MR. ROBOT. Recenzja pierwszego sezonu | FILM.ORG.PL

MR. ROBOT. Recenzja pierwszego sezonu

Jeden z najciekawszych debiutów serialowych ostatnich lat.




Wszyscy jesteśmy online




Michał Degórski
03.09.2015


mr_robotMr. Robot ukazuje świat jako globalną wioskę, którą sterują wyzyskujące, dehumanizujące korporacje oraz niewidzialna grupa najbardziej wpływowych osób na świecie stojących za nimi w cieniu (ukazanej na wzór realnie istniejącej Bilderberg Group), a ceną, jaką społeczeństwo musi zapłacić za możliwość kupienia nowego smartfona, korzystania z facebooka czy oglądania Igrzysk śmierci, jest wolność.

Dostarczyć chleba i – nomen omen – igrzysk, a bezwolna ludzkość nie dostrzeże, że wszystko zbudowane jest na wielkim oszustwie: dzisiejszy, nadmierny konsumpcjonizm to kłamstwo powtórzone tysiąc razy, stające się na naszych oczach prawdą. Przykrywka, służąca ogłupieniu, a zarazem komfortowe pasy bezpieczeństwa dla tchórzy bojących się spojrzeć brutalnej prawdzie w oczy.

mrr_elliot_gallery_12

Pamiętacie ostatnią scenę Fight Clubu i widok zawalających się, pod wpływem uprzednio podłożonych materiałów wybuchowych, budynków największych banków, trzymających informacje o naszych długach i kredytach?

To mokry sen Elliota Andersona (psychotyczny Rami Malek), w cywilu pracownika Allsafe, firmy zajmującej się walką z cyberprzestępczością, w domowym zaciszu genialnego hakera-mściciela, wymierzającego sprawiedliwość na własną rękę. Włamywacz i złodziej ludzkich tożsamości jest archetypem aspołecznej, odizolowanej jednostki, wiedzącej wszystko o wszystkich. Zna sekrety swojej terapeutki, wie z kim zdradza jego jedyną przyjaciółkę Angelę (połączyła ich wspólna tragedia) jej chłopak, ma świadomość ogromu nielegalnych interesów, jakimi zarządza jego dostawca morfiny. Żywiąc olbrzymią niechęć wobec społeczeństwa, mimo wszystko czynnie pracuje dla jego dobra – m. in. rozpracowując lokalnego pedofila, wrzucającego do sieci potworne ilości dziecięcej pornografii.

Wyjątkowo Elliot nienawidzi jednak wielkich korporacji, a w szczególności konglomeratu E-Corp, nazywając go Evil-Corp i rzeczywiście uważając za ucieleśnienie wszelkiego zła. Motywy są zarówno osobiste, gdyż firma zatuszowała wyciek substancji chemicznych, w wyniku którego zmarł ojciec Elliota pracujący dla nich przez lata, jak i kolektywne – wyzysk pracowników i ich uprzedmiotowienie, degeneracja ludzi na szczycie, przyczynianie się do globalnego podziału społeczeństwa na biednych i bogatych. Cała ideologia ma silne podwaliny we współczesności, stanawiąc nawiązanie do powszechnie znanych prognoz dotyczących koncentracji kapitału, sytuacji która miałaby nastąpić za rok-dwa, gdy 1% najbogatszych będzie miało więcej niż cała reszta ludzkości razem wzięta.

eZcoR2l

Ze względu na swoje miejsce pracy (Allsafe chroni przed hakerami również E-Corp, a jej szefostwo jest w bliskich relacjach z ludźmi na szczycie), specyficzne usposobienie i poglądy, Elliot zwraca na siebie uwagę podziemnej grupki anarchistów, działających pod nazwą fsociety (od fuck society).  Hakerzy, pod przywództwem tytułowego Mr robota (jakby wypalony Christian Slater), zachłyśnięci ideami wolności totalnej i przeczuwający, że z tym światem jest coś bardzo mocno nie w porządku, planują doprowadzić do największej redystrybucji dochodów w historii. Aby tego dokonać, należy uderzyć w centrum danych, sformatować serwery konglomeratu, do którego należy 70% światowego interesu kredytowego, a każda wzmianka o kartach kredytowych, pożyczkach czy hipotekach zniknie. Doprowadzając tym samym do największej rewolucji w historii, rozpoczynającej nową erę człowieka w myśleniu na temat pieniędzy, kontroli i posiadania.

Od tego momentu coraz silniej widać jeden z największych problemów Mr Robota, którą jest przerysowana intryga, pociągnięta zdecydowanie zbyt grubą kreską. Z perspektywy Tyrella Wellicka, wiceszefa działu technologicznego, zaglądamy do obrzydliwego wnętrza cielska E-Corp, organizmu pełnego robactwa, kierującego się w nieustannym pędzie chciwością, żądzą pieniądza i uzależnieniem od władzy. Dla zysku korporacja nie cofnie się przed niczym, a sam Wellick, żonaty mężczyzna z dzieckiem w drodze, jest skłonny uprawiać seks homoseksualny, jeśli tylko pomoże mu to wspiąć się po szczeblu kariery. Ukazany jako pozbawiony uczuć, zaślepiony władzą i pieniędzmi, dopuści się najohydniejszej zbrodni, by postawić na swoim. To szablonowa postać, w którą ciężko uwierzyć.

Mr.-Robot

Tak samo jak w łopatologiczny przekaz o niewolniczym systemie, bezdusznych, obdzierających z człowieczeństwa korporacjach, otumanionym społeczeństwie i sidłach konsumpcjonizmu, zahaczający o infantylizm oraz pusty, przeszarżowany bunt, właśnie przez swoją zero-jedynkowość, a nie przemyślane punktowanie wad i zalet porządku społecznego. Najbardziej krytyczni szybko osądzą, że targetem serialu są zbuntowani nastolatkowie z wytatuowanym symbolem anarchii na karku. Najwiarygodniej wypadają sceny z Elliotem, jego walka ze swoimi demonami, poglądami i relatywizmem moralnym własnych poczynań. Jest bardzo żywym, ludzkim elementem w centrum tego czarno-biało zarysowanego świata.

Bolączką serialu jest również traktowanie przez twórców tematu i postaci śmiertelnie poważnie.

Fight Club, największa inspiracja dla Mr Robota (w jednej ze scen leci nawet fortepianowa wersja Where is my mind), stanowił wybuchową mieszankę pokręconego humoru demaskującego całą hipokryzję społeczeństwa oraz iluzję komfortu i bezpieczeństwa w której żyje, co nadawało historii niesamowitą lekkość, przez którą wcale nie uleciała cała mądrość filmu. Przeciwnie – traktowanie wszystkiego z przymrużeniem oka nadawało historii niejednoznaczności, skłaniało do szerszych analiz i głębszych interpretacji. W produkcji USA Network praktycznie każdy dialog ma olbrzymią wagę, kadry są starannie wycyzelowane oraz chłodne, a sceny sugestywne, co jest też zasługą niezwykłej realizacji – montaż i tempo robią z Mr Robota iście Fincherowski thriller. Zabrakło jednak pewnego spojrzenia z dystansu, bez tej grobowej aury.

scene-00001

Najambitniejszy jak dotąd serial produkcji USA Network to kolaż utkany z motywów znanych już doskonale z Fight Clubu, Matrixa, Social Network czy Dextera. Jest to jednak recykling treści bardzo samoświadomy, dojrzały oraz konsekwentny. Największą siłą jest fakt, iż ten amalgamat inspiracji przepuszczono przez filtr naszej współczesnej, rozedrganej rzeczywistości, rezonującej echami sprawy Snowdena, nieustannie aktualnym tematem kryzysu gospodarczego oraz niebezpieczeństwami związanymi z nadmiernym ekshibicjonizmem w mediach społecznościowych.

Monologi Elliota fantastycznie krytykują tendencję ludzi do sprzedawania własnych fałszywych wizerunków w internecie oraz dzielenia się prywatnością. W świecie Mr Robota nawet przestępcy używają twittera by w zaszyfrowany sposób przekazywać informacje o swoich transakcjach. Tutaj wszyscy wiecznie są online, na temat każdego można dowiedzieć się wiele zaglądając w maila, facebooka czy smartfona, co doprowadzi nas kiedyś do zguby.

Mr Robot zderzył się także z rzeczywistością, gdy emisję ostatniego odcinka opóźniono ze względu na podobieństwa scen z serialu do niedawnych wydarzeń w Virginii, kiedy to były pracownik stacji zabił na wizji dwoje reporterów. To dziwna powściągliwość jak na serial walący obuchem prosto w m. in. Steve’a Jobsa, przeciwstawiając jego wizerunek obrazem chińskich dzieci składających kolejny produkt Apple’a, czy Marka Zuckerberga, księcia naszych danych osobowych. Podjęto ten krok ze względu na szacunek do ofiar, ale sama sytuacja udowodniła, że ścisłe osadzenie w naszych realiach – oraz idąca za nią sytuacja jednostki we współczesnym świecie – to największa siła Mr Robota, jednego z najciekawszych debiutów serialowych ostatnich kilku lat.







  • George Jewgienij Huxley

    Marka Cukerberga – księcia waszych danych osobowych, ale spoko, spoko, moje dane ma wujek Google, choć nie rzucam mu się w ramiona i wiele innych, np. Microsoft. Jak będę fikał, to zawsze mogą wyciągnąć na mnie te gołe babki i inne, bardziej kompromitujące fetysze.

  • Po pierwszych dwóch odcinkach mam wrażenie obcowania z naprawdę dobrym serialem, który może być świetnie, niejednoznacznie rozwinięty. Z plusów to na pewno Rami Malek, który cedzi przez zęby intrygujące kwestie. Z minusów to na pewno Zło tego świata ubrane w komiksowe wdzianka (Grupa Trzymająca Władzę), jednak zaufam bardziej twórcom, bo oderwanie od rzeczywistości też może być fajne (The Newsroom).

  • mdegorski

    Cokolwiek dalej by się nie działo z serialem, to oby Rami Malek trafił do 1 ligi Holywood (ale tej najmniej przeżartej cynizmem strefy), bo gość jest obłędny, magnetyczny i kradnie uwagę.

  • czy to zło jest AŻ TAK BARDZO oderwane od rzeczywistości?
    nie wydaje mi się… łopata łopatą, ale szczerą i prawdziwą przynajmniej :)

  • No i jeszcze sposób przedstawienia programowania, jest pyszny dla kogoś kto w tym trochę siedzi (przynajmniej w porównaniu do tego co zwykle oglądamy na ekranach).






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

LAVALANTULA. Kino klasy Z

Następny tekst

KRZYK. Recenzja pierwszego sezonu serialu ze stajni MTV



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE