Zestawienie

Współczesne filmy, dzięki którym POKOCHASZ kino SCIENCE FICTION

Autor: Mikołaj Lewalski
opublikowano

„Nie lubię filmów science fiction”, „to nie dla mnie”, „wolę bardziej przyziemne kino” – nie potrafię zliczyć, jak często słyszałem tego typu wyznania od osób, które fantastykę naukową utożsamiają z Darthem Vaderem. Mylne wyobrażenia na temat rzeczonego gatunku powstrzymują wiele osób przed daniem mu szansy, a szkoda, bo omija je ocean niesamowitych filmowych emocji. Produkcja science fiction nie musi przecież zawierać laserów, kosmitów i efekciarstwa zastępującego fabułę. Sercem dobrego sci-fi nie jest bowiem widowisko, a opowieść o człowieku i jego naturze. Jak rozwój technologii może wpłynąć na korzystające z niej społeczeństwo? Czym jest człowieczeństwo i czy można je stworzyć w laboratorium lub zaprogramować? Jaki wariant przyszłości ludzkiej rasy wydaje się najbardziej prawdopodobny i dlaczego? To tylko niektóre z pytań często stawianych w filmach z gatunku fantastyki naukowej – nurtu od zawsze eksplorującego wątki społeczno-kulturowe i psychologiczne.

W tym zestawieniu wybrałem kilka nadzwyczaj udanych tytułów, które w moich oczach mają potencjał zburzyć błędne wyobrażenia, nauczyć szacunku dla science fiction i zachęcić do nadrobienia braków. Postawiłem na współczesne kino, zakładając, że ma ono najniższy próg wejścia – klasyka jak najbardziej zasługuje na uwagę i docenienie, ale obawiałem się, że mniejsza przystępność wielu takich dzieł mogłaby tu zadziałać negatywnie. Żeby nauczyć się biegać, trzeba najpierw zacząć chodzić – jeśli przekonają was te tytuły, następnym krokiem powinno być sięgnięcie po pozycje kultowe i przełomowe, najpewniej zaczynając od 2001: Odysei kosmicznej.

Dystrykt 9

Jeden z najbardziej imponujących debiutów reżyserskich, jakie widziałem i zarazem najlepszy film science fiction pierwszej dekady XXI wieku. Dystrykt 9 opowiada wyjątkową historię, w której obcy przylatują na Ziemię, po czym… potrzebują naszej pomocy. Trafiają oni do slumsów Johannesburga, a kolejne ćwierć wieku upływa w atmosferze nieufności i otwartej wrogości. Ludzie demonstrują tu swoją prawdziwą, obrzydliwą twarz, a posępny wydźwięk filmu potęguje fakt, iż tło fabuły jest silnie inspirowane apartheidem panującym w RPA do lat 90. Neill Blomkamp przedstawia poruszające świadectwo siły uprzedzeń i braku empatii, intrygując także formą łączącą paradokument z surową i brutalną akcją. Dystrykt 9 to audiowizualna perełka, pokaz fenomenalnego aktorstwa Sharlto Copleya i dzieło zawstydzające nie tylko oryginalnością mającego premierę w tym samym roku Avatara.

Moon

Kolejny fenomenalny debiut reżyserski i zarazem niespodziewany hit 2009 roku. Nakręcony za marne 5 milionów dolarów Moon zachwyca nie tylko poziomem realizacji, ale przede wszystkim pełną gorzkich emocji historią i jednym z najlepszych występów w karierze Sama Rockwella. Gorąco zachęcam, by unikać zwiastunów, nie czytać żadnych recenzji ani opisów fabuły, a zamiast tego po prostu obejrzeć ten film. Element zaskoczenia może nie jest jego najważniejszym elementem, ale z pewnością zyskuje na nim pełna tajemnicy atmosfera dzieła. Przepiękna ścieżka dźwiękowa autorstwa Clinta Mansella i świetna rola Kevina Spaceya (podkładającego głos robotowi towarzyszącemu protagoniście) to dwie wisienki na tym pysznym torcie.

Blade Runner 2049

Dobrym pomysłem byłoby wcześniejsze obejrzenie Łowcy androidów Ridleya Scotta, aczkolwiek jego kontynuacja doskonale funkcjonuje również bez znajomości tamtego arcydzieła. Napisałem na temat tego filmu wiele ciepłych słów i każde z nich było zasłużone – to spektakularne i zarazem bardzo osobiste dzieło, które imponuje każdym kadrem. Roger Deakins i Denis Villeneuve stworzyli tu coś tak zniewalająco pięknego, że nawet dwa i pół roku po premierze nie sposób wyjść z zachwytu. Blade Runner 2049 to jednak znacznie więcej niż powalające wizualia – to także dramatyczna opowieść o bohaterze od początku będącym na straconej pozycji, interesujące pogłębienie wątków pierwowzoru, a także świetnie obsadzony Ryan Gosling, który idealnie odnajduje się w tej konwencji.

Marsjanin


A może coś lżejszego? Fantastyka naukowa nie musi być śmiertelnie poważna, a próbujący przeżyć samotnie na Marsie bohater ma więcej luzu niż niejeden komik. Marsjanin błyskotliwie łączy przyjemne z pożytecznym, serwując widzowi dużą porcję nauki mocno doprawionej humorem. Nie uświadczycie tu scen akcji, dramatycznych konfrontacji ani wizualnej ekstrawagancji. Całość jest przyziemna na tyle, na ile to możliwe (biorąc pod uwagę miejsce akcji), a na drodze głównego bohatera stają problemy techniczne, które musi rozwiązać, korzystając ze swojej wiedzy oraz intelektu. Warto obejrzeć chociażby dla jednego z bardziej pamiętnych występów Matta Damona z ostatniej dekady.

Upgrade

Upgrade jest lepszym Venomem niż sam Venom. To nie pierwszy raz, kiedy polecam ten film, ale im więcej osób dowie się o jego istnieniu, tym lepiej. Upgrade to rewelacyjny miks cyberpunkowego science fiction, brutalnego kina zemsty i czarnego humoru – to historia, którą widzieliśmy wiele razy, ale zrealizowana w świeży i satysfakcjonujący dla widza sposób. Fantastyczna scenografia, pomysłowa praca kamery, świetne praktyczne efekty specjalne i nastrojowy soundtrack składają się na realizacyjny majstersztyk, który zawstydza znacznie droższe produkcje. Transhumanistyczny wątek usprawniania ludzkiego ciała powinien zaś wyjątkowo przypaść do gustu miłośnikom tytułów pokroju Black Mirror czy serii gier Deus Ex.

Ostatnio dodane