Connect with us

Recenzje

NIEUMARLI. Strasznie smutne science fiction

Nieoczywisty dramat z zombie w tle.

Published

on

Motyw zombie obecny jest na ekranie od wielu dekad i chociaż fascynacja tym popkulturowym tropem przez lata na zmianę umiera i – nomen omen – ożywa, to wciąż przyciąga do ekranów kolejne pokolenia widzów. Trzeba tu wymienić klasyczne filmy George’a A. Romero, na czele z kultową Nocą żywych trupów, można wspomnieć późniejsze reinterpretacje Zacka Snydera czy komediowy Zombieland, warto docenić wkład małoekranowych The Walking Dead czy ostatnio The Last of Us. Żaden z wymienionych tytułów nie przygotuje was jednak na tegorocznych Nieumarłych

Advertisement

Norwesko-szwedzka koprodukcja w reżyserii Thei Hvistendahl jest bez wątpienia kinem gatunkowym i filmem o zombie. Tytułowi nieumarli nie chcą jednak zjeść mózgów protagonistów czy wchłonąć ich do sieci swojej grzybni. Właściwie to nic nie chcą. Powoli się snują, siedzą, leżą. Nie pozwalają bliskim zapomnieć o ich śmierci.

Zupełnie inne spojrzenie na kino o zombie

Film opowiada niezależne historie trzech rodzin. Starszej Tory, która właśnie pochowała ukochaną. Mahlera i jego córki Anny (w tej roli Renate Reinsve znana polskim widzom z Najgorszego człowieka na świecie czy najnowszej wersji Uznanego za niewinnego), którzy stracili kilkuletniego syna kobiety. Davida, którego żona uległa wypadkowi, zostawiając go z dwójką dorastających dzieci Florą i Kianą. To, co łączy wszystkie wątki, to fakt, że na skutek tajemniczego wyładowania elektronicznego zmarli wcześniej bliscy budzą się do życia.

Advertisement

Chociaż „życie” jest tutaj okrutnym nadużyciem, bo to pozbawiona świadomości egzystencja coraz to bardziej rozkładających się ciał, które opiera się raczej na pamięci mięśni, aniżeli jakiejkolwiek świadomości.

Zombie dla Hvistendahl (i Johna Erika Ajvide Lindqvista, drugiego współscenarzysty, autora książki, którą film adaptuje, a przy tym twórcy np. Pozwól mi wejść) nie są nośnikiem survivalowego zagrożenia, nie są też przyczyną cywilizacyjnej apokalipsy czy nawet wartą rozwiązania zagadką medyczną. Są nośnikiem traumy nagłej straty i żałoby związanej z brakiem ukochanych.

Advertisement

Bolesna wiwisekcja żałoby

Fascynujące, ale przede wszystkim niezwykle trudne, jest obserwowania Tory, Anny i Davida, którzy wyraźnie widzą, że ich bliscy nie są już tymi, których pokochali. Nie przeszkadza im to jednak w podejmowaniu prób wspólnych aktywności, opiece przy fizjologicznych potrzebach, włączaniu do codziennego życia rodzinnego.

Doskonale działają tu dobrane przez twórców środki narracyjne. Dialogów jest bardzo mało, a bohaterowie opowiadanych historii nie są specjalnie ekspresyjnymi osobami, przeciwnie – wszyscy zdają się dusić w sobie ból. Często ciężar przeniesiony jest zaledwie na wizualne wskazówki, np. blizny na przedramieniu jednej z bohaterek czy uderzająco naturalistyczne podejście do gnijącego ludzkiego ciała, a nawet momenty, które u bardziej wrażliwych widzów wywołać mogą przeżycia wręcz traumatyczne. Kamera zaś zdaje się podglądać protagonistów, czasem z innego pomieszczenia, innym razem skupiając się na miejskiej infrastrukturze, architekturze budynków mieszkalnych czy norweskich pejzażach.

Advertisement

Nieumarli to boleśnie wręcz smutny film. To trudna do śledzenia wiwisekcja żałoby, która nie przynosi ukojenia, z której trudno wynieść lekcje, złapać chociażby pojedynczy promień pozytywnego światła. I ukojenie przynieść może tylko zdystansowanie się do świata przedstawionego przez Theę Hvistendahl i nadanie mu własnego wydźwięku; w końcu ostatecznie Nieumarli to opowieść o miłości, która nie kończy się nawet wtedy, kiedy umiera ukochana osoba…


Film można było obejrzeć w Polsce na festiwalach Nowe Horyzonty i Octopus. Do dystrybucji kinowej ma trafić 8 listopada.

Advertisement

Wychowany na filmach takich jak "Batman" Burtona, "RoboCop" Verhoevena i "Komando" Lestera. Pasjonat kina superbohaterskiego, ale także twórczości Davida Lyncha, Luki Guadagnino czy Martina McDonagh.

Advertisement
Kliknij, żeby skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *