Seriale TV

OPOWIEŚĆ PODRĘCZNEJ. Sezon trzeci to WIELKA POWTÓRKA Z ROZRYWKI

Autor: Michalina Peruga
opublikowano

Kiedy platforma streamingowa Hulu wypuściła pierwszy sezon Opowieści podręcznej, Donald Trump od trzech miesięcy był prezydentem Stanów Zjednoczonych. Trudno było uwierzyć w ten czasowy zbieg okoliczności, kiedy fikcyjny serial nagle stał się społeczno-politycznym komentarzem do rzeczywistości, a nawet futurystyczną wizją przyszłości. Podwójnie wzmocniona przez współczesny kontekst, siła rażenia serialu opowiadającego o totalitarnym państwie wiedzionym religijną ideologią, w myśl której kobiety zostają pozbawione wszelkich praw, była ogromna. Niestety do trzeciego sezonu cała ta rewolucyjna aura zdążyła gdzieś wyparować.

Trzeci sezon Opowieści podręcznej jest jak odtwarzana w kółko ta sama playlista. Twórcy serialu na okrągło wykorzystują chwyty, na które zdążyliśmy się napatrzeć już w poprzednich sezonach. Ciężko utrzymać napięcie i koncentrację zirytowanego widza, zmuszonego po raz kolejny oglądać te same animozje pomiędzy tymi samymi bohaterami, te same problemy i emocje wałkowane na ekranie po raz enty. Pozostaje tylko wrażenie, że wraz z June kręcimy się w kółko – w przenośni i dosłownie, bowiem także ona powraca w trzecim sezonie do punktu wyjścia. Po absurdalnej decyzji odesłania swojej nowo narodzonej córeczki do Kanady i pozostaniu w Gileadzie z misją ratowania drugiej córki zostaje jako Podręczna przypisana do nowej rodziny. Wywiezione z totalitarnego państwa dziecko, Nichole, staje się punktem zapalnym tego sezonu. Zupełnie rozdarta Serena próbuje nie załamać się z powodu utraty dziecka, na co niejako się zgodziła, jednak odzyskanie Nichole szybko staje się jej główną motywacją w tym sezonie. Yvonne Strahovski ma sporo miejsca do aktorskiego popisu, a jej trudna emocjonalnie rola wzrusza. Bo to właśnie jest ta jedna rzecz, którą Opowieść podręcznej wciąż stara się nam dać – pełną emocji, gęstą i ciężką atmosferę grozy przekazywaną nie tylko przez kreacje aktorskie, ale też świetną scenografię i zdjęcia (symetria, krwawe czerwienie, śnieżne biele i szmaragdowe zielenie). I wciąż całkiem nieźle sobie z tym radzi, czego dowodem są finałowe odcinki sezonu.

O ile świetnie się patrzy na Yvonne Strahovski w roli Sereny czy Alexis Bledel w drugoplanowej roli Emily powracającej w tym sezonie w niezwykle wzruszającym wątku, te same miny Elisabeth Moss wzbudzają momentami irytację. To świetna aktorka, jednak w każdym odcinku twórcy serwują nam kolejne i kolejne zbliżenie na twarz June (w tym sezonie występującej pod imieniem Josepha) – wściekłą, demoniczną i niewyrażającą skrupułów – przy akompaniamencie kontrastującej z nastrojem przewrotnej, wesołej melodii. June z trzeciego sezonu nie wykazuje już szerokiego spektrum emocji – jest zła i zgorzkniała, powoli z bohaterki staje się antybohaterką, w zasadzie czarnym charakterem. Jak widać, Gilead nikogo nie oszczędza.

Wściekła June buntuje się (już trzeci sezon), jednak rewolucja wciąż nie nadchodzi, a ciągłe przeciąganie struny i nieoferowanie w zamian żadnego rozsądnego rozwoju wypadków nadwyręża cierpliwość widza. Szczególnie frustrujący w tym sezonie staje się brak logiki w fabule i konsekwencji w konstrukcji świata przedstawionego. W kraju, w którym wyrażenie swojej opinii kończy się ucięciem palca, a próba sprzeciwienia się jedynej słusznej władzy od razu gwarantuje publiczną egzekucję i zawiśnięcie na murze, pozostające bez konsekwencji czyny June, która robi, co chce i przekracza wszelkie granice prawa i obyczajów, stają się po prostu absurdalne i w oczywisty sposób zaprzeczają wewnętrznej logice świata, w którym przyszło żyć bohaterce. Brak wiarygodności podkopuje ten sezon u jego fundamentów.

Wszystkie te niedociągnięcia są o tyle frustrujące, że trzeci sezon ma swoje przebłyski, pokazując chociażby refleksyjne i pełne emocjonalnej głębi próby wejrzenia w głąb bohaterów. Przykładem niech będzie wątek cierpiącego Luke’a, przeszłość ciotki Lydii czy powrót Emily do żony i dziecka – twórcy pokazują tylko urywki z nowego życia bohaterki i jej emocjonalne zmagania. Wszystkie te wątki udaje się twórcom serialu potraktować z dużą wrażliwością; szkoda, że pozostają bez ciągu dalszego. Wszystkie te epizody miały ogromny potencjał na ciekawy rozwój – studium bohaterów na różne sposoby skrzywdzonych przez reżim. Opowieść podręcznej zdecydowała się jednak porzucić te nowe, nieprzetarte ścieżki i pójść starą drogą, którą twórcy znają już na pamięć.

Trzeci sezon Opowieści podręcznej karmi nas wciąż tymi samymi wątkami, testując naszą cierpliwość i sprawdzając, jak długo jeszcze jesteśmy w stanie znosić te niedoróbki tylko po to, by dowiedzieć się, jak to się wszystko skończy. Uzbrójcie się w cierpliwość. Sezon czwarty już w drodze. Chwała Panu.

Ostatnio dodane