Autor: REDAKCJA
opublikowano

Najlepsze POLSKIE KOMEDIE WSZECH CZASÓW. Wielki ranking czytelników

Było głosowanie czytelników, to pora na wyniki – też czytelnicze, choć przez pryzmat redakcyjny. Taki to zestaw obowiązkowy dla każdego, raz. Prosimy więc zaparzyć sobie ciasto i ukroić kawę, i delektować się chaosem jaki tym samym wystąpił w kuchni. A potem posprzątać, powtórzyć czynność w odwrotnej kolejności i usiąść do rozkoszowania się naszym wspólnym, obywatelskim plebiscytem – dla jednych będącym przypuszczalnie sympatycznym powrotem do przeszłości i tego, co już dobrze znamy, a dla innych poszerzaniem horyzontów o to, co już nieaktualne, przebrzmiałe, a może nawet i obrazoburcze. Lecz zawsze bardzo, ale to bardzo zabawne.

Pojedynek o koronę wirusa… to jest króla komedii był niezwykle zaciekły, a dzięki licznym głosom do samego końca nie było wiadomo jak dokładnie będzie prezentować się zestaw najlepszych polskich komedii wszech czasów (oraz naszych czasów), których tym samym oddajemy w wasze ręce czterdzieści albowiem tylu właśnie było rozbójników. Zapraszamy!

40. Bułgarski pościkk (2001)

Niskobudżetowa produkcja stanowi pierwszy pełnometrażowy film kultowego w niektórych kręgach Zespołu Filmowego Skurcz. Parodia kina szpiegowskiego po brzegi wypełniona charakterystycznymi elementami twórczości braci Walaszków, tj. absurdalnym humorem, zamierzenie kiepską realizacją, postawioną na głowie logiką i doklejonym zarostem. Zdarzają się głosy, że produkcje Skurczu nigdy nie powinny wyjść poza krąg znajomych ich twórców, obecność w naszym plebiscycie zdaje się temu przeczyć. [Filip Pęziński]

39. Fuks (1999)

Udana próba komedii sensacyjnej opartej na zachodnich wzorcach – osiemnastolatek próbuje przechytrzyć biznesmena-gangstera z pomocą jego seksownej sekretarki. Niby sztampa, ale Fuks Macieja Dutkiewicza charakteryzuje się lekkością wykonania, szybkim tempem i atmosferą miejskiej przygody. Maciej Stuhr w swojej pierwszej głównej roli ma sympatyczną powierzchowność, Janusz Gajos jako sprzyjający mu policjant bawi najbardziej, ale po latach najlepiej pamięta się Agnieszkę Krukównę, której postać zachwyca urodą, energią oraz charakternością. W kategorii na najśmieszniejszą polską komedię Fuks raczej nie zdobyłby dużo punktów, ale jako niezobowiązująca rozrywka, a dziś również kapsuła czasu do lat dziewięćdziesiątych, sprawdza się znakomicie. [Krzysztof Walecki]

38. Konopielka (1981)

Do Konopielki  trzeba dorosnąć. Nie jest to pierwsza lepsza komedia w stylu Samych swoich, choć śmiać się można praktycznie przez cały seans – śmieszność wszystkich sytuacji wynika raczej z prostoty życia mieszkańców Taplar, pokazuje ich zaściankowość i zacofanie. Konopielka to jednak dramat obyczajowy z elementami komediowymi, które skłaniają do refleksji nad kondycją wsi z tamtego okresu. Film o rozdarciu kulturowym i wkraczającej w świat prostych ludzi cywilizacji. O odrzucaniu tradycji i zrywaniu więzi z naturą, a także o fascynacji potrafiącej skłaniać do niezwykłych wyborów. Znakomity film. [Szymon Pajdak, fragment recenzji]

37. Zezowate szczęście (1960)

Ileż to razy bardzo, bardzo chcieliście, i bardzo, bardzo nie szło…? Nieszczęsny Piszczyk w koncertowym wykonaniu niezapomnianego Bogusława Kobieli to postać kultowa. Dla wielu zresztą mało zabawna, bo choć do granic przerysowana, obciążona jest jednak sporą dawką dramatu. Piszczyk chce pasować, do kogokolwiek, gdziekolwiek. My zaś, mimo naturalnych wybuchów śmiechu, towarzyszących nam podczas każdego seansu genialnego filmu Andrzeja Munka, nie możemy przestać doszukiwać się w zagubionym bohaterze samych siebie. [Agnieszka Stasiowska]

34. Galimatias, czyli kogel-mogel II (1989) [ex aequo]

Modelowym przykładem sequelu na gruncie polskiej komedii jest dyptyk Romana Załuskiego Kogel-mogel i Galimatias, czyli kogel-mogel II. Druga część powstała wkrótce po pierwszej, na fali jej popularności. W filmach Załuskiego widać, o co chodzi w sequelu – powrót na ekran lubianych postaci, ukazanie ich dalszych losów (czyli odpowiedź na nieśmiertelne pytanie „a co dalej?”) i okazja do dodania nowych elementów historii. Przykład na to, że jeśli polski sequel funkcjonuje sprawnie w jakiejś niszy, to jest to komedia. [Tomasz Raczkowski, fragment zestawienia]

34. Listy do M. (2011) [ex aequo]

Choć jesteśmy niemal w przededniu czwartej części romkomowej serii i zastanawiamy się, jak bardzo można te postaci jeszcze nam obrzydzić, pierwsze Listy do M. na pewno były przełomową produkcją nie tylko wśród polskich komedii romantycznych, ale polskich komedii w ogóle. Okazało się, że można przeszczepić na rodzimy grunt sprawdzoną formułę (Listy do M. w naturalny sposób porównywano do To właśnie miłość) i choć zajęło to osiem lat, film Mitji Okorna oglądało się z niekłamaną przyjemnością – była lekkość, chemia między aktorami, a przede wszystkim sporo niewymuszonego humoru i solidna porcja gwiazdkowych wzruszeń. Szkoda, że kolejne części serii raczej dobijają dobre wspomnienia po pierwowzorze niż wnoszą coś dobrego. [Dawid Myśliwiec]

34. U Pana Boga za piecem (1998) [ex aequo]

Ten film to dla wielu tylko komedia emitowana w święta. Pewnie ma wady, ale ja ich dostrzec nie mogę. Bo ja ten film kocham. Do czegóż tu się przyczepić? Do gry aktorskiej? Nie. Aktorzy są w swych rolach świetni, „śledzikują” jakby się w Królowym Moście urodzili (nawet młody Wieczorkowski). Klimat? Miodny, i to bardzo. Humor? Gdzie tam, jest pierwszorzędny. Dialogi? Większość z nich będę pamiętał do końca swych dni. Muzyka? Nie, to bardzo klimatyczny soundtrack. Zdjęcia? „Peerelowska” kamera świetnie oddaje urok zagubionej wśród pól podlaskiej wioski. A może scenariusz? Nie, w nim nie zmieniłbym ani jednej sceny, nie wyrzuciłbym żadnego słowa. Dostajemy polsko-ruskie „love story”, intrygę kryminalną utrzymaną w spokojnym tempie, barwne postaci i relaksujący klimat, w którym aż chce się zanurzyć. Polecam z czystym sumieniem. [Michał Frącz, fragment artykułu o serii]

33. Ciało (2003)

Pastisz kina gangsterskiego i czarna komedia w jednym, choć poziomów i interpretacji jest tak wiele, jak wielu jest widzów – co jest dość zaskakujące, biorąc pod uwagę udział w tym przedsięwzięciu Andrzeja Saramonowicza. Absurd goni absurd, akcja mknie, niczym rączy koń, zaś wszyscy bohaterowie przyjmują wszelkie przeszkody, na jakie napotykają, z kamienną wręcz twarzą. Bardziej poważnych scen z totalnie abstrakcyjnymi dialogami dawno nie uświadczyłam w kinie. Ale trzeba pamiętać, że to żadna „zabawa komedią”. To, co okazuje się być śmieszne dla widza, absolutnie nie jest takie dla bohaterów. To ewidentnie postacie tragiczne wpisane w konwencję, która bawi, uczy i pokazuje najbardziej polskich bohaterów, z jakimi nasze rodzime kino dawno się nie spotkało. Jak powiedział sam Andrzej Wajda: „Film jest śmieszny i inteligentny (…) Znakomite sytuacje i wyraziste dialogi”. [Gracja Grzegorczyk]

32. Pułkownik Kwiatkowski (1995)

Ponoć film oparty na prawdziwych wydarzeniach. Na pewno stanowi jedną z najlepszych komedii powstałych tuż po przemianie ustrojowej, nawet jeśli mocno zakorzenionej w przeszłości. Swego czasu nie został najlepiej odebrany, a i dziś wydaje się być odrobinę zapomniany w porównaniu do innych klasyków rodzimej komedii. Co nie zmienia faktu, że dzieło Kazimierza Kutza w niczym im nie ustępuje. Humor, rozmach, atmosfera, muzyka czy w końcu doborowa obsada – wszystko tu po prostu działa. A przy okazji starzeje się niczym najlepsze wino, gdyż z roku na rok …Kwiatkowski zdaje się awansować w komediowych stopniach i dziś może wręcz aspirować do miana generała dobrej, mądrej rozrywki. [Jacek Lubiński]

31. Pieniądze to nie wszystko (2001)

Pieniądze to nie wszystko Juliusza Machulskiego to bezsprzecznie jedna z najlepszych polskich komedii. Twórcy nie tylko spisują się na medal w warstwie czysto humorystycznej i dostarczają opartą na pomysłowej narracji, wciągającą intrygę, ale też zaskakująco dojrzale portretują ofiary polskiej transformacji ustrojowej i rozliczają z dzikim kapitalizmem lat 90. Świetny Marek Kondrat w centrum filmu, wsparty plejadą polskich aktorów, którzy zasługują na nie mniejsze uznanie. [Filip Pęziński]

Ostatnio dodane