Przywodzi na myśl cały szereg festiwalowych filmów o trudach codzienności w dużym mieście. Tych dobrych, miłych i kojących.
Film, w którym liczą się kolory, muzyka i zamaszystość, a przede wszystkim przymrużenie oka, pozwalające mówić o rzeczach ważnych bez przesadnego nadęcia.
Wbrew obiegowym opiniom niektórych komentatorów jakoby gala była nudna jak flaki z olejem, uważam, że mieliśmy do czynienia z najlepszą ceremonią od lat.
Już jutro o 14:30 polskiego czasu poznamy nominowanych do Oscarów. Pora więc na ostateczne przewidywania.
„Sing Sing” pozostaje dla mnie filmem bardziej doniosłym niż faktycznie żywo poruszającym.
Film Coppoli zasługuje na uwagę przede wszystkim jako spektakularny aktorski comeback Pameli Anderson. Jej kreację można poniekąd czytać w kluczu autobiograficznym.
Kapadii udało się stworzyć powabny film na ważkie tematy, będący równocześnie intrygującą miejską symfonią i intymną opowieścią o kobiecej przyjaźni.
Jeśli jest na tegorocznych Nowych Horyzontach film, który stawia wszystko na jedną kartę i próbuje wytyczać nowe ścieżki kina, to jest nim właśnie „Aggro Dr1ft”.
Dokładnie sto lat temu urodził się Marlon Brando – aktor-ikona; wrażliwy brutal, bez którego kino i teatr nie byłyby takie same.
Poza występem Ryana Goslinga nic nie wybiło się ponad Oscarową średnią, ale nagrody powędrowały we właściwe ręce.