został całkowicie zniszczony? Gwarancji nie ma i jestem niemal pewny, że gdyby bracia Wachowscy zdecydowali się nakręcić kolejną część Matrixa – nie zabrakło by w niej tak lubianej przez niektórych postaci Smitha, w którą nota bene rewelacyjnie wcielił się Hugo Weaving.

Scorpion

seria Mortal Kombat

Advertisement

SURREAL ALATION. Interview with C. Robert Cargill

Może już na początku trzeba wyjaśnić, że większość wojowników Zaświatów w Mortal Kombat to różnego rodzaju potwory, postacie z nadnaturalnymi zdolnościami, roboty, czarnoksiężnicy, bogowie itp. itd. A wśród nich Scorpion – zdecydowanie jedna z najciekawszych postaci całej mitologii i jednocześnie ulubieniec samych twórców gry komputerowej (a właściwie całej serii gier). Jego brak w filmowej adaptacji byłby niewybaczalnym grzechem popełnionym przez producentów i samego reżysera. To wojownik ninja w żółtym wdzianku, co jest odwzorowaniem żywiołu, nad którym częściowo panuje (ogień).

Dodatkowym atutem jest posiadanie w dłoni słynnego „sznurowadła”, możliwość teleportacji oraz fakt, że Scorpion jest w Zaświatach panem piekła. Piekła, do którego zawsze trafia po rzekomej „śmierci”, by po jakimś czasie powrócić i wziąć udział w kolejnej edycji turnieju Mortal Kombat. To wyjaśnienie powinno szczególnie zadowolić zdezorientowanych drugą częścią filmu (Annihilation), gdzie Scorpion pojawia się ponownie – nie wiadomo skąd i dlaczego… Ciężko zabić kogoś, kto już praktycznie nie żyje, a po zdjęciu maski imitującej ludzką skórę – zieje ogniem wydobywającym się z trupiej czaszki.

Advertisement

.. Scorpion zawsze był, jest i będzie jedną z głównych postaci mitologii Mortal Kombat. Wspólnie z innym wojownikiem ninja – Sub-Zero – jest swoistą wizytówką kultowego tytułu. Nawet w serialu (Mortal Kombat Conquest) poświęcono mu całkiem sporo miejsca. W zapowiedzianej, trzeciej części filmu, nie może zabraknąć tej postaci… Bo bez Scorpiona będzie po prostu nieciekawie

Odsłona trzecia – inni

Ci przeważnie nie lubią samotności, preferując raczej działanie grupowe – bo w grupie przecież raźniej.

Advertisement

Przeklęci piraci

Piraci z Karaibów: Klątwa Czarnej Perły

Piraci, piraci, ileż to już było opowieści – niekoniecznie filmowych – o tych morskich korsarzach… Ale takich piratów, jak w Klątwie Czarnej Perły jeszcze nie widzieliście! Obarczeni właśnie tytułową klątwą, poprzez chciwość do azteckiego złota, nie mogą umrzeć. Wyglądają całkiem normalnie, jednak ich prawdziwa natura objawia się w świetle księżyca. Wtedy zamiast ludzi widzimy najprawdziwsze, żyjące trupy. Jednak piratom pod wodzą kapitana Barbossy nie podoba się ta nieśmiertelność.

Advertisement

Bo co to za „życie”, gdy nie można naprawdę się napić, zaspokoić wiecznego w tym przypadku głodu, poczuć smaku potraw… Dlatego zbierając monetę po monecie chcą skompletować aztecki skarb i odwrócić działanie klątwy, stać się z powrotem normalnymi śmiertelnikami. Co im się udaje, jednak w dość niefortunnej chwili. Nie przyszło im zasmakować życia – a szkoda, bo chłopaki mocno się starali. Nawet obarczeni klątwą nie są jednak tak do końca niezniszczalni i nieśmiertelni. Wystarczy połamać kości czy wysadzić w powietrze truposza – wtedy się nie pozbiera. Dosłownie.

Madeline i Helen

Ze śmiercią jej do twarzy

Advertisement

Główne bohaterki filmu Ze śmiercią jej do twarzy – Madeline Ashton (Meryl Streep) i Helen Sharp (Goldie Hawn) – chcą zachować wieczną urodę i tym samym wieczne życie. Z pomocą przychodzi im tajemnicza kobieta oferująca magiczny eliksir. Bohaterki oczywiście wypijają go i… teraz spróbujcie je zabić! Nieskuteczny jest strzał z shotguna w brzuch czy wykręcenie głowy o 360 stopni. Ale o dziwo – dziura w brzuchu się nie zrasta, a skręcona na karku głowa nie wraca na swoje miejsce.

Bohaterki nie umierają – takie już działanie magicznego eliksiru. Ale trzeba je jakoś „naprawić”… Pomóc ma im Ernest (Bruce Willis), skutecznie naprawiając powstałe „szkody” i tuszując oznaki starości, która – mimo wiecznego życia bohaterek – nadal kroczy własnym torem. A co jeśli Ernest kiedyś umrze? Kto się zajmie tymi biednymi kobietami? Ernest – wypij eliksir! Ale Bruce Willis mówi „nie”. Film kończy się sceną (świetnie zaprawioną czarnym humorem) pogrzebu Ernesta, na który przyszły Madeline i Helen. Potykają się na puszce i… rozpadają na kawałki. Ze starości. Ale eliksir wciąż działa dając im wieczne życie. Tylko ciekawe co dalej po tym nieplanowanym „rozczłonkowaniu”.

Advertisement

To jeszcze nie koniec…

Tyle jeśli chodzi o indywidualne postacie z konkretnych filmów. Ale pozostaje jeszcze cała masa innych – duchy, żywe trupy, wampiry, bogowie czy anioły… Z racji dość sporej ilości obrazów z udziałem tych istot postanowiłem nie wymieniać jako takich przedstawicieli konkretnej „rasy”, a jedynie przedstawić ich ogólnie, z ewentualnymi przykładami. Wszyscy ujęci są „zbiorowo”, w osobnych akapitach. Najpierw czas na…

Duchy

Nie można zapomnieć o filmowych duchach (a także o zjawach, demonach i innych postaciach nie należących do świata żywych). Duch – osobnik niematerialny, zatem zarówno niezniszczalny jak i nieśmiertelny. Nie starzeje się, zachowuje taką postać i wygląd, jak w momencie śmierci (przynajmniej teoretycznie) Co je trzyma w naszym materialnym świecie? Nie powinny się znaleźć w jakichś zaświatach czy innym wymiarze? Twórcy filmów serwują nam różne historie – a to niedokończone w świecie sprawy, a to oczekiwanie niczym w czyśćcu, lub po prostu „egzystowanie” pośród żywych.

Advertisement

Filmowych przykładów wymieniać nie ma sensu – bo produkcji o duchach jest niezliczona ilość. Czy wspominałem, że są nieśmiertelne i niezniszczalne zarazem? Ha! Nic bardziej mylnego. Okazuje się, że niesamowici bohaterowie filmowi potrafią znaleźć sposób by uśmiercić nawet ducha! Na myśl przychodzą mi dwa świetne przykłady.

W Beetlejuice Tima Burtona rodzina postanawia wskrzesić parę umarłych bohaterów, jednak niefortunnie okazuje się, że „martwi, zabici, pogrzebani, którzy stają pomiędzy nami” zaczynają nagle umierać… Duch to duch – widać dobrze mu w niematerialnej formie, a powrót do świata żywych bywa zabójczy. Drugim przykładem są Przerażacze Petera Jacksona, gdzie duchy zabija tajemnicza „dama z kosą” (która w końcu okazuje się być nie kim innym, jak straconym na krześle elektrycznym maniakalnym zabójcą), tnąc wzdłuż i wszerz ektoplazmę, pozbawiając niematerialne postacie ostatnich resztek pozagrobowego „życia”.

Advertisement

Ale i tak większość tego typu produkcji kończy się odesłaniem tych istot tam, gdzie powinny się znaleźć, ewentualnie ich „zneutralizowaniem” lub zapewnieniem wymaganego „spokoju ducha”. Tak więc strzeżcie się wszelkie duchy, zjawy i upiory – nawet wy macie „przechlapane” w filmach, i wcale nie jesteście tacy doskonali w swojej niezniszczalności i nieśmiertelności.

Żywe trupy

Zombie-movies powstało już sporo, a non-stop wypuszczane są na rynek coraz to nowsze wariacje na ten temat. Niestety – bardzo słabych lub wręcz tragicznych pozycji w tym gatunku jest tyle samo, co tych udanych i zwyczajnie dobrych. Każdy, nawet najmniejszy miłośnik filmów na pewno natknął się zarówno na udany zombie-movie, jak i na pozycję piekielnie słabą, na którą zwyczajnie nie warto psuć oczu.

Advertisement

Zabić żywego trupa – brzmi absurdalnie, nieprawdaż? Jak można zrobić coś, co już zostało zrobione? Zabić już zabite… Cholera, martwe, a jednak żyje! Chodzi, coś mamrocze pod nosem, rzuca się obsesyjnie na zwykłych ludzi. Żywe mięso, mózgi – tego zombie potrzebują do „życia”. Co za paradoks! Panie i panowie – okazuje się, że nawet trupa można zabić ponownie. Aha – nie pomaga rozczłonkowanie. Odetnijcie nogi, ręce, korpus, a głowa nadal będzie gryźć! Jedyna skuteczna metoda eliminacji tego morderczego gatunku to strzał prosto w głowę. Najlepiej w okolice czoła, by mieć pewność, że kula dosięgnie mózgu.

Oczywiście można użyć innych narzędzi krzywdząco-raniących. Sprawa jest prosta: nie funkcjonuje mózg – nie funkcjonuje reszta. Jednak nawet w tak oczywistej kwestii wkrada się niekonsekwencja twórców. Weźmy na przykład taki Powrót Żywych Trupów, gdzie jeden zombie zostaje pocięty na kawałki, a każda część samodzielnie „żyje” i się porusza. Czy zniszczenie głowy, tudzież mózgu, który z pozostałymi „elementami” tworzył całość spowoduje, że reszta odciętych kończyn przestanie się ruszać i „żyć”? Tego jeszcze nikt nie pokazał i nie wyjaśnił. Bohaterowie tego filmu absolutnie nie wnikają w tę kwestię, nie zadają zbędnych pytań i postanawiają wszystko spalić w krematorium. Po co się męczyć – piec cię wyręczy.

Advertisement

Wampiry

Podobnie jak w przypadku filmów o żywych trupach – tak w przypadku filmów wampirycznych postało niemało pozycji nie tyle słabych, co zupełnie niepotrzebnych. Przykładów nie będzie, bo nie w tym rzecz. Chcecie zostać wampirem, żyć wiecznie i zachować młodość? Prosta sprawa – znajdźcie tego typu istotę nocy i zaproponujcie swoją przynależność do gatunku.

Wystarczy świeżą ludzką krew pić, aby wiecznie sobie żyć. Ale co to za nieśmiertelność, skoro czyha tyle pułapek niszczących postać wampira… Światło słoneczne – wróg numer jeden. Srebro – wróg numer dwa. Poza tym czosnek, woda święcona, krzyże, kołek w serce i coś by się jeszcze znalazło. Niby wampirów nie imają się kule (chyba, że jakieś srebrne lub inne specjały), niby nie straszne im wszelkie ostrza, a jednak Brad Pitt w Wywiadzie z Wampirem pozbawia życia jednego ze swoich „braci” przecinając go kosą na pół.

Advertisement

.. Nawet słynnego księcia Draculę spotykało w jego filmografii wiele niemiłych chwil… Zatem nieśmiertelność jako taka jest, jeżeli unikać wyżej wymienionych „niespodzianek”, ale niezniszczalność – zapomnijcie… Chociaż byli też tacy, którzy próbowali. Deacon Frost (Stephen Dorff) w filmie Blade postanowił poeksperymentować z La Magrą – bogiem wampirów – i stać się niepokonanym. Odcięte przez dzielnego Blade’a części szybko się więc regenerują, nie pomaga nawet cięcie miecza przechodzące pięknym poziomym ruchem (na wylot) przez okolice brzucha Frosta. A jednak udaje się go wysadzić dzięki specjalnemu płynowi, przeznaczonemu do eksterminacji „dzieci nocy”. La Magra miał być wielki, potężny, niezniszczalny i niepokonany – a tymczasem zabija go jakiś niebieskawy płyn… Dziwne.

Bogowie i anioły

I na koniec (prawie koniec…) pozostają jeszcze przeróżni filmowi bogowie i anioły, chociaż tak naprawdę niewiele jest filmów, w których te postacie faktycznie giną… Bóg już z samej definicji jest istotą potężną, rządzącą i nieśmiertelną. Ale nie dajcie się zmylić definicji – bowiem nawet boga można zabić, i to czasem w dość prosty, błahy sposób – co udowadnia dla przykładu Lady Eboshii w filmie Księżniczka Mononoke (w anime tym bóstwa kryją się pod postaciami często przerośniętych zwierząt). Nie trzeba za wiele kombinować – w kilku filmach pokazano, że bogowie są istotami równie kruchymi i nietrwałymi co ludzie. Czasami wystarczy jeden strzał z broni palnej, cięcie miecza czy wysadzenie. Każdy może sobie zabić boga – to całkiem proste. Gdy jest w postaci ludzkiej – to jeszcze można zrozumieć. Ale inne przypadki? To proszę Państwa zakrawa o herezję. Drugim przykładem niech będą dwie części adaptacji kultowej gry Mortal Kombat.

Advertisement

Rayden jest jednym z wielu bogów, jednak zrzeka się swojej nieśmiertelności w imię walki o ludzi. Ginie w walce z Shao Khanem i… staje się starszym bogiem. Ciekawe, czy i starszego boga można jakoś zabić.

Co innego jeśli chodzi o anioły. Postacie nieśmiertelne, ale równie delikatne co ludzie. Anioły ginęły w takich filmach jak Armia Boga (cała seria) lub w jeszcze inny sposób – tracąc swoją „anielskość” i stając się zwykłymi ludźmi (Dogma, Miasto aniołów) – a zwykłego człowieka zabić już stosunkowo łatwo.

Advertisement

Elfy

W sumie artykuł miał się z założenia skończyć na bogach i aniołach, jednak w ostatniej chwili przypomniałem sobie, że przegapiłem jedną jakże ważną rasę. A mowa o Elfach, istotach przecież nieśmiertelnych, wiecznie młodych i pięknych. Stworzone przez J.R.R. Tolkiena (podobnie jak ich cały elficki język) stały się jedną z głównych ras goszczących w gatunku fantasy.

Pojawiają się praktycznie w każdej baśni, obok takich postaci jak krasnoludy, orkowie czy smoki. Elfy to doskonali łucznicy, a wyglądem wyróżniają ich przeważnie długie włosy oraz szpiczaste uszy. Jednak mimo wielu niewątpliwych walorów – z darem nieśmiertelności na czele – Elfy są istotami równie kruchymi i podatnymi na wszelkie obrażenia co ludzie. Zresztą do gatunku ludzkiego są bardzo zbliżone. Tak więc to, co zabije człowieka, jest w stanie również zabić Elfa – a tego pierwszego zgładzić przecież nie trudno ;). Jednak na pewno rasa ta ma bardziej zaawansowane metody lecznictwa – różnego rodzaju specyfiki oraz zioła w mig przywracają do zdrowia nawet najbardziej wycieńczonego! Elfy przewijały się przez różne produkcje filmowe, ale bezsprzecznie najważniejszymi filmami z ich udziałem jest oczywiście trylogia Władcy Pierścieni. To również przykład filmów (szczególnie odsłona druga, czyli Dwie Wieże), gdzie Elfy padały jak muchy, mimo wspomnianego daru nieśmiertelności…

Advertisement

Epilog

A teraz pomyślcie co by to stało, gdyby wszystkie te postacie spotkały się w jednym filmie… To dopiero byłaby niekończąca się jatka!

Tekst z achiwum film.org.pl

Advertisement
Advertisement
Kliknij, żeby skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *