Philomena Cunk jest tak autentyczna w mówieniu głupot, że aż chciałoby się przyklasnąć jej pewności siebie.
„Siła ducha” jest opowieścią mającą inspirować wszystkich tych, którzy potrafią coś robić dobrze, ale boją się spróbować i osiągnąć nowy, nieosiągalny dotąd poziom w swojej dyscyplinie.
Film Svendsena jest tak potwornie poważny, że… trudno brać go na poważnie.
„Argentyna, 1985” opowiada o mało znanych z polskiej perspektywy wydarzeniach, które miały miejsce w tym kraju tuż po zakończeniu rządów wojskowej junty.
Film Paxtiego Amézcuy to dość przewidywalny „procedural”, który w dodatku przechodzi przez kolejne etapy śledztwa w zaskakująco szybkim tempie.
„Narwik” to kino wojenne z prawdziwego zdarzenia – ewokujące skrajne emocje, uświadamiające w jak ekstremalnych sytuacjach musieli odnajdywać się niewinni ludzie.
Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że Ryan White chciał stworzyć swego rodzaju dokumentalny rewers „Blondynki”.
„My i wy” to komedia o mieszanej etnicznie parze (Lauren London i Jonah Hill), która musi radzić sobie z kłodami rzucanymi pod nogi przez ich rodziny.
W „Człowieku czynu” ani razu nie dochodzi do rozlewu krwi, a mimo to niepozorny Hiszpan staje się poszukiwanym numer jeden dla paryskiej policji.
Guillermo del Toro uczynił z powieści Carlo Collodiego niesamowicie bogatą w konteksty przypowieść o miłości, stracie, posłuszeństwie i poświęceniu.