Connect with us

Publicystyka filmowa

Współczesne filmy, dzięki którym POKOCHASZ kino SCIENCE FICTION

Współczesne filmy, dzięki którym POKOCHASZ kino SCIENCE FICTION, odkrywają głębię ludzkiej natury w futurystycznych opowieściach.

Published

on

Współczesne filmy, dzięki którym POKOCHASZ kino SCIENCE FICTION

„Nie lubię filmów science fiction”, „to nie dla mnie”, „wolę bardziej przyziemne kino” – nie potrafię zliczyć, jak często słyszałem tego typu wyznania od osób, które fantastykę naukową utożsamiają z Darthem Vaderem. Mylne wyobrażenia na temat rzeczonego gatunku powstrzymują wiele osób przed daniem mu szansy, a szkoda, bo omija je ocean niesamowitych filmowych emocji. Produkcja science fiction nie musi przecież zawierać laserów, kosmitów i efekciarstwa zastępującego fabułę. Sercem dobrego sci-fi nie jest bowiem widowisko, a opowieść o człowieku i jego naturze.

Advertisement

Jak rozwój technologii może wpłynąć na korzystające z niej społeczeństwo? Czym jest człowieczeństwo i czy można je stworzyć w laboratorium lub zaprogramować? Jaki wariant przyszłości ludzkiej rasy wydaje się najbardziej prawdopodobny i dlaczego? To tylko niektóre z pytań często stawianych w filmach z gatunku fantastyki naukowej – nurtu od zawsze eksplorującego wątki społeczno-kulturowe i psychologiczne.

W tym zestawieniu wybrałem kilka nadzwyczaj udanych tytułów, które w moich oczach mają potencjał zburzyć błędne wyobrażenia, nauczyć szacunku dla science fiction i zachęcić do nadrobienia braków. Postawiłem na współczesne kino, zakładając, że ma ono najniższy próg wejścia – klasyka jak najbardziej zasługuje na uwagę i docenienie, ale obawiałem się, że mniejsza przystępność wielu takich dzieł mogłaby tu zadziałać negatywnie. Żeby nauczyć się biegać, trzeba najpierw zacząć chodzić – jeśli przekonają was te tytuły, następnym krokiem powinno być sięgnięcie po pozycje kultowe i przełomowe, najpewniej zaczynając od 2001: Odysei kosmicznej.

Advertisement

Dystrykt 9

Jeden z najbardziej imponujących debiutów reżyserskich, jakie widziałem i zarazem najlepszy film science fiction pierwszej dekady XXI wieku. Dystrykt 9 opowiada wyjątkową historię, w której obcy przylatują na Ziemię, po czym… potrzebują naszej pomocy. Trafiają oni do slumsów Johannesburga, a kolejne ćwierć wieku upływa w atmosferze nieufności i otwartej wrogości.

Ludzie demonstrują tu swoją prawdziwą, obrzydliwą twarz, a posępny wydźwięk filmu potęguje fakt, iż tło fabuły jest silnie inspirowane apartheidem panującym w RPA do lat 90. Neill Blomkamp przedstawia poruszające świadectwo siły uprzedzeń i braku empatii, intrygując także formą łączącą paradokument z surową i brutalną akcją. Dystrykt 9 to audiowizualna perełka, pokaz fenomenalnego aktorstwa Sharlto Copleya i dzieło zawstydzające nie tylko oryginalnością mającego premierę w tym samym roku Avatara.

Advertisement

Moon

Kolejny fenomenalny debiut reżyserski i zarazem niespodziewany hit 2009 roku. Nakręcony za marne 5 milionów dolarów Moon zachwyca nie tylko poziomem realizacji, ale przede wszystkim pełną gorzkich emocji historią i jednym z najlepszych występów w karierze Sama Rockwella. Gorąco zachęcam, by unikać zwiastunów, nie czytać żadnych recenzji ani opisów fabuły, a zamiast tego po prostu obejrzeć ten film.

Element zaskoczenia może nie jest jego najważniejszym elementem, ale z pewnością zyskuje na nim pełna tajemnicy atmosfera dzieła. Przepiękna ścieżka dźwiękowa autorstwa Clinta Mansella i świetna rola Kevina Spaceya (podkładającego głos robotowi towarzyszącemu protagoniście) to dwie wisienki na tym pysznym torcie.

Advertisement

Blade Runner 2049

Dobrym pomysłem byłoby wcześniejsze obejrzenie Łowcy androidów Ridleya Scotta, aczkolwiek jego kontynuacja doskonale funkcjonuje również bez znajomości tamtego arcydzieła.

Napisałem na temat tego filmu wiele ciepłych słów i każde z nich było zasłużone – to spektakularne i zarazem bardzo osobiste dzieło, które imponuje każdym kadrem. Roger Deakins i Denis Villeneuve stworzyli tu coś tak zniewalająco pięknego, że nawet dwa i pół roku po premierze nie sposób wyjść z zachwytu. Blade Runner 2049 to jednak znacznie więcej niż powalające wizualia – to także dramatyczna opowieść o bohaterze od początku będącym na straconej pozycji, interesujące pogłębienie wątków pierwowzoru, a także świetnie obsadzony Ryan Gosling, który idealnie odnajduje się w tej konwencji.

Advertisement

Marsjanin

A może coś lżejszego? Fantastyka naukowa nie musi być śmiertelnie poważna, a próbujący przeżyć samotnie na Marsie bohater ma więcej luzu niż niejeden komik. Marsjanin błyskotliwie łączy przyjemne z pożytecznym, serwując widzowi dużą porcję nauki mocno doprawionej humorem. Nie uświadczycie tu scen akcji, dramatycznych konfrontacji ani wizualnej ekstrawagancji.

Całość jest przyziemna na tyle, na ile to możliwe (biorąc pod uwagę miejsce akcji), a na drodze głównego bohatera stają problemy techniczne, które musi rozwiązać, korzystając ze swojej wiedzy oraz intelektu. Warto obejrzeć chociażby dla jednego z bardziej pamiętnych występów Matta Damona z ostatniej dekady.

Advertisement

Upgrade

Upgrade jest lepszym Venomem niż sam Venom. To nie pierwszy raz, kiedy polecam ten film, ale im więcej osób dowie się o jego istnieniu, tym lepiej. Upgrade to rewelacyjny miks cyberpunkowego science fiction, brutalnego kina zemsty i czarnego humoru – to historia, którą widzieliśmy wiele razy, ale zrealizowana w świeży i satysfakcjonujący dla widza sposób.

Fantastyczna scenografia, pomysłowa praca kamery, świetne praktyczne efekty specjalne i nastrojowy soundtrack składają się na realizacyjny majstersztyk, który zawstydza znacznie droższe produkcje. Transhumanistyczny wątek usprawniania ludzkiego ciała powinien zaś wyjątkowo przypaść do gustu miłośnikom tytułów pokroju Black Mirror czy serii gier Deus Ex.

Advertisement

Ex Machina

Trzeci debiut na tej liście to jedno z największych filmowych zaskoczeń 2015 roku – niskobudżetowa produkcja, która pojawiła się znikąd, zachwyciła krytyków i zgarnęła Oscara za efekty specjalne (a także nominację za scenariusz oryginalny). Ex Machina to fascynujące studium sztucznej inteligencji i ludzkich słabości, napędzane przez konflikt między czwórką postaci zamkniętych (nie dosłownie) w odizolowanej od reszty świata rezydencji.

Oscar Isaac i Domhnall Gleeson ścierają się na ekranie w intrygujący sposób, ale to robotyczne wcielenie Alicii Vikander zasługuje na największe oklaski. Współpracujący przez lata z Dannym Boyle’em Alex Garland stworzył niezwykle inteligentny thriller inspirujący do refleksji i będący przy tym doskonałą rozrywką.

Advertisement

Trylogia Planety małp

Pierwsza część trochę odstaje od następnych dwóch, ale i ona jest warta uwagi, szczególnie z uwagi na raczkującą w niej postać Cezara. Uczynienie samoświadomej małpy głównym bohaterem trylogii okazało się strzałem w dziesiątkę, podobnie jak obsadzenie w tej roli Andy’ego Serkisa. Jego występ i zastosowanie technologii motion capture robi wrażenie w pierwszym filmie, zachwyca w sequelu i rzuca na kolana w trzeciej odsłonie. Ta ostatnia pozostawia widza oniemiałym nie tylko z uwagi na wybitne CGI, ale przede wszystkim z powodu fenomenalnej opowieści i emocjonalnej podróży, w którą zabiera. Trylogia Planety małp to istny ewenement – reboot godny swoich przodków, gdzie każda część jest lepsza niż poprzednia, wszystkie trzy filmy układają się w spójną całość pomimo dużych różnic w stylu i tonacji, a blockbusterowy rozmach nie idzie w parze z efekciarstwem. Małpy razem silne!

Nowy początek

Drugi Villeneuve na tej liście i film, który koncentruje się na próbach nawiązania dialogu z obcą rasą. Pojawienie się kosmitów nie staje się tu początkiem wielkiej inwazji czy epidemii, a największe wyzwanie dotyczy odnalezienia wspólnego języka między ludźmi a tajemniczymi przybyszami. Ograbiona z nominacji do Oscara Amy Adams kreuje tu niezwykle pamiętną rolę, wcielając się w niebanalną i świetnie napisaną postać.

Advertisement

Poruszane w filmie wątki fascynują, a mistrzowsko budowane napięcie trzymało mnie na krawędzi fotela pomimo dość spokojnego przebiegu akcji. Klimatyczna warstwa wizualna i niesamowita muzyka wielkiego Jóhanna Jóhannsona składają się zaś na bardzo atrakcyjną formę, nie odwracając jednak uwagi od treści.

W stronę słońca/Interstellar/Ad Astra

Kosmos to samotne, niebezpieczne, tajemnicze, ale i fascynujące miejsce. Filmowe gwiezdne wyprawy w nieznane zazwyczaj wiążą się z dramatyczną walką o przetrwanie, stawaniem w obliczu niewyjaśnionych zjawisk oraz stopniowo narastającym obłędem ludzi nieprzystosowanych do pozaziemskiego środowiska.

Advertisement

Oprócz tego jest jednak miejsce również na ekscytację związaną z odkrywaniem niezbadanego, zachwyt nad pięknem niemożliwym do ogarnięcia umysłem i poczucie wyjścia poza ramy standardowej ludzkiej egzystencji. Jeśli te słowa poruszają czułe struny waszych dusz, każdy z wymienionych powyżej trzech filmów może zrobić na was niemałe wrażenie. Nie są to dzieła wolne od wad (szczególnie w kwestii nielogiczności fabularnych), ale prezentowana w nich wizja kosmosu jest tak spektakularna, że nie sposób przejść obok niej obojętnie. Jedno i drugie dotyczy w szczególności W stronę słońca – to dość niedoceniony film, którego nie należy przesadnie analizować i znacznie lepiej po prostu chłonąć jego audiowizualne piękno.

Bonus: Avatar

Banalna historia i niebanalne widowisko. Pod względem treści Avatar odstaje od wymienionych wcześniej filmów jak mrożona pizza wśród niebiańskich włoskich wypieków, ale jego forma do dziś robi ogromne wrażenie. Jeśli cenicie wizualne piękno, a festiwal jaskrawych kolorów i zjawiskowych widoków to coś, co lubicie oglądać na ekranie, seans Avatara będzie dla was wyjątkową przygodą. Jasne, fantastyka naukowa w tym filmie to poziom niedzielnej szkółki, ale na sam początek przygody z gatunkiem może to okazać się jak najbardziej na miejscu.

Advertisement
Advertisement
Kliknij, żeby skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *