nowości kinowe

Las samobójców

Podobnie jak zdecydowana większość współczesnych przedstawicieli gatunku horroru amerykańskiego głównego nurtu, "Las samobójców" ujawnia objawy znacznej większości schorzeń, które trawią tenże gatunek w ostatnich latach.

Autor: Grzegorz Fortuna
opublikowano

Podobnie jak zdecydowana większość współczesnych przedstawicieli gatunku horroru amerykańskiego głównego nurtu (łac. horror americus mainstrimovus), Las samobójców ujawnia objawy znacznej większości schorzeń, które trawią tenże gatunek w ostatnich latach. Blisko dwugodzinna obserwacja, podczas której obiekt znajdował się w swoim środowisku naturalnym – to jest w zaciemnionej sali kinowej – i nie zdawał sobie sprawy z obecności badającego, pozwala przypuszczać, że sytuacja horroru amerykańskiego głównego nurtu jest jeszcze bardziej niebezpieczna, niż wykazały poprzednie raporty. W trakcie badania zarejestrowano objawy chorób, które trawią ten gatunek od dawna, a które manifestowały się wyjątkowo silnie w przypadku omawianego w niniejszym opracowaniu obiektu.

1. Obcokrajofobia bezmyślna późna

Wzorem horrorów takich jak Hostel czy Turistas, Las samobójców stara się wabić swoje ofiary, umieszczając fabułę w kraju odległym kulturowo od Stanów Zjednoczonych i podkreślając dziwność obyczajów panujących w tymże państwie. Wysłanie bohaterki do Japonii, krainy – jak sugeruje Las samobójców – pełnej duchów, zjaw i upiornych starców, ma za zadanie wzmocnić atmosferę wyobcowania, podbudować lęk, zburzyć poczucie bezpieczeństwa. Niestety, obiekt zdaje się nie mieć świadomości, że ta popularna przed dekadą metoda od co najmniej kilku lat nie działa i nie wywołuje pożądanych rezultatów, ofiary dawno uodporniły się bowiem na takie zagrania. Wszystkie próby wywołania lęku przez Las samobójców szybko spełzają więc na niczym.

forest 1

Ogromny wpływ ma na to także inna choroba, która wyjątkowo silnie manifestuje się w organizmie Lasu samobójców, a mianowicie:

2. Dżampskeroza chroniczna

Obiekt nie stara się wywołać w ofiarach uczucia strachu  za pomocą odpowiedniego kadrowania, sprawnej reżyserii lub mrożącej krew w żyłach ścieżki dźwiękowej. Stosuje jedynie środki doraźne – tak zwane jump scares – które powtarza mniej więcej w dziesięciominutowych interwałach, w związku z czym ofiara jest w stanie bez trudu przewidzieć moment, w którym zostanie przestraszona. W wypadku Lasu samobójców omawiane jump scares za każdym razem polegają na tym samym – oto w kadrze, przy akompaniamencie głośnej muzyki, pojawia się nagle twarz potwora przypominającego zjawę lub zombie. Co gorsza, stosowane przez Las samobójców straszaki przyjmują strukturę upodabniającą je do potworków wyskakujących z internetowych łańcuszków. Jak powszechnie wiadomo, tego typu zabiegi przynależą do środowiska internetowego, a nie filmowego; na kinowym ekranie wywołują nie strach, a co najwyżej żenadę.

forest 2.jpg

3. Przerost postprodukcji

Ze względu na coraz większą w ostatnich latach łatwość w wabieniu ofiar, horror amerykański głównego nurtu cechuje się rosnącym wraz z każdym sezonem lenistwem, które przejawia się między innymi w wyjątkowym braku dbałości o wygląd i szerzej pojmowany stan zewnętrzny. Las samobójców wychodzi prawdopodobnie z założenia, że wszystkie te braki uda się naprawić w procesie postprodukcji, jest to jednak przekonanie złudne. Retuszowane cyfrowo duchy wyglądają, jakby stworzono je we flashu, mgła jest sto razy bardziej sztuczna niż te, które w horrorach z lat siedemdziesiątych wypuszczano z dymiarek, a Serbia, która w Lesie samobójców udaje Japonię, wygląda po prostu jak Serbia. Obiekt zdaje się także nie rozumieć, że w procesie postprodukcji nie da się naprawić takich problemów jak brak logiki fabularnej, wątła konstrukcja charakterologiczna głównych bohaterów czy drętwota dialogów.

forest 3

4. Atrofia potencjału

Las samobójców nie stara się wykorzystać potencjału tkwiącego w całkiem ciekawym punkcie wyjścia fabuły ani w aurze niesamowitości związanej z niezwykłymi plenerami. Fabuła, opowiadająca o kobiecie, która szuka siostry bliźniaczki w nawiedzonym japońskim lesie samobójców, aż prowokuje do budowania atmosfery grozy w oparciu o grę między realnym i wyobrażonym, obiekt zdaje się jednak zupełnie tego nie zauważać. Sceny dziejące się naprawdę są tak odmienne od tych rozgrywających się w wyobraźni bohaterki, że można przypuszczać, iż obiekt w ogóle nie rozpatrywał możliwości mylenia swoich ofiar za pomocą zatarcia granic pomiędzy nimi. Choć pierwsze minuty obserwacji zapowiadały, że okaz może być zdrowy i pomysłowy, z każdą kolejną sceną szanse na wykorzystanie potencjału drastycznie się kurczyły.

Diagnoza: Choć wszystkie opisane powyżej choroby zostały już dawno rozpoznane jako problematyczne dla gatunku, Las samobójców jest przypadkiem wyjątkowo skrajnym, toczonym przez ich wyjątkowo agresywne formy. Obecne podczas obserwacji potencjalne ofiary zdawały się w ogóle nie reagować na metody stosowane przez obiekt – nie odczuwały strachu ani nie odwracały wzroku od ekranu (nie mówiąc już o krzyku czy próbach ucieczki). Jeśli amerykański horror głównego nurtu nie zmieni sposobów działania, grozi mu wyginięcie, tym bardziej, że sztuczne próby ratowania gatunku skazane są na porażkę ze względu na lobby producentów stosujących agresywne kampanie marketingowe.

Warto natomiast zastanowić się, czy głównym źródłem problemów gatunku nie jest przypadkiem zachowanie jego ofiar – w ostatnich latach wyjątkowo naiwnych, mało wymagających, w wielu przypadkach nadal gotowych, by dać się złapać na najbardziej banalne sztuczki.

korekta: Kornelia Farynowska

Ostatnio dodane