nowości kinowe

PITBULL. OSTATNI PIES. W starym, dobrym stylu

Przede wszystkim „Pitbull. Ostatni pies” ma to, czego filmom Vegi brakuje – jakość.

Autor: Jan Dąbrowski
opublikowano

Seria filmów o wspólnym tytule Pitbull od zawsze była dzieckiem Patryka Vegi. Niestety okazał się dla niej złym, wręcz patologicznym ojcem. Porzucił większość swoich bohaterów – alkoholika Metyla (Krzysztof Stroiński) żółtodzioba Nielata (Rafał Mohr) i twardego Despera (Marcin Dorociński). Pozostał jedynie Gebels (Andrzej Grabowski), którego Vega wykorzystał w najgorszy możliwy sposób. Spłycił go, pozbawił istotnej dla tej postaci historii rodzinnej i ograniczył do roli łącznika między pierwszym filmem a kolejnymi. Najważniejszy był wytatuowany Piotr Stramowski (W spirali) z irokezem jako Majami, suche żarty i zasada „szybko, wulgarnie i śmiesznie”. Jakości nie podnosiła ani gra statystów ani tym bardziej przetykanie każdego zdania łaciną podwórkową. Potem w ramach parytetu Vega opowiedział o kobietach w policji, ale w taki sam sposób – zaczątek fabuły stanowił pretekst do pokazania wszystkich patologii gnieżdżących się w Polsce i utwierdzenia widza w przekonaniu, że świat jest zły i samolubny. Im dosadniej, jednostronniej i bardziej depresyjnie, tym lepiej. I właśnie dlatego Pitbull. Ostatni pies ma to, czego nie miały poprzednie filmy, czyli solidne wykonanie. Rolę rodzica zastępczego przyjął Władysław Pasikowski i udowodnił, że nawet tak źle poprowadzoną serię da się uratować i zakończyć w dobrym stylu. Przede wszystkim Pitbull. Ostatni pies ma to, czego filmom Vegi brakuje – jakość.

I to czuć na kilka sposobów. Nie ma tu irytującego drugiego planu, bo zamiast bełkoczących statystów są aktorzy z prawdziwego zdarzenia, jak Cezary Pazura, Adam Woronowicz i Krzysztof Stroiński powracający po latach do roli Metyla. Za to wśród głównych bohaterów wyróżniają się Marcin Dorociński i Doda, czyli Dorota Rabczewska. On swoim wewnętrznym spokojem przypomina modlącego się zakonnika, ale w ułamku sekundy może płynnie przejść we wściekłość. Czuć siłę charakteru jego postaci, a jego motywacje są czytelne – wie, że marnuje się na prowincjonalnym posterunku i chce zająć się poważną sprawą. Z kolei Doda zaskakuje ekranową charyzmą i nawet jeśli szarżuje, to służy to postaci, którą gra. Przechodzi w filmie długą drogę od kelnerki do milionerki, ale przez cały czas niezmienna pozostaje jej pewność siebie i zdolność dopasowywania się do sytuacji według własnej potrzeby. To jest dopiero niebezpieczna kobieta. Rabczewska jest największym zaskoczeniem i – o dziwo – jednym z jaśniejszych punktów filmu. Warto śledzić jej rozwijającą się karierę aktorską.

Jeszcze jedno, czego u Vegi zawsze brakowało – spójna fabuła. Pasikowski jest sprawniejszym reżyserem, ale przede wszystkim dużo lepszym scenarzystą. Reżyser dwóch części Psów i Jacka Stronga wie, czym przyciągnąć uwagę widzów i zatrzymać ją na ekranie. Następujące po sobie wydarzenia są logiczne, wiążą się ze sobą – a jeśli nie, to tylko pozornie. Tak zaznaczane przez Vegę „pokazywanie rzeczywistości” w filmach u Pasikowskiego pojawia się tam, gdzie być powinno – w tle, jako dodatek do świata przedstawionego. Wspomina się o słupach i aferze paliwowej, ale to nie odwraca uwagi widza od intrygi. W porównaniu do poprzednich Pitbulli jest mało postaci drugoplanowych, ale za to obecność każdej z nich jest zasadna, potrzebna do czegoś i ma odpowiednio dużo czasu ekranowego.

Pasikowski udowodnił, że nawet tak źle poprowadzoną serię da się uratować i zakończyć w dobrym stylu. Przede wszystkim Pitbull. Ostatni pies ma to, czego filmom Vegi brakuje – jakość.

Pitbull. Ostatni pies nie jest idealny. Nie przedstawia prawdziwego życia ulicy i nie pokazuje, jak jest. Nie wyreżyserował go też autor natchniony przez Ducha Świętego, tylko zwyczajny, solidny rzemieślnik. Zamiast prawdy objawionej wyszedł z tego dobry kryminał z ciekawie napisanymi bohaterami, którzy mają swoje historie i motywacje. Jest tu miejsce na strzelaniny i pościgi, ale też napisane ostrym piórem dialogi, w których czuć dawnego Pasikowskiego (czego zabrakło przy Jacku Strongu). Ponadto film stanowi godne podsumowanie i zamknięcie serii o codziennym życiu i trudnej pracy policji. I choć nie ma tu siły Psów, ani kontrowersyjności Pokłosia, ale nadal jest to bardzo udane kino gatunkowe, którego wciąż w Polsce jest za mało.

korekta: Kornelia Farynowska

Ostatnio dodane