Publicystyka filmowa
Najlepsze filmowe role TOMA HARDY’EGO. Ranking czytelników
Odkryj NAJLEPSZE FILMOWE ROLE TOMA HARDY’EGO! Ranking najbardziej fascynujących kreacji aktora, które zachwycają widzów na całym świecie.
W zeszłą niedzielę zaproponowaliśmy wam udział w głosowaniu na najlepsze filmowe role Toma Hardy’ego. Poniżej przedstawiamy pięć występów, które otrzymały największą liczbę waszych głosów. Koniecznie dajcie znać w komentarzu, czy pokrywają się one z waszymi typami!
Zanim przejdziemy do finałowej piątki, oto jak prezentują się miejsca 10-6:
10. Eames (Incepcja, 2010)
9.
Forrest Bondurant (Gangster, 2012)
8. Eddie Brock / Venom (Venom, 2018)
7. Tommy Conlon (Wojownik, 2011)
6. Max Rockatansky (Mad Max: Na drodze gniewu, 2015)
5. Ronald Kray / Reginald Kray (Legend, 2015)
Najjaśniejszym punktem i źródłem największej przyjemności z seansu Legend jest Tom Hardy w podwójnej roli. Para bliźniaków Kray, Reggie i Ron, uosabia to, co w emploi Anglika najlepsze. Reginald Hardy’ego łączy w sobie urok podobny do tego, którym dysponował młody Marlon Brando, z bezwzględnością twardego gangstera. Anglik w tej roli jest szarmancki i szykowny, by płynnie przechodzić w pewnego siebie przestępcę o żelaznym spojrzeniu, który w każdej chwili może zabić. Ron to natomiast ucieleśnienie nieokrzesania i bezkompromisowości, w których aktor tak doskonale się odnajduje. Na podwójną rolę Hardy’ego w Legend składa się całe spektrum różnorodnych emocji, gestów i sposobów zachowania. [Dawid Konieczka]
4. Bane (Mroczny rycerz powstaje, 2012)
Choć ostatecznie Bane został brzydko potraktowany w scenariuszu, to jest najjaśniejszym punktem zamknięcia trylogii Nolana (tak jak Joker brylował w Mrocznym Rycerzu). Hardy fantastycznie radzi sobie z przeszkodą w postaci maski, która ogranicza środki jego ekspresji jedynie do oczu. Podobny wyczyn powtórzył zresztą później w Dunkierce. Aktor imponująco prezentuje się też na ekranie czysto pod kątem fizyczny – swą posturą wzbudza pożądany respekt i rzeczywiście czuć, że stanowi dla Batmana ogromne zagrożenie. Dlatego też scena walki obu panów w kanałach jest jedną z najlepszych w całym filmie. [Łukasz Budnik]
3. John Fitzgerald (Zjawa, 2016)
[Filip Pęziński]
2. Ivan Locke (Locke, 2013)
W kameralnym dramacie Stevena Knighta aktor musiał liczyć wyłącznie na swoją mimikę i grę głosem, jako że cała fabuła Locke rozgrywa się we wnętrzu samochodu. Hardy gra tu tytułowego bohatera, któremu — z jego winy — życie momentalnie wali się na głowę, choć wszystko odbywa się jedynie za pośrednictwem rozmów telefonicznych. Ivan Locke stara się nieustannie zachować spokój i niewzruszenie, co zdradza jego wręcz sztucznie opanowany ton głosu. Jednakże pod tą maską kryje się ogrom sprzecznych uczuć. Całą emocjonalną energię, którą Hardy zwykle uwalnia w mowie ciała i wyrazistej ekspresji, tym razem kumuluje w sobie, po mistrzowsku pozwalając, by stopniowo uchodziła na zewnątrz w odpowiednich chwilach.
Tom operuje pozornie błahymi gestami, niewielkimi zmianami w wyrazie twarzy; zdaje się kontrolować nawet najmniejsze drgania mięśni, a wraz z rozwojem fabuły przez fasadę stoicyzmu przedostaje się coraz więcej: niepokój, gniew, żal, a w końcu także ból. Hardy sprawia, że maska jego bohatera stopniowo staje się coraz bardziej przejrzysta, ukazując wewnętrznie skonfliktowanego, a w istocie zagubionego, bezradnego mężczyznę, który w jednej chwili traci wszystko. [Dawid Konieczka]
1. Bronson (Bronson, 2008)
Bronson to jedno wielkie przedstawienie, w którym głównym, a zarazem jedynym, aktorem jest Michael Peterson alias Charles Bronson, znany jako najbrutalniejszy więzień Wielkiej Brytanii. Film Nicolasa Windinga Refna jest jednocześnie półtoragodzinnym popisem aktorskim Toma Hardy’ego, który stanowi tu największą atrakcję. Tytułowy Bronson to w jego interpretacji niemal dzikie zwierzę, chodząca bomba zegarowa, która w każdej chwili może wybuchnąć i zniszczyć wszystko wokół. Wąsaty psychopata jest najefektowniejszy oczywiście wtedy, gdy władzę przejmuje nad nim czysta furia.
Ciekawie robi się jednak również wtedy, gdy reżyser pozwala Hardy’emu na ekranową samodzielność. Wówczas, w oderwanych od rzeczywistości scenach na estradzie oraz monologach bohatera wprost do kamery, Anglik daje prawdziwy popis. Jego Charlie to bowiem nie tylko niespodziewane wybuchy agresji odgrywane dosłownie całym ciałem. Jest tu też dużo miejsca na obłąkańcze uśmieszki momentalnie przechodzące w iście przerażającą obojętność, a następnie szczerą radość z siania destrukcji. Hardy buduje swojego bohatera na jego wściekłości i psychotycznej żądzy sławy, ale wiarygodność osiąga właśnie za sprawą scen pozbawionych agresji, wyraźnie podszytych obłędem. Koniec końców Bronson wzbudza niepokój przede wszystkim wtedy, gdy uśmiechnięty od ucha do ucha zwraca się do publiki wyimaginowanego teatru, a jednocześnie samego widza. [Dawid Konieczka]
