Recenzje

JAK ROZPĘTAŁEM DRUGĄ WOJNĘ ŚWIATOWĄ. „Rany Julek, ale nawarzyłem bigosu…”

Autor: Radosław Dąbrowski
opublikowano

Wojciech Młynarski w roli Franka Dolasa? Taki był pierwotny zamysł twórców Jak rozpętałem drugą wojnę światową (1969). W niniejszym tekście przypominamy zasłużone dzieło Tadeusza Chmielewskiego.

W przekroju roku trafić na Jak rozpętałem drugą wojnę światową w telewizyjnej ramówce nie jest trudno. Media lubią odświeżać nasz komediowy klasyk. Bez względu na to, czy utwór Chmielewskiego bawi do rozpuku bądź nie znajduje się w najlepszej komediowej czołówce, jednego odmówić mu nie można – ekranowa adaptacja powieści Kazimierza Sławińskiego Przygody kanoniera Dolasa ma status fenomenu, bycia kultowym, a swoim powstaniem zgrabnie wpisuje się w koniec lat 60. i polskie odrodzenie formuły rozrywkowej (głównie w działalności kabaretowej).

Już pierwsze ujęcie w Eroice (1957) Andrzeja Munka ustanawia sposób filmowego widzenia świata: wspólnie z Dzidziusiem (Edward Dziewoński) uczestniczymy w pełnej zawirowań przygodzie, jaka rozgrywa się w czasie powstania warszawskiego. Podobne uczucie towarzyszy nam w trakcie seansu Jak rozpętałem drugą wojnę światową. Nie stawiam tezy, że dzieło Chmielewskiego zostało sfilmowane w analogiczny sposób, niemniej kamera lubi się trzymać Franka Dolasa, w efekcie idziemy krok w krok z niezwykle barwnym bohaterem.

Świat przedstawiony filmu jest niezwykle rozbudowany: pod względem miejsc oraz czasu akcji.

Polska komedia trwa niespełna cztery godziny, co musiało mieć przełożenie na rozbudowaną lokalizację oraz czas akcji: od kampanii wrześniowej i ucieczki z niewoli niemieckiej, poprzez Austrię, Jugosławię, zaciągnięcie się do francuskiej Legii Cudzoziemskiej w Syrii, zmagania militarne u boku aliantów w Afryce, pobyt we Włoszech, zesłanie na front wschodni jako rezultat kolejnego aresztowania przez Niemców, aż po dołączenie do radzieckich i polskich partyzantów… Film Chmielewskiego sprawdza się jako niemalże filmowa epopeja, która w prostej konwencji z żartami sytuacyjnymi obrazuje wojenne środowisko, lecz wykazuje również potencjał na bycie zajmującym serialem.

W filmie Chmielewskiego istotną rolę odgrywają stereotypy. Z jednej strony portrety Francuzów, Anglików, Niemców, Włochów czy Jugosłowian zostały nakreślone według powszechnego patrzenia na te narody, z drugiej uległy silnemu przerysowaniu, co wprowadza elementy komiczne. Jednocześnie autor filmu stworzył wiarygodne tło dla demonstrowanych wydarzeń – przede wszystkim dzięki temu, że każdy z przedstawicieli danego narodu mówi w ojczystym języku (podobnie Chmielewski postąpił w młodszym o sześć lat Gdzie jest generał…), co często prowadzi do gier słownych czy dowcipnych przejęzyczeń. Ponadto widz ma poczucie, że ogląda komedię mającą realistyczną konwencję zamiast na przykład slapsticku.

O realizmie Jak rozpętałem drugą wojnę światową decyduje także imponujący zasób sprzętu wojskowego. Już w Gdzie jest generał… zauważalny jest niemały arsenał: od pojedynczego karabinu po gąsienicowe wozy bojowe. W przygodach Dolasa dostęp do uzbrojenia militarnego był jeszcze większy z racji niemałej w czasie realizacji projektu ochoty wojska na współpracę z wieloma filmowcami.

Kolejny element wpływający na jakość świata przedstawionego to scenografia. Nieoceniona w tym zasługa Bolesława Kamykowskiego, który polskie i radzieckie tereny, gdzie kręcono film, z sukcesem przeobraził w inne kraje europejskie czy nawet w Afrykę. Pomimo ograniczonego budżetu na późniejszych etapach realizacji był w stanie wybudować pewne elementy od podstaw, na przykład targ arabski, który powstał na planie zdjęciowym pod Łodzią. Rozmach inscenizacyjny to jeden z największych atutów Jak rozpętałem drugą wojnę światową.

Ostatnio dodane