Connect with us

Publicystyka filmowa

Najbardziej ŻENUJĄCE SCENY SEKSU

Zanurz się w świat najbardziej żenujących scen seksu, gdzie namiętność staje się źródłem zażenowania. Odkryj NAJBARDZIEJ ŻENUJĄCE SCENY SEKSU.

Published

on

Najbardziej ŻENUJĄCE SCENY SEKSU

Seks kojarzy się z pożądaniem, namiętnością i fizyczną przyjemnością, która rozpala zmysły. Twórcom filmów wielokrotnie udaje się oddać to zbliżenie na ekranie, przenosząc na widza przynajmniej cząstkę atmosfery wykreowanej w danej scenie. Niestety równie często scena seksu zamiast elektryzować, wprawia co najwyżej w zażenowanie tym, jak została przedstawiona. Kilka takich niechlubnych przypadków scen seksu (lub gry wstępnej) przedstawiam poniżej.

The Room (2003)

Zaczynamy z wysokiego C. Film Tommy’ego Wiseau widziałem już kilka razy (mówię to bez wstydu!) i za każdym razem zastanawiałem się, przy okazji której sceny widzowie na premierowych pokazach uświadamiali sobie, że podczas seansu nie spotka ich prawdopodobnie nic dobrego. Można znieść długą czołówkę z ujęciami San Francisco. Przetrwa się początkową scenę dialogową z udziałem Johnny’ego, Lisy i Denny’ego. Większą konsternację wywołuje moment, w którym ten ostatni wpada do łóżka pary i wszyscy zaczynają się okładać poduszkami, ale nie jest to jeszcze ta chwila, w której chce się uciec z kina.

Szok następuje chwilę później, kiedy Johnny i Lisa zostają sami – rozpoczyna się wówczas tandetna piosenka, a para oddaje się fizycznym przyjemnościom, które dla widza są z kolei wyjątkowo bolesnym doświadczeniem. Namiętności tam tyle, ile w Tommym Wiseau talentu do pisania dialogów, a cała scena wygląda, jakby realizowała ją osoba, która seks zna tylko z okropnych romansów z dolnej półki. Mija zaledwie kilkanaście minut, a obraz nagiego tyłka Wiseau, który udaje, że penetruje okolice pępka partnerki, na stałe wypala się w mózgu. Jakby tego było mało, niedługo później Wiseau serwuje drugą, równie długą scenę seksu, z wykorzystaniem tego samego materiału.

Advertisement

Watchmen. Strażnicy (2009)

Zack Snyder zyskał moją sympatię po 300 i przypieczętował ją właśnie Watchmen, nawet pomimo tego, że postanowił wpleść w swoją adaptację komiksu Alana Moore’a absolutnie niezręczną scenę seksu Laurie i Dana na statku Archie.

Brakuje tu namiętności, która przynajmniej w jakimś stopniu pozwoliłaby przebrnąć przez ten moment bez krzywienia się, są za to podkład muzyczny w postaci piosenki Hallellujah Leonarda Cohena, która jak pięść do nosa pasuje mi do sceny seksu spoconych superbohaterów (choć autonomicznie jest klasą samą w sobie), oraz jakże subtelna synchronizacja orgazmu z wyrzutem ognia z dysz pojazdu – co zostało zaczerpnięte z komiksu, ale nie stanowi przecież usprawiedliwienia.

Miasto 44 (2014)

Starałem się polubić pomysły Jana Komasy wprowadzone w Mieście 44 i nawet udało mi się jakoś przełknąć słynne kule wirujące wokół splecionych w pocałunku bohaterów. Prawdziwy dyskomfort odczułem dopiero podczas sceny seksu, która przeplata się z ujęciami powstańców przedzierających się przez kanały i urozmaicona jest dubstepem.

Nie zgrzyta mi tu sam fakt uprawiania seksu podczas Powstania ani nie traktuję tego jako czegoś obrazoburczego. Problem tworzą umiejscowienie tej sceny w filmie oraz fatalny dobór muzyki. Migawki z kanałów, gdzie powstańcy w slow motion przedzierają się przez wodę i ogień, aż proszą się o rozwinięcie – to mogła być naprawdę znakomita sekwencja, którą niestety psuje ciągłe wracanie do uprawiających seks bohaterów. Niewykorzystany potencjał – podobnie zresztą jak cały film, ale to już inny temat.

Advertisement

Gigli (2003)

Twórcom Gigli pewnie nadal śnią się po nocach ocena tego filmu na IMDb (2,7/10) i stosunek zarobków do budżetu (około 7 milionów przy ponad 50 milionach poniesionych kosztów). Widzowie też pewnie śnią – okropne koszmary, gdy wspominają scenę w której Jennifer Lopez sugeruje Benowi Affleckowi, by uprawiali seks.

Muszę oddać Kaczorowi Howardowi, że nawet flirtowanie dziewczyny i kaczora miało więcej polotu niż to, co mówi w tej scenie Lopez. „Czas na indyka”, rzecze dziewczyna, po czym dodaje „gobble gobble”, imitując dźwięk wydawany przez to ptactwo. Głęboka pustka w oczach Afflecka idealnie wyraża to, jak zareagowałby każdy mężczyzna, słysząc swoją partnerkę przyrównującą własną waginę do indyka. Bardziej puste są tylko oczy widzów, którzy muszą mierzyć się z tym fragmentem.

Advertisement

Showgirls (1995)

Pomysł na scenę seksu w basenie nie jest oczywiście niczym złym sam w sobie, gorzej, jeśli jego realizacja wygląda tak jak w nieszczególnie lubianym filmie Paula Verhovena z 1995 roku. Bohaterowie grani przez Elizabeth Berkley i Kyle’a MacLachlana oddają się uciechom zanurzeni w wodzie, bynajmniej nie idąc w kierunku intymnego, delikatnego seksu, a raczej intensywnego i dzikiego.

Niestety to, co wyglądałoby dobrze (albo lepiej) na łóżku w sypialni, w wodzie tworzy efekt komiczny. Berkley rzuca się na prawo i lewo, woda rozbryzguje się wszędzie dookoła, a MacLachlan wygląda bardziej, jakby chciał wyciągnąć na brzeg wyjątkowo upierdliwą rybę, niż jakby czerpał przyjemność z aktu. Podobnie w przypadku widza – więcej tu konsternacji niż ekscytacji.

Skaza (1992)

Juliette Binoche i Jeremy Irons w scenie erotycznej trwającej około czterech minut i rozgrywającej się w kilku różnych miejscach. Ich zbliżenie jest chaotyczne i nieokiełznane, choć być może w teorii brzmi to lepiej, niż wygląda w samym filmie. Zamiast podekscytować widza niezaspokojoną żądzą, Binoche i Irons tarzają się w różnych miejscach, jakby próbowali utrzymać pion po zakrapianej imprezie i nie do końca wiedzieli, co zrobić w tym czasie ze swoimi kończynami. Na domiar złego przez pierwszą część sceny w tle nie przygrywa żadna muzyka, a kompletna cisza w połączeniu z tą szamotaniną tworzy atmosferę wyjątkowej wręcz niezręczności.

Monachium (2005)

W Mieście 44 oglądaliśmy scenę seksu przeplataną ujęciami powstańców przemierzających kanały, w Monachium Stevena Spielberga akt oglądamy na zmianę z retrospekcjami bohatera Erica Bany, którego myśli krążą wokół traumatycznych przeżyć z przeszłości, włączając w to pozbawianie życia innych osób.

Lwia część sceny to właśnie te przykre wspomnienia, które od czasu do czasu przerywa wykrzywiona krzykiem twarz Bany, wisienką na torcie jest zaś ujęcie, w którym z jego włosów kapie pot, a które wygląda, jakby było krojone pod seanse 3D. Nie podoba mi się sposób realizacji tej sekwencji – dramatyczna muzyka, trudne sceny zabijania i grymas mężczyzny uprawiającego seks wydają mi się nieco tandetnym połączeniem, które zamiast przejąć i pozwolić wczuć się w jego sytuację, wytrąca z równowagi tym dziwnym koktajlem.

Advertisement

Matrix Reaktywacja (2003)

Sam nie wiem, co jest główną atrakcją tej sceny – seks Trinity i Neo czy dziwaczna impreza odbywająca się w Zionie. Oba te aspekty wydają się dla Wachowskich tak samo ważne, bo równie uparcie pokazują na zbliżeniach wspomnianych bohaterów, co imprezowiczów pląsających do elektronicznej, monotonnej muzyki.

Trudno zatopić się w intymną chwilę Neo i Trinity, kiedy co jakiś czas kamera skupia się na ocierających się o siebie spoconych ludziach. Po pewnym czasie całość męczy, choć trwa zaledwie kilka minut – tyle, ile standardowy teledysk, do którego bardziej niż do fragmentu filmu podobna jest ta dziwaczna sekwencja.

BONUS: Kaczor Howard (1986)

Powrót po latach do przytoczonej tu sceny okazał się niemałym szokiem, bo Kaczora Howarda oglądałem ostatnio we wczesnym dzieciństwie przy okazji którejś telewizyjnej emisji, więc wspomnienia po latach się zatarły (patrząc na odbiór tego filmu po premierze i teraz – bardzo dobrze). Wśród udostępnionych na YouTubie klipów z filmu jest jedna, która robi szczególnie złe wrażenia, mianowicie flirt tytułowego kaczora i granej przez Leę Thompson piosenkarki Beverly.

Seksu tu co prawda nie ma, jest za to mnóstwo aluzji („Rozbolała mnie głowa”, mówi Howard, na co Beverly odpowiada, że ma na to aspirynę), rozpinanie koszuli i forma kaczego wzwodu w postaci piór na głowie Howarda unoszących się do góry, gdy Beverly kładzie na nim dłoń. Myślę, że taka siermiężność dialogu i ogólna niezręczność skręcałyby wnętrzności nawet w przypadku, gdyby w scenie było dwoje ludzi, nie pomaga zatem fakt, że Howard to sztuczny, wątpliwej jakości wykonania kaczor. Ten antyerotyczny moment zakończony zostaje całusem.

Advertisement

Możemy odetchnąć z ulgą i zrelaksować się po tej dawce niezręczności, jaką zaserwowali nam twórcy wyżej wymienionych filmów. Jeśli pragniecie dodać coś od siebie, zapraszam do komentowania (a może nie zgadzacie się ze mną w przypadku którejś ze scen). Tymczasem pamiętajcie – czas na indyka. Gobble gobble.

Advertisement

Elblążanin. Docenia zarówno kino nieme, jak i współczesne blockbustery oparte na komiksach. Kocha trylogię "Before" Richarda Linklatera. Syci się nostalgią, lubi fotografować. Prywatnie mąż i ojciec, który z niemałą przyjemnością wprowadza swojego syna w świat popkultury.

Advertisement
Kliknij, żeby skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *