"Iluzja" - recenzja filmu | FILM.ORG.PL

Iluzja

„Iluzji” rzeczywiście udało się mnie zahipnotyzować – kwadrans po seansie nie pamiętałem, że w ogóle byłem w kinie.




Bez prestiżu




Grzegorz Fortuna
03.07.2013


Wśród hollywoodzkich reżyserów jest wielu takich, którzy mimo barier stawianych przez studia, mimo ograniczeń artystycznych, jakie narzuca formuła letniego blockbustera, potrafią pokazać widzowi coś ciekawego – inteligentnie skonstruowanego, wciągającego, czasami wręcz innowacyjnego. Ich filmy ogląda się z przyjemnością, nawet jeśli pojawiają się w nich klisze albo nielogiczności fabularne. Pełno jest jednak w Hollywood rzemieślników, dla których kręcenie filmu nie różni się niczym od nadzorowania pracy w cegielni – przychodzą na plan, obserwują, co robią aktorzy, czasem rzucą jakąś uwagę do kamerzysty, po czym oddają materiał montażyście i odbierają tłusty czek. Ich filmy zazwyczaj ani nie rażą, ani nie zachwycają; nie ma w nich żadnej konkretnej myśli ani pomysłu. Poszczególne elementy dzieła filmowego nie tworzą spójnej wizji, nie są niczemu podporządkowane. Ot, orbitują wokół siebie w służbie taniej rozrywki, która przestaje sprawiać choćby drobną przyjemność w momencie, kiedy kończy się cola, a puste pudełko po popcornie ląduje na siedzeniu obok. Taka jest właśnie „Iluzja” Louisa Leterriera.

Jeżeli nazwisko reżysera nic Wam nie mówi, nie macie się czemu dziwić. Leterrier terminował u Luca Bessona, u którego klepał średniej jakości akcyjniaki („Transporter” 1 i 2, „Człowiek pies”), po czym przeniósł się do Hollywood, gdzie też klepał średniej jakości akcyjniaki („Starcie tytanów”, „The Incredible Hulk”). „Iluzja” to kolejny jego film, który powstał tylko po to, żeby zarobić trochę kasy w trakcie letniego rozprężenia, kiedy nawet najbardziej przeciętne filmy mają szanse na umiarkowany sukces, a potem zostać wyświetlonym w sobotnim paśmie Polsatu w nadziei, że a nuż ktoś zapomni wyłączyć odbiornik po „Must Be The Music”.

Fabuła prezentuje mniej więcej tak: czworo iluzjonistów bez stałego zatrudnienia (Jesse Eisenberg, Woody Harrelson, Isla Fisher i Dave Franco) zostaje zaproszonych przez zakapturzonego, nieznajomego faceta do pustego mieszkania. Uruchamiają w nim skomplikowaną maszynerię, która wyświetla coś na kształt holograficznej prezentacji multimedialnej. Przenosimy się o rok do przodu: nasi magicy, dzięki pomocy pewnego bogacza (Michael Caine), są już znani i lubiani. Podczas show w Las Vegas przeprowadzają zagmatwany trick i kradną ponad trzy miliony dolarów z francuskiego banku, po czym rozrzucają je na wiwatujących widzów. W tym momencie do akcji wkracza FBI (uosabiane przez Marka Ruffalo) i Interpol (pod postacią Melanie Laurent), a także zakolczykowany Morgan Freeman, który gra showmana obnażającego mechanizmy stojące za sztuczkami znanych magików.

Ponieważ mamy aż ośmioro głównych bohaterów, reżyser nie zadaje sobie trudu, żeby jakoś zbudować ich charaktery. Właściwie każdy ma tu jedną cechę, dopasowaną zresztą idealnie do predyspozycji danego aktora. I tak, Morgan Freeman jest przebiegły, Woody Harrelson nieokrzesany, Melanie Laurent i Isla Fisher są ambitne, Michael Caine jest Alfredem, a Jesse Eisenberg gra nieco mniej introwertycznego Marka Zuckerberga. Mark Ruffalo jest z kolei jednocześnie ciapowaty i uroczy – wykorzystuje więc aż dwie cechy, nie zostawiając ani jednej dla postaci Dave’a Franco, o której można powiedzieć tylko tyle, że żyje, chodzi, czasem biega, czasem coś mówi, a podczas show rzuca do celu kartami. Twórcy zdają sobie najwidoczniej sprawę, że obsady pełnej aktorskich talentów nie wykorzystują nawet w jednym procencie, nadają więc bohaterom fikuśne imiona (Thaddeus, Henley, Merrit itd.), żeby widz mógł ich jakoś rozróżnić, ale – zapewniam Was – i tak tych imion nie zapamiętacie.

To, jak wielkie jest lenistwo twórców „Iluzji”, najlepiej obrazuje wątek Melanie Laurent i Marka Ruffalo, którzy zostają zmuszeni do współpracy nad tajemniczym włamaniem do francuskiego banku. Jako że on jest poważnym agentem FBI, a ona kobietą (i to w dodatku z Francji!), na początku bohater Ruffalo traktuje swoją partnerkę obcesowo, bo nie wierzy w jej umiejętności. Potem ona udowadnia oczywiście, że jest coś warta i można tylko czekać, aż wpadną sobie w ramiona. Ruffalo i Laurent, choć dostają do ręki skrajnie schematyczne postaci, starają się ugrać cokolwiek osobistym urokiem, ale nie mają szans tego zrobić, skoro twórcy na każdym kroku rzucają im kłody pod nogi. No bo jak inaczej nazwać scenę, w której bohaterowie już-już mają się pocałować, ale nagle dzwoni telefon? To przecież klisza tak wyświechtana i żenująca, że nawet bracia Lumiere uznaliby ją za przestarzałą!

Pozostali aktorzy albo męczą się przeokrutnie, próbując wykrzesać choćby cień charakteru z tekturowych postaci (Harrelson, Freeman), albo już od początku dają sobie spokój i do końca jadą na autopilocie (cała reszta). Fabuła usiana jest niekończącymi się nielogicznościami i nieprawdopodobieństwami (dość powiedzieć, że scenarzyści tłumaczą widzowi tylko te wykonywane przez magików tricki, które da się w miarę sensownie wyjaśnić), a efekty specjalne to bodaj jedyny element tytułowej iluzji w „Iluzji” – są tak słabe, że można odnieść wrażenie, jakby ktoś wsadził nas w wehikuł czasu i przeniósł dwadzieścia lat wstecz, kiedy komputerowe efekty dopiero zaczynały swoją karierę na dużym ekranie. Najlepiej „Iluzję” skomentował zresztą sam Morgan Freeman, który podczas jednego z wywiadów dotyczących filmu najzwyczajniej w świecie zasnął.

W czasach, kiedy utalentowanych iluzjonistów można znaleźć nawet na Youtubie, kręcenie filmu o magii tak bardzo pozbawionego… magii właśnie zakrawa wręcz na kpinę.

Grzegorz Fortuna

Grzegorz Fortuna

Miłośnik polskiej kultury filmowej okresu transformacji, dawnego włoskiego kina gatunkowego, filmu grozy i współczesnej popkultury. Członek kolektywu VHS Hell. Zainteresowany wszystkim tym, co zapomniane lub niedocenione. Bardzo lubi kebab.
Grzegorz Fortuna

Grzegorz Fortuna - ostatnie teksty: (zobacz wszystkie)







  • Szymon Pajdak

    Aż tak ostry bym nie był, ale w sumie nie mam argumentów żeby ten film obronić. Może przesadziłeś trochę z tymi efektami, bo to mnie akurat nie raziło, ale z całą resztą się zgadzam.

    • Grzegorz Fortuna

      Mnie raziły w paru scenach, generalnie nie jest to oczywiście ten pułap żenującego F/X, co „Birdemic” ;). Nie rozumiem po prostu, jak przy takim budżecie i takiej prostocie rzeczonych efektów można je zrobić nieprzekonującymi i momentami sztucznymi :).

  • Pięknie „jedziesz” po tym filmie – szkoda, że całkiem niesprawiedliwie. Owszem, gra aktorska najwyższych lotów nie jest; owszem, czasami sztampą zaleciało (fragment z telefonem dzwoniącym) – aczkolwiek efekty specjalne nie są złe (nie wiem który fragment tak bardzo Ci tam przeszkodził niby?), a fabuła – moim zdaniem – była naprawdę fajna.

    Ot, typowy film na okres wakacyjny – szybki, ciekawy, trochę ponad średnią.
    Na pewno nie zasługuje na 4, widać w tekście, że się uwziąłeś i argumentujesz bez przykładów dobrych.

    Aktorzy się nudzą – po czym wnosisz? Ja nie odniosłem takiego wrażenia.
    Słabe efekty specjalne – które?
    Niewyjaśnione iluzje – Bezsens kompletny. W „Iluzjoniście” z Nortonem sztuczki nie zostały wyjaśnione również, a były o wiele bardziej ‚nieprawdopodobne’ od tego, co masz w tym filmie – tam też użyłbyś takiego argumentu? Wątpie. Po prostu taka koncepcja – do niczego zresztą te wyjaśnienia nie są potrzebne, bo nie na tym koncentruje się fabuła! Nie wydaje mi się, żeby podtytuł filmu brzmiał „WYJAŚNIMY WSZYSTKO, UJAWNIMY SEKRETY MAGII”.

    Ja polecam – ale jako kino ‚rozrywkowe’. Nie jest idealny, ale też nigdy do takiego miana nie pretendował. Jeżeli – tak jak autor tekstu – oczekujesz dzieła popularno-naukowego, to daruj sobie i pooglądaj Disovery. ;)

    • Grzegorz Fortuna

      Widzisz, problem polega na tym, że w okresie wakacyjnym pojawia się całkiem sporo niezłych filmów, które zapewniają dobrą rozrywkę (Iron Man 3, FF6, Man of Steel choćby) i naprawdę nie widzę powodu, dla którego powinno się bronić pierwszej lepszej chałtury.

      Jeśli chodzi o aktorów – że się „nudzą” to oczywiście pewna przenośnia, ale tam po prostu prawie nikt nie miał nic do grania. Caine, Eisenberg, Fisher, Franco w zasadzie tylko są na ekranie, reszta ma po jeden-dwa znośne momenty i tyle. Efekty specjalne były z kolei naprawdę słabe, jeśli weźmiemy pod uwagę budżet i prostotę tych efektów – latające karty czy pieniądze są momentami tak ewidentnym CGI, że aż oczy bolą. A w scenie podczas show w Las Vegas – jestem prawie pewien, że widownia była, nie wiadomo zresztą dlaczego, wklejona w postprodukcji.

      Co do niewyjaśnionych sztuczek – nie, to nie jest bezsens. W „Iluzjoniście” nie tłumaczyli ani jednej i ok, kupuję taką konwencję (choć to był, moim zdaniem, dość słaby film). W „Iluzji” silą się na tłumaczenie połowy, a drugą połowę kompletnie olewają. To już zwykła niekonsekwencja i niespójność, tym bardziej, że nie tłumaczą tych, które są najbardziej nielogiczne.

      • Rynvord

        Pozwolę sobie odnieść się, bo bawi mnie szczególnie ten fragment: „Iron Man 3, FF6, Man of Steel choćby”.

        1) Iron Man 3 – poza Benem Kingsleyem film nie broni się niczym. Fabuła jest nudna, postaci są takie sobie, nawet Downey Jr. nie jest zabawny już. Koniec końców z filmu efektownego wyszedł efekciarski. Zdecydowanie najgorsza z części Iron Mana, co było wyzwaniem po Iron Manie 2…

        2) FF6 – idąca w dobrą stronę seria, która z tej trójki broni się najlepiej, nie mniej ilośc absurdów w FF6 uderza niczym lecąca w głowę cegłówka. Wystarczy sobie sprawdzić z czego Internet się śmieje apropo FF6…

        3) MoS – niespełnione nadzieje położone w Zacku Snyderze który miał szansę podnieść Supermana do rangi do jakiej podniesiony został Batman. Tylko że nie wyszło, bo koniec końców mamy tu syndrom StarTreka – czyli do połowy filmu fabuła wciąga, a potem zaczyna się bezsensowne i bezcelowe niszczenie czego się da, bieganie i nikt nie wie o co chodzi. I co z tego że pierwsze 15 minut robi wrażenie, film trwa 120 minut. Może kolejna część coś wniesie, ale MoS już jest w otchłani moich wspomnień a byłem tydzień temu równo na nim.

        Z tego roku bronią się jedynie Django oraz Oblivion o zgrozo, który choć odtwórczy, to przynajmniej spójny, estetyczny i fabularnie lepszy niż każda z wymienionych bezsesownych bieganin.

        Czemu jak a mainstreamie pojawia się film który ma bardziej interesującą fabułę to pojawia się argument że nie bawi… Tak przezarło już przeciętnemu widzowi mózg od Transformerów, Avengersów, Man of Steel że tylko to bawi? …

        • Grzegorz Fortuna

          1) Jak dla mnie broni się przede wszystkim scenariuszem Shane’a Blacka, który naprawdę potrafi dowalić do pieca w dialogach, przede wszystkim tych między Tonym Starkiem a jego małoletnim pomocnikiem – takie relacje są zwykle w mainstreamie pretekstowe i irytujące, a w IM3 to był zabawny, całkiem subtelny wątek.

          2) Ja nie przeczę, że są tam absurdy, cała seria jest zresztą usiana absurdami, z których można by zrobić kilkaset „prawd objawionych”. Tylko że rozpierducha jest pierwszorzędna, pościgi dobrze sfilmowane, scenariusz nie próbuje atakować wziętymi nie wiadomo skąd twistami, a bohaterowie – nawet drugoplanowi – są „jacyś”, mają cechy, dzięki którym ich rozróżniamy.

          3) No sorry, ale bieganie i rozwalanie na wielką skalę to się tam zaczyna gdzieś po półtorej godzinie seansu, a nie po piętnastu minutach. A wcześniej mamy i całkiem ciekawy rozwój bohatera, i nieźle poprowadzoną fabułę, i parę naprawdę emocjonujących, dobrze napisach scen.

          Nie za bardzo natomiast wiem, co tu ma do rzeczy „Django” – ja pisałem o wakacyjnych blockbusterach, a „Django” zdecydowanie takowym nie jest ;). Zgodzę się natomiast co do „Oblivionu” – to jest kawał dobrego, niesłusznie niedocenionego sci-fi z bardzo dobrym Cruisem, świetną muzyką i obłędnymi zdjęciami.

          Co do ostatniego akapitu – powiedz mi proszę, gdzie w „Iluzji” jest ta „bardziej interesująca fabuła”? W banalnym wątku miłosnym między Ruffalo i Laurent? A może w najmniej przekonującym twiście fabularnym tego roku? ;)

          • Nie wiem co rozumiesz przez „przekonujący”, ale ja nie miałem z nim żadnego problemu – wręcz przeciwnie. Naprawdę nie rozumiem skąd tyle niechęci do tego filmu od redakcji idzie, gdzie wczesniej o wiele wyżej oceniali zdecydowanie gorsze filmy od Iluzji.

          • Grzegorz Fortuna

            Przez „kompletnie nieprzekonujący” rozumiem to, że postać Ruffalo nagle okazuje się stać po drugiej stronie barykady, bo… tak ;). Serio, równie dobrze mogłoby się okazać, że Michael Caine jest transwestytą, a Melanie Laurent tresuje w wolnym czasie tygrysy. To klasyczny przypadek twistu dla twista, czyli rozwiązania, które nie jest nijak umotywowane, nie ma żadnego sensu, a zostało wprowadzone tylko po to, żeby widz nie przewracał z nudów oczami ;)

          • Może wyszedłeś z seansu przed końcem filmu? Ja siedziałem do końca i motywy zostały dosyć klarownie przedstawione. Owszem, nie jest to „twist idealny” bo były jedna, czy dwie sytuacje nie do końca logiczne – ale wybaczam te małe potknięcia ponieważ ten film, potwórzę, nigdy do miana „dzieła” nie pretendował.

            Ba, byłem na filmie nawet dwa razy i dobrze się bawiłem wyłapując małe pierdołki-zachowania głównego bohatera kiedy wiedziałem już od początku o tym ‚twiście’.

            W dodatku całość dobrze się broni i prawie wszystkie (prawie, przyznaję) zachowania są logicznie uzasadnione. Logicznie-filmowo oczywiście, a nie logicznie-życiowo.

            I dla jasności – nie uważam, że ten film jest idealny i rozumiem, że części osób mógł do gustu nie przypaść.., jednakowoż „mieszanie z błotem” od zwykłej „krytyki” różni się BARDZO, a zarówno w tej recenzji – jaki w komentarzach – robi się głównie to pierwsze.

  • Artur Gralla

    Ludzie blagam was,zacznijcie pisac recezje z sensem ja wiem ze wszystkie filmy sa zle czy slabe ale na litosc boska nie tak i nie te filmy,to jakas moda czy co,przeciez czy nie mozna pominac tych wszystkich bezsensu dygresii typu „tak wiem ze to kino klasy b albo jak mialem 13 lat to mi sie podobalo”,z tego co czytam i widzialem duzo filmow to naprawde nie jest tak ze sa one jakies b czy c,to sa poprostu filmy w swojej kategori.stalone czy van dam tez krecili dobre filmy i chcialbym sie poprostu dowiedziec czegos o fabule a nie autorze artykulu czy to co go boli.

    • ahorror-ahorror

      to poczytaj streszczenia i po bólu, skoro nie chcesz czytać o tym, co uwiera autora.

    • Grzegorz Fortuna

      o.O ???

      • Artur Gralla

        Tutaj nie chodzi o czytanie streszczenia,tylko od jakiegos czasu mozna zaobserowawac a naprawde siedze na tym portalu dosc dlugo,jakies takie negatywne podejscie do filmow,kiedys tego nie bylo,nagonka na produkcje z starej gwardi stalone arnlod van dam itd przeciez nie wszystkie ty filmy byly zle glupie i zle zagrane,widzialem naprawde bardzo duzo filmow dobrych i zlych i jak mialem 15 lat to mi sie podobalo wszystko a teraz jestem w stanie zauwazyc roznice miedzy rambo 1 i zagniony w akcji,zachowujecie sie jak nasi krytycy muszyczni ktorzy jada po disco polo porownujac je np z innymi gatunkami a tak nie mozna,trzeba filmy oceniac w swojej klasie,np prometeusz nie byl az taki zly a z tego co czytalem to mam wrazenie ze to bylo dno,wiec nie wiem czy to w waszym przypadku jest zmeczenie materia filmowa czlowiek za duzo widzial tez mialem taki okres czy poprostu moda,a pisze to w trosce o portal bo naprawde jest duzo fajnych rzeczy ktore tutaj robicie a staracie sie teraz jakby to wszystko zmienic.

  • Mefisto

    Heh, akurat wróciłem z kina, patrzę, a tu recka :)
    Generalnie trudno się nie zgodzić – film pusty, aktorzy jadą na kliszach, romans z dupy osła wzięty, a intryga osiąga miejscami tak absurdalne pułapy, że aż strach (na zakończeniu to już w ogóle nie wiedziałem co zrobić – facepalm czy zapłakać). Niemniej same sztuczki i następnie ich wyjaśnianie (oraz rozkmina odnośnie tego co wymyślą dalej) po prostu dobrze mi się oglądało, humor nawet niezły, a tempo w miarę szybkie i 2 godziny zleciały jakoś bezboleśnie. Generalnie więc zawód, ale ponieważ nie miałem zbyt wysokich oczekiwań, toteż nie byłbym aż tak surowy i może nawet do 6 / 10 naciągnę. Ale raczej jest to seans typu you won’t see me again, ever.

  • kelley

    dawno nie mialem takiej frajdy ogladajac rozrywkowy film. banan od pierwszej minuty seansu. bawilem sie lepiej niz na iron manie i fast and furious

  • Adrian Ugowski

    Za miejscami błyskotliwe dialogi dałbym chociaż piąteczkę.

  • Rynvord

    Podobnież wróciłem z kina, mając na uwadzę ile krytyki wymierzono w ten film już – imo ocena bardzo niesprawiedliwa, a w komentarzach porównania do FF6, MoS czy IM3 są, aż śmieszne (wszystkie trzy bez szału do zapomnieni,a a zabawa była gorsza niż na Iluzji; i tak byłem w kinie na każdym jednym). Oczywiście filmowi daleko do arcydzieła, ale daleko również do przeciętnego generalnie. A że nie zapamiętam imion bohaterów to już źle, bo np. pamiętam że w Iron Manie był… Iron Man vel Robert Downey Jr. (ależ osiągnięcie)? Litości….

    Poprawna, momentami błyskotliwa gra aktorska (momentami), bardzo niebanalna historia (przez co film był pierwszym od Django który nie był ultra oczywisty). Do tego bardzo ładna oprawa i muzyczna i wizualna, i imo min. 7/10 jak dla mnie. Pokażcie uczciwie film rozrywkowy z tego roku, który był dużo lepszy to pogadamy. Ja polecam.

    • Zgadzam się w całej rozciągłości. Nie rozumiem skąd tyle heju, a zachwyty lecą do gówna pokroju FF6.

      • Szymon Pajdak

        Bo to „gówno” nawet nie próbuje udawać, że jest czymś więcej niż tylko rozwałką. Iluzja momentami sili się na zajebistość i marnie jej to wychodzi. To przeciętniak o którym już, 4 dni po seansie nie pamiętam. Tyle … 6/10 to max dla tego filmu.

  • Szama Szamson

    Kolejna recenzja, która odstrasza mnie od tego portalu. Gdzie człowiek nie spojrzy tam marudzenie. Człowiek chciałby sobie wejść poczytać jakąś nie przesiąkniętą krytycyzmem recenzję, ale nie ma tak dobrze. Praktycznie każdy film jest równo pojechany. A szkoda.

    • poirytowany

      No tak, jak sie pozytywnie pisze o Man of Steel – źle. Jak się źle pisze – to źle. Wysoka ocena jest nieadekwatna, ale i niska ocena jest tak samo niedobra. iluzja tak samo – jednym się podobał [więc recenzja do dupy], innym sie nie podobał [więc recenzja cacy].
      Kurwa, ludzie, weźcie sie ogarnijcie trochę i zrozumcie, że nie da się wszystkich zadowolić bo ilu czytających tyle opinii. Koleś szczerze napisał co mu sie nie podobało. A co miał pisać, że mu się podobało skoro sie nie podobalo??

      I to niby marudzenie jeszcze. Mi sie wlasnie wydaje ze strasznie lagodnie sie tu podchodzi ostatnio – kupsztale pokroju Man of Steel, After earth i Kac vegas 3 dostaja wysokie oceny. Ale sorry za słownictwo, kurwa troche umiaru ludzie. Dopoki to dobrze napisane to nic wam do oceny. Macie inną? Z bogiem…

      • kartofelek007

        Właśnie twój komentarz pokazuje to o czym napisałem.
        Osobiście wolę obejrzeć Angry Joe który zachwyca się nad filmem, niż czytać jak to wydanie kolejnego filmu „zakpawa o kpinę”. Z powyższej recenzji wyraźnie widać, że autor oczekuje od filmów zupełnie czegoś innego (co zauważyli także inni). To tak jakbym na siłę poszedł na transformersy, a potem wypisywał jaki ten film jest głupi i tylko dla głupich dzieciaczków.

        • poirytowany

          oczekiwanie dobrego aktorstwa, logicznej i intrygującej fabuły to tak wiele?

          • kartofelek007

            Nie, nie. To bardzo mało. Zobacz sobie jeden z najnowszych odcinków „Nostalgia Critic” w którym recenzuje „Power Rangers: Turbo”. Bez problemu znajdziesz w necie. Na samym końcu wyciąga ciekawe wnioski, które pasują także do powyższego tekstu. Czy od takich Transformersów powinniśmy wymagać super przemyśleń, dramatycznych wyborów i wysublimowanych psychologicznych rozważań? A może to kino skierowane do innego widza? Bardziej efekciarskie, zabawne, dla ludzi którzy idą do kina zobaczyć luźne efektowne widowisko, a nie wizję pokroju Fontanny. Zresztą nie ważne. Miłego dnia.

          • poirytowany

            nie rozumiem więc. autor recenzji mówi, że scenariusz jest do kitu, aktorstwo zaskakująco słabe i ogólne wrażenia z seansu Iluzji są co najwyżej takie sobie. Skoro tego wszystkiego nie powinien wymagać od Iluzji to co według Ciebie powinien wymagać?
            Czy naprawde trzeba obniżać wymagania wobec filmu tylko dlatego że twórcy nie maja ambicji?

          • kartofelek007

            Mi bardziej chodzi o to, że od jakiegoś czasu tutaj prawie każda recenzja jest nasączona negatywnymi barwami. To mniej więcej tak jak na Filwebie. Gdy na IMDB można poczytać normalne nie emocjonalne, po prostu normalne recenzje, tak na naszej rodzimej stronie większość to wrzuty, pojazdy i kpina z danego filmu.
            Może taki typ filmów nie jest dla autora danego tekstu? Albo autor nieświadomie zawiera w tekście swoje ogólne rozdrażnienie, które wynika z innych powodów?
            Porównaj sobie np. jak kiedyś wyglądały „prawdy objawione”, a jak np wyglądało to w przypadku ostatnich prawd dotyczących Prometheusa. Kiedyś był miły śmieszny żart, teraz jest kpina i chamski pojazd po filmie.
            To są detale w dobieraniu słów, których coraz częściej autorzy recenzji tutaj zamieszczanych nie czują.

          • naprawdę „prawie każda recenzja”? 7,6,6,8,7,6,8,8,6,9,7 – to ostatnie, w tym blockbustery (Man of Steel, Star Trek, After Earth) ocenione pozytywnie, co nie jest tak często spotykane. Zastanawiam się więc co znaczy „od jakiegoś czasu prawie każda recenzja nasączona jest negatywnymi barwami”.

            ” Albo autor nieświadomie zawiera w tekście swoje ogólne rozdrażnienie, które wynika z innych powodów?”

            Serio chcesz iść w tego typu dywagacje?

          • kartofelek007

            Nie. Nie chcę. Dlatego właśnie już w 2 poście napisałem „zresztą nieważne. Miłego dnia”. Dla mnie takie dyskusje są zwykłym jałowym łapaniem się za słówka którego jest pełno w necie a które nic nie wnosi.
            Nie ma co dyskutować. Tyle w temacie.

          • no tak, łapanie za słówka. wystarczyło wytknąć niekonsekwencję i głupią generalizację i tyle by było, dziękuję, do widzenia, ech…

          • Mefisto

            Nie prościej wyłączyć komentarze i wrócić do starych, dobrych czasów? :)

          • Jokullus

            To chyba zły pomysł, nie byłoby tylu fajnych dyskusji… Czy np. Kazika :D

  • Qba_23

    Mam prośbę do administracji portalu: niech pan Fortuna, który jest ewidentnie (patrząc na wystawione przez niego oceny tzw. blockbusterom i hitom letnim) uprzedzony do tego typu produkcji, nie pisze już recenzji wyżej wspomnianym obrazom. Rozumiem subiektywne podejście, rozumiem krytykę, ale nie faktu, że każdy, ale to KAŻDY, przedstawiciel kina „popkornowego” mający na celu tylko rozrywkę i zapełnienie czasu, dostawał notę 1-4.

    • jakie recenzje Grześka masz na myśli?

      • Małgorzata Groth

        Też się zastanawiałam, Grzesiek przecież uwielbia dobre kino poprocnowe
        jak nikt inny, ale rzeczywiście sporo jego blockusterowych recenzji,
        to recenzje negatywne (Conan 3d, Transformers 3, Piraci z Karaibów 4 – i
        wszystko jasne) i patrząc na nie można chyba odnieść wrażenie, że
        Grzesiek jest wrogiem rozrywki. Tylko że z drugiej strony mamy Kapitana
        Amerykę ocenionego na 8 i zorganizowany przez Grześka ranking
        blockbusterów wakacji 2012, w którym sam wychwala Niezniszczalnych 2, no i przykładowe oceny z ocenarium: John Carter – 7, X-Men: pierwsza klasa – 8, Super 8 – 9, Szybcy i wściekli 5 – 7.
        Ten dziwny wniosek został więc najwidoczniej sformułowany bardzo
        pochopnie – nie powinno się dokonywać tak drastycznych generalizacji bez
        uprzedniego zbadania terenu ;)
        (Hej, a może jednak Grzegorz
        naprawdę sprawia takie wrażenie na ludziach, którzy go nie znają? W
        takim wypadku powinien popracować nad wizerunkiem ;))

        • Qba_23

          Pana Grzegorza faktycznie nie znam i potwierdzam, że czytając jego recenzje można i to spokojnie odnieść wrażenie o jego „uprzedzeniu” do pewnych gatunków kina.

          • Grzegorz Fortuna

            Hmmm… cóż, naprawdę nie do końca wiem, co powiedzieć, bo blockbustery kocham miłością całkowicie szczerą i bezinteresowną. Po prostu chcę, żeby były dobre i nie lubię chałtury.

  • Piotr Kocięcki

    Nie oceniałbym tego filmu tak ostro. Oczywiście, fabuła ma pełno dziur, a od połowy to już raczej dość typowy akcyjniak, ale ogląda się to bezboleśnie, a momentami wręcz nawet przyjemnie. Zwłaszcza postać Eisenberga. Podobał mi się ten introwertyczny Zuckenberg. Szkoda tylko, że nie dostał więcej czasu na ekranie. Oczywiście od „Prestiżu” dzielą „Iluzję” lata świetlne, ale to trochę tak, jakby porównywać naszych rodzimych kopaczy z Canarinhos…

  • adam34

    Bardzo słaby film. Im dłużej trwa, tym gorzej. Powinien się zakończyć po 15 minutach, kiedy główni bohaterowie z kartami w dłoniach spotykają się pod drzwiami opuszczonego mieszkania. Szkoda czasu. Film chyba dla 10 latków.






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

Fota #27 - Inglourious Basterds

Następny tekst

Rigor Mortis - horror wampiryczny z Chin



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE